[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Podatek cukrowy - czy fiskus uzdrowi Polaków?

Coraz bardziej dociera do nas, że w przypadku zmian klimatycznych nie ma już miejsca na półśrodki. Czas bić na alarm i domagać się radykalnych zmian. Podobnie jest z tonami cukru, które w siebie pakujemy. Dlatego niezależnie od tego, jakie są intencje rządu wprowadzającego podatek cukrowy, jest on małym krokiem w dobrym kierunku. Potrzeba jednak kolejnych, tym razem siedmiomilowych. Na miarę słynnego przedwojennego hasła Melchiora Wańkowicza: „Cukier krzepi”. Bo on wcale nie krzepi. On nas powoli zabija.

Według nowego prawa producenci będą musieli od 1 lipca 2020 roku płacić 50 gr za każdy litr sprzedawanego napoju, jeżeli dodadzą do niego cukier albo słodziki. Dorzucą do tego 10 gr, jeśli w składzie produktu znajdzie się kofeina, tauryna lub guarana (ukłon w stronę pitych obecnie hektolitrami energetyków). A za każdy gram cukru ponad 5 na 100 ml napoju dopłacą dodatkowe 5 gr. Nie ulega wątpliwości, że ten koszt przerzucą na konsumentów i ceny słodzonych napojów powędrują mocno w górę. No i dokładnie o to chodzi.

Co w świecie piszczy

Podatek cukrowy to nie jest nasz polski wynalazek. W kilku krajach wprowadzono już rozwiązania fiskalne, które – wobec nieskuteczności wszelkich kampanii informacyjnych – mają na celu ograniczenie konsumpcji niezdrowej żywności, przyczyniającej się do gwałtownego rozwoju chorób cywilizacyjnych. W większości przypadków dotyczą one cukru, a konkretnie słodzonych napojów, ale są też i podatki od zawartości tłuszczów nasyconych (obowiązuje on w Danii od 2011 roku).

Producenci – i to zarówno wielkie koncerny, jak i rodzimi sadownicy (do napojów na bazie owoców trafi a mnóstwo cukru, więc boją się o zbyt dla swoich plonów) – ciskają gromy, zarzucając rządowi hipokryzję.

ZOBACZ: Cukier z owoców - zły czy dobry?

Twierdzą, że pod pozorem troski o ludzkie zdrowie władza chce zwyczajnie złupić obywateli i ich kosztem zwiększyć wpływy budżetowe. Podatek ma być nieskuteczny, ponieważ ludzie przerzucą się na napoje wyprodukowane u naszych sąsiadów, którzy nie wprowadzili takiego podatku, albo na gorsze zamienniki (tylko co niby miałoby być gorsze od cukru?).

Nie jesteśmy specami od analiz gospodarczych i nie będziemy bawić się w precyzyjne prognozowanie przyszłości branży cukrowniczej oraz napojowej w Polsce. Jako dbający o Wasze zdrowie Men’s Health zaryzykujemy jednak stanowisko, że obie branże mają się czego obawiać.

Lekko w dół

Doświadczenia krajów, które wprowadziły już podatek cukrowy, pokazują, że w pewnym stopniu obniża on popyt na objęte nim produkty. Czasopismo naukowe „BMC Public Health” w 2013 roku opublikowało metaanalizę, czyli podsumowanie wyników badań, z których 6 dotyczyło USA, a po jednym Meksyku, Brazylii i Francji. I w każdym z tych przypadków wyższe ceny korelowały z obniżeniem sprzedaży objętych podatkiem napojów.

Autorzy pracy konkludują, że – choć efekt nie jest spektakularny – takie narzędzia fiskalne mogą być użyteczne w walce z otyłością. I oczywiście opatrują swój wniosek zastrzeżeniem, że aby to potwierdzić, potrzebne są kolejne badania. No i dobrze.

PRZECZYTAJ: Najlepszy zamiennik cukru?

Sięgamy więc po czasopismo „Health Policy and Technology” z marca 2019 roku. Autorzy opublikowanego tam przeglądu badań mają w związku z upływem czasu więcej danych i podtrzymują zdanie, że podatki są efektywną metodą obniżania spożycia słodzonych napojów i zmniejszania ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Zauważają przy tym, że konkretne rozwiązania powinny być dopasowane do realiów danego kraju, a wprowadzanie obciążeń podatkowych jest tylko jednym z elementów całego systemu kompleksowych działań. Za podatkiem opowiadają się medyczne autorytety i organizacje, zajmujące się zdrowiem publicznym.

Za przydatne rozwiązanie uznaje go Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a deklarację z jego poparciem podpisało 500 polskich lekarzy i naukowców. „Uważam go za bardzo dobry pomysł – deklaruje bez najmniejszego wahania dr n. med. Daniel Śliż, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. – Aczkolwiek niewystarczające, bo najchętniej objąłbym nim również tłuszcze nasycone, ze szczególnym uwzględnieniem przetworzonego mięsa.

Skoro papierosy możemy kupować dopiero po przekroczeniu 18. roku życia, to uważam, że po kabanosy również powinniśmy udawać się dopiero z dowodem osobistym. Ich rakotwórcze działanie w świetle obecnych dowodów naukowych nie budzi nawet najmniejszej wątpliwości” – przekonuje dr Śliż.

REKLAMA

REKLAMA

Gorzka prawda

Mamy więc pierwszy krok w dobrym kierunku, nawet jeśli nieśmiały i chwiejny. Nieśmiały, bo podatek nie obejmuje wszystkich produktów zawierających cukier, co z pewnością ogranicza skalę jego oddziaływania. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie przez przypadek cukrowe podatki zaczynają się właśnie od napojów.

„Są najgorsze ze wszystkich pokarmów zawierających cukier, ponieważ występuje on w nich samodzielnie, bez towarzystwa błonnika, białka, jakichkolwiek wartości odżywczych. Nie ma bardziej pustych kalorii. No i pijąc te napoje, bardzo łatwo dostarczyć sobie mnóstwa energii, praktycznie w ogóle nie wywołując uczucia sytości, więc potem trzeba się jeszcze zwyczajnie najeść” – wylicza dr Śliż.

To teraz konkrety. Zrób eksperyment i wlej do szklanki 330 ml wody i rozpuść w niej 7 łyżeczek cukru. Dobrze wymieszaj i wypij. Jak, weszło? Pewnie wyplułeś już po pierwszym łyku. A jednak w puszce coli, po dodaniu składników maskujących obecność cukru, wchodzi jak złoto, co? I właśnie dlatego eliminacja słodzonych napojów jest pierwszym etapem na drodze do tego, żebyśmy żyli zdrowiej.

Wspomnieliśmy, że krok jest nie tylko mały, ale i chwiejny. Podatek nałożono bowiem również na napoje zawierające słodziki, będące bezkaloryczną albo niskokaloryczną alternatywą dla cukru. Tym samym usuwają jego największą wadę, czyli zalewanie naszych organizmów nadmiarem kalorii. I dzięki temu za pomocne w zwalaczaniu otyłości uznają je stosowne organizacje medyczne. Absolutnie nie rozumiemy więc, dlaczego w tym wypadku wrzucono je do jednego worka razem z cukrem. No chyba że rzeczywiście chodzi jedynie o dopięcie budżetu...

Cukier jak narkotyk

Co sprawia, że musimy uciekać się do takich środków, jak podatki, żeby zniechęcać ludzi do jedzenia cukru? Dlaczego ma on na nas tak magnetyczny wpływ? Aby wyjaśnić ten mechanizm, musimy sięgnąć bardzo głęboko w przeszłość. Przez większość historii gatunku ludzie musieli radzić sobie z niedoborem jedzenia, a nie nadmiarem.

Dlatego w toku ewolucji rozwinęły się mechanizmy, mające zmotywować nas do zdobywania żywności. Odpowiada za to układ nagrody, dla którego najbardziej istotne jest przeżycie, a nie optymalizacja diety. Dlatego gdy zdobywamy jedzenie, na którym organizmowi zależy najbardziej, zostajemy nagrodzeni zastrzykiem dopaminy – neurotransmitera gwarantującego uczucie przyjemności. A dlaczego mielibyśmy być szczególnie wrażliwi akurat na słodki smak? Być może dlatego, że dla naszych przodków jego jedynym źródłem było niezwykle wartościowe mleko matki (dzięki laktozie) oraz owoce czy jagody, pełne witamin i składników odżywczych.

Tylko że wtedy w postaci miodu i owoców – jak podaje dr Śliż na podstawie danych zebranych przez antropologów – zjadaliśmy trochę ponad 100 g cukru. Rocznie. Ostatnie statystyki pokazują, że teraz zjadamy prawie tyle samo każdego dnia (33,3 kg na głowę statystycznego Polaka rocznie daje 91 g cukru dziennie). Najmocniej oddziałuje na nas jednak kombinacja cukru i tłuszczu. Oznacza ona bowiem potężną dawkę kalorii tak potrzebnych kiedyś, a tak szkodliwych obecnie.

„Nie ma wielkiej przesady w mówieniu, że takie połączenie działa na nas jak narkotyk” – przyznaje dr Śliż. Za takim porównaniem przemawia również badanie, w którym naukowcy przeskanowali mózgi osób, które jadły słodycze o bardzo wysokiej zawartości cukru. Część mózgu, nazywana jądrem półleżącym, pracowała u nich bardzo intensywnie – zupełnie tak samo, jak u ludzi biorących narkotyki. Przy wszystkich tych analogiach trzeba oczywiście pamiętać, że nie można stawiać znaku równości, ponieważ siła uzależnienia w przypadku cukru i narkotyków, chociaż oparta na tym samym mechanizmie, różni się natężeniem.

 Miliard w zdrowiu

Przygotowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia raport o konsekwencjach otyłości i spożycia cukru, ma w spisie treści następujące pozycje: cukrzycę typu 2, choroby pęcherzyka żółciowego i dróg żółciowych, dyslipidemię (czyli zaburzenia gospodarki tłuszczami sprzyjające rozwojowi miażdżycy, niedokrwienności serca i kończyn oraz udaru mózgu), nadciśnienie, bezdech senny, choroby kości, ścięgien, mięśni, tkanki łącznej i skóry, wreszcie niealkoholowe stłuszczenie wątroby.

Twórcy raportu szacują, że jeśli nic się nie zmieni, w 2025 roku będzimy mieć 437–941 tys. więcej pacjentów z cukrzycą niż w 2017 r., a na ich leczenie wydamy dodatkowe 219-661 mln zł. Pod względem wzrostu ilości chorych na drugim miejscu jest nadciśnienie (więcej o 164 – 436 tys.), a biorąc pod uwagę koszty leczenia, choroba zwyrodnieniowa kolan (71 – 262 mln zł). Podsumowując, wszystkie schorzenia wymienione w raporcie, szacowany wzrost kosztów w 2025 r. (w porównaniu z 2017 r.) wynosi 513-1224 mln zł. Zgadnij, kto za to zapłaci? Tak, te pieniądze wezmą się z Twoich podatków. To jak, jeszcze czekoladkę?

REKLAMA

Jak on to robi?

Jak to działa, że cukier robi nam te wszystkie świństwa? Słuszne pytanie, przecież na co dzień widzisz mnóstwo ludzi, którzy go jedzą, a przecież nic im nie jest. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

„Najgorszy jest nie cukier sam w sobie, ale nadmiar kalorii, który sobie w jego postaci dostarczamy” – wyjaśnia dietetyk sportowy Paweł Szewczyk. „Przed jedzeniem słodkiego trudno się powstrzymać, więc organizm musi stale radzić sobie z nadprogramową energią. Normalnie insulina pakuje ją do tkanek, ale jeśli ciągle jest jej zbyt wiele, komórki w końcu zaczynają się buntować i odmawiają jej przyjęcia. Ten stan nazywa się insulinoopornością. Wtedy organizm, który musi pozbyć się nadmiaru glukozy z krwi, zaczyna produkować więcej insuliny, co na jakiś czas przynosi efekt, ale uruchamia się błędne koło i z czasem potrzeba jej coraz więcej i więcej. W końcu przeciążona trzustka ma problemy z produkcją insuliny i dochodzi do cukrzycy” – opisuje Paweł Szewczyk.

Do uruchomienia tego procesu wystarczy niewielka nadwyżka kaloryczna, dlatego insulinooporności mogą dorobić się z czasem nawet osoby, które nie mają wyraźnej otyłości. Chociaż to ona jest oczywiście najbardziej szkodliwa. „Tkanka tłuszczowa wydziela mnóstwo związków o charakterze prozapalnym, przez co w organizmie tworzy się stan zapalny, sprzyjający powstawaniu różnych chorób. Narasta stres okscydacyjny, rodzą się zaburzenia hormonalne, z czasem zaczynają nawalać tysiące różnych mechanizmów” – mówi dr Śliż.

Kowalscy i cukier

„Spoglądając z szerokiej perspektywy i biorąc pod uwagę obraz statystycznego Polaka, który niewiele się rusza i fatalnie odżywia, a zatem nie dostarcza sobie związków neutralizujących negatywne działanie cukru, nie mam żadnych wątpliwości, że powinniśmy jeść go jak najmniej. W idealnym świecie nie bralibyśmy go do ust w ogóle, bo nie jest nam do niczego potrzebny. Glukozę niezbędną do odżywienia mózgu organizm wyprodukuje sobie z innych pokarmów” – twardo stawia sprawę dr Śliż.

Sytuacja zmienia się jednak trochę w przypadku Kowalskiego mniej statystycznego, który o siebie dba i uprawia sport. „Generalnie nasz współczesny, zachodni styl życia plus cukier to jest tykająca bomba, którą trzeba możliwie szybko rozbroić. Uważam jednak, że w diecie osób aktywnych fizycznie, które zdrowo się odżywiają, pilnują kaloryczności menu i utrzymują właściwą masę ciała, jest miejsce na słodkie. Tacy ludzie na pewno mogą sobie pozwolić na więcej, oczywiście pod warunkiem, że w ten sposób nie zaczną przekraczać swojego zapotrzebowania na energię – mówi Paweł Szewczyk. – A już w przypadku sportowców o bardzo wysokim zapotrzebowaniu na energię trudno sobie wręcz bez niego poradzić, bo zjedzenie kilku tysięcy kcal wyłącznie w postaci żywności nieprzetworzonej jest praktycznie niemożliwe, tak by nie obciążać żołądka i umożliwić treningi” – dodaje dietetyk.

Z kolei psychodietetyk Magdalena Hajkiewicz zwraca uwagę, że musimy brać pod uwagę kontekst czasów, w których żyjemy. „Nie da się całkowicie odciąć od świata, który pełen jest obrazków ludzi cieszących się jedzeniem słodyczy. Takie podejście mogłoby zakłócić nasz komfort psychiczny i doprowadzić do różnego rodzaju problemów” – zwraca uwagę specjalistka.

No to jak żyć? Na co dzień przede wszystkim uważnie czytaj etykiety, bo dane statystyczne pokazują, że chociaż spożycie czystego cukru spada, to ogólne rośnie. Wszystko przez to, że dodaje się go do mnóstwa różnych produktów. Unikaj ich, jak tylko się da. Słodycze jedz od święta albo stosuj z premedytacją, ale to ostatnie dotyczy tylko osób bardzo świadomie podchodzących do swojej diety. No i pamiętaj: gdy nadejdzie to „od święta”, ciesz się jedzeniem i nie miej wyrzutów sumienia. Jeśli na co dzień pilnujesz michy, żadnej szkody sobie nie zrobisz.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij