REKLAMA

A Way Out [Recenzja]

Tak powinna wyglądać gra kooperacyjna.

A Way Out fot. Wydawca / Producent
fot. Wydawca / Producent
Ciekawe, których ucieczek z więzienia było więcej – prawdziwych czy tych zmyślonych w głowach pisarzy oraz scenarzystów. Obstawiam w ciemno to drugie (dokładne wyliczenia zawsze mogę zbić twierdzeniem, że sporo tych fikcyjnych historii nigdy nie wyszło poza szufladę).

Ale do rzeczy – „A Way Out” jest właśnie taką bardzo zręcznie napisaną i renderowaną historią drapnięcia dwóch kumpli z zakładu karnego. Jak zwykle w takim wypadku sama ucieczka to tylko część story, bo przecież coś tę relację pozornie niepasujących do siebie postaci musi napędzać (czyżby znowu zemsta, hm?), a po drodze potrzebny jest jeszcze fabularny twist.

Tak, „A Way Out” to klisza za kliszą, ale wykonana z pełną świadomością tego faktu, przez co całość chłonie się tak przyjemnie. Zwłaszcza że do zabawy naprawdę trzeba dwojga – grać można tylko w trybie kooperacyjnym (wystarczy jedna zakupiona kopia na dwóch graczy (fajnie, prawda?). Sprawdza się to lepiej niż dobrze, bo ani lokacje nie są wielkie, ani wyzwania jakieś porażająco trudne. Co oznacza, że z gry czerpie się po prostu nieskrywaną radość – nie wkrada się tu żaden chaos i często ma się wrażenie, że tak właśnie powinna wyglądać gra kooperacyjna.

Fajnie jest bowiem zwiać z najlepszym kumplem z więzienia, zwłaszcza jeżeli wcześniej nikt was w nim nie zamknął. Ot, przewaga wyobraźni nad realem.

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA