Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Agents of Mayhem - MH na pokazie przedpremierowym

MH lubi trzymać rękę na pulsie i znać wszystkie premiery, nowości i publikacje. Tym razem nasz redaktor miał okazję zagrać w przedpremierową wersję Agents of Mayhem. Zobaczcie, jakie miał wrażenia i czy warto zaplanować dla niej miejsce w swoim budżecie.

Agents of Mayhem
Przyznam szczerze, że gdy usłyszałem z ust naczelnego, że mam jechać pociągiem do Warszawy na przedpremierowy pokaz gry z gatunku TPP – nie byłem chodzącym przykładem szczęścia i radości. Po pierwsze stolica nigdy nie wywoływała u mnie przyjemnych skojarzeń, nie licząc tych historycznych. Po drugie, nie jestem entuzjastą gier, gdzie głównym zadaniem jest uśmiercanie kolejnych hord przeciwników (wyjątkiem jest nasz poczciwy Wiesław). Po trzecie, nie lubię pociągów.

Ale do brzegu – powodem całego zamieszania była zbliżająca się wielkimi krokami premiera gry Agents of Mayhem – futurystycznej strzelanki TPP, w której gracz wciela się w postać jednego z dwunastu tytułowych agentów, mających za zadanie uratować świat przed złym szaleńcem.

Na polski rynek zostanie wprowadzona przez panów z Techlandu. A wprowadzają z rozmachem, bo równocześnie na PC, PS 4 oraz Xbox One. Od razu wypada wyjaśnić dwie istotne rzeczy. Pisząc „futurystyczna”, nie mam na myśli scenerii z bardzo odległej przyszłości, w której ludzkość dysponuje technologią rodem ze Star Wars.

Nie, akcja całej gry toczy się w miejskim, bardzo kolorowym świecie zbudowanym głównie z drapaczy chmur i szklanych biurowców. Futurystyczna w tym przypadku jest agencja Mayhem, jej pracownicy, a także ich wrogowie.

A skąd w ogóle ta cała wrogość? Nie ma tu skomplikowanej fabuły czy świeżego pomysłu - M.A.Y.H.E.M to po prostu tajna organizacja broniąca pokoju na świecie, a bronią tego pokoju przed inną tajną organizacją zwaną L.E.G.I.O.N, na czele której stoi wspomniany już wcześniej szalony złoczyńca. Obowiązkowo zamaskowany.

Drugą kwestią wymagającą szybkiego wyjaśnienia jest zasadność używania w stosunku do agentów terminu „bohaterowie”. Jest ona wątpliwa, bowiem nie wcielamy się jednowymiarowych, wyblakłych agentów pod krawatem, którzy z patriotycznego obowiązku walczą ze złymi kolesiami. Oj, nie.

Są to bardzo barwne, nietuzinkowe postacie, które w przerwach od masowego unicestwiania wrogów ludzkości mają całkiem ciekawe zajęcia. Są tu m.in. gwiazdy porno, mordercy, hakerzy. W skrócie – niezła banda. Ich motywacją jest raczej chęć dobrej zabawy i możliwość bezkarnego postrzelania do bandziorów oraz efektowne niszczenie mienia publicznego, niż faktyczne powołanie moralne. To widać na ekranie i w częstych cutscenkach.

Agents of Mayhem

Każdy z nich, oprócz indywidualnej historii, ma również bardzo spersonalizowane umiejętności. Jeden jest skuteczniejszy w hakowaniu systemów zabezpieczeń, kolejny świetnie strzela z dystansu, a jeszcze inny (lub inna) specjalizuje się w ładunkach wybuchowych. Ta różnorodność sprawia, że gra się nie nudzi. W zależności od preferowanego stylu, możecie kłaść trupem hordy wrogów używając naprawdę wielu sposobów, broni czy umiejętności.

Nasi agenci mogą się zresztą rozwijać. Zdobywają doświadczenie, lepsze uzbrojenie, uczą się nowych zdolności bojowych. Drzewko rozbudowy jest naprawdę imponujące. Jeśli poświęcimy mu trochę czasu, możemy stworzyć dobrze zgrany zespół, który świetnie uzupełni się na placu boju. Mamy również możliwość zadecydować, czy rozwijać indywidualne umiejętności agentów, czy ich zdolność do skutecznej pracy zbiorowej. To oraz sam fakt, że dysponujemy w zasadzie małą armią, sprawia, że Agents of Mayhem jest strzelanką z elementami taktycznymi. Nie eksponowałbym jednak tej taktyczności za bardzo – jest fajnym urozmaiceniem, ale rozgrywka nadal opiera się o totalną rozwałkę.

Warto również zaznaczyć, że siły zła też nie wypadły sroce spod ogona. Mierzymy się z bardzo różnorodnymi przeciwnikami, którzy z każdym kolejnym etapem gry stają się groźniejsi.

Bardzo trafionym pomysłem jest wprowadzona przez twórców możliwość zmiany aktywnego agenta w każdym momencie misji. Wciskasz przycisk funkcyjny i momentalnie na miejscu delikatnej i smukłej pani haker, pojawia się potężnie zbudowany chłop z shotgunem. Oczywiście nie jest to rozwiązanie realistyczne, ale realizmu próżno szukać w całej grze. Agenci nie zabijają się skacząc z 15 piętra, mają nadludzką sprawność i wytrzymałość oraz odporność na wraże kule. Twórcy na każdym kroku przypominają, że nie jest to symulator współczesnego pola bitwy, ale wciągająca i kolorowa zabawa w ratowanie świata.

 

Kolorowa to właściwie słowo klucz, bo lokacje są kalką centrów wielkich miast zbudowanych w zasadzie z samego szkła i betonu. Wszystko bardzo przypomina serię Saints Row. Kto grał, ten wie. Kto nie grał, niech wyobrazi sobie Tokio nocą z jeszcze bardziej przerysowanymi elementami świateł i neonów. Z tą różnicą, że tutaj jest nawet bardziej kreskówkowo. Gra w założeniu ma budzić skojarzenia z popularnymi w poprzednich dekadach „bajkami”, jak Kapitan Planeta. I rzeczywiście – budzi. Czy to dobrze, czy nie, pozostawiam do oceny grającym. Wszak nie każdy musi lubić taki klimat. Miłośnicy pierwszych części Call of Duty raczej nie mają tu czego szukać.

Elementów z Saints Row jest zresztą więcej. Nasi agenci mogą pojeździć brykami, które kursują po ulicach betonowych dżungli. Oczywiście nikt nie pyta o zgodę ich aktualnych właścicieli – szybka kradzież z rozbojem i już siedzisz za kółkiem fajnej fury. Czego się nie zrobi dla ratowania świata, prawda?

Co jeszcze? We wspomnianych wcześniej cutscenkach umiejętnie podkreślono różnice pomiędzy agentami – ich wymiany zdań są dość zabawne, a każdy z pewnością znajdzie swojego faworyta. Oczywiście nie jest to RPG, ale możliwość rozwijania umiejętności i wyposażenia naszych speców od destrukcji, wywołuje u gracza chęć długofalowego planowania ich śmiercionośnego rozkwitu i oglądania w akcji coraz to nowszych metod eliminacji przeciwników.

Premiera gry zaplanowana jest na 18 sierpnia, czyli na sam środek wakacyjnego sezonu ogórkowego w świecie gier. Idealny moment, by wypuścić lekką, zabawną i bezpretensjonalna grę, przy której można się po prostu dobrze bawić. Ja bawiłem się naprawdę przednio, a czas spędzony z agentami z nawiązką wynagrodził mi smutny widok Dworca Centralnego w Warszawie. W pociągu też nie było tak źle – drogę powrotną umilało mi towarzystwo bardzo sympatycznej studentki, która, jak się okazało, jest fanką gier. Zgadnijcie, co jej poleciłem.  

 

Minimalne wymagania Agents of Mayhem:

  • System operacyjny: Windows 7 64-bitowy
  • Procesor: Intel Core i5-680 3.6 GHz lub AMD Phenom II X4 940
  • Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 650 Ti lub AMD Radeon R7 260
  • Pamięć RAM: 6 GB
  • Wolne miejsce: 20 GB

Rekomendowane wymagania Agents of Mayhem:

  • System operacyjny: Windows 7 64-bitowy
  • Procesor: Intel Core i5-4440S 2.8 GHz lub AMD FX-8150
  • Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 750 Ti lub AMD Radeon HD 7850
  • Pamięć RAM: 8 GB
  • Wolne miejsce: 20 GB

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij