Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Trening na kacu, czyli Cindy po 5 piwach [testujemy na sobie]

Postanowiliśmy sprawdzić, jak na formę wpływa zbyt znacząca ilość alkoholu wypitego dzień przed treningiem. Oto relacja redaktora-testera.

cindy na kacu fot. Shutterstock
Niech pierwszy rzuci kettlem, kto nigdy nie poszedł na trening po nocy spędzonej na mieście. Po nocy zgrywania konesera kraftowych browarów i testowania wątpliwej jakości baraniny z ostrym sosem. No właśnie. My dzisiaj o tym. Każdy z nas – redaktorów MH – wykonał WOD Cindy, a następnie powtórzył próbę dzień po nocy pełnej grzechów. Tak z ciekawości.

Kilka słów o Cindy

Ten morderczy WOD nie jest zbyt skomplikowany: 5 podciągnięć, 10 pompek i 15 przysiadów. Naukowcy z Kennesaw State University nie mają wątpliwości: ten zestaw oparty na ćwiczeniach z ciężarem własnego ciała to trening z piekła rodem. Idealnie.

Szybko i mocno

Metoda AMRAP sprawia, że po 20 minutach czujesz, jakbyś ćwiczył od dwóch godzin. Cindy to trening całego ciała i próba charakteru.

Solidne kardio

Ten WOD wypali każdy gram niechcianego tłuszczu – to pewne. Nie będzie jednak strzałem w dziesiątkę dla ektomorfa budującego masę.

Zbyt mocno?

Mimo że na Cindy składa się tylko podciąganie, pompka i przysiad, to jest to cholernie ciężki i wymagający trening siłowo-wytrzymałościowy. Na początek proponujemy połowę, czyli 10 minut wysiłku.

Jak poszło?

Piwo, browar, butelki z piwem Niech Cię nie zmyli ten kojący oczy obrazek - piwo jest zdrowe, ale tylko dla pijących je z umiarem i wyczuciem. Dla przypomnienia: trzy piwa codziennie to już lekka przesada.

Piłem piwo 

Nie żebym się chwalił. Wiem, jak alkohol wpływa na moją formę dzień po, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby w jakiś sposób zmierzyć realne szkody, które wyrządza sile i kondycji. Okazja się pojawiła, a ja wykonałem słynny WOD po raz pierwszy - wypoczęty, najedzony i szczęśliwy. Droga Cindy, to było 20 minut, które wstrząsnęło moim światem w posadach.

Po ostatniej, czternastej rundzie z radością klapnąłem na podłogę, gdzie spędziłem kilka rozkosznych minut. Tlen. Woda. Tlen. Woda. Gdy czarne plamki znikły z mojego pola widzenia, udałem się w triumfalną podróż do szatni. "Druga próba będzie ciekawa" - pomyślałem. No i była.

I żałuję

Wypada chyba uczciwie zacząć od tego, że po pierwszej Cindy zbierałem się jakieś dwa dni. Fizycznie i psychicznie. Co za kobieta! Po poważnej rozmowie z kolegami w pracy oszacowałem, że przed drugą randką powinienem wychylić kilka piwek. Tak dla kurażu. Stanęło na pięciu – uznaliśmy, że ilość jest wystarczająca, aby poczuć efekt delikatnego, alkoholowego zmęczenia. Do tego dodajmy odwodnienie, wypłukanie kilku dobrych witaminek i minerałów oraz gorszą regenerację.

No i oto mamy mnie, przyssanego do butelki wody jeszcze w szatni przed rozpoczęciem treningu. Czułem, że ewentualny rekord jest tego dnia mniej więcej tak daleko, jak cała polska scena muzyczna za duetem PRO8L3M. (Panowie, „Flary” to coś pięknego.) Wracam jednak do Cindy, która rozprawiła się ze mną w jeszcze bardziej brutalny sposób. Po 8 rundach kaźni przysięgłem, że kończę z piwkami.

Komentarze

 (5)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij