[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Kettlebelle - mistrzostwa świata od kuchni

Z rolnictwa, przez cyrk, do najmodniejszych siłowni – kettle przeszły długą drogę znaczoną poharatanymi dłońmi adeptów sztuki ich podnoszenia. Zabieramy Cię na mistrzostwa świata w tej starej-nowej dyscyplinie.

Fot. Jason Lee
James Ross ma tytuł magistra z machania kettlem. A konkretnie z rwania. Serio. To nie żadna figura retoryczna: facet po prostu napisał pracę magisterską zgłębiającą to ćwiczenie. A teraz robi doktorat ze swingu.

Ten trzydziestopięciolatek jest założycielem Richmond Gym w australijskim Melbourne. Wystarczy spojrzeć na jego potężną sylwetkę i poorane odciskami dłonie, żeby wiedzieć, że machanie kulowymi odważnikami to jego pasja. A może nawet obsesja. W zasadzie to często dość ciężko jest wyznaczyć pomiędzy nimi granicę, prawda?

Skoro wiesz już trochę o człowieku, możesz sobie wyobrazić, że jeśli chodzi o kettlebelle, ciężko wywrzeć na nim wrażenie. A jednak tego dnia aż drży z ekscytacji. W jego gymie właśnie odbywa się finał mistrzostw świata International Union of Kettlebell Lifting (IUKL) i zgromadzili się w nim najlepsi atleci na całej planecie, na czele z gwiazdami tego sportu – Rosjanami.

Trzeba przyznać, że ci panowie onieśmielają. Żebyś miał pojęcie o ich formie, Ross proponuje następujący test. Wyobraź sobie, że bierzesz dwa kettle o wadze 16 kg każdy i zaczynasz raz za razem podnosić je nad głowę. Jak myślisz, ile powtórzeń wykonasz? „Rosjanie będą zapewne bliscy trzystu” – mówi Ross.

Sprawdź też: wiatrak, czyli genialne ćwiczenie z kettlem

Jego pasja do kettli wzięła się z szacunku do ich mocy transformowania ludzkiego ciała. Gdy dorastał, kompletnie wsiąkł w australijski futbol (dyscyplina podobna do rugby) i zaczął zabawę z ciężarami w wieku 15 lat. Stał się naprawdę sprawnym skurczybykiem. A potem trafił na treningi z kettlami, których intensywność go zaskoczyła: „Właściwie wystarczy 5 minut, żeby kompletnie zajechać człowieka”.

Ross odkrył, że te ćwiczenia są kompletnym systemem treningu całego ciała, wymagającym zaledwie jednego instrumentu. „Opisuje się je jako prekursora CrossFitu, ponieważ pozwalają rozwijać szeroki wachlarz cech. W przeciwieństwie do niego wymagają jednak opanowania niewielkiej ilości ćwiczeń, przyspieszając osiągnięcie mistrzostwa w każdym z nich. Takie podejście oszczędza czas oraz pieniądze, to świetny patent na domową siłownię” – zachwala Ross.

Kettle rozwijają siłę, moc, wytrzymałość, gibkość i szybkość, tworząc efekt rzadki w fitnessowym świecie – prawdziwie wszechstronnego atletę. Ross wspomina pewnego weterana, który kiedyś odwiedził jego gym: „Ważył może z 75 kg, a w martwym ciągu podniósł 230 kg. A potem, tego samego dnia, przebiegł maraton tylko po to, żeby udowodnić, że da radę”. Rosjanin? „Nie, pochodził z Kirgistanu. I akurat za Rosjanami to on specjalnie nie przepadał”.

REKLAMA

REKLAMA

Fot. Jason Lee

Anton Anasenko - mistrz ze wschodu

Jednym z najlepiej oszlifowanych diamentów w rosyjskiej kolekcji jest Anton Anasenko, wielokrotny mistrz Europy i świata, były zawodnik sambo. W dniu mistrzostw MH spotykam go w kawiarni przy filiżance espresso. Z ogoloną na łyso głową, stalowoniebieskimi oczami i wibrującymi od energii mięśniami idealnie wpisuje się w stereotypowego przeciwnika Jamesa Bonda.

Anasenko jest spokojny i opanowany. Emanuje pewnością siebie zarezerwowaną dla tych mężczyzn, którzy wiedzą, że już niczego nie muszą nikomu udowadniać. Mówi po angielsku z akcentem mocnym niczym zbrojony beton i wyjaśnia, jak trening z kettlami wpisany jest w historię Rosji: „W naszej armii stosuje się je już od 1966 roku, bo to proste narzędzie do rozwijania mocy i wytrzymałości”.

Wystarczy podrążyć nieco mocniej, by okazało się, że korzenie sportu sięgają o wiele głębiej. Anasenko tłumaczy, że oryginalnie kettlebelle były używane przez rosyjskich chłopów do odmierzania ilości zboża. „Każda rodzina miała taki odważnik w ogrodzie. Mama korzystała z niego nawet w kuchni, przyciskając zasolone mięso oraz kiszonki”.

Sprawdź też: 3 ćwiczenia na kompletny trening z kettlem

Anasenko w młodości najpierw trenował sambo – sztukę walki stworzoną na potrzeby Armii Czerwonej z połączenia zapasów i judo. Jednak gdy ZSRR się rozpadł, nie było dostępu do sal i trenerów. „Dla nas, dzieciaków, to był problem. Chcieliśmy ćwiczyć, ale nie było takiej możliwości. Dlatego zajęliśmy się kettlebellami – były w każdym ogrodzie, a sam trening był prosty. I tak zaczęliśmy się rozwijać, krok po kroku”.

Sport etapowy

Trening z kettlami był idealnym zastępstwem dla sambo. Obie dyscypliny rozwijają siłę i kondycję. Przykładowo rwanie aktywuje prawie wszystkie mięśnie, angażując włókna szybkokurczliwe, a do tego – dzięki nierównemu rozłożeniu wagi – wspaniale wzmacnia korpus i stabilizuje sylwetkę.

Na to wszystko trzeba sobie jednak zapracować. Długotrwała praca z ciężarami, w czasie której te same ruchy są powtarzane przez 10 minut, jest niezwykle wymagająca fizycznie i psychicznie. „Najtrudniejszy moment? Środek dystansu, piąta, może szósta minuta. Ciało i umysł toczą wtedy prawdziwą bitwę. To pierwsze wydziera się: »Dość, stop, wystarczy!«. A drugi powtarza: »Musisz, musisz, musisz!«” – obrazowo opisuje Anasenko.

Żeby wygrać to starcie, rozkłada czas na poszczególne minuty i stara się dotrwać do końca każdej z nich. „Myślenie od razu w kategoriach całego dystansu może zabić” – mówi.

REKLAMA

Fot. Jason Lee

Siła umysłu

Godzinę później siłownia tętni życiem. Przy walącym z głośników techno zawodnicy formują trzyosobowe grupy, w których będą rywalizować. Zasady są proste: wybierają jedno z dwóch ćwiczeń: rwanie albo podrzut. A potem muszą w ciągu 10 minut zrobić tyle powtórzeń, ile się da.

W przypadku rwania mogą w tym czasie raz zmienić rękę. Poza tym nie ma zmiłuj. Po twarzach sportowców szybko widać, że 10 minut tego wyciskającego kwas mlekowy z mięśni cyklu to prawdziwa wieczność.

Zaczynają nowicjusze z kettlami o wadze 16 kg. Potem wchodzą amatorzy, którzy używają „24”. Na końcu pojawiają się profesjonaliści startujący w wadze do 85 kg. Anasenko mierzy się z Australijczykiem Kristianem Karlsenem i swoim rodakiem Pavlem Chuevem. Ten 21-latek to wschodząca gwiazda sportu, były mistrz świata juniorów.

Nacierają dłonie kredą, zbijają serdecznie żółwiki, a potem chwytają za parę kettli o masie 32 kg. Potężne kule raz za razem wędrują nad ich głowy. Anasenko i Chuev szybko łapią rytm, jedno powtórzenie zajmuje im jakieś 8 sekund. Idą równiutko, jakby byli ze sobą w jakiś niewidzialny sposób połączeni. Ich technika jest nienaganna, a ruchy idealnie zsynchronizowane z oddechem.

Karlsen również pracuje w wyjątkowym tempie (tego dnia ustanowi nowy rekord Australli, wykonując 61 powtórzeń), ale dwójka Rosjan wkrótce zostawia go z tyłu. Po piątej minucie Anasenko zaczyna spoglądać spod swojej zatrzymującej pot opaski na rywala, sprawdzając jego progres. Tempo młodego zawodnika nie zwalnia, a starszy mistrz zaczyna oddychać coraz ciężej.

Z każdym ruchem coraz mocniej widać, że szala zaczyna przechylać się na korzyść Chueva, ale Anasenko nie zamierza się poddawać. Zbiera się w sobie i walczy. Widać wyraźnie, że zaczyna się czas opisywanych przez niego wcześniej zmagań ciała i umysłu. Każde kolejne powtórzenie jest gigantycznym wysiłkiem, aktem niezgody na podporządkowanie się prawom grawitacji, nieubłaganie przyciągającym 64-kilogramowy ciężar do ziemi.

Gdy w końcu rozlega się upragniony dźwięk syreny, na liczniku Anasenki widać liczbę 84, podczas gdy przy nazwisku Chueva widnieje 86. Ten zapadający w pamięć pokaz atletyki jest dowodem na niesamowite możliwości ludzkiego ciała. Jednocześnie pokazuje, jak bardzo prawdziwe są słowa Anasenki: „To świetny sport dla mięśni, wytrzymałości, więzadeł i umysłu. Dla tego ostatniego chyba najbardziej”. Owszem, kettle pomogą Ci zbudować ciało i wydolność, ale ich wpływ jest znacznie istotniejszy. „One nauczą Cię, jak walczyć” – wyjaśnia były już mistrz, z wdziękiem przyjmując porażkę.

REKLAMA

REKLAMA

Test siły z kettlebellami

Ten trening zaangażuje całe ciało, wlewając kwas mlekowy do wszystkich mięśni. Tylko nie mów potem, że nie ostrzegaliśmy.

Zrób po jednym powtórzeniu każdego ćwiczenia, potem po dwa, trzy, aż dojdziesz do dziesięciu. A potem zacznij schodzić z powrotem do jednego. Powtarzaj przez 15 minut. Dałeś radę? Zamiast do 10, dąż do 12 powtórzeń albo zwiększ ciężar kettlebella o 2 kg.

Rys. Sonny Ramirez/Illustrationroom.com.au

01. Thruster jednorącz z zakrokiem (lewy)
Wykonaj zakrok prawą nogą, trzymając odważnik nad lewym barkiem. Następnie wstając, przenieś prawą nogę do przodu i wyciśnij kettla nad głowę. Zrób to płynnie.

02. Przyciąganie kettla jednorącz (lewy)
Rozstaw stopy szerzej niż szerokość barków, ugnij lekko nogi i złap kettla lewą ręką. Następnie, używając ruchu bioder, przenieś ciężar na bark. Pamiętaj: prosty kręgosłup i napięty korpus.

03. Thruster jednorącz z zakrokiem (prawy)
Wykonaj pierwsze ćwiczenie, ale tym razem kettla złap prawą dłonią, a zakrok zrób lewą nogą.

04. Przyciąganie kettla jednorącz (prawy)
Powtórka z ćwiczenia czwartego, ale odważnik wędruje do prawej dłoni.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij