[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


Testosteron a dieta - czy talerz może zastąpić strzykawkę?

Testosteron to hormon kluczowy dla prawidłowego działania organizmu, a większość mężczyzn jest w grupie ryzyka zagrożonej niedoborem. Dostaliśmy cynk, jak dzięki diecie zmniejszyć tę groźbę.

testosteron
Skąd biorą się takie alarmujące informacje? Czy aby nie przesadzamy z tą większością? „Niestety, z uwagi na współczesny styl życia problem może dotyczyć przeważającej liczby współczesnych mężczyzn” – ostrzega dietetyk sportowy Paweł Szewczyk. Wśród czynników ryzyka, sprzyjających pojawieniu się niedoborów testosteronu, wymienia: nadwagę, stosowanie używek, deficyt snu i deficyt aktywności fizycznej, długotrwałe życie pod wpływem stresu.

ZOBACZ: Najgorsze i najlepsze suple dla mężczyzny

REKLAMA

No to jak, dalej masz wątpliwości, że sprawa jest poważna? My nie, dlatego przygotowaliśmy wskazówki, jak możesz pomóc sobie dietą i suplementacją. Czytaj uważnie, szczególnie w przypadku tej ostatniej – możesz zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy, bo producenci supli mają usta pełne fantastycznych obietnic.

1. Kalorie – Twój przyjaciel

 Jednym z głównych wrogów testosteronu jest długotrwały deficyt kaloryczny. „Kiedy organizm orientuje się, że panuje głód, zaczyna koncentrować się na kwestiach naprawdę istotnych dla przetrwania, a funkcje reprodukcyjne do nich nie należą” – wyjaśnia Paweł Szewczyk. I testosteron zaczyna powoli spadać. Jak do tego nie dopuścić? W końcu nie możesz pozostawać z nadmiarem balastu, bo to również szkodzi.

Po pierwsze, unikaj bardzo dużego deficytu kalorycznego. W jego przypadku problemy z testosteronem mogą pojawić się już po kilku tygodniach. Lepiej zastosować mniejszy, rzędu 200-300 kcal i tracić masę ciała wolniej, ale bezpieczniej. Po drugie, stosuj tzw. diet breaki, czyli co 8-12 tygodni redukcji wchodź na tydzień na swoje zero kaloryczne. „To wystarczy, żeby odżywić organizm i wspomóc produkcję hormonów” – radzi Szewczyk.

2. Nie przejmuj się makro

W internecie możesz znaleźć informacje, że prawidłowa produkcja testosteronu wymaga wysokiego spożycia protein i tłuszczu. To nie jest konieczne. „Białkiem można by się przejmować, ale wyłącznie wtedy, gdyby jego spożycie było na absurdalnie niskim poziomie. W praktyce trudno sobie wyobrazić taką sytuację – uspokaja Szewczyk. – Z tłuszczem jest w sumie podobnie. Owszem, jest substratem do produkcji testosteronu, ale to nie znaczy, że potrzeba go w dużej ilości. Przedział 20-35% energetyczności diety, który podaje się w większości zaleceń, w zupełności wystarczy” – zapewnia.

PRZECZYTAJ: Sterydy - co zyskasz, co stracisz?

3. Kto jest wege, ten…

...nie musi się bać. Serio, nie dajcie się nastraszyć. To wcale nie jest tak, że dieta bez produktów pochodzenia zwierzęcego automatycznie oznacza problemy z testosteronem. „Owszem, weganie mają średnio niższy poziom testosteronu całkowitego, ale on jest mniej istotny od testosteronu wolnego, czyli dostępnego dla tkanek. A w jego przypadku różnice między roślinożercami a mięsożercami są już niewielkie” – tłumaczy Paweł Szewczyk. Pytam go też o soję, której wiele osób obawia się ze względu na zawartość izoflawonów, mających zakłócać produkcję męskich hormonów płciowych.

„Teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację, w której staje się ona zagrożeniem, ale to musiałoby być niezwykle wysokie spożycie” – wyjaśnia Szewczyk. Dopytuję, jak wysokie. „Bać mógłby się ewentualnie potężny kulturysta, zaspokajający przy pomocy sojowych protein całe zapotrzebowanie na białko” – teoretyzuje dietetyk. Jeśli nie widzisz się na tym obrazku, spokojnie możesz jeść tofu, pić napoje sojowe i cieszyć się, że zmniejszasz ryzyko zachorowania na raka prostaty, bo takie udowodnione klinicznie działanie mają izoflawony sojowe.

4. Ojciec, brać?

Lista legalnych substancji, które podnoszą poziom testosteronu, jest żałośnie krótka. Na dobrą sprawę można na nią wciągnąć jedynie ashwagandhę (2 x 300 mg dziennie) i kwas D-asparginowy, czyli DAA (3 g dziennie przez 2 tygodnie), ale tylko u osób, które cierpią na deficyt testosteronu. Organizm niechętnie przekracza fizjologiczną normę, a legalnie dostępne środki są zbyt słabe, by go do tego zachęcić. A co ze słynnym buzdygankiem?

„Niestety, dowodów na jego skuteczność nie ma. Owszem, może podnosić libido, ale to nie ma nic wspólnego z testosteronem. Podobnie działa tongkatali, czyli żeń-szeń malezyjski” – mówi Szewczyk. Ostrzega też przed popularnymi boosterami testosteronu. Nie dość, że składają się z substancji o niepotwierdzonym działaniu, to należą do najbardziej zanieczyszczonych supli. Wykrywano w nich m.in.: sterydy, prohormony, ekstazy czy metanabol. Dodaje się je po to, abyś po przyjęciu poczuł pobudzenie i pomyślał, że to działa, i „teść” poszedł w górę.

DLA CIEKAWSKICH: Jak organizm reaguje na sterydy?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij