REKLAMA

Nie daj się oszukać w sklepie!

To, że coś apetycznie wygląda, pięknie pachnie i dobrze smakuje, nie musi oznaczać, że jest zdrowe. Dziś, gdy wszystko jest szczelnie zapakowane w folię, musisz się nauczyć czytać etykiety i  poznać triki, którymi producenci żywności próbują nas oszukiwać.

Lukas Zarebinski (Rodale Images)
Wszechobecne barwniki spożywcze wprowadzają nas w błąd, bo w naturze to przecież właśnie po kolorze odróżniasz dojrzałe owoce od niedojrzałych, świeże jedzenie od starego etc. Poza tym brytyjscy uczeni podejrzewają je o wywoływanie ADHD u dzieci. (fot. Lukas Zarebinski)
Smaczniej

Lepszy smak to większa sprzedaż. Dlatego do żywności dodaje się glutaminian sodu. Okazało się, że ta substancja ma zaskakującą właściwość - jest piątym smakiem. Dotychczas znaliśmy cztery smaki: słony, słodki, gorzki i kwaśny. Smak umami, czyli smak glutaminianu sodowego, wymyka się opisowi, ale ludzie go bardzo lubią. Lekarze podejrzewają go o powodowanie bólów głowy i tzw. syndrom chińskiej restauracji, ale Europejska Rada Informacji o Żywności twierdzi, że dodatek ten jest całkowicie bezpieczny. Warto jednak wiedzieć, co sprawia, że chińskie zupki tak bardzo Ci smakują.

Bardziej kolorowo

To, czy coś nam się wydaje apetyczne, zależy też od koloru potrawy. Doskonale wiedzą o tym producenci, dlatego dodają sztuczne barwniki, które sprawiają, że serki z owoców leśnych są fioletowe, groszek bardziej zielony, a napój truskawkowy czerwony jak truskawka. Barwniki spożywcze oficjalnie są nieszkodliwe, chociaż brytyjscy uczeni podejrzewają barwniki o wywoływanie ADHD u dzieci. Problem w tym, że wybierając produkty zabarwione sztucznie, teoretycznie dajemy się manipulować. Bo w naturze to przecież właśnie po kolorze odróżniasz jabłko dojrzałe od niedojrzałego, marchewkę świeżą od starej etc.

Argumentacja producentów za stosowaniem barwników spożywczych poraża nieortodoksyjnym podejściem do logiki. Oto cytat ze strony Polskiej Federacji Producentów Żywności: "Barwniki żywności są stosowane w celu zwiększenia atrakcyjności produktów. Nie wpływają one na bezpieczeństwo żywności czy na jej teksturę, ale zapewniają konsumentowi możliwość wyboru produktu, który wyda mu się bardziej zachęcający i wprowadzi do jego diety urozmaicenie kolorystyczne".

REKLAMA

Ściąga z E

Jeśli wolisz wiedzieć, co jesz, a nie jesteś w stanie zapamiętać skrótu E i wielu cyferek, oto krótka ściąga, co jest barwnikiem, co konserwantem, a co innym dodatkiem - np. emulgatorem czy dodatkiem smakowym.

 

Od E100 do E199 - barwnikiBarwniki same w sobie nie stanowią zagrożenia dla zdrowia, jednak nie wnoszą też do produktów wartości odżywczych. Wiele tych substancji jest naturalnego pochodzenia, niektóre aż za bardzo. Np. część z nich robi się ze sproszkowanych odwłoków owadów. Obecność barwników nie musi Cię zniechęcać do zakupu, ale sugeruje, że rzeczy mogą nie być tym, na co wyglądają.
Od E200 do E297 - konserwantyIm dłuższy termin przydatności do spożycia, tym więcej konserwantów. Jeżeli więc gromadzisz żywność na wypadek wojny, kupuj te konserwowane. Jeśli kupujesz na dzisiejszą kolację i jutrzejsze śniadanie - wybieraj te bez E200-297.
Od E300 do E321 - przeciwutleniaczeDzięki nim żywność się nie psuje, np. nie jełczeje i nie traci kolorów. Niektóre są nawet przydatne, jak np. wit. E. Nie musisz się ich bać.
Od E322 do E380 - regulatory kwasowościSą wykorzystywane do zmiany lub kontrolowania kwasowości lub alkaliczności na określonym poziomie, co jest ważne przy przetwarzaniu żywności, zapewnienia jej bezpieczeństwa oraz uzyskania zamierzonego smaku - informuje Europejska Rada Informacji o Żywności. Nic strasznego.
Od 385 do końca - ulepszaczePod tymi symbolami kryją się ubstancje zagęszczające, zbrylające, emulgatory i nośniki, czyli - jednym słowem - ulepszacze. Jeśli tylko się da - unikaj ich.

 

Jest nadzieja

Na szczęście, od tego roku nasza sytuacja w tej cichej wojnie z producentami mocno się poprawi. Służby kontrolujące jakość żywności dostały bowiem w końcu do ręki broń na nierzetelnych producentów. Dotychczas mogły karać producentów mandatami tak niskimi, że aż śmiesznymi. Maksymalna kara wynosiła... 500 złotych. Teraz mandaty zaczynają się od 1000 złotych, a kończą na 10% przychodów. Może w końcu szynka znowu będzie szynką, a masło - masłem.

MH 04/2009

1 2 3
STRONA 3 z 3

Komentarze

 (8)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA