Surfing - jak się do tego zabrać?

Jeśli niewłaściwe wybierzesz moment startu, to siła fali zepchnie cię pod wodę. Znajdziesz się wtedy w środku pracującej betoniarki, przez którą płynie rwąca rzeka.  

surfing shutterstock.com
Dla surfingu nie można znależć jakiegoś praktycznego zastosowania. Choćbyś bardzo chciał, nie uda ci się, jak w przypadku wind- czy kitesurfingu, potraktować tego sportu jako sposobu na przemieszczanie się z jednego brzegu na drugi. Można tylko złapać falę, która przybija do brzegu. Musi być w tym jednak jakiś narkotyk, gdyż niezależnie od niebezpieczeństw, które czekają na surferow, zawsze kiedy widza fale, łapią za deskę, mając nadzieję, że następna wodna górka będzie jeszcze większa.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: 4 sporty wodne, których musisz spróbować

Fala to energia przejmowana przez wodę od wiatru na środku oceanu i przenoszona przez wiele kilometrów, aż do brzegu. Podczas przenoszenia tej energii, woda się nie porusza – jest  to energia potencjalna. Dopiero kiedy dociera do brzegu, jest wypychana przez dno morskie, zamienia się w energię kinetyczną i wynosi w górę masy wody. To wtedy powstaje charakterystyczna fala o kształcie litery C.

Złapanie fali polega na właściwym wykorzystaniu tego właśnie momentu. I to jest najtrudniejsze. Wyczucia i oceny nadchodzących mas wody można się oczywiście nauczyć (trwa to długie tygodnie), a i tak najlepsi z najlepszych mają to coś... Intuicję, instynkt... Każdy oczywiście czeka na te największe fale, 6-7-metrowe, które pozwolą na jazdę wodnym tunelem. Prędkość deski jest większa niż fali, dlatego można uciekać przed załamaniem fali i uniknąć wirowania przy dnie. Zalanie tonami wody to tylko jedno z niebezpieczeństw. Trzeba oczywiście uważać na rekiny, ale to ryzyko nie jest największym problemem surferów.

Największym są... deski. To najtwardsze przedmioty w wodzie, które znajdują się wokół nich i niejednokrotnie były przyczyną tragicznych wypadków, często są to deski zagubione przez innych. Dlatego tak mocny nacisk kładzie się w szkoleniu na pilnowanie sprzętu. Zawodowcy wykorzystują krótkie, 180-centymetrowe deski. Ułatwiają one manewrowanie i są niezwykle szybkie. Na początek lepiej wybrać 3-metrową, która jest stabilniejsza i wcześniej łapie falę, dając czas na zajęcie właściwej pozycji przy ślizgu. Jeśli chcesz posurfować, niestety musisz wyjechać za granicę.

Nad Bałtykiem spróbuj bodyboardingu, czyli pływania z falą na lekkiej, gumowej desce, na której leżysz na brzuchu. W tym wypadku nawet uderzenie w głowę nie powinno zaboleć – chyba że dostaniesz butelką wyrzuconą na bezludnej wyspie lub po prostu z promu wycieczkowego.

Zobacz również:
Z nową wersją modelu Grit X marki Polar spędziłem do tej pory 1152 godziny (z czego niemal 50 godzin stanowiły treningi biegowe, sesje na rowerze, czas w siłowni i bokserskim klubie), a mimo to wciąż nie potrafię powiedzieć o nim wszystkiego. Ta aż trudna do ogarnięcia wszechstronność jest jego największą zaletą. O wszystkich odrobinę mniej istotnych opowiem poniżej.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA