[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Moringa olejodajna - nowy superfood czy super ściema?

Pomysł, że egzotyczne rośliny mogą mieć nadzwyczajne moce, stworzył rynek wart miliardy dolarów. Nasz apetyt na jagody acai i koktajle ze spiruliny wydaje się niezaspokojony, więc można spokojnie założyć, że jego wartość będzie rosła. Moringa olejodajna to jedna z gwiazd tej cudownej gospodarki i na jej przykładzie pokażemy Ci, jak zdobywa się status celebrytki wśród superfoodów.

Fot. Shutterstock.com
Moringa olejodajna. Czy kiedyś o niej słyszeliście?” – zapytał swoją publiczność Mehmet Oz, amerykański prezenter telewizyjny, znany szerzej jako Dr Oz. Był 2012 rok, a Oz i jego goście stali za stołem gęsto wypełnionym pojemnikami zawierającymi suplementy. Na etykiecie jednego z nich można przeczytać: „Spraw, że w Twoje życie wróci energia”.

Oz wyjaśnia, że moringa to rosnące w Himalajach drzewo, które od wieków jest używane jako antidotum na jedną z najczęściej spotykanych dolegliwości: uczucie osłabienia i braku energii. Potem podaje jednej z kobiet kubek naparu z liści moringi, który przez szkło migocze żółcią i zielenią. Kobieta bierze łyk, krzywi się i jakoś wcale nie wygląda na naładowaną energią.

Siedem lat później fani zdrowego trybu życia mogą w szeregu specjalistycznych sklepów znaleźć moringę w postaci liściu, proszku i kapsułek. Do kupienia są zawierające ją batoniki, energetyzujące szoty oraz inne przekąski. Z ich opakowań krzyczą standardowe dla tego typu produktów hasła: „organiczny”, „nieprzetworzony”, „wegański”, „wolny od GMO”.

Szeroko sławione właściwości tej rośliny obejmują obniżanie ciśnienia tętniczego oraz poziomu cukru we krwi, zwalczanie raka, a nawet zabezpieczenie przed toksycznością arsenu. A smak? Ujmijmy to tak – jeśli nie dodasz tego do smoothie, będzie naprawdę trudne do przełknięcia. Jest bowiem trochę jak mieszanka świeżo ściętej trawy i mokrej ziemi.

Przeczytaj też: 25 popularnych produktów - sprawdzamy, czy na pewno są takie zdrowe

Brytyjska firma badawcza Technavio szacuje, że światowy rynek produktów z moringi w ciągu kolejnych 3 lat urośnie o 10%. I choć to wciąż zaledwie drobny ułamek światowego rynku suplementów diety (w 2016 roku był wart ponad 100 miliardów dolarów), moringa jest świetnym przykładem na to, jak wyróżnić się na tak zatłoczonym polu.

Żeby zrozumieć ten mechanizm, trzeba wyjść poza fatalny smak i prześledzić drogę, którą po drodze do ekstraklasy przeszły jagody goji i nasiona chia. A to znaczy, że cofamy się do absolutnych początków, gdy rodził się marketing moringi.

REKLAMA

REKLAMA

Krok 1: Zasiej egzotyczną otoczkę

Lisa Curtis, wolontariuszka Korpusu Pokoju, w 2010 roku mieszkała w Nigrze. Żywiła się wtedy głównie ryżem i prosem. Po paru miesiącach takiej monotonnej diety zaczęła odczuwać osłabienie. W tym okresie dowiedziała się od miejscowych o lokalnej jadalnej roślinie, którą nazywano shagarat al rauwãq, czyli „drzewem oczyszczającym”.

Jej liście miały zawierać mnóstwo witamin i składników mineralnych, przez co była bardzo cenna w regionie, w którym jest tak niewiele żywności. Była tym cenniejsza, że rosła nawet w czasie suszy, dostarczając kalorii w czasie kryzysu. Ta moringa, mówili autochtoni, jest prawdziwym cudem.

Curtis twierdzi, że już kilka dni po włączeniu moringi do menu poczuła się silniejsza. To zaś przełożyło się na rosnącą fascynację potencjałem rośliny. W 2011 roku wolontariuszka wróciła do USA i wraz z trzema biznesowymi partnerami rozpoczęła w crowdfundingowym serwisie Indiegogo kampanię, aby zebrać fundusze na otwarcie firmy Kuli Kuli.

Sprawdź też: sok z buraka - superfood, który podnosi wytrzymałość

Miała produkować 3 rodzaje batoników, które reklamowała hasłami typu: „10 powodów, aby jeść moringę każdego dnia”. Wśród zalet rośliny wymieniano: zapobieganie cukrzycy, zmniejszanie ryzyka chorób układu krwionośnego i łagodzenie objawów astmy. Potencjalne korzyści były opatrzone, jak to zwykle w przypadku superfood bywa, różnymi wariantami słowa „może”.

Curtis miała szczęście, że początek działalności Kuli Kuli przypadł na okres boomu na zdrowy styl życia i superfoods. Już w 2015 roku ilość produktów określanych tym mianem wzrosła globalnie o 36%, a wartość światowego rynku suplementów w 2025 roku szacuje się na 156 miliardów dolarów.

Historia leżąca u korzeni moringi jest bardzo podobna do jagód acai z centralnej i południowej Ameryki, jagód goji z Chin czy korzenia maca pochodzącego z Peru. „Superfoods muszą kojarzyć się z czymś egzotycznym” – wyjaśnia Paul Zullo, dyrektor zarządzający amerykańskiej fi rmy Silver Creative, zajmującej się marketingiem produktów żywnościowych. „Pochodzą z Egiptu czy z Ameryki Południowej i rosną w jakimś nietypowym miejscu” – dodaje.

Wszystkie bazują na dokładnie takiej samej koncepcji: są składnikiem z jakiegoś bardzo odległego kraju, z którego zdrowotnych sekretów korzystają miejscowi. Mogą pomóc i Tobie, jeśli tylko zdecydujesz się je kupić. Za niemałe pieniądze.

REKLAMA

Krok 2: Dodaj szczyptę magii

W Afryce używa się moringi również w nieco mniej oczywisty sposób niż sypanie jej liści do organicznej owsianki. Tam jednym z największych problemów jest dostęp do wody nadającej się do picia. Miejscowi używają więc nasion rośliny, które efektywnie oczyszczają H2O.

Jak się zapewne domyślasz, w żadnym razie nie oznacza to, że podobnej sztuki dokonają z ludzkim ciałem. Nie przeszkadza to producentom suplementów sprzedawać swoich wyrobów jako środków na mityczny detox. Tak jakbyś nie miał w swoim ciele wątroby, czyli organu, który w tej kwestii potrafi dokonywać prawdziwych cudów.

Kiedy zapytać Curtis o działanie moringi, odsyła do firmowej strony internetowej, na której można znaleźć takie informacje: „Są trzy główne powody, dla których ludzie interesują się moringą: wysoka zawartość substancji odżywczych, obecność roślinnych protein, a także właściwości przeciwzapalne”.

Dr Kevin Klatt, biochemik z Cornell University w Nowym Jorku, przeprowadził analizę rośliny, aby ocenić jej odżywczy potencjał. Dodatkowo sprawdził stronę firmy Kuli Kuli i artykuł opisujący wspomniane wcześniej 10 korzyści. Stwierdził potem, że większość z nich to spekulacje, będące często oparte na małych badaniach.

Na dodatek wiele z zachwalanych korzyści moringi mogą przynieść również lokalne, znacznie tańsze rośliny. Przykład? Bardzo proszę. Rycerze zakonu moringi pod niebiosa wychwalają izotiocyjaniany, czyli jeden z zawartych w niej przeciwutleniaczy. To jednak dość powszechnie występujący związek, który znajdziesz również choćby w zwyczajnych warzywach krzyżowych, takich jak brokuły czy kalafiory.

Jak w takim razie moringa zapracowała sobie na cudowną reputację? Przyczynili się do tego celebryci tacy jak Dr Oz, jasne, ale trzeba wspomnieć również o bardziej wysublimowanych taktykach. Jednym z takich elementów był artykuł, który pojawił się w prestiżowym dzienniku „Washington Post”, zatytułowany: „Moringa – kolejny superfood?”.

Został napisany przez autorkę z University of California i zacytowano w nim badaczy pochodzących z tej uczelni. Snują oni rozważania o tym, jak roślina może wpływać na zmniejszenie ryzyka zachorowania na cukrzycę, która z kolei może skończyć się nawet amputacją kończyny czy atakiem serca. Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się tekstowi, okazuje się, że to zwyczajny, płatny advertorial. A jeden z naukowców występujących w artykule był zatrudniony jako konsultant przez Kuli Kuli.

Dr Klatt tonuje entuzjazm związany z superfoods. „Nie jestem fanem tego określenia” – mówi i podkreśla, że zachęca ono ludzi do tego, aby skupiali się na pojedynczych, magicznych produktach, zamiast całościowo przyjrzeć się swojej diecie i stawiać na nieprzetworzoną żywność zamiast na suplementy. Coraz więcej ludzi daje się przekonać do takiego podejścia, więc firmy sprzedające superfoods odwołują się do wyższych uczuć i celów.

REKLAMA

REKLAMA

Krok 3: Pielęgnuj dobry PR

Dostawcy superfoodów nie chcą po prostu pomóc Ci wzmocnić zdrowie. Większość z nich chce również naprawić naszą planetę. Wiele nowoczesnych marek swoje etyczne cele komunikuje na pierwszym planie, niby w cieniu zostawiając produkty i ich odżywczą wartość. Zrównoważony rozwój? Jasne! Sprawiedliwy handel? Oczywiście!

Kuli Kuli podkreśla fakt, że tworząc międzynarodowy rynek moringi, zapewnia stałe źródło dochodu lokalnym, rolniczym, afrykańskim społecznościom, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet prowadzących małe farmy. Z kolei firma Natierra, produkująca między innymi jagody goji w czekoladzie, reklamuje się sloganem: „Kup jedną paczkę, a nakarmisz jedno dziecko”.

Alexander Chernev, profesor marketingu z Northwestern’s Kellogg School of Management, wyjaśnia, że taki mechanizm znacznie zwiększa szansę na to, że produkt wyda Ci się atrakcyjny, a na jego zakupie skorzystają obie strony.

Weźmy dla przykładu butelkę wody Ethos – zaczyna analizę, odnosząc się do pomysłu formy Starbucks, która z zakupu każdej butelki wody tej marki przekazuje 5 centów na fundusz Ethos Clean Water Fund, zapewniający potrzebującym dostęp do czystej wody. – Z jednej strony chcemy wynagrodzić firmę za charytatywną działalność, a z drugiej dzięki takiemu zakupowi czujemy moralną satysfakcję i umacniamy się w przekonaniu, że jesteśmy dobrymi ludźmi” – wyjaśnia Chernev.

Takie inicjatywy są oczywiście bardzo cenne, ale jest w nich odrobina starożytnej magii. Jedząc „dobre” produkty, sami stajemy się lepsi, tak jak nasi praprzodkowie, którzy wierzyli, że zjadając jelenia, sami staną się szybsi.

W przypadku superfoods ten mechanizm działa na dwóch poziomach: gdy kupujemy produkt oraz gdy go zjadamy. Za kulisami tych działań podejmowanych przez producentów stoi jeszcze coś, co w psychologii nazywa się efektem aureoli albo efektem halo.

Badacze wykazali, że ogólne wrażenie związane z produktem wpływa na odbiór jego konkretnych cech. Przykładowo bardzo drogie wina smakują ludziom lepiej, gdy są oni świadomi ich ceny. Chernev na podstawie swoich badań twierdzi, że altruizm działa bardzo podobnie. Kiedy konsumentów informowano, że jakaś firma angażuje się w działalność charytatywną, poprawiała się ocena ich produktów – wina były smaczniejsze, pasty lepiej czyściły zęby, a włosy po szamponie wydawały się bardziej puszyste.

Przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że za wieloma produktami z kategorii superfoods stoją bardzo słabe dowody naukowe. I nie stają się one mocniejsze niezależnie od tego, jak bardzo firma zaangażuje się w pomoc ludziom i planecie.

W przypadku moringi cudowne korzyści występują głównie w przypadku ludzi cierpiących na mocne niedożywienie. I nie przyniesie ona podobnych efektów w przypadku przeciętnego fana zdrowego stylu życia, robiącego zakupy w hipsterskim, ekologicznym sklepie w centrum amerykańskiego czy europejskiego miasta.

Po przeprowadzeniu wywiadu z Curtis trudno nie dać się przekonać, że misja firmy Kuli Kuli jest autentyczna. Tak, jej produkty są zbyt drogie w porównaniu do ich wartości odżywczej, ale nie ma powodu, by wątpić w fakt, że firma przekazała ponad 1,5 mln złotych 1365 afrykańskim farmerom. Takie akcje są cenne także dlatego, że zachęcają konsumentów do myślenia na globalnym poziomie.

Prosimy jednak, abyś przemyślał koncepcję stojącą za wszystkimi produktami typu superfoods. A jest nią proste rozwiązanie skomplikowanych problemów. Nie ma na świecie jednego produktu, który zrównoważy wszystkie braki wynikające z tego, że na co dzień nie dbasz o dietę. Zachowaj więc zdrowy rozsądek w pomaganiu i światu, i sobie. Łyżeczka proszku dodana do koktajlu nie wystarczy ani w jednym, ani w drugim przypadku. 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij