Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Trening strongmanów - ludzie z kamienia

Za sprzęt służą im części starych maszyn rolniczych, kamienie i drewniane kłody. Po treningu z satysfakcją przybijają sobie krwawe piątki i nie dyskutują o najnowszej kolekcji odzieży kompresyjnej. W tym świecie liczy się tylko brutalna siła. Trenowaliśmy ze strongmanami. I żyjemy.

Strong-man, trening siłowy Zbuduj formę oraz kamienne mięśnie... No tak, kamieniem.
Około 20:57 biurowa okolica jest prawie całkiem opustoszała. Niedobitki wychodzą ze szklanych budynków korporacji, aby udać się na zasłużony odpoczynek po kolejnym wyczerpującym dniu przy biurku. Po drganiach wyczuwalnych na powierzchni pięćsetkilogramowej opony czujemy, że ich pociąg powrotny właśnie rusza.

Gdy oni siedzą już wygodnie na miejscach, wpatrzeni w swoje smartfony, my wpatrujemy się w cień, oczekując komendy. My, to znaczy ja i dwóch gości, którzy w żelaznym uścisku brudnych od magnezji dłoni trzymają wspomniane pół tony. Jesteśmy jak bracia w brutalnym teście siły i charakteru. Zerkam w bok, z ich twarzy wyczytuję tylko skupienie. Pada komenda. Na „trzy” opona idzie w górę, opornie i powoli. Podwajamy wysiłki, aby pokonać ciężar.

Przeczytaj też: Klasyczny trening siłowy

Żaden z nas nie wstydzi się jęku, każdy obecny zna ten cudowny ból rozrywający mięśnie. Opieramy ciągnący w dół ciężar na udach. Stara guma niemiłosiernie szarpie skórę. Jutro moje kolana będą spuchnięte, barki przybiorą odcień głębokiej purpury, a dłonie zarobią kilka krwawiących otarć. Kątem oka zerkam na kumpli po lewej i wiem, że żadna z tych rzeczy nie ma teraz znaczenia. Walczymy z ciężarem.

W końcowej fazie ruchu wypychamy go po raz ostatni i nierówna bryła sprzętu przemysłowego nagle staje naprzeciw nas. Niczym nasz niezwykle nieporęczny przeciwnik. Satysfakcja jest wielka. I bardzo ulotna. Pewnie z tego powodu (albo ze względu na wrodzony masochizm) przewracamy ją, aby znowu zacząć z poziomu cementowej podłogi. Ludzi możemy umownie podzielić na tych normalnych oraz tych, którzy po prostu kochają bolesną walkę z ciężkimi przedmiotami. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, że tych drugich zaczyna przybywać.

Kolejne siłownie wymieniają maszyny na ciężkie kettle, a mozolne pompowanie bicepsów zastępuje w planach treningowych przerzucanie napompowanej opony. Taki rodzaj treningu wybrała walijska drużyna narodowa podczas przygotowań do ostatnich mistrzostw świata w rugby. Rozwiązania stricte siłowe zastosował też Chris Hemsworth, szykując się do roli Thora. Trening strongmanów bez wątpienia jest na czasie.

Zastanawiać może (i powinien) jedynie fakt, czy tak wymagający trening może być rozwiązaniem dla każdego. Ciężkie, wielostawowe ruchy z ciężarem to crème de la crème treningu siłowego – to jasne. Co jednak, gdy ciężar po prostu przekracza możliwości naszego ciała? Czy efekty są warte ryzyka poważnej kontuzji? Aby się o tym przekonać, zacząłem trenować nowym planem prosto z piekła.

Strong-man, trening siłowy Zbędna opona to nie problem: to dobry sprzęt.

Krwawy sport

Moje poszukiwania mocy zaczynają się w siłowni Commando Temple, zajmującej dwa łuki pod nasypem kolejowym w Deptford w południowo-wschodnim Londynie. Jeden z najlepiej wyposażonych i cieszących się największym szacunkiem gymów w kraju na wejściu przypomina raczej skup złomu. Kegi po piwie dzielą przestrzeń na stalowych półkach z bryłami rodem z walijskich kamieniołomów.

Cyrkowe hantle spoczywają tuż obok kowadeł z wymalowanymi ksywkami. Nieopodal „Bestii” znajduje się kolekcja ogromnych kul ułożonych według wagi. Ważnym elementem jest niewielkie pudełeczko z długimi gwoździami, które przez ich zginanie umożliwiają trening siły chwytu. Zasady? Robisz wszystko, aby podnieść, przenieść lub przeciągnąć z miejsca wszystkie te rzeczy.

Strefa FBW: Stara szkoła budowania mięśni

Cholernie ciężkie, niewygodne do podnoszenia rzeczy. Nie sztangi z idealnymi, kolorowymi talerzami. Kamienie, kotwice, części od ciężarówki, pnie drzew, ludzie, samoloty. Rzeczy, które zostawiają po sobie bolesne pamiątki na rękach i nogach. To fizyczna manifestacja znanej idei „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Zdecydowanie.

„Myśl, że możesz porzucać tymi wszystkimi klamotami, jest po prostu zbyt kusząca” – reklamuje trening Rob Blair, były komandos Royal Marines, który podczas kilku ostatnich miesięcy dopisał do bazy klientów siłowni dziesiątki nowych chętnych. „Strongman jest tak wszechstronny, że po prostu nie możesz się tym znudzić”.

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, Rob rzucił 40-kilogramowy kamień u moich stóp i polecił, abym podniósł go i wrzucił na ramię. Podczas mojego regularnego treningu podnosiłem bezproblemu sztangę ważącą nawet cztery razy tyle. Tym trudniej mi przyznać, że w przypadku tego marnego głazu nie byłem w stanie dobrze go chwycić i ruszyć z ziemi. Moje żałosne próby pozostawiły biodra i obojczyki z ciemnoniebieskimi pamiątkami nieudolności.

„Pewnie, to tylko kamień, ale tym razem same mięśnie nie wystarczą. Musisz pomyśleć o tym, jak go podnieść”. Podobnie jak większości „zabawek” (słowa właściciela – widać, że bardzo je kocha), które Blair nabył od kamieniołomów i z farm, takich kamieni nie uświadczysz w wypucowanych sieciówkach. „Ci ludzie wolą kosmiczną bieżnię za kilka tysięcy, bo każdy wie, jak na niej ćwiczyć i wszyscy czują się bezpiecznie. Ludzie, którzy przychodzą trenować do mnie, uważają jedynie na to, aby przypadkiem nie zostać zauważonym w pobliżu jednej z tych maszynek do biegania”.

Zdaniem Blaira trening strongmana to antidotum na wszystkie kolorowe shakery i ciuszki z motywującymi hasłami, którymi tak bardzo przesiąknięta jest dzisiaj branża fitness. Cóż, strzał w dziesiątkę. Obaj zauważamy w tym sporcie coś, co odwołuje się do bardzo pierwotnego pragnienia, chęci sprawdzenia się w starciu ze światem. „Przez tysiące lat ludzie używali dziwnych, niekonwencjonalnych przedmiotów, aby budować siłę.

Po prostu nie zdawali sobie z tego sprawy – mówi Rob. – Szli na polowanie, walczyli, zdobywali. Robili wszystko, co konieczne, aby przeżyć. Teraz idziemy przez kilka godzin posiedzieć przy komputerze, a potem polujemy na promocje w supermarkecie. Są tacy, którzy nie chcą się z tym pogodzić. Widzisz ich tutaj, właśnie ćwiczą”.

Strong-man, trening siłowy Złap mocno i nie puszczaj. Chwała czeka.

Ciężka forsa

Strongmani to przede wszystkim bardzo ciekawa kasta. Nie kierują nimi względy sylwetkowe, nie interesuje poklask w social mediach. Nie interesuje ich w żadnym stopniu własne zdrowie. To „narkomani” świata ciężarów. Interesuje ich bicie rekordów, pokonywanie własnych barier za wszelką cenę. Telewizja zainteresowała się nimi niedawno i głównie za sprawą jednego człowieka – Eddiego Halla, który w 2017 roku został najsilniejszym człowiekiem świata podczas Mistrzostw Świata Strongman.

Eddie zapisał się na kartach historii również swoim (trudnym do ogarnięcia umysłem) rekordem 500 kg w martwym ciągu. Polecam fi lmik, który obejrzało na YouTubie już ponad 5 milionów ludzi. Niesamowity pokaz charakteru. Aby obejrzeć w akcji rekordzistę, udaliśmy się na inaugurację Ultimate World Strongman Championships. Organizator, Glenn Ross, uważa, że Eddie Hall jako „najsilniejszy człowiek świata” jest doskonałym ambasadorem sportu i odpowiednią osobą, aby, tak jak swego czasu Usain Bolt – „najszybszy człowiek świata” – wypełniać całe stadiony i bić rekordy przychodów z reklam. Dobry trop.

„Strongman wciąż nie otrzymuje takiego uznania, na jakie zasługuje. Częściowo dlatego, że nigdy nie został odpowiednio wypromowany” – mówi Ross. Glenn chce rozwinąć markę Ultimate Stronggłuman w taki sposób, aby bez kompleksów rywalizować z UFC czy WWE. „Na przyszłość planujemy jakieś 20 globalnych imprez, które zgromadzą przed ekranami tysiące ludzi. W planach jest seria, coś jak w przypadku F1”. Ściskamy kciuki.

Przebić ścianę

Cel jest ambitny, ale nie z kosmosu. Jedynymi, którzy sprawiają wrażenie, jakby przybyli z innej galaktyki, są przeciwnicy Halla podczas zawodów w Newcastle. Po pierwsze, sześciokrotny najsilniejszy człowiek świata, Zydrunas Savickas (mój krewny, nie ściemniam). Dalej dwukrotny mistrz Michaił Sziwliakov oraz Laurence Shahlaei, mistrz Europy z Cheltenham, który pokonał wtedy Hafþora Björnssona (Góra z „Gry o tron”).

W sumie 12 zawodników staje właśnie do walki w akompaniamencie fanów, którzy zdzierają gardła gdzieś w tle. W dzisiejszym menu: kule do 175 kg, zegar z torami kolejowymi o wadze 450 kg i spacer farmera. Na deser. Jest jeszcze chwila, aby spojrzeć na sylwetki tych facetów. Mięśnie są ogromne, przerysowane, jakby z komiksu. Średnia wyciągnięta z ich obwodów ramienia to chyba nieco mniej niż u zwykłego człowieka w talii.

Wyżej są już tylko dwie kule armatnie, czyli barki i czworoboczne, które ciągną się mniej więcej do poziomu uszu. Dziś ostatecznie triumfuje kumpel Halla, Laurence Shahlaei. Po przerzuceniu w sumie kilkunastu ton na zawodach jego dłoń wciąż działa w trybie imadła – to pierwsza wyciskająca łzy myśl, która przychodzi mi do głowy podczas powitania.

„Ten sport staje się coraz popularniejszy – mówi Laurence. – Ludzie są zafascynowani tym, jak silny może być człowiek. Przerzucamy samochody, ciągniemy samoloty – robimy rzeczy, które dla normalnej osoby są po prostu szalone. Jako dziecko byłem zafascynowany superbohaterami i myślę, że podobnie miała większość ludzi, którzy dzisiaj przyszli nas oglądać”.

Zapytany o dietę odpowiada mi krótko: 7000 kcal dziennie. To ilość potrzebna do utrzymania masy i siły jego mięśni. „Gdy skończę z tym sportem, mam zamiar wziąć się za CrossFit – uśmiecha się Laurence. – Kocham to, co robię, ale nie chcę całe życie ważyć ponad 150 kg, to męczące”. Sylwetka kolosa to jedno. Druga strona medalu jest znacznie bardziej problematyczna. „Pozrywałem więzadła, ścięgna i wiele mięśni – mówi Terry Hollands, strongman weteran. – To część tej zabawy i my to akceptujemy. Kiedy wciąż przesuwasz swoje ciało do granic możliwości, w końcu coś się zepsuje”.

Według doniesień Eddie Hall cierpi na bezdech senny. Specjaliści twierdzą, że jest to skutek uboczny zbyt długo trwającego stanu przetrenowania. O co chodzi w praktyce? Hall musi nosić maskę tlenową do spania na wypadek, gdyby przestał oddychać. Ku uciesze fanów strongmani są coraz więksi i silniejsi. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, jakim kosztem.

Strong-man, trening siłowy

Silne więzy

Pora wrócić do względnego dyskomfortu w ukrytej pod torami Świątyni Komandosów. Moją kolejną bolączą jest okrągły kamień o wadze 70 kg, który za każdym razem przełamuje palce i ląduje z głuman chym tąpnięciem na podłodze przede mną. Mimo że wciąż nie określiłbym się mianem strongmana, w ciągu kilku tygodni, odkąd zastąpiłem wszystkie inne formy treningu reżimem ściśle siłowym, cieszyłem się każdą sesją.

Zadrapania i siniaki przestały dokuczać, stały się swego rodzaju trofeami. W tym czasie rosły nie tylko używane przeze mnie ciężary. Odnotowałem kilka mniej lub bardziej zauważalnych różnic w mojej sylwetce. Trening siłaczy może być widowiskowy, może być też dobrą zabawą, ale czy naprawdę jest lepszy niż regularny trening oporowy w siłowni? Dzwonię do jednej z niewielu osób, które są w stanie odpowiedzieć mi na to pytanie.

Dr Paul Winwood z Instytutu Technologii Toi-Ohomai w Tauranga w Nowej Zelandii i jego zespół przebadali dwie grupy graczy rugby – jedną, która trenowała z wykorzystaniem tradycyjnych treningów oporowych, oraz drugą, która przejęła zasady i „zabawki” od strongmanów. Następnie badacze zmierzyli zmiany w ich sile, szybkości, zwinności, stabilności i mocy w konkretnym czasie. Każda z grup okazała się nieco lepsza w konkretnych wskaźnikach wydajności, ale w jednym z obszarów różnica była wyraźnie największa.

„Grupa trenująca metodami strongman odnotowała o wiele większy wzrost masy mięśniowej – wyjawia Winwood. – Większość ćwiczeń w siłowni to podnoszenie ciężarów w płaszczyźnie pionowej – ruchy w górę lub w dół – oraz izolowanie jednej grupy mięśni. Weźmy pierwsze lepsze ćwiczenie z repertuaru strongmenów: spacer farmera to obciążony wzór chodu.

Niosąc ciężar, angażujesz wszystkie mięśnie głębokie i wymuszasz ich działanie w synergii z wieloma innymi grupami mięśni. Większa masa mięśniowa w użyciu oznacza zwiększenie produkcji hormonu wzrostu i innych hormonów anabolicznych, które mają kluczowy wpływ na masę mięśniową i jej rozwój”. To największa, z punktu widzenia zainteresowanych, zmiana w sylwetce, zaleta treningu strongmanów. Pozwala on przerzucać, podnosić i wyciskać przeróżnie zachowujące się podczas ruchu ciężary, co stanowi wyzwanie dla całego ciała. Zaangażowany jest każdy, nawet najmniejszy mięsień. Czy metody strongmanów są lepsze lub bardziej użyteczne niż klasyczny trening siłowy?

Niekoniecznie. Chodzi o zabawę, która pozwoli ci trenować długo i intensywnie bez głosu w głowie mówiącego, że to po prostu kolejna robota, która musi zostać zrobiona. To droga, którą podążasz, aby dostrzegać kolejne efekty i wyznaczać kolejne cele. „Jedną z rzeczy, której nie byliśmy w stanie zmierzyć, była psychologia dwóch grup – mówi Winwood. – Kultura treningowa w grupie strongmanów była fenomenalna. Miałem wrażenie, że są częścią czegoś wyjątkowego. Trenowali niesamowicie ciężko i stworzyli bardzo silną więź jako grupa. Nie widzieliśmy tego w przypadku grupy trenującej tradycyjnie”.

Następnego wieczoru, gdy podmiejskie pociągi raz jeszcze odwożą pracowników do domów, my stawiamy do pionu pół tony po raz piętnasty i ostatni na dziś. Czuję więź, którą opisuje Winwood. Grupa w Commando Temple składa się ze sprzedawców, sanitariuszy, nauczycieli, studentów i biznesmenów, ale przez 90 minut, które spędzamy razem, jesteśmy braćmi. Jesteśmy wojownikami. Jesteśmy mężczyznami. Walczymy.

MH 03/18

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij