Zasady Króla Jamesa: jak nie zmarnować talentu

Być może będzie najlepszym koszykarzem wszech czasów, ale nie to jest najważniejsze. LeBron James, gwiazda NBA i lider Cleveland Cavaliers, to żywy dowód na to, że nie liczy się talent, z jakim się człowiek rodzi, ale to, co zrobi z nim później.

Carlos Serrao (Rodale Images)
James gra w koszykówkę, bo ma do tego talent, ale reszta jego osiągnięć jest efektem siły woli. LeBron: Zamierzam wykorzystać talent, które otrzymałem od Boga, i wszystko, czym dysponuję, aby moje życie było jak najlepsze. (fot. Carlos Serrao)

To była pierwsza gorzka pigułka, którą musiał przełknąć, od czasu kiedy w wieku 18 lat przeszedł bezpośrednio do NBA ze szkoły średniej St. Vincent-St. Mary w Akron w stanie Ohio (w kolejnych dwóch latach Cavs nie awansują nawet do finału NBA, mimo że LeBron dwoi się i troi, najpierw zdobywając tytuł najlepszego strzelca ligi w 2008 r., a rok później nagrodę dla Najbardziej Wartościowego Gracza (MVP) - przyp. red.).

REKLAMA

"Król James", jak ochrzcili go komentatorzy i dziennikarze, już wtedy był bohaterem plotek i spekulacji. Sportowi dziennikarze prześcigali się w dyskusjach: czy uda mu się wśród zawodowców nie tylko grać na tak wysokim poziomie jak w rozgrywkach licealnych, ale też równie wyraźnie dominować? Czy podpisze kontrakt o wartości 13 milionów dolarów? Czy zarobi 90 milionów dolarów z kontraktów reklamowych? Będzie kolejnym Magic Johnsonem czy następcą Air Jordana?

Odpowiedź na wszystkie z tych pytań oprócz ostatniego brzmi: tak. W ciągu 5 lat, od kiedy znalazł się w Cleveland wybrany z numerem 1 w drafcie w 2003 roku, James wielokrotnie brał na swoje barki ciężar odpowiedzialności, pomagając Kawalerzystom wygrywać coraz więcej i więcej meczów. A robił to z dojrzałością, której brakuje większości zawodników starszych od niego nawet o dekadę.

Teraz jest wielką gwiazdą, nie tylko na boisku. W kontaktach z mediami czuje się jak ryba w wodzie, jednocześnie jest biznesmenem, adwokatem czarnej społeczności i ojcem 2 synów. Ma wszystkie cechy ikony sportu. Ale nie to jest najbardziej zadziwiającą częścią tej opowieści. Pamiętajcie - on ma dopiero 23 lata!

Talent od Boga

Przeciętny dwudziestotrzylatek ciągle jeszcze żyje studenckimi imprezami i zastanawia się, jak odsunąć moment wejścia w dorosłe życie. Wśród nich są jednak tysiące zmotywowanych 23-latków składających podania do renomowanych szkół medycznych lub walczących o staż w najlepszych kancelariach prawniczych. Wszyscy ci utalentowani młodzieńcy szukający okazji do zrobienia kariery mają wiele powodów, aby być z siebie dumnymi, a jednak wciąż muszą szlifować swoje CV, na których często widnieją jedynie wyniki uczelnianych egzaminów lub rekomendacje stowarzyszeń studenckich.

Nie twierdzę, że LeBron jest wyjątkowy z powodu "talentu od Boga", jak sam go nazywa. Wiele osób ma predyspozycje do uprawiania sportu na najwyższym poziomie. Twierdzę za to, że zainwestowanie swoich zdolności w coś większego, działanie na tak wyśrubowanym poziomie, zwłaszcza pod ogromną presją mediów, a wszystko to jeszcze przed uzyskaniem możliwości legalnego picia alkoholu (w USA dopiero po skończeniu 21 lat - przyp. red.), jest wyjątkowe. I warte dalszych rozważań.

Życie na poważnie

Zapytajcie się jakiegoś faceta, czy swoje życie bierze na poważnie. Bez wątpienia powie, że tak. Ale czy jest tak na pewno? Życie pokazują, że jednak nie. Dwie trzecie mężczyzn w USA ma nadwagę lub wręcz otyłość, trzech na dziesięciu pije za dużo, ponad 23% pali, około 4% wpadła w sidła hazardu, tylko 60% oszczędza wystarczająco dużo pieniędzy na emeryturę.

Takie statystyki można mnożyć, a żadna z nich nie udowodni, że mężczyźni biorą życie na poważnie. Co gorsza, wielu z nich - nawet spośród tych, którzy czytają ten magazyn - demografowie określiliby mianem dobrze wykształconych i zamożnych (a także, przynajmniej teoretycznie, inteligentnych).

1 2 3 ... 5
STRONA 2 z 5
REKLAMA