Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Żywność ekologiczna - czy warto ją kupować?

Na pewno zastanawiałeś się nieraz, czy zwykłe jedzenie jest aż tak naszpikowane „chemią”, że warto szarpnąć się na ekologiczne. My też. Dlatego to sprawdzamy. 

Żywność ekologiczna Ekologiczna nie zawsze znaczy zdrowsza. (Fot. Getty Images)
Muszę też wspomnieć o antybiotykach, które stosuje się w hodowli zwierząt, bo w internecie krążą na ten temat przerażające historie. Według przepisów wolno je podawać wyłącznie, gdy zwierzęta są chore (a nie profilaktycznie) i tylko pod kontrolą weterynarza. Obowiązuje też okres karencji, czyli zwierzę, któremu podano antybiotyk, można ubić dopiero po czasie potrzebnym, by jego pozostałości zostały usunięte z organizmu.

Tyle teorii. Jak jest w praktyce, trudno ocenić. Producenci mięsa na pewno nie są kryształowo czyści, bo kontrole inspekcji weterynaryjnej co roku wykrywają przypadki nieuprawnionego stosowania tych leków, jednak założenie, że dzieje się to wielką skalę, jakoś nie chce mi przejść przez klawiaturę. Problem narastającej oporności bakterii na działanie antybiotyków oczywiście istnieje i wynika z ich masowego stosowania. Jednak przede wszystkim to my sami używamy ich bez opamiętania i nie ma co zwalać winy na masową hodowlę zwierząt.

Rezygnacja z mięsa nie zabezpieczy Cię przed kontaktem z opornymi bakteriami, bo one i tak krążą wokół nas. Dlatego nie będę miał wyrzutów sumienia, kupując zwykłe mięso. Żeby jednak nie jeść go codziennie, postaram się bardziej różnicować źródła protein w diecie. Trochę białka roślinnego, trochę jaj, ryb, mięsa zwykłego, trochę tego lepszej jakości (piersi z kurczaka zagrodowego, o których wspomniałem na początku tekstu, okazały się według mnie dużo smaczniejsze od zwykłych – mięso miało inną konsystencję, było bardziej zwarte i nie zawierało tyle tłuszczu) i mam nadzieję poradzić sobie z problemem antybiotyków na tyle, na ile mogę, bez kupowania mięsa ekologicznego.

W MH często piszemy o jajach, które są świetnym źródłem białka i wielu innych cennych składników odżywczych. Czy warto zamieniać je na ekologiczne? Różnica w smaku jest dyskusyjna – szybka sonda wśród znajomych pozwala zaryzykować tezę, że niektórzy ją wyczuwają, a inni nie. Co zaś z wartościami odżywczymi? Zapytaliśmy o to specjalistę , prof. dr. hab. Tadeusza Trziszkę z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. „Różnica w zawartości składników odżywczych między jajami ekologicznymi a zwykłymi nie jest istotna. Dlatego trudno uzasadniać nią kupowanie zerówek” – mówi profesor Trziszka.

OJCIEC, BRAĆ?

Na podstawie zebranych informacji wyrobiłem sobie pogląd, że żywność ekologiczna w dużej części jest rzeczywiście zdrowsza od konwencjonalnej – przynajmniej w przypadku owoców, warzyw, mięsa i nabiału. Żeby jednak odnieść z niej realną korzyść, nie można kupować jej co jakiś czas – trzeba się na nią przerzucić całkowicie.

A takie rozwiązanie rodzi spore koszty. Dr hab. Hallmann przekonuje, że można je minimalizować, np. robiąc zakupy na targach bezpośrednio od rolników czy szukając okazji w internecie (tak można nabywać sypkie artykuły, jak np. kasze czy warzywa strączkowe), ale to i tak wydatek, na który zwyczajnie mnie nie stać.

Będę za to starał się, jak do tej pory, wybierać możliwie najlepszej jakości żywność konwencjonalną. Produkty bez certyfikatów eko również mogą być zdrowe. Trzeba tylko uważnie patrzeć – do czego zachęcamy was w każdym numerze MH – na etykiety, zanim włoży się je do koszyka. Takie produkty też będą droższe, ale w tym przypadku stosunek ceny do uzyskanych korzyści wydaje mi się do zaakceptowania. 

Nasz redaktor prześwietlił rynek żywności ekologicznej i sprawdził, czy faktycznie warto ją kupować. 

Żywność ekologiczna Ekologiczna nie zawsze znaczy zdrowsza. (Fot. Getty Images)

Co z pestycydami?

Pozostała druga kwestia – czy ekologiczna żywność jest bezpieczniejsza od tej zwykłej. Rozmowę o tym dietetyk Damian Parol zaczyna od podkreślenia faktu, że oba rodzaje żywności są bezpieczne. „Normy zawartości pestycydów ustalone są z tak dużym marginesem, żeby ich pozostałości nie szkodziły nam nawet w przypadku jedzenia konwencjonalnego” – podkreśla Damian Parol.

Dodaje, że dużą część (nawet 90%) pozostałości środków chemicznych używanych do ochrony warzyw i owoców można usunąć, porządnie myjąc je wodą i szczotką. „Gdyby to, co ostatecznie zostaje, było dla nas mocno szkodliwe, byłoby to widać w wynikach dużych badań epidemiologicznych. A one pokazują, że osoby jedzące dużo warzyw i owoców, w ogromnej większości pochodzących z konwencjonalnych upraw, cieszą się lepszym zdrowiem” – przekonuje Parol.

Dlatego uważa, że choć w jedzeniu ekologicznym będzie mniej pozostałości środków chemicznych, to różnica nie jest na tyle istotna dla zdrowia, by uzasadniła ich wysoką cenę. Odmiennego zdania jest dr hab. Hallmann. Podkreśla, że pozostałości pestycydów mogą znacznie przekraczać normy, gdy rolnicy stosują środki ochrony roślin niezgodnie z instrukcją, a żywność konwencjonalna nie jest kontrolowana tak często, jak ekologiczna.

Zwraca też uwagę na zjawisko tzw. koktajlu chemicznego. „Obecnie w produkcji jedzenia stosuje się około 1200 różnego rodzaju dodatków. Każdy z nich teoretycznie jest przebadany i bezpieczny. Sprawdza się je jednak osobno. Nie wiemy, jak te związki reagują ze sobą i jak będą na ludzki organizm oddziaływać razem, jedzone przez długi czas w dużych ilościach.

Mam spore obawy, że będzie to wpływ niekorzystny, dlatego wybieram jedzenie ekologiczne, w którym się tych dodatków nie stosuje” – mówi dr hab. Hallmann. Metaanaliza z „British Journal of Nutrition” wykazała, że ekologiczne warzywa oraz owoce zawierają mniej azotu, azotanów i azotynów.

Czy to istotna przewaga? Może być, ale nie musi. Te związki bowiem stają się niebezpieczne dla zdrowia wtedy, gdy pozbawia się warzywa i owoce dostępu do tlenu. W warunkach beztlenowych azotany przekształcą się w azotyny, te zaś w naszym żołądku mogą stać się nitrozaminami, które działają rakotwóczo.

Jeśli jednak nie będziesz kupował warzyw i owoców szczelnie pakowanych w folię (powinna być perforowana) lub sam nie załadujesz ich do torebek czy pudełek, wyższa ilość azotanów i azotynów w jedzeniu konwencjonalnym nie powinna specjalnie zaszkodzić. 

Muszę też wspomnieć o antybiotykach, które stosuje się w hodowli zwierząt, bo w internecie krążą na ten temat przerażające historie. Według przepisów wolno je podawać wyłącznie, gdy zwierzęta są chore (a nie profilaktycznie) i tylko pod kontrolą weterynarza. Obowiązuje też okres karencji, czyli zwierzę, któremu podano antybiotyk, można ubić dopiero po czasie potrzebnym, by jego pozostałości zostały usunięte z organizmu.

Tyle teorii. Jak jest w praktyce, trudno ocenić. Producenci mięsa na pewno nie są kryształowo czyści, bo kontrole inspekcji weterynaryjnej co roku wykrywają przypadki nieuprawnionego stosowania tych leków, jednak założenie, że dzieje się to wielką skalę, jakoś nie chce mi przejść przez klawiaturę. Problem narastającej oporności bakterii na działanie antybiotyków oczywiście istnieje i wynika z ich masowego stosowania. Jednak przede wszystkim to my sami używamy ich bez opamiętania i nie ma co zwalać winy na masową hodowlę zwierząt.

Rezygnacja z mięsa nie zabezpieczy Cię przed kontaktem z opornymi bakteriami, bo one i tak krążą wokół nas. Dlatego nie będę miał wyrzutów sumienia, kupując zwykłe mięso. Żeby jednak nie jeść go codziennie, postaram się bardziej różnicować źródła protein w diecie. Trochę białka roślinnego, trochę jaj, ryb, mięsa zwykłego, trochę tego lepszej jakości (piersi z kurczaka zagrodowego, o których wspomniałem na początku tekstu, okazały się według mnie dużo smaczniejsze od zwykłych – mięso miało inną konsystencję, było bardziej zwarte i nie zawierało tyle tłuszczu) i mam nadzieję poradzić sobie z problemem antybiotyków na tyle, na ile mogę, bez kupowania mięsa ekologicznego.

W MH często piszemy o jajach, które są świetnym źródłem białka i wielu innych cennych składników odżywczych. Czy warto zamieniać je na ekologiczne? Różnica w smaku jest dyskusyjna – szybka sonda wśród znajomych pozwala zaryzykować tezę, że niektórzy ją wyczuwają, a inni nie. Co zaś z wartościami odżywczymi? Zapytaliśmy o to specjalistę , prof. dr. hab. Tadeusza Trziszkę z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. „Różnica w zawartości składników odżywczych między jajami ekologicznymi a zwykłymi nie jest istotna. Dlatego trudno uzasadniać nią kupowanie zerówek” – mówi profesor Trziszka.

OJCIEC, BRAĆ?

Na podstawie zebranych informacji wyrobiłem sobie pogląd, że żywność ekologiczna w dużej części jest rzeczywiście zdrowsza od konwencjonalnej – przynajmniej w przypadku owoców, warzyw, mięsa i nabiału. Żeby jednak odnieść z niej realną korzyść, nie można kupować jej co jakiś czas – trzeba się na nią przerzucić całkowicie.

A takie rozwiązanie rodzi spore koszty. Dr hab. Hallmann przekonuje, że można je minimalizować, np. robiąc zakupy na targach bezpośrednio od rolników czy szukając okazji w internecie (tak można nabywać sypkie artykuły, jak np. kasze czy warzywa strączkowe), ale to i tak wydatek, na który zwyczajnie mnie nie stać.

Będę za to starał się, jak do tej pory, wybierać możliwie najlepszej jakości żywność konwencjonalną. Produkty bez certyfikatów eko również mogą być zdrowe. Trzeba tylko uważnie patrzeć – do czego zachęcamy was w każdym numerze MH – na etykiety, zanim włoży się je do koszyka. Takie produkty też będą droższe, ale w tym przypadku stosunek ceny do uzyskanych korzyści wydaje mi się do zaakceptowania. 

Komentarze

 (5)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij