Woda proteinowa - do czego jeszcze można dosypać białko?

Proteinowe batony, proteinowe jogurty, proteinowe serki, proteinowe ciasteczka, a teraz nawet proteinowa woda. Producenci prześcigają się w dodawaniu białka do kolejnych produktów. Czasami ma to większy sens, czasami mniejszy, ale ta woda trochę przelała u nas czarę goryczy.  

woda po treningu Shutterstock.com
Fot. Shutterstock.com
Chciałbyś przenieść swój trening na wyższy poziom? Pewnie tak, bo kto by nie chciał. Według zapewnień jednego z producentów suplementów może Ci w tym pomóc pewien przełomowy produkt. I to taki, który nie zawiera - cytujemy - barwników, konserwantów i cukru, ponieważ nie potrzebuje ich, aby być skutecznym. Jesteś ciekaw, co to za cudo? 

REKLAMA

Najdroższe białko świata

No więc przełom polega na tym, że jest to woda z niewielką ilością białka serwatkowego. Genialne, prawda? Wpadłbyś na to, że można te dwa składniki połączyć w tak nowatorski sposób? Jeśli nie, możesz nabyć taki poręczny produkt. Jedyne 11,99 zł za 500 ml. 20 g białka za prawie 12 zł. 1 kg za 600 zł. Brzmi jak interes życia.  

Na rynku jest kilka tego typu wynalazków, zarówno z białkiem serwatkowym, jak i roślinnym. Ile weganie musieliby zapłacić za przyjemność raczenia się proteinami rozpuszczonymi w wodzie? W butelce o pojemności 500 ml jest 10 g "orzeźwiającego białka roślinnego". Sześć butelek kosztuje 99 zł, więc wychodzi 16,50 zł za jedną. Czyli 1 kg tego białka z grochu kosztuje 825 zł. Wychodzi, że tyle kosztuje przełom, poręczność, wygoda i orzeźwienie. Niemało, prawda?

No dobra, przyznajemy się, poszliśmy trochę pod publiczkę, wybierając na śródtytuł frazę "najdroższe białko świata". Taka na przykład wołowina z Kobe, sprawdziliśmy, kosztuje w Polsce nawet 1399 zł za 1 kg. Różne źródła podają odmienną zawartość białka, ale zaokrąglijmy ją w górę do 20g. Oznacza to, że aby przy pomocy cudu z Kobe załadować 1 kg białka trzeba wydać 6995 zł. Czyli jednak można sporo drożej - przed producentami fitnessowych napojów jest jeszcze spore pole do popisu.  

Produkty o wysokiej zawartości białka

I jasne, można powiedzieć: kto bogatemu zabroni? Jeśli nie chcesz, nie kupuj. I tak zostawić sprawę. Ale przeliczenie ceny tej wody proteinowej na 1 kg białka jakoś mocno nas w MH ruszyło. I zaczęliśmy się zastanawiać, jak daleko może jeszcze zajść ta moda na tworzenie białkowych produktów. 

Kiedyś produkty wysokobiałkowe były dostępne tylko w specjalistycznych sklepach z odżywkami. I to kiedyś to było zaledwie kilka lat temu. A potem producenci zorientowali się, że etykieta z napisem "wysokobiałkowy" to nowy napis "light", albo "eko". I sprzedaje produkt, bo przecież białko to mięśnie, siła i zdrowie.  

Oczywiście nie popadamy w przesadę, wiele z tych produktów jest naprawdę przydatnych. W praktycznie każdym sklepie można dostać jakiś wysokobiałkowy jogurt owocowy, który może odegrać rolę improwizowanego potreningowego posiłku, jeśli nie ogarnąłeś sobie nic naprawdę konkretnego.

Przeczytaj też: Cała prawda o produktach wysokobiałkowych

Wszędzie dostępne są skyry, czy doładowane proteinami serki wiejskie, albo inne, dzięki którym możesz błyskawicznie ogarnąć wartościową oraz sycącą przekąskę i zadbać o to, by dzienną dawkę białka wygodnie rozbić na w miarę równe dawki. Tak, aby zadbać o maksymalizację syntezy tkanki mięśniowej. I te produkty kosztują w porównaniu z wodą proteinową grosze, a przy tym niewiele, albo wręcz w niczym nie ustępują jej poręcznością.      

Panowie, tak na serio: czy jesteście w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której choć średnio dietetycznie ogarnięty facet nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania organizmu na białko? W czasach, gdy mamy pod ręką tak wiele jego źródeł? 

I już pal sześć pieniądze, które ta woda kosztuje. Ale przy jej pomocy, a także szeregu innych powszechnie sprzedawanych produktów, kierowanych do osób, które na co dzień nie mają nic wspólnego z treningiem siłowym, kreuje się fałszywy obraz, że im więcej białka, tym lepiej. Można wręcz pomyśleć, że mięśnie będą rosły od samego jedzenia, czy też picia protein. Absurd? Dla Czytelnika MH na pewno, ale zadziwiająco wiele osób nie ma podstawowej dietetycznej oraz treningowej świadomości i daje się na to złapać.    

I z takim marketingiem mamy jednak problem. Bo to zwyczajna lipa.

Zobacz również:
Są trenerzy personalni, którzy sami potrzebują trenerów i tacy, którzy inspirują innych do działania na co dzień. Paweł Raczyński należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. W rozmowie z MH opowiada o kulisach pracy trenera, wyjaśnia, który system treningowy jest najlepszy i przekonuje, że dobry strój to już połowa sukcesu. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA