Usyk czy Joshua - kto wygra rewanż?

Zostało raptem kilka dni do najważniejszej i najciekawszej bokserskiej walki roku. Rewanżowe starcie Ołeksandra Usyka i Anthony'ego Joshuy jest pod każdym względem jeszcze bardziej elektryzujące niż ich pierwszy pojedynek. Pytanie tylko, kto wygra rewanż Usyk vs. Joshua.

boks Rex Features/East News

Z ogromnym zdziwieniem obserwowałem pracę narożnika Anthony'ego Joshuy pomiędzy kolejnymi rundami, które przecież ten przegrywał. Joshua przez swojego trenera, Roba McCrackena, był uspokajany, zapewniany o świetnym występie, kolejnych rundach zapisywanych na jego konto. Tymczasem nawet mniej wyrobiony widz, obserwując pojedynek w telewizji, zdawał sobie sprawę z tego, że Brytyjczyk tę walkę przegrywa i konieczna jest radykalna zmiana w taktyce, by w ogóle myśleć o uniesieniu rąk w geście zwycięstwa.

Tej zmiany jednak zabrakło. Kibic złotego medalisty olimpijskiego w wadzie superciężkiej na igrzyskach w Londynie 2012 (Ołeksandr Usyk zdobył na tej samej imprezie złoto w kategorii ciężkiej) mógł się jeszcze łudzić, że prawdziwe bomby Anthony Joshua odpali w samej końcówce, gdy nie mając już nic do stracenia, po prostu pójdzie na całość. Rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej; to Joshua w ostatnich sekundach walki był skrajnie wyczerpany i prawdopodobnie na granicy nokautu. Po Usyku, którego twarz co prawda nosiła solidne i wyraźne ślady walki, takiego zmęczenia widać nie było.

To dziwne tym bardziej, że przed samą walką Joshua zapowiadał przecież, iż jest gotowy na wszystko. Podczas jednej z konferencji zdradził w ogóle swój plan na walkę: chciał boksować tak długo, jak to przynosić będzie efekt, a w razie niepowodzenia przejdzie do planu B, czyli na pretendenta po prostu się rzuci.

Oczywiście nic z tego nie wyszło. Oczywiście do samego Joshuy łatwo mieć pretensje. Z poziomu kibica taki zryw wydaje się bardzo łatwy; to przecież nic trudnego nagle wyjść zza gardy i po prostu zacząć młócić łapami jak oszalały. Wystarczy jednak kilka razy samemu wziąć udział w bokserskiej walce albo chociaż sparingu, by zdać sobie sprawę z tego, że to wcale łatwe zadanie nie jest. Dyspozycja dnia, zmęczenie albo zwykły strach przed jeszcze większym blamażem mogą skutecznie wyłączyć zdolność do takiego zrywu.

Zwłaszcza jeśli - tak jak Joshua - było się wcześniej na granicy nokautu albo pojedynek w ten sposób się przegrało. To zostaje w głowie i strach przed powtórką, jakimś kontrującym uderzeniem, może okazać się paraliżujący. Zwłaszcza gdy z drugiego narożnika do kolejnych rund wychodzi taki wirtuoz jak Ołeksandr Usyk. To pięściarz doskonały, kompletny, w dodatku mańkut, co przecież zawsze stanowi dla orthodoxa dodatkowy kłopot. Usyk w wadze junior ciężkiej zachwycał. Po wygranej nad Krzysztofem Głowackim (oglądałem ten pojedynek na żywo w Gdańsku i jak dziś pamiętam, gdy mniej więcej w jego połowie niemal cała hala zorientowała się, że obserwuje właśnie narodziny nowej bokserskiej gwiazdy) Usyk swoją kategorię wagową po prostu zdominował.

Jego pojedynków nie trzeba było nawet oglądać - gdyby nie była to za każdym razem uczta dla oczu - ani nawet o nich następnie czytać, by wiedzieć, jak się one, jeden po drugim, skończyły. Ołeksandr Usyk swoją pracą na nogach, wręcz tańcem, ogromnymi umiejętnościami defensywnymi i ofensywnymi po prostu czarował.

Jednak jego debiut w wadze ciężkiej z Chazzem Whitespoonem nie był aż tak przekonujący. Podobnie jak pojedynek z doskonale znanym polskim kibicom Dereckiem Chisorą. Chisora radził sobie, wywierając nieustanną presję, całkiem nieźle. Tutaj rozmiar i siła ciosu robiły wrażenie. Na tyle, że eksperci zgodnie twierdzili, iż trochę lepszy ciężki z Usykiem poradziłby sobie bez większego problemu. To dlatego po ogłoszeniu walki Usyka z Joshuą większość komentatorów była pewna, że pojedynek wygra ten drugi. Usyk miał być po prostu za mały i miało mu brakować siły ciosu.

Tymczasem Usyk Anthony'ego Joshuę niemal zdominował.

To prowadzi z kolei do kolejnego pytania: czy Usyk tę walkę wygrał, czy też Joshua raczej ją przegrał?

I co to oznacza w kontekście wielkiego rewanżu?

Usyk czy Joshua - kto wygra rewanż?

Przed rewanżowym starciem wydarzyły się dwie rzeczy dla niego kluczowe, oczywiście o zupełnie różnej wadze.

Pierwsza: Joshua pożegnał się ze swoim wieloletnim trenerem i udał się na poszukiwania nowego specjalisty. Po kilku, nazwijmy to, przymiarkach, zdecydował się na współpracę z Robertem Garcią, byłym mistrzem świata w wadze superpiórkowej, a następnie trenerm m.in. swojego syna, Mikey'a Garcii (mistrz świata w czterech kategoriach wagowych), Nonito Donaire (również mistrz świata w czterech dywizjach), Antonia Margarito, Marcosa Maidany czy Victora Ortiza. To nie tylko wielkie nazwiska w świecie boksu, ale też pięściarze, którzy słynęli bądź słyną z wyjątkowo agresywnego boksu. Czyli takiego, którego Anthony'emu Joshui w pierwszym pojedynku z Ołeksandrem Usykiem zabrakło.

(Inna sprawa, że Robert Garcia nigdy nie sięgnął ze swoim zawodnikiem po mistrzostwo świata w kategorii ciężkiej. To może być z jednej strony dodatkowa motywacja do działania, ale też zwiastun kłopotów).

Druga kluczowa dla rewanżu rzecz: wojna. 24 lutego 2022 roku Rosjanie zaatakowali Ukrainę. Ołeksandr Usyk zawiesił rozmowy o rewanżu i przestał trenować, by po chwili znaleźć się w Ukrainie i tam wspierać rodaków jako członek wojsk obrony terytorialnej (na taki sam krok zdecydował się również inny wybitny pięściarz, Wasyl Łomaczenko).

Gdy Ukraińcom udało się jednak doprowadzić do odwrotu Rosjan spod Kijowa, Usyk dostał pozwolenie władz na opuszczenie Ukrainy i przygotowania do rewanżowej walki. Uznano, że dla ukraińskiej sprawy, poprzez jej konsekwentne nagłaśnianie, pięściarz jest w stanie zrobić więcej. Sam Usyk podobno długo się wahał, w końcu jednak dał się przekonać, w czym mocno pomogły prośby o reprezentowanie kraju kierowane w jego stronę przez żołnierzy walczących na froncie.

Tu pojawia się zasadne pytanie: na ile rosyjska inwazja wpłynęła, po pierwsze, na przygotowania Ukraińca do walki, a po drugie na jego psychikę. Jeszcze podczas najgorętszego etapu wojny żona Usyka, Jkateryna, publikowała w mediach społecznościowych informacje o tym, że jej mąż wyraźnie stracił na wadze, a także zdjęcia zajętego przez rosyjskie wojska zdjęcia ich rodzinnego domu pod Kijowem. To musi zostać w głowie.

Można oczywiście całkiem zasadnie mówić, że Ołeksandr Usyk to prawdziwy profesjonalista, wybitny pięściarz amatorski i zawodowy, więc na tych kilkadziesiąt minut w ringu odetnie się od wszystkiego, co nie jest związane z boksem. Może tak myśleć nawet sam Usyk, prawda jest jednak taka, że o tym, czy wojenną traumę można na chwilę wyłączyć, przekonamy się dopiero za kilka dni.

Mam przy okazji nadzieję, że ukraiński pięściarz wykorzysta tę walkę, by okazać wsparcie rodakom, a także zamanifestować swój stosunek do rosyjskiej inwazji. Wówczas starcie z Anthonym Joshuą urośnie do rangi pewnego rodzaju symbolu; okaże się czymś więcej niż tylko kolejną potyczką na pięści. To zresztą wydaje się bardziej niż pewne; Usyk doskonale zdaje sobie sprawę z wagi całego przedsięwzięcia. Wystarczy wspomnieć, że z własnej kieszeni chciał wykupić prawa telewizyjne do pojedynku, aby Ukraińcy w kraju mogli oglądać go za darmo. Ten ruch finalnie okazał się niepotrzebny, bo organizatorzy po wpłynięciu takiej oferty sami zdecydowali się odblokować transmisję.

Mam też nadzieję, że na stosowny gest albo nawet gesty zdecyduje się również Anthony Joshua. I tylko mam ogromny zgryz z samym miejscem pojedynku. Ale o tym kiedy indziej.

Usyk czy Joshua? Kto ma większe szanse?

Joshua w ostatnich wywiadach przyznał się do błędu. Mówił: "Chciałem boksować 12 rund, pokazać, że jestem od niego lepszy. Teraz chcę go zdemolować". To dobry zwiastun na drugą walkę, ale przecież dokładnie tego po Brytyjczyku spodziewa się Usyk. Ukrainiec na pewno jest na taki scenariusz gotowy, a pewnie sam ma w zanadrzu kilka niespodzianek. Wygląda na potężnego i bardzo zmotywowanego. Jego sparingpartnerzy są pewni zwycięstwa.

To dlatego druga walka Usyka z Joshuą jest tak ciekawa. Trudno przewidzieć jej przebieg. Jeśli Brytyjczyk ruszy od pierwszego gongu i złapie Usyka prawym prostym, może być po zawodach. A co jeśli nadzieje się na kontrę, albo Usyk elegancko zejdzie z linii ciosu, odbierając tym samym Joshui całą pewność siebie? Czy ten ostatni ma plan B? I czy ten pierwszy też?

Eddie Hearn, promotor Anthony'ego Joshuy typuje nokaut na Usyku do końca szóstej rundy. Z kolei Andy Ruiz Jr., sensacyjny pogromca Brytyjczyka, który w rewanżu pokpił sprawę i musiał oddać swoje pasy, zaznacza, że bardzo trudno jest na nowo ustawić zawodnika podczas pojedynczego okresu przygotowawczego. To prawda, Joshua nie miał za dużo czasu, żeby nauczyć się nowych sztuczek. Tyle że... nie musiał. Wystarczy, że odnalazł swoją ringową agresję i instynkt zabójcy, z którego słynął wcześniej. Według Aleksandra Krasjuka, promotora Usyka, Joshua za dużo w ringu myśli, co zabiera mu czas i energię, podczas gdy jego pięściarz walczy instynktownie, bo długie kombinacje ciosów, z których słynie, ma już wdrukowane w podświadomość.

Amir Khan uważa, że Joshua musi wejść w Usyka od samego początku, jeśli chce tę walkę wygrać. Inni brytyjscy pięściarze uważają, że w razie porażki Joshua prawdopodobnie skończy karierę, bo ambicja nie pozwoli mu przejść do drugiego szeregu.

Już zauważyłeś, do czego zmierzam? Przed rewanżem wszyscy zastanawiają się, co zrobi, albo czego nie zrobi Anthony Joshua, jakby tylko od jego postawy zależał werdykt. Wydaje się, że Ołeksandr Usyk musi po prostu robić swoje, boksować jak zawsze, by zwyciężyć. Warto jednak przypomnieć, że przed pierwszym pojedynkiem Joshua vs. Usyk niemal wszyscy eksperci, komentatorzy, trenerzy i emerytowani bądź aktywni pięściarze też pewni byli swoich typów, a walkę mieli rozpisaną praktycznie runda po rundzie. Teraz nawet zabawnie czyta się te wszystkie analizy (również moją sprzed roku). Może nie tak zabawnie, jak zapewnienia Artura Szpilki z 2015 roku, że ten sprawiłby Brytyjczykowi problemy, ale jednak.

Dla Anthony'ego Joshuy ta walka może być pięknym redemption story. Dla Ołeksandra Usyka kolejnym pojedynkiem potwierdzającym jego wielkość. Jak typuję tę walkę? Nawet nie próbuję zgadywać werdyktu; zbyt dużo jest tu niewiadomych. Wiem jednak, że obejrzę świetną walkę. I jako kibic chciałbym, żeby tym razem wygrał Brytyjczyk, bo oczyma duszy już widzę to zakończenie trylogii na stadionie w Kijowie.

Walkę w ramach miesięcznej subskrypcji będzie można zobaczyć na platformie DAZN. Według rozpiski gali Usyk i Joshua wejdą do ringu już koło godziny 22.

A Ty? Jak typujesz?

REKLAMA