REKLAMA

Balet – sport dla twardzieli [Reportaż]

Tancerze baletu należą do najciężej trenujących sportowców na świecie. Jednak powrót na scenę po miesiącach związanej z pandemią przerwy może być trudny nawet dla takich twardzieli. MH odwiedził najbardziej zaawansowane laboratorium tańca na świecie, by dowiedzieć się,  jak nauka pomaga tancerzom odzyskać topową formę.

Balet, trening Men's Health
Royal Opera House, będący siedzibą słynnego Baletu Królewskiego, zamknął swoje podwoje w marcu ubiegłego roku. Początkowo występy zawieszono na cztery tygodnie, by potem odwołać je na czas nieokreślony. Nieaktualne grafiki zajęć, wypełniających niegdyś całe dnie, można było wyrzucić do kosza. Tancerze zostali zmuszeni do tego, by ćwiczyć swoje piruety, allegra czy assemblé w domowych warunkach. Zmiany związane z pandemią wprowadzono nagle i niespodziewanie. Ale świat baletu, mimo swoich renesansowych korzeni, okazał się zaskakująco zdolny do adaptacji. Niemal jakby przygotowywał się do takiej chwili od wieków.

REKLAMA

Balet jest sztuką, ale jego mariaż z technologią trwa od dłuższego czasu. Już od 2013 roku Royal Ballet wyposażony jest w sprzęt sportowo-medyczny, którego nie powstydziłby się najbardziej elitarny ośrodek sportowy na świecie. Są w nim płyty dynamometryczne do pomiaru wydajności skoku czy skonstruowane na miejscu urządzenia do rejestrowania aktywności tancerzy baletu. Obok nich klatki do przysiadów, maszyny do wyciskania siedząc, pomosty do martwych ciągów. Tak, w Royal Ballet zdecydowanie nie zapominają o treningu nóg.

Bardzo poważnie podchodzą również do zbierania danych. Interesuje ich wszystko: od poszczególnych występów, przez przebyte choroby, po poziom witaminy D w organizmie. Informacje są wprowadzane do bazy danych zwanej Smartabase, dzięki której postępy tancerzy są na na bieżąco monitorowane. Ten sam system jest wykorzystywany przez drużynę futbolu amerykańskiego Dallas Cowboys czy armię USA.

Nawet w tak indywidualnej materii jak taniec, technologia pozwala wyciągać obiektywne wnioski i przesuwać granice. Dowodzi tego rzeczywistość ostatnich miesięcy.

Przed pandemią sześć razy w tygodniu odbywały się treningi, na których ćwiczono potrzebne w balecie sekwencje ruchów, tak by na stałe wryły się w pamięć mięśniową. Po lockdownie zastąpiły je trzy spotkania na Zoomie. Nie ma szansy, aby w tym czasie wykonać potrzebną liczbę skoków – zgromadzone dane wskazują, że w normalnych warunkach tancerz baletu robi ich około 600 dziennie, a w dniu przedstawienia nawet więcej.

By wyrobić normę, radzono im więc, by łapali się nawet tych surowo zakazanych wcześniej aktywności, jak bieganie czy ćwiczenia na skakance.

Teraz, aby zapobiec kontuzjom i utrzymać poziom wytrenowania sprzed lockdownu, balet zaprzyjaźnił się ze światem technologii w sporcie jeszcze mocniej. I to dzięki niej utrzymał poziom.

Wysoka poprzeczka

Dzięki swojej karierze tanecznej profesor Emma Redding zwiedziła cały świat. Kiedy pracowała w Hongkongu, zaczęła zastępować tradycyjne zajęcia techniki bieganiem i pływaniem. Zauważyła bowiem, że te formy treningu podnoszą jej wydolność i w czasie występów baletowych jest w stanie dłużej znosić wysiłek o wysokiej intensywności.

To odkrycie było trochę jak wynalezienie żarówki: tancerze potrzebują nie tylko techniki, ale również siły i wytrzymałości, żeby ich ruchy wyglądały na wykonywane bez wysiłku. „Podczas zajęć z techniki ruchu uczysz się, jak trzymać ręce w odpowiedniej pozycji, odliczasz pozycje, poruszasz się i patrzysz w określonym kierunku – wyjaśnia Redding.

– A co, gdybyśmy odłożyli to na bok i zajęli się najpierw budowaniem siły oraz eksplozywności, by skakać wyżej i bez kontuzji? A dopiero potem na tej bazie doskonalili technikę, styl i finezję?”.

Po powrocie do Anglii Redding podjęła pracę w Konserwatorium Muzyki i Tańca Trinity Laban w Londynie, w którym opracowała program specjalnych studiów magisterskich. „Zebrałam badaczy specjalizujących się w sporcie, posadziłam obok nauczycieli baletu i po tygodniu miałam gotowy kurs. Wychodziliśmy od zera, opierając się na pytaniach wynikających z mojej praktyki oraz intuicji” – mówi z dumą Redding.

W konserwatorium znajdują się dziś sale, gdzie analizuje się mocz i krew tancerzy czy stężenie mleczanu we krwi. W innych stoi sprzęt do elektromiografii, mierzącej aktywację mięśni, oraz do analizy ruchu metodą 2D. Sale treningowe mieszczą maszyny do kardio, zestawy TRX, na podłodze wiją się liny treningowe. Są też specjalne strefy do jogi i pilatesa. A nad wszystkim czuwa zespół złożony z fizjologów, fizjoterapeutów, naukowców i techników laboratoryjnych. Ale prawdziwą siłą Trinity Laban są jej studenci. „Mamy setki tancerzy, których możemy testować” – mówi Redding. Te badania wpływają potem na treningi na całym świecie.

W swoim doktoracie Redding badała rozbieżność między intensywnością zajęć baletowych a poziomem, jaki osiągają tancerze. W oparciu o jej badania opracowano specjalny test pozwalający oceniać wydolność i przygotowanie tancerzy

do treningów oraz występów. Dzięki niemu są mniej narażeni na kontuzje, ale – i to podkreśla prof. Redding – nie kosztem poziomu i jakości widowiska, które potem tworzą. „Chcemy, aby tancerze byli bardziej wytrzymali, silniejsi i sprawniejsi, a przez to bardziej kreatywni i innowacyjni” –wyjaśnia.

Balet, treningMen's Health

Sztab specjalistów

Od czasu gdy Balet Królewski otworzył swoje centrum opieki zdrowotnej, firma sprowadziła do niego ekspertów w dziedzinie profilaktyki urazowej i fizjoterapii z innych dyscyplin sportowych. Po pierwsze, zatrudniła Gregory’ego Rettera, który był menedżerem ds. rehabilitacji w Brytyjskim Komitecie Olimpijskim. Następny był Richard Clark, specjalista od fizjoterapii w piłce nożnej.

Ostatnio dołączył do nich Shane Kelly, który zwolnił stanowisko szefa w brytyjskiej narodowej federacji lekkoatletycznej, by we wrześniu 2020 roku podjąć pełno-

etatową pracę dla Royal Ballet. „Podchodzimy do naszych podopiecznych holistycznie. Staramy się zapobiegać kontuzjom lub zmniejszyć ryzyko ich występowania, a kiedy już do nich dochodzi, umiemy bardzo sprawnie się nimi zająć” – mówi Kelly.

Treningi tancerzy są bardzo wyczerpujące. Do rzadkości nie należą dni robocze trwające 12 lub nawet 14 godzin, a czasu na  odpoczynek, regenerację sił i doładowanie akumulatorów jest niewiele. By zmniejszyć ryzyko przetrenowania i kontuzji, Balet Królewski zatrudnia lekarzy, fizjoterapeutów, specjalistów od siły i wydolności, instruktorów pilates, jogi, ćwiczeń metodą gyrotonic, a także psychologa i dietetyka, których usługi można zarezerwować za pośrednictwem Smartabase.

„Zabiegi oferowane członkom Baletu Królewskiego są dokładnie takie jak te, które wspierają olimpijczyków” – wyjaśnia Kelly. Jest ich tak wiele, że problemem staje sie znalezienie czasu na skorzystanie z tych wszystkich opcji.

Bo grafik tancerzy jest napięty do granic możliwości. Codziennie rano uczęszczają na lekcje baletu, po których następuje próba. Jeśli nie ma przedstawienia, trwa od południa do 18.30, w dni występów zaś do 17.30. Spektakle rozpoczynają się o 19.00, więc do domu tancerze wracają około północy. Każde dodatkowe zajęcia wciskane są w lukach między treningami i występami. „Dopasowanie się do tak intensywnego rozkładu może być wyzwaniem” – wyznaje solista Matthew Ball.

O ile monitorowanie obciążenia treningowego, ogólnej kondycji i poziomu zmęczenia jest już mocno zakorzenione w sporcie, o tyle w balecie to wciąż nowość. W 2016 roku Balet Królewski podjął współpracę z Uniwersytetem St. Mary w Londynie, który wspiera tancerzy w dziedzinie treningu siłowego i kondycyjnego. Wśród jego pracowników jest Joseph Shaw, który w 2019 roku rozpoczął doktorat, polegający na pomiarach obciążenia treningowego elitarnych tancerzy baletowych. Kelly ma nadzieję, że dzięki temu uda się optymalnie programować trening, bazując na zebranych już danych i harmonogramach występów. No i oczywiście sprawić, że będą mieli trochę więcej wolnego czasu. 

Balet, treningMen's Health

Powrót na scenę

„Obciążenia, jakie balet wywiera na ciało, są wyjątkowe” – mówi Matthew Ball. „W żadnej innej dyscyplinie nie oczekuje się, że będziesz podnosił ciężary ze stopami skierowanymi na zewnątrz, a tego wymaga się od tancerzy podczas podnoszenia partnerów” – podaje przykład. Praca nad siłą i wydolnością to dla niego konieczność. Na dodatek repertuar Royal Ballet jest tak zróżnicowany, że charakter przygotowań zmienia się z roli na rolę. „W »Mayerling« jest partia, w której tańczysz z sześcioma lub siedmioma partnerkami, więc na koniec ze zmęczenia nie czujesz ramion, a twoje ciało jest niczym rozciągnięta gumka do włosów” – mówi Ball.

„Na drugim końcu spektrum leży taniec z pierwszą solistką w »Śpiącej Królewnie«. Gram drozda, który uczy księżniczkę latać. Jest to trwająca zaledwie minutę solówka, w której jednak każdy krok to skok, przechodząca następnie w duet. Żeby się do tego przygotować, najbardziej lubię trening interwałowy na ergometrze. Nie wyobrażam sobie wykonania wymagających układów bez porządnego przygotowania interwałowego” – opowiada Ball.

Przed pandemią Ball wraz z innymi tancerzami spędzali dużo czasu na siłowni. Nakręcali się wzajemnie w czasie treningów ramion czy asekurując się w czasie wyciskania. Rekordy Balla są całkiem konkretne: przy masie  73 kg solista siada ze sztangą o masie 120 kg, a w martwym ciągu podnosi 175 kg. Podczas lockdownu został jednak zmuszony do odłożenia ciężarów na bok i zajęcia się kalisteniką i treningami plyometrycznymi.

Zamiana ciężarów w siłowni na masę własnego ciała w domu zrobiła pewną robotę w utrzymaniu ciał tancerzy w formie. Jednak to, czy psychika jest gotowa na powrót na scenę, to już zupełnie inna kwestia.

W wypadku kontuzji Royal Ballet zachęca swoich adeptów do natychmiastowej współpracy z psycholog Britt Tajet-Foxell. W trakcie sesji ćwiczą z nią techniki wizualizacji, by, jak twierdzi solista Matthew Ball, upewnić się, że kontuzja nie wywoła psychicznej blokady. A powrót do normalnych ćwiczeń po lockdownie jest trochę jak powrót po odniesionej kontuzji.

Ball przyznaje, że taniec po miesiącach uśpienia to spore wyzwanie: „Nad wiarą w siebie trzeba nieustannie pracować. Podobnie jak nad powrotem do trybu życia opartego na nieustannym wysiłku”.

Po zniesieniu pierwszego lockdownu udało mu się ponownie wejść w tryb codziennych ćwiczeń. „Ale powrót na scenę to już zupełnie inna sprawa – mówi. – Jesteś pod dużo większą presją. Na widowni zasiada mnóstwo osób, które po miesiącach izolacji przyszły obejrzeć przedstawienie na żywo. Do tego obecność orkiestry, światła, kostiumy – wszystko to wywołuje stres. Trema jest obecna zawsze, nawet w najlepszych czasach, więc myślę, że teraz powrót może okazać się wyjątkowo trudny”.

Czy tancerze są na to gotowi? Obecnie we wszystkich dyscyplinach sportowych monitoruje się zawodników i dba o to, żeby nie wrócić zbyt szybko do intensywnych treningów i dużych obciążeń. Balet niczym się pod tym względem nie różni.

W teorii są gotowi na swój pierwszy występ po przerwie, ale co wydarzy się na scenie, dowiemy się dopiero wtedy, gdy kurtyna pójdzie w górę.

Tymczasem w oczekiwaniu na pierwsze piruety tancerzy możemy być pewni, że mariaż baletu i technologii sportowej będzie się wzmacniał. W tej dyscyplinie udało się połączyć piękne i wyjątkowo efektowne ruchy, ale chodzi też o to, by przekraczać swoje możliwości. „Sportowcy olimpijscy nieustannie biją rekordy. Dlaczego my mielibyśmy tego nie robić?” – pyta prof. Emma Redding.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA