[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Boks - trening charakteru

Dopiero gdy zaczniesz trenować boks, zrozumiesz, że nie ma on nic wspólnego z bójką. Tu nie chodzi o to, by kogoś pokonać, ale o to, by nie zostać pokonanym. Nie ma chyba sportu, który tak mocno kształtuje jednocześnie ciało i charakter. Sprawdziłem to na sobie.  

boks, sztuki walki
Pierwsza walka, jaką widziałem? Druga potyczka Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe. Miałem wtedy niecałe 8 lat. Pamiętam, jak ojciec posadził mnie przed telewizorem, do którego specjalnie na tę okazję dokupił dekoder, i powiedział: „Synu, tak rodzi się historia”. Nie kłamał. Nie wiem, ile pojedynków pięściarskich widziałem od tamtej pory. Wiem za to, że czasami sobotnią noc potrafi ę zarwać wcale nie ze względu na świetną imprezę, ale dlatego, że gdzieś na świecie bije się dwóch gości, których nazwisk wcześniej nie słyszałem. Popycham ogromne drzwi w budynku przy ulicy Krupniczej we Wrocławiu i wchodzę do środka.

ZOBACZ TEŻ: Sztuki walki - trening ważniejszy od starcia

Jeszcze mogę się wycofać. Łatwiej byłoby dalej trenować na siłowni – nikt nie będzie co jakiś czas sprawdzać mojej formy. Sprawdzać – dodajmy – w bardzo bolesny sposób. Ale trzymam się decyzji, którą podjąłem. Wchodzę na salę, która wygląda, jakby kręcono na niej siódmą część zmagań Rocky’ego, i wzrokiem staram się odszukać osobę, która tu rządzi. Widziałem zdjęcie trenera w internecie, ale rozpoznaję go z innego powodu – spokój i ogromna pewność siebie emanują z każdego jego ruchu. Wszystkie moje wyobrażenia na temat tego, jak w rzeczywistości wygląda trener pięściarstwa, potwierdzają się. Podchodzę do niego i mówię, że chciałbym się czegoś nauczyć. Wskazuje mi szatnię.

Runda 1: Gwardia Wrocław

To najstarszy klub bokserski we Wrocławiu. Działalność rozpoczął w 1948 roku. Na pierwszy sukces jego zawodników nie trzeba było długo czekać – już rok później w mistrzostwach Europy Janusz Kasperczak w wadze muszej zdobył pierwszy złoty medal po wojnie. Przez kilkadziesiąt lat istnienia klub ma swoje wzloty i upadki. Jak cały boks amatorski Gwardię dopada kryzys, przełamany w 2010 roku zaangażowaniem Grzegorza Strugały i Mariusza Cieślaka w szkolenie młodzieży. Chciałem w nim trenować, odkąd przeprowadziłem się do Wrocławia.

Niestety, mój wiek powoduje, że do klubu, z którego wywodzą się Ludwik Denderys, Mateusz Masternak albo Jakub Goleniewski dołączyć nie mogę. Tym samym moje szanse na wymarzone mistrzostwo olimpijskie maleją do zera. Spóźniłem się jakieś 10 lat. Na szczęście nie jestem jedyną osobą na świecie, która obudziła się za późno. Dla takich jak ja wymyślono treningi komercyjne. Trzy, cztery razy w tygodniu ponad godzina na sali bokserskiej pod okiem utytułowanego byłego pięściarza. Biorę w ciemno.

ZOBACZ: Jak trenują zawodnicy MMA?

Runda 2: Prawdziwe historie

„Jeśli w boksie jest jakaś magia, to jest to magia walki ponad granicami. To magia ryzykowania wszystkiego dla marzeń, których nie dostrzega nikt poza tobą” – dobrze pamiętam fragmenty z fi lmu „Za wszelką cenę” Eastwooda, które starały się powiedzieć, czym właściwie jest boks. Upraszczając sprawę, każdy film o pięściarstwie mówi to samo. Pokazuje, jak samotny jest człowiek, który próbuje pokonać własną niemoc w imię czegoś, czego nikt inny nie może zrozumieć.

Podczas walki nie szukasz słabości rywala, lecz starasz się odnaleźć własną – by ją wyeliminować i nie pozwolić, by wykorzystano ją przeciwko Tobie. Za każdym stoi jego historia. Na sali wszyscy prezentują wysoki poziom. Przyglądam się każdemu w myśl zasady, że najwięcej można nauczyć się, podpatrując lepszych od siebie. Spośród wszystkich wyróżnia się Damian Wolniak. Na środowym treningu kondycyjno-siłowym po dwóch obwodach wygląda, jakby właśnie oderwano go od czytania książki, gdy ja ledwo łapię oddech i jestem cały mokry od potu. Damian to maszyna.

Wydaje mi się, że gdyby tylko naszła go na to ochota, mógłby mnie zabić. Ale zabić mnie nie chce; zamiast tego już po pierwszym treningu podchodzi do mnie i pyta, czy mi się spodobało. W ciągu następnych tygodni nie odmawia pomocy. Zresztą nie tylko on – gdy na stronie internetowej Gwardii przeczytałem, że treningi prowadzone są w przyjaznej atmosferze, uznałem to za zwykły motywator. Okazało się to jednak prawdą – już po kilku treningach czujesz, że należysz do jakiejś wspólnoty; że jesteś wśród ludzi, którzy mają ten sam cel, co Ty. Nauczyć się boksować, poprawić swoją formę. Wykształcić w sobie charakter boksera.

Znajdziesz wśród nich młodych chłopaków, dziewczyny, facetów przed sześćdziesiątką. Już po miesiącu czuję, że zrobiłem postępy. Mój lewy prosty, najważniejszy cios w boksie, zaczyna funkcjonować tak jak trzeba. Podczas piątkowych sparingów zadaniowych, które wykonujemy na 1/3 siły, czuję, że czasami ten lewy prosty trafia kumpla tam, gdzie powinien. Kumpel mówi o tym Damianowi. Umawiam się więc z Damianem na kolejny sparing... i dowiaduję się, że mój lewy prosty nic nie znaczy. Po trzech rundach nie mam siły. Obrywam ciosy na korpus, gdy zasłaniam głowę, i ciosy na głowę, gdy bardziej chronię korpus. Lewy sierp dochodzi celu – przez moment staram się przypomnieć sobie, jak się nazywam. Damian wyciąga rękawicą ochraniacz na szczękę i mówi: „Trafiam tylko tam, gdzie się odsłaniasz. Trzymaj gardę”.

Więc trzymam gardę. Trudno mi uwierzyć w jego zapewnienia, że trenuje dopiero od 4 lat, i to z roczną przerwą. Wygląda, jakby urodził się na sali bokserskiej, jakby to na niej spędzał każdą wolną chwilę. Gdy pytam go o powody tej przerwy, odpowiada, że nie mógł się odnaleźć po śmierci swego pierwszego trenera Mariana Rudego. To brzmi nieprawdopodobnie, ale wiem, że jest prawdziwe. „Trenuję nie dla siebie, a dla niego” – tłumaczy Damian. Między trenerami a pięściarzami często rodzą się relacje ojciec – syn. Damianowi brakowało ojca, więc odnalazł go w swoim nauczycielu. Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że dla niektórych boks to coś więcej niż zwykła bójka. Ale o tym możesz się przekonać dopiero, gdy zaczniesz trenować.

REKLAMA

REKLAMA

Runda 3: Trening boksera

Floyd Mayweather Jr., bokser, którego wszystkie walki znam na pamięć, potrafi obudzić się w środku nocy i zacząć trenować. Bernard Hopkins, najstarszy mistrz świata w historii, przez dwa lata chodził z piłką przyciśniętą brodą do klatki piersiowej, by wyrobić w sobie nawyk niskiego trzymania głowy. Mike Tyson odkrył w więzieniu, że karaluchy są świetnym źródłem białka. Gdyby wypytać bokserów o ich zwyczaje treningowe, można by dowiedzieć się wielu dziwnych i ciekawych rzeczy.

Treningi komercyjne, prowadzone przez Dimę Lenkova, 7-krotnego mistrza Białorusi (patrz: ramka na poprzedniej stronie), odbywają się trzy, czasem cztery razy w tygodniu. W poniedziałek w parach ćwiczymy kombinacje ciosów. Jedna osoba z pary wciela się wtedy w rolę trenera i ustawia rękawice, jakby były tarczami. Po gwizdku oznaczającym koniec 3-minutowej rundy trener przedstawia kolejną kombinację. Dwa lewe proste, prawy na dół. Lewy na lewy. Lewy prosty, zejście, prawy sierp. Potem kilka rund na worku, skakanka, rozciąganie i kilkanaście minut doskonalenia techniki przed lustrem. Po godzinie jedyne, o czym marzysz, to prysznic, woda i posiłek, którym uzupełnisz zapasy glikogenu w mięśniach. O ile wciąż o jakichś zapasach może być mowa.

Środa to trening kondycyjno-siłowy. Kilkanaście (bywa, że nawet i 24) stacji. Typowo bokserskie ćwiczenia, jak uderzanie młotem w oponę albo pompki z piłką lekarską, składają się na dwa obwody. Pierwszy wykonujemy w rytmie: 30 sekund ćwiczenie, 30 sekund odpoczynek. Drugi skracamy o połowę. Na początku kusiło mnie, by trochę oszukiwać: zacząć sekundę, dwie później i kilka sekund wcześniej kończyć. I z 1/4 minuty robi się 5 sekund.

Ale to na nic: możesz oszukać trenera, wszystkich wokół, ale nie siebie. Każda urwana sekunda wydłuża o godziny Twoją drogę do celu, do lepszej formy. Wszystkie ćwiczenia wykonujemy z małym obciążeniem, ale w wysokim tempie. Co z tego, że jesteś w stanie wycisnąć – siedząc – sztangę, na którą założyłeś kilka ciężkich talerzy, skoro czujesz pieczenie w obręczy barkowej po paru minutach wyprowadzania lekkich ciosów?

Po dwóch pełnych obwodach następuje chwila przerwy, po której masz ochotę pójść do szatni, ale zamiast tego owijasz dłonie bandażami, nakładasz rękawice i podchodzisz do worka, w który uderzasz przez 10 półminutowych rund. Jeszcze bardziej marzysz o szatni, ale wybierasz skakankę, później rozciąganie, chwilę walki z cieniem. Chyba nigdy po takim treningu nie spałem krócej niż 10 godzin. Piątkowy trening to 6 rund sparingu zadaniowego. Zasadą jest, by uderzać maksymalnie na 1/3 siły. To dlatego nie nosimy ochraniaczy na głowę.

Poza tym jesteśmy tu po to, by się czegoś nauczyć, a nie po to, by się bić. Przez kilka miesięcy nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś celowo chciał zrobić komuś krzywdę. Trudno mi ją sobie nawet wyobrazić. Jeśli trening odbywa się też w sobotę, powtarzamy na nim ten środowy, ale zmniejszając obciążenie. Po wykonaniu dwóch obwodów doskonalimy z trenerem technikę. Pozostałe dni to albo regeneracja, albo trening siłowy lub kondycyjny we własnym zakresie. Początkowo po każdej sesji na Gwardii byłem następnego dnia tak zmęczony, że nawet nie myślałem o żadnej aktywności fizycznej.

Ale w pewnym momencie doszło do tego, że około g. 19 organizm stawał się dziwnie niespokojny i domagał się wysiłku. Zacząłem więc w dni „wolne” odwiedzać siłownię, by trenować dynamicznie w wysokim tempie z małym obciążeniem, biegać (10 km) lub pływać na basenie (60 minut). Przestałem też rozstawać się ze skakanką, a „Gonna Fly Now” z „Rocky’ego” ustawiłem jako budzik w telefonie.

Runda 4: Proste zasady

Przed każdą walką sędzia ringowy zaprasza bokserów na środek ringu i przypomina im, że mają ochraniać się przez cały czas. Do tej zasady sprowadza się cały boks. Pamiętaj o niej, a wszystko będzie dobrze. I nie zapomnij o zadawaniu ciosów – bez tego nie wygrasz walki. Od zawsze chcę to słynne „Protect yourself at all times” usłyszeć na własne uszy.

Z głośników leci soundtrack do „Rocky’ego” i „Kickboxera”. Podczas przerw między rundami albo kolejnymi ćwiczeniami muzyka motywuje Cię, by nie rzucić rękawic w kąt. Ale gdy przerwa się kończy, przestajesz ją słyszeć. Musisz maksymalnie się skupić, by nie popełnić błędu. Jak ten najprostszy, czyli ustawienie nóg w jednej linii. Takie ustawienie powoduje, że łatwiej Cię przewrócić, więc rozstaw stopy szerzej, zwracając uwagę na to, by podczas uginania nóg oba kolana kierować „do wewnątrz”.

Pamiętaj, że to nogi rządzą korpusem, a nie na odwrót. Cały czas trzymaj gardę i pilnuj się, by wrócić do pozycji od razu po zadaniu ciosu. To właśnie w tej chwili jesteś w największym niebezpieczeństwie – chwila nieuwagi i narażasz się na kontrę, która może skończyć zabawę. Takich informacji podczas pierwszego treningu usłyszałem jeszcze wiele.

Pamiętam, że pomyślałem wtedy, iż przydałby się notatnik i długopis, by to wszystko spisać. Trener co chwila mnie poprawiał, a ja zastanawiałem się, jak trudno wyprowadzić cios! Często podczas oglądania walk nabijałem się z bokserów. Ale gdy po kilku treningach złapałem się na tym, że zapominam zadawać cios z wydechem, zrozumiałem, że boks nie jest łatwy.

Ostatni gong

Zaczepia mnie jakiś gość. To ten moment, w którym mam ochotę sprawdzić, czego nauczyłem się na Gwardii. Więc sprawdzam: nauczyłem się, że czasami nie warto wyprowadzać ciosu.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij