Wojskowy trening Murphiego - na czym polega jego fenomen?

Murph to jeden z najtrudniejszych i najbardziej znanych crossfitowych treningów. Niewiele osób jednak wie, jakie są jego korzenie i kim był człowiek, na którego cześć został tak nazwany. Oto historia wojennego bohatera oraz jego niespodziewanego dziedzictwa.

Trening Murphiego FOT. JAMES STONEKING, US NAVY
To amerykańskie święto, przypadające pod koniec maja, zdążyło się już skojarzyć z grillem i piwem. Jednak Joshua Appel, wtedy lekarz z Albany w stanie Nowy Jork, chciał przypomnieć sobie oraz innym o jego korzeniach. Szukał sposobu, aby myślą i ciałem upamiętnić ludzi, którzy stracili życie, służąc z bronią w ręku swojemu krajowi.

REKLAMA

Appel akurat zaczął trenować w CrossFit Albany. „Usłyszałem wtedy o Hero WOD, zwanym Murph” – opowiada. Ten trening jest jednym z najtrudniejszych crossfitowych WOD-ów. Wymaga przebiegnięcia 1600 m, wykonania 100 podciągnięć, 200 pompek i 300 przysiadów, a potem ponownie pokonania biegiem 1600 m. Wszystko to w kamizelce taktycznej. A co to znaczy Hero WOD? To specjalny rodzaj treningów, które są dedykowane żołnierzom oraz członkom różnego rodzaju służb ratowniczych, którzy polegli na służbie.

„Przyszło mi wtedy do głowy:  ciekawe, czy to ten sam Murph?”  – wspomina dr Joshua Appel, który zdecydowanie nie był typowym  lekarzem. Już w 1994 roku związał się z wojskiem. Zaczął jako paramedyk w siłach lotniczych, by potem stać się żołnierzem wyspecjalizowanym w poszukiwaniu i ratowaniu towarzyszy broni rannych  w walce. W końcu rozpoczął studia medyczne, które ukończył 11 maja 2005 roku. A zaraz potem zrobiło się naprawdę gorąco. Dwa dni później znalazł się bowiem na pokładzie  samolotu lecącego do Afganistanu.  

Trening MurphiegoFOT. JAMES STONEKING, US NAVY
Zespoł Navy SEALs biorący udział w operacji Czerwone Skrzydło.

 

„28 czerwca dostaliśmy meldunek, że zaginął zespół Navy SEALs i został zestrzelony helikopter Chinook” – wspomina. W operacji Czerwone Skrzydło poszło nie tak wszystko, co tylko mogło w tego typu zadaniu. Rankiem tego dnia w górach Hindukusz na wysokości jakichś 3000 m n.p.m. został zrzucony czteroosobowy zespół Navy SEALs w składzie: porucznik Michael Murphy oraz trzech podoficerów: Danny Dietz, Matthew Axelson i Marcus Luttrell. Mieli zadanie przeprowadzić rekonesans przed nachodzącą operacją przeciwko talibskiemu dowódcy Ahmadowi Shahowi. Plan zaczął się sypać, gdy na komandosów natknęli się przypadkowo pasterze. Po kilku godzinach SEALsi byli ostrzeliwani z trzech stron przez ponad 50 partyzantów.

Wszyscy komandosi zostali ranni i zepchnięto ich pod skały, które blokowały łączność. Porucznik Murphy miał pełną świadomość tragicznego położenia i wtedy, jak opisuje to raport US Navy: „Bez wahania i z narażeniem własnego życia wyszedł na otwartą pozycję, żeby wezwać wsparcie. W wyniku tego przemyślanego i heroicznego czynu pozbawił się osłony i wystawił na ostrzał wroga. Otrzymał postrzał w plecy i upuścił nadajnik”. Mimo ran, Murphy’emu udało się podnieść urządzenie  i wezwać pomoc. Tego dnia śmierć poniosło trzech SEALsów ze wspomnianego zespołu: Murphy, Dietz i Axelson.

Podobny los spotkał 16 żołnierzy sił specjalnych, którzy lecieli im na odsiecz. Ich helikopter został zestrzelony. Ocalał Marcus Luttrell, któremu cudem udało się uciec. Odnaleźli go Afgańczycy z lokalnej wioski, którzy ukrywali go u siebie przez 3 dni. Jego historia została poźniej opisana w książce (polski tytuł: „Przetrwałem Afganistan”) i filmie („Ocalony” – w Luttrella wciela się Mark Wahlberg, a Murphy’ego gra Taylor Kitsch).

„Byłem liderem paramedycznego zespołu, który uratował Marcusa Lutrella i odzyskał ciała Michaela Murphy’ego oraz Danny’ego Dietza” – mówi Appel, który zatrzymał kamizelkę taktyczną, noszoną podczas tej misji. Kiedy dwa lata później zdał sobie sprawę, że trening Murph został tak nazwany na cześć właśnie tego Murphy’ego, zaproponował właścicielowi boxu Albany CrossFit, by w Memorial Day wspólnie wykonać któryś z treningów poświęconych wojennym bohaterom. Najlepiej Murph. „Zebrało się 13, może 15 osób.

To nie były zawody. Chodziło po prostu o to, aby wspólnie pocierpieć w Memorial Day i pomyśleć o ludziach, którzy ponieśli największą ofiarę. Brzmi sentymentalnie, ale jednak daje kopa i motywację. A potem zacząłem się zastanawiać, czy nie dałoby się zrobić z tego większej sprawy. Pomyślałem, że to powinna być narodowa inicjatywa” – mówi Appel.

Z basenu do Navy SEALs

„Kiedy Michael miał dwa lata, zobaczył u sąsiada basen. Podbiegł do niego i bez namysłu władował się do wody. Rzuciłem na ziemię portfel oraz klucze i skoczyłem go ratować. A on po prostu przepłynął na drugą stronę i wyszedł na brzeg z wielkim uśmiechem na twarzy” – wspomina Dan Murphy, ojciec Michaela. Takich historii przypomina sobie więcej. W szkole jego syn zyskał przydomek „Obrońca”, po tym jak postawił się grupie, która prześladowała niepełnosprawnego ucznia. Z kolei jako nastolatek wziął w obronę napastowanego bezdomnego zbieracza puszek.

Na Penn State University Michael studiował psychologię i nauki polityczne, grał w hokeja i sumiennie wywiązywał się z zadań związanych z podtrzymaniem opinii uczelni jako jednej z najbardziej imprezowych w całych USA. Początkowo planował wstąpić do FBI, ale ostatecznie zaciągnął się do marynarki i w lipcu 2002 roku otrzymał trójząb SEALsa. Na początku roku 2005 trafił do Afganistanu.

Dan Murphy opowiada MH, że po tym, jak Michael zdecydował się zostać komandosem, zaczął biegać i ćwiczyć kalistenikę, a potem odkrył CrossFit. Oraz to, że oba te rodzaje treningu bardzo pomogą mu w robocie SEALsa, który w czasie swoich zadań często musi biegać, pchać, ciągnąć i podnosić. Murphy robił to wszystko, nosząc ważącą 7,4 kg kamizelkę taktyczną, dlatego nazywał swój trening Body Armour. I tak narodził się WOD, znany później jako Murph. „Standardowy czas Michaela to 32-35 minut” – mówi Dan Murphy.

Zalety tego treningu? Praktycznie nie wymaga sprzętu i można go wykonać prawie wszędzie. A żołnierze stacjonujący nawet w najtrudniejszych warunkach mają przecież kamizelki taktyczne i mogą znaleźć coś, na czym da się podciągnąć. I to wystarczy, żeby ćwiczyć niezbędne im, podstawowe wzorce ruchowe.

Trening MurphiegoFOT. JAMES STONEKING, US NAVY
Porucznik Michael Murphy.

 

Droga na szerokie wody

Kiedy do rodziców Michaela dotarły wieści o operacji Czerwone Skrzydło, z powodu altruistycznej natury syna od razu spodziewali się najgorszego. „Powiedziano nam, że najprawdopodobniej przeżyła przynajmniej jedna osoba. Pamiętam, jak obróciłem się do matki Michaela i powiedziałem: »Wiemy, jaki on jest. Jeśli przeżyje tylko jeden, nie będzie to Michael«” – opowiada Dan Murphy.

Po śmierci jego syna wieść o treningu Body Armour zaczęła się rozchodzić pocztą pantoflową między zespołami SEALs – zarówno na zmianach w Afganistanie i Iraku, jak i w bazach w USA. I właśnie na tym etapie w historii pojawił się Greg Glassman, założyciel CrossFitu. „Skontakował się ze mną Darren Andersen i zapytał, czy uhonorowałbym jego dowódcę, nadając WOD-owi imię oficera” – mówi Glassman. Andersen był jednym z setek SEALsów, którzy odbywali pielgrzymki do Santa Cruz w Kalifornii, gdzie narodził się CrossFit.

To czasy gdy było jeszcze zaledwie 13 boxów, ale Glassman już wtedy na stronie crossfit.com publikował propozycje treningów dnia, zwanych WOD-ami, a jego system treningowy zdobywał coraz większą popularność wśród operatorów sił specjalnych i funkcjonariuszy służb mundurowych, ponieważ kładł nacisk na funkcjonalność. „Zrobiliśmy trening Body Armour może z 5 razy razy, zanim pojawił sie na stronie internetowej – wspomina Greg Amundson, były agent FDA, jeden z pionierów CrossFitu.

– Byliśmy świnkami doświadczalnymi. Często zdarzało się, że robiliśmy treningi, które Greg wymyślał na bieżąco, rozpisując je na tablicy. Dopiero później trafiały na crossfit.com” – opisuje Amundson. W tym czasie Body Armour wykonywano, nosząc to, co ktoś akurat miał na stanie – pełna dowolność. Jedni używali standardowych kamizelek o masie 9 kg, drudzy lżejszych albo cięższych. Wysoka trudność treningu wzmagała wśród ćwiczących poczucie wspólnoty, a dodatkowego smaczku dodawała możliwość wykonywania ćwiczeń w różnej kolejności (powtórzenia w czasie całego treningu miały się sumować do określonej liczby), co wymagało ułożenia odpowiedniej strategii.

„Nie było wiadomo, co zrobi partner po Twojej lewej i prawej stronie. Wiedzieliśmy tylko, że razem zaczynamy biegiem, a potem razem nim kończymy. A w międzyczasie mogło zdarzyć się wszystko. To była przygoda. W Body Armour było coś, dzięki czemu miał wyjątkową atmosferę" – przekonuje Amundson.

WOD-y nazywane na cześć wojennych bohaterów zdarzały się już wcześniej, ale w przypadku Body Armour było inaczej. „Powiązania między SEALsami a crossfitowym boxem w Santa Cruz były bardzo mocne. Wielu trenujących tam komandosów znało osobiście porucznika Michaela Murphy’ego” – dodaje Amundson. 17 sierpnia 2005 roku Greg Glassman opublikował szczegóły treningu na stronie crossfit.com i dołączył komentarz: „Pamięci porucznika Michaela Murphy’ego, 29 l, z Patchogue w stanie Nowy Jork, który poległ 28 czerwca 2005 roku w Afganistanie. To był ulubiony trening Mike’a i on dał mu nazwę Body Armour. Od tej pory będzie nazywać się Murph”.

Na szerokich wodach

W październiku 2007 roku Murphy’emu przyznano Medal Honoru – najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe. Otrzymują je wyłącznie ludzie, którzy na polu walki wykazali się wyjątkowymi aktami bohaterstwa. A Appel postanowił, że każdy Memorial Day będzie celebrował wykonaniem Murpha. W 2010 roku skontktował się z Danem Murphym. „Nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałem, ale zdecydowałem, że jeśli chcę robić coś na skalę krajową w imieniu syna, dobrze byłoby mieć zgodę ojca” – wspomina Appel. Postanowił zorganizować publiczną zbiórkę, z której środki miały zasilić organizacje charytatywne dla żołnierzy i fundację imienia Michaela Murphy’ego. Założył ją Dan Murphy, ponieważ jednym z ulubionych powiedzeń porucznika było: „Edukacja uczyni Cię wolnym”. Środki miały pochodzić z drobnych datków, wnoszonych przez tych, którzy zdecydują się podjąć wyzwanie i wykonywać trening w czasie Memorial Day.

„Porozmawialiśmy i Dan zapytał: »Chcesz poprosić ludzi, żeby dali pieniądze za to, że zrobią trening na własnej siłowni? Naprawdę myślisz, że ktoś coś wpłaci?«. A ja odpowiedziałem: »Nie znasz crossfitowej społeczności«” – opowiada Dan.

W 2011 roku na specjalnej stronie internetowej zarejestrowało się około 7800 osób i wpłaciło datki. W kolejnym roku Appel zadzwonił do Mike’a Sauersa, byłego SEALsa, który założył firmę Forge, produkującą inspirowane militarnie ubrania treningowe. Zapytał go, czy przygotuje koszulki, mające zachęcić ludzi, aby dołączyli do akcji.

„Cały transport ponad 10 tysięcy T-shirtów trafił do mnie, ponieważ to ja miałem listę mejlingową. Pakowaliśmy je z żoną do kopert, a to był czas, kiedy akurat urodziły nam się bliźniaki. Byłem przekonany, że w następnym roku nie damy już rady dalej organizować akcji” – wpomina Appel.

Na szczęście Sauers chętnie przejął inicjatywę i wziął kwestie organizacyjne na siebie. Wkrótce odkrył, że Murph, który był nawet wśród SEALsów uważany za bardzo wymagający trening, jest dla wielu osób zbyt ciężki. Sauers nie chciał, by ludzie się zrażali, więc zaczął określać go mianem wyzwania. Już samo to miało sygnalizować, że nie jest do ogarnięcia w 10-15 minut. Zaczęto też opracowywać specjalne programy treningowe, aby każdy mógł poradzić sobie z Murphem.

Appel ujmuje to tak: „Nie musisz być SEALsem, aby zrobić Murpha. Jasne, to pomaga, ale trening można skalować i dzięki temu jest naprawdę dla każdego. Nie możesz się podciągać normalnie? Podciągaj się w podporze na kółkach. Nie możesz biegać? Wiosłuj. Nawet jeśli masz 90 lat i jeździsz na wózku, możemy przygotować odpowiednią wersję”. To po prostu musi być coś długiego i ciężkiego, najlepiej najbardziej wymagający trening roku.

Standardowy Murph jest wyzwaniem nawet dla najlepszych atletów. Dave Castro, były żołnierz SEALs i wieloletni dyrektor programowy CrossFit, użył go do otwarcia CrossFit Games w 2015 roku. „Było ciężko. Temperatura dochodziła do 30 °C, więc stadion StubHub Center w Carson, na którym rozgrywano zawody, zamieniał się w hutniczy piec. Na dodatek kamizelki taktyczne dodatkowo utrudniały schładzanie” – wspomina Castro. W 2015 roku wygrał Björgvin Karl Guðmundsson z czasem 38 minut i 36 sekund. Gazeta „San Diego Union-Tribune” tego dnia donosiła: „Murph sprawił, że najlepsi okazali się śmiertelni”. Wycisk dany elicie sprawił, że legenda Murpha urosła jeszcze mocniej.

W tym czasie Sauers wykorzystywał swoje kontakty, aby Murph stał się znany poza środowiskiem crossfitowym. „Pomagałem Chrisowi Prattowi w przygotowaniach do roli w filmie »Wróg numer jeden« i zostaliśmy przyjaciółmi. On robi Murpha od 2012 roku” – mówi Sauers. Z kolei John Krasinski i Dwayne „The Rock” Johnson wykonali trening w 2018 roku. Ten drugi napisał potem na Instagamie: „To był zaszczyt przelać pot za porucznika Michaela Murphy’ego”.

Kariera Murpha mocno przyspieszyła dzięki popularności Instagrama, który pozwolił dzielić się z innymi swoimi wysiłkiem. Trening opisywany jest hashtagami: #murph, #murphchallenge, #murphwod. W czasie ostatniego Memorial Day nieoficjalny rekord wykonania treningu ustanowił jeden z najwszechstronniejszych atletów na świecie Hunter McIntyre z czasem 34 min i 13 s. Z kolei Lee Davis z Rhapsody CrossFit w Charleston ukończył w czasie jednej doby aż 16 rund Murpha. W historii zapisał się też Graham Dessert, który robił Murpha codziennie przez 365 dni.

Castro tłumaczy, że Murph stał się ikoniczny dzięki trzem elementom: historii bohaterskiego SEALsa, wyjątkowej trudności oraz społeczności, która się wokół niego zbudowała. Ty też możesz stać się częścią tej niesamowitej historii: zajrzyj na strony themurphchallenge.com oraz zacharselekcja.pl. Na tej ostatniej dowiesz się więcej o polskiej edycji The Murph Challenge.

Zobacz również:
Trenowanie przy gorszej pogodzie jest często lepsze niż przy tej lepszej. Budujesz wtedy nie tylko siłę ciała, ale i moc ducha. Oto 10 sposobów na to, by nie odpuścić treningów, kiedy złota polska jesień postanowi zrobić sobie krótką przerwę.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA