[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Test kamizelki treningowej THORN+Fit. Czy zastąpi siłownię?

Czy ważąca prawie 10 kg kamizelka może zastąpić siłownię pełną kettli, hantli, sztang i ergometrów? Nie, ale wcale nie musi, bo sama w sobie jest sprzętem, dzięki któremu zrobisz superformę.

Kamizelka treningowa THORN+Fit
Wygląda jak kamizelka taktyczna z jednego bardzo prostego powodu. THORN+Fit Army Green po prostu jest kamizelką taktyczną. Podejrzewam, że na prawdziwym polu walki - oczywiście odpowiednio doposażona, ale o tym za sekundę - poradzi sobie świetnie. Jednak dwóm płytom taktycznym THORN+Fit o łącznej wadze 7,8 kg, które znajdują się w zestawie, podczas strzelaniny ufać nie warto. Każda z nich ma sporej wielkości laserowo wycięte logo fitnessowej marki - i już sam ten fakt powinien użytkownikowi dać do myślenia. Na wszelki wypadek producent zdecydował się jeszcze umieścić naklejkę z informacją: "Warning - not for use as body armor". Zestawowi na pewno można jednak zaufać w kwestii budowania formy.

Budowa kamizelki THORN+Fit Army Green

Kamizelka robi wrażenie bardzo solidnej, wykonana jest bez zarzutu i leży jak ulał. Trzeba co prawda trochę przy niej pomajstrować (z pomocą przychodzi YouTube; trochę szkoda, że producent nie dołącza do kamizelki czegoś na rodzaj instrukcji obsługi albo przykładowego zestawu ćwiczeń. Rozumiem, że jest to produkt skierowany raczej do crossfitowej braci, która kuma, o co chodzi, jednak laikowi przydałoby się na start kilka wskazówek, choćby ta najważniejsza, czyli jak dopasować kamizelkę do swoich warunków fizycznych. Cóż, tam gdzie diabeł nie może, tam MH podpowie; w dalszej części tego tekstu znajdziesz kilka przykładowych ćwiczeń, przy których sprzęt sprawdza się świetnie).



Gdy już się kamizelkę dopasuje, w żaden sposób nie krępuje ona ruchów. Oddychalność jest na więcej niż satysfakcjonującym poziomie, a wyściółka o gęstym splocie w kluczowych miejscach powoduje, że użytkownik nie powinien obawiać się otarć (nawet jeśli wkłada ją na gołe ciało). Łatwo się przez to do kamizelki przyzwyczaić. Mowa tu oczywiście o komforcie użytkowania, bo wystarczy zaledwie kilkanaście minut z niemal 10 kilogramami przy ciele, by poczuć to przyjemne palenie w nogach i mięśniach korpusu, które cały czas napinają się, aby stabilizować sylwetkę. W ten sposób kamizelka THORN+Fit Army Green nieustannie przypomina, że jest na swoim miejscu. A to dopiero początek, bo przecież nie chodzi o to, aby nosić ją na co dzień, tylko by w niej trenować. 

Kamizelka taktyczna tego typu (tzw. plate carrier) ma za zadanie chronić ważne organy wewnętrzne, co bezpośrednio wpływa na jej budowę. Zakłada się ją przez głowę, błyskawicznie dopasowuje do ciała, a następnie unosi się przedni panel i sięga po pasy po bokach, zamocowane do tyłu kamizelki, naciąga i przypina pasy rzepem. Blokuje się całość z powrotem panelem - i gotowe.



Na froncie znajduje się jeszcze jeden rzep, zwolnienie którego umożliwia błyskawiczne rozdzielenie frontu i tyłu, co w warunkach bojowych ma pewnie niemałe znaczenie (w opcji treningowej to po prostu bajer). System, który umożliwia włożenie płyt do kamizelki, jest pewny i łatwy w użyciu. Wkłada się je do wewnątrz w zasadzie intuicyjnie, a dzięki odpowiedniej konstrukcji w trakcie użytkowania panele nie mają najmniejszych szans, aby zakłócić trening - pozostają na miejscu bez względu na to, jak skomplikowane ruchy się wykonuje.

ZOBACZ TEŻ: Martwy ciąg. Jak dźwignąć więcej

REKLAMA

REKLAMA

Jak się trenuje w kamizelce

W kamizelce waży się więcej, co oznacza, że wszystkie ćwiczenia, które normalnie wykonuje się z ciężarem ciała, to dużo mocniejszy kop dla mięśni, z sercowym na czele. Podczas gdy zwykłe przysiady czy pompki zamieniają się nagle w dużo większe wyzwanie, a klasyczne krokodylki (burpees) w tabacie potrafią wycisnąć ostatnie poty, podciąganie na drążku w kamizelce okazują się prawdziwym hardkorem. W kamizelce świetnie się też biega (a nawet spaceruje), uprawia bokserską walkę z cieniem, skacze na skakance. Gdy już się po jakimś czasie ten dodatkowy balast z siebie zrzuci, nagle jest się szybkim i lekkim jak piórko. Najfajniejsze są właśnie te momenty: kilka rund w kamizelce, po których następują kolejne już bez niej przy ciele powodują ogromną dawkę satysfakcji i klasycznego banana na zmęczonej twarzy.



Warto w ogóle, trenując w kamizelce, kombinować. Szukać właściwych rozwiązań; część ćwiczeń wykonywać z kamizelką, część bez. Warto też manipulować jej ciężarem. Sama kamizelka waży 1,5 kg - niby nic, ale przy dłuższym dystansie na biegowej ścieżce czy podczas piątej rundy na skakance można już odczuć różnicę. Dwie kolejne płyty i zaczyna się zabawa. Dodaj do tego jeszcze dwie i...

Warto też, z drugiej strony, nie przesadzać. Codzienny wysiłek z kamizelką na barkach może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego (stawy, panie!). Traktować się ją powinno bardziej jako sprzęt, który trening urozmaica, uzupełnia, jest kolejnym bodźcem dla mięśni, niż jako sprzęt, w którym nagle, po zakupie, trenuje się non stop.

SPRÓBUJ: Trening Wiedźmina. Jak ćwiczył Henry Cavill

Raport z testu - dzień pierwszy

Po dopasowaniu kamizelki spędziłem z nią w redakcji cały dzień (koleżanki i koledzy nie takie rzeczy widzieli), często wstając od biurka, żeby zrobić na podpórkach serię pompek. To zresztą od dawna mój patent na szybką przerwę w pracy. Padam na podłogę tuż obok mojego stanowiska i robię 4 serie po 25 pompek, po których wychodzę na korytarz, aby przejść go spacerem wykrocznym. Przejście z jednego końca na drugi to 60 wykroków (po 30 na nogę). Wracam zawsze tą samą drogą i chwilę jeszcze bujam się na trickboardzie.

Całość zajmuje mi mniej niż kwadrans, a jest świetnym sposobem na to, by podnieść tętno, trochę spompować mięśnie i oczyścić umysł. W MH od zawsze stoimy na stanowisku, że lepiej zrobić jedną pompkę niż nie zrobić żadnej, tak że taki dodatkowy trening mam wpisany w codzienną, biurową rutynę. Tym razem, w kamizelce na barkach, trudno było mówić o klasycznej "przerwie". W połowie rutynowego spaceru wykrocznego czułem już, że każde kolejne powtórzenie może być tym ostatnim. Następnym razem dorzucę rozgrzewkę, pomyślałem, a trickboard już sobie odpuściłem. (Oczywiście gdy nawał redakcyjnych obowiązków na to nie pozwala, a im bliżej oddania kolejnego numeru MH, tym taka sytuacja miejsce ma częściej, zmuszony jestem sobie taką przerwę odpuścić. Gdy pracuję z domu - a od czasów przymusowego, ogólnoświatowego home office to norma, a nie wyjątek od reguły - również).

REKLAMA

W dniu, w którym kamizelka THORN+Fit dotarła do siedziby Men's Health (dzięki uprzejmości sklepu unbrokenstore.com), ja do redakcji dotarłem rowerem. I rowerem też postanowiłem wrócić do domu. Przesyłka zawierała dodatkową parę płyt, co oznacza, że kurtkę zakładałem na kamizelkę, która ważyła w sumie 17,1 kg. Wychodząc, przypomniałem sobie, że obiecałem narzeczonej, że zahaczę jeszcze o sklep i zrobię zakupy.

Podróż rowerem w kamizelce stanowiła spore wyzwanie (dobrze, że kilka dni wcześniej dopompowałem koła), ale dopiero błądzenie między sklepowymi półkami ostro dało mi w kość. Dobrze, że chociaż zakupy w plecaku mogłem wrzucić do rowerowego koszyka... Tak czy siak tego dnia, gdy wróciłem już w końcu do domu, mogłem spokojnie uznać, że trening mam już za sobą. Zwłaszcza że - co w sumie mocno mnie zdziwiło - nie tylko nogi poczuły, o co w tej zabawie chodzi. Równie mocno zmęczone miałem mięśnie korpusu.

Raport z testu - kolejne dni

Na początku w kamizelce robiłem w zasadzie każdy trening, który wcześniej wykonywałem z ciężarem ciała. Zapaliłem się do tego testu jak głupi. Szybko jednak zmuszony zostałem do zweryfikowania swoich planów. Kiedy wybiegłem na ścieżkę, już po trzecim kilometrze uznałem, że zakładany na 10 km dystans muszę skrócić o połowę. Zatrzymałem się jeszcze przy zewnętrznej siłowni, która znajduje się tuż obok mojego domu, złapałem drążek i tu również błyskawicznie zmodyfikowałem swój plan.



Byłem zdziwiony, jak tak małe teoretycznie obciążenie dodatkowe (zacząłem z dwiema płytami po 3,9 kg) może zmienić zasady gry. Intensywność treningu w kamizelce nie rośnie proporcjonalnie do obciążenia. Taki trening naprawdę okazuje się wyzwaniem. I bardzo dobrze, bo wyzwanie rymuje się zawsze z lepszą formą (czasami z kontuzją, fakt).

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: Rekompozycja sylwetki. Nie tylko albo masa, albo redukcja.

REKLAMA

REKLAMA

Po początkowym entuzjazmie postanowiłem zwolnić i ułożyć sobie rasowy plan. Przestałem już korzystać z kamizelki przy każdym treningu, a nawet przy każdym ćwiczeniu. Modyfikowałem całość z treningu na trening, a czasami nawet na bieżąco, wykonując albo tylko jeden segment treningu w kamizelce, albo pełną jednostkę.

Bardzo polubiłem robić w niej kilka rund na worku albo walki z cieniem, po których zdejmowałem ją, aby poczuć różnicę podczas tych ostatnich trzech minut. Przyspieszenie, którego dostawałem po zrzuceniu balastu, było naprawdę spore. Można się w takich sytuacjach jarać treningiem, a ta dziecięca frajda - bądźmy ze sobą szczerzy - która pomaga przełamać schemat to coś, o co warto dbać, ćwicząc. Bez tego trudno o motywację do kolejnych intensywnych sesji.

Moim ulubionym treningiem z kamizelką THORN+Fit szybko okazała się najprostsza jednostka, z której korzystam czasami, gdy mam mało czasu, a chcę mocno dać sobie popalić. Składa się ona z tylko dwóch ćwiczeń: wyciskania hantli z przysiadu i skoków obunóż na skakance. Sekret tkwi - jak zwykle zresztą - nie w doborze samych ćwiczeń (choć to też), ale w tym, co się z tymi ćwiczeniami robi. W tym wypadku chodzi o to, by wyciskanie z przysiadu robić w odwróconej piramidzie, startując od 16 powtórzeń i w każdej kolejnej serii odejmując 2, jednocześnie zwiększając ciężar hantli, z którymi się pracuje. Po takiej serii zamiast odpoczynku należy błyskawicznie przejść na skakankę i przeskakać na niej pełną minutę. Po której znów należy wrócić do hantli - i tak dalej, aż ostatnią minutą na skakance zakończy się cały trening.

Całość trwa kilkanaście minut, a naprawdę jest cholernie wymagająca. Wykonując ten trening w kamizelce, delikatnie go zmodyfikowałem - postawiłem tylko na jeden, stały ciężar hantli (5 kg). Zarzuciłem jednak na siebie pełen testowany zestaw, wybrałem też skakankę, której linka waży 1/2 funta. Wiedziałem już przed, że to wystarczy, żeby się zajechać. I tak właśnie było. Oczywiście z każdą kolejną sesją forma rośnie, tak że i poprzeczkę należy stawiać sobie wyżej.

REKLAMA

Werdykt MH

Kamizelka THORN+Fit Army Green zrobiłem kilkadziesiąt intensywnych treningów i uważam, że dzięki niej jestem w zdecydowanie lepszej formie. Ten nowy treningowy bodziec zwiększył mój zapał do ćwiczeń, pozwolił pobawić się treningami w trochę inny sposób. Jasne, nie zastąpił mi wszystkich innych sprzętów, ale szybko stał się po prostu jednym z nich, bez którego nie wyobrażam sobie teraz fitnessowego życia.



Warto przy tym zaznaczyć, że po tych wszystkich sesjach, kamizelka wciąż wygląda (i pachnie!) jak nowa. To cholernie wytrzymały sprzęt, w zasadzie nie do zajechania. No i na kilometr pachnie gadżetem z najwyższej półki. Jeśli też jesteś osobą, którą takie gadżety motywują do ostrych treningów, nawet nie zadawaj sobie pytania, czy warto.

Kamizelka z obciążeniem to również idealne rozwiązanie, jeśli potrzebujesz tylko jednego treningowego urządzenia, bo planujesz nadal wykonywać treningi w domu, a ćwiczenia z ciężarem własnego ciała przestały gwarantować Ci progres.

Trening MURPH - dla zaawansowanych

Załóż kamizelkę o wadze 20 funtów (czyli dokładnie taką, jak opisana w tym tekście), a następnie jak najszybciej przebiegnij 1 milę, po której podciągnij się 100 razy na drążku, zrób 200 pompek i 300 przysiadów. Zakończ całość jeszcze 1 milą biegu. Oczywiście trening wykonaj jak najszybciej, sam decydując o liczbie i długości przerw. Aha, nie przejmuj się, jeśli nawet nie zbliżysz się do oficjalnego rekordu, który wynosi 34 minuty i 34 sekundy. Wystarczy, że wyzwanie ukończysz. Powodzenia!

REKLAMA

REKLAMA

Trening MH - dla początkujących

Superseria A

Zacznij od 12 przysiadów i 60 sekund na skakance. Co serię rób o 2 siady mniej (skaanka bez zmian). Po 4 takich superseriach odpocznij 90 sekund.

Przysiad
Dłonie spleć za głową. Stań prosto w lekkim rozkroku, palce stóp kierując delikatnie na zewnątrz. Wypchnij biodra w tył i zrób pełen przysiad. Tułów utrzymuj jak najbliżej pionu. Dynamicznym ruchem wróć do pozycji startowej.

Skakanka
Złap skakankę i stań prosto. Zacznij skakać obunóż w szybkim tempie, minimalnie odrywając stopy na podłożu. Ląduj miękko na lekko ugiętych kolanach.

Superseria B

Zrób po 8 przysiadów bułgarskich na nogę i od razu przejdź do pompek - również 8 powtórzeń. Odpocznij 30 sekund. Zalicz 4 takie superserie.

Przysiad bułgarski
Lewą stopę oprzyj na ławce, skrzyni albo krześle. Dłonie ułóż na biodrach i przyjmij pozycję, prawą stopę wysuwając sporo w przód. Zrób przysiad, wróć do startu. Po 8 powtórzeniach zamień nogi. Kolana nogi wykrocznej nie wysuwaj poza linię palców. Tułów utrzymuj pionowo. Patrz przed siebie.

Pompka na pięściach
Przyjmij pozycję do pompki na pięściach, ręce rozstawiając na szerokość barjów. Napnij mocno pośladki i korpus, żeby zapobiec opadaniu bioder - Twoje ciało od kostek po głowę powinno tworzyć linię prostą. Zginając łokcie, obniż klatkę do podłogi. Dynamicznym ruchem wróć do startu.

Kamizelkę do testu wypożyczył nam sklep unbrokenstore.com, któremu dziękujemy za pomoc w przygotowaniu materiału.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA