Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Bieganie z psem - nie rób krzywdy przyjacielowi

Bieganie z psem to plus 10 punktów do frajdy i dodatkowa motywacja, żeby jednak wyjść na ścieżkę. Twój najlepszy partner treningowy znajduje się nawet nie na odległość ręki, a smyczy. 

Bieganie z psem Połącz przyjemne z pożytecznym i weź swojego psiaka na małą przebieżkę. Ale bądź poważny - mops nadaje się do tego średnio, natomiast golden retriever idealnie. 
Założenie było proste: uzbroić człowieka – czyli mnie – i psa – poznajcie, proszę, Czkawkę – w pulsometr z GPS, żeby sprawdzić, kto będzie górą. Intuicyjnie wydawało mi się, że mój pies w tym samym czasie pokonuje większy dystans – przecież ja biegnę zawsze po ścieżce, a on, a raczej ona, co chwila z niej zbacza, żeby sprawdzić, co znaleźć można za najbliższym krzakiem.

Podjąłem więc trzy próby, a wyniki mocno mnie zaskoczyły. Tylko czy aby na pewno? Z Czkawką zacząłem biegać, kiedy tylko zezwolił na to weterynarz. To była dla mnie nowość – szczeniaka lepiej nie wypuszczać na długie dystanse. OK, swoje odczekałem, zaopatrzyłem się w sprzęt, czyli szelki i uprząż z amortyzującą smyczą, i ruszyłem w trasę. Czyli do pobliskiego parku Grabiszyńskiego.

Szybko okazało się, że uprząż mogę zostawić w domu, bo Czkawka kuma zasady gry – nie ucieka, trzyma tempo, wie, kiedy przyspieszyć, kiedy się zatrzymać itd. Następnym razem zostawiłem wszystkie graty w domu – i tak biegam z Czkawką już od ponad roku.

Plus do motywacji

Chociaż – muszę przyznać – raczej nie lubię biegać. Zanim uzbroiłem się w psa, biegałem rzadko, zawsze traktując wyjście na ścieżkę w kategoriach uzupełniania planu treninowego, a nie jego meritum. Pies wszystko zmienił – rano przecież i tak muszę zabrać go (ją) na spacer, najlepiej taki, podczas którego się, nomen omen, wybiega.

Skoro ona musi, ja mogę. I tak poranne truchty weszły mi w nawyk – teraz chwila przerwy (czyt. weekend) i zaczyna mi ich brakować. Psu zresztą też – jestem zaskoczony, że Czkawka przełącza się w tryb sportowy natychmiast. Fakt, czasami zainteresuje ją jakiś zapach, czasami przerwa na tarzanie się w trawie jest konieczna, czasami inne psy są bardziej interesujące niż kolejne kilometry. Ale głównie mój pies biegnie razem ze mną. Psując mi tym samym mój eksperyment. Twarde dowody

Zapis GPS nie pozostawia wątpliwości – zresztą spójrz obok. Czkawka na trasie trzyma się mnie stale – w zasadzie nie nadrabiając kilometrów. No, może trochę. Gdy spotka jakiegoś psiaka, po chwili na rozpoznanie, czy to typ imprezowy, zaczyna się gonitwa. Oboje znamy teren i trasę, biegnę więc swoje, wiedząc, że pies za chwilę do mnie dołączy. I rzeczywiście po jakimś czasie tak się dzieje.

Po zakończeniu biegu okazuje się, że w ciągu pół godziny pies zrobił tylko kilkaset metrów więcej. Niewiele. Jednak to sprawa indywidualna – nie każdy pies trzyma się właściciela. Innym razem trzyma się jeszcze bardziej, co wymusza krótka smycz. Zresztą jestem pewien, że gdy Czkawka była młodsza, kilometrów robiła zdecydowanie więcej. Teraz truchta w moim tempie – bez bodźca typu piłka czy inny pies trudno o więcej. Że biegnie mniej więcej tyle samo, co ja, okazało się dla mnie zaskoczeniem.

Zupełnie inaczej sprawa się ma, gdy przychodzi do prędkości. Psy biegają interwałowo – Czkawka zatrzymuje się przecież częściej – ten świat jest tak interesujący! – aby sprintem po chwili znów się ze mną zrównać. W trakcie treningów nie zbliżam się nawet do maksymalnej prędkości, którą generuje ona, chociaż ostatecznie tempo mamy podobne. 

Bieganie z psem Nie traktuj biegania z psem jako stałego elementu treningu - to bardziej zabawa.

Sztuka kompromisu

Zanim zaczniesz trenować ze swoim psem, skonsultuj się z weterynarzem. No i pamiętaj, że nie każda rasa stworzona jest do długich dystansów – zachowaj po prostu zdrowy rozsądek i nie zrzucaj mopsa z kanapy. Masz charta, goldena (jak ja) albo kundelka? Śmiało. Na trasie pamiętaj, że pies nie da Ci znać, iż jest już zmęczony. Będzie trzymał Twoje tempo za wszelką cenę.

To na Tobie spoczywa obowiązek robienia przerw na wodę (co 15-20 minut), dokładna obserwacja zachowania psa itd. Jeśli pies zwalnia, nie każ mu za wszelką cenę przyspieszyć, tylko odpuść i zmniejsz prędkość razem z nim. Jesteście w końcu biegowymi partnerami. Bieganie z psem to bowiem sztuka kompromisu. Umówmy się – to nie jest pełnowartościowy trening. Tutaj założenia przed nie mają sensu, a liczy się jedynie improwizacja w trakcie. Zabawy z patykami, piłką itd. są wskazane.

Więcej frajdy, więcej treningu

Kiedy Czkawka biegnie za piłką, ja padam na trawę i robię serię pompek. Dyszka zajmuje mi akurat tyle czasu, co powrót psa ze zdobyczą. Rzucam znowu piłkę i kolejny raz padam na trawę. Powtarzam. Później pompki zamieniam na wyskoki z przysiadu. Robię sprinty, próbując dogonić pędzącego za piłką psa – nigdy mi się to nie udaje.

Staram się podczas takich wyjść być maksymalnie kreatywny, żeby wycisnąć z nich jak najwięcej, jednak nie zapominam o meritum. Ten „spacer” ma służyć budowaniu lepszej więzi z moim psiakiem, sprawiać masę frajdy i motywować mnie do działania. Gdybym miał takie wyjścia włączyć do swojego programu treningowego, szybko dopadłaby mnie frustracja. To tylko trening przy okazji. Spróbuj sam i zamień zwykły spacer w wersję dla twardzieli. Twój psiak będzie Ci za to wdzięczny. I Ty mu też. 

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij