Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Jak być szczęśliwym: jedzenie na dobry humor

Często dopiero wtedy, gdy wyjeżdżamy daleko i na długo, zaczynamy rozumieć, jak brak ulubionego jedzenia psuje nastrój.

jedzenie na szczęście fot. Getty Images
Większość z nas podczas jedzenia śmieciowego żarcia odczuwa intensywną przyjemność, tak jakby niewidzialne piórko łaskotało nasz ośrodek przyjemności w mózgu. Biologia zaprogramowała nas tak, że właśnie tego uczucia poszukujemy.

Ludzkie szczęki i żołądek są niewielkie, więc nie możemy jak wąż boa połknąć na raz wielkiej porcji pożywienia i potem pościć przez miesiąc. Ewoluowaliśmy jako myśliwi i zbieracze, którzy tylko z rzadka mieli pod dostatkiem pożywienia, a głód był nieustannym zagrożeniem.

W konsekwencji nasz organizm jest ukierunkowany na przyswojenie jak największej ilości kalorii w możliwie niedużej i łatwej do przeżucia porcji. Na afrykańskiej sawannie to oznaczało mięso w dużych ilościach. W 2017 roku to dla naszego ciała oznacza cukier, tłuszcz i sól – dietetyczna diabelska trójka, która najsilniej oddziałuje na system nagrody w mózgu.

A konkretnie to stymuluje wydzielanie hormonów przyjemności – dopaminy i serotoniny. Niestety, takie jedzenie tuczy, szkodzi zdrowiu i w dodatku ma właściwości uzależniające. Potrzebujemy coraz więcej szybkich zastrzyków cukru, tłuszczu i soli, aby uzyskać ten sam efekt. Cóż, nie wygląda to jak przepis na magiczną potrawę szczęścia, prawda?

Współcześni dietetycy widzą związek między nastrojem a jedzeniem, ale dyskusje specjalistów trochę przypominają odwieczny dylemat, co było pierwsze: jajko czy kura (a tak przy okazji – jedno i drugie pozytywnie wpływa na nastrój). Pewien rodzaj jedzenia wpływa na nastrój, a z kolei nastrój wpływa na wybory żywieniowe, jakich dokonujemy.

Badania na Penn State University, polegające na obserwowaniu przez siedem dni interakcji między jedzeniem a nastrojem, wykazały, że duże ilości potraw bogatych w tłuszcz, cukier i sól skutkują znacznym pogorszeniem nastroju już po dwóch dniach. Dla odmiany grupa, która była na diecie warzywnej, doświadczyła następnego dnia poprawy humoru.

Proste? Niekoniecznie. Bo naszego jedzenia nie można sprowadzić tylko do składu chemicznego. Smak wywołuje serię skojarzeń, które trudno badać naukowo, bo każdy z nas nosi w sobie inne ślady pamięciowe. W dobry nastrój wprawia nas jedzenie, które kojarzy nam się ze szczęśliwymi momentami w życiu.

To dlatego tak tęsknimy do smaków dzieciństwa (pod warunkiem oczywiście, że mieliśmy dobre dzieciństwo). Na reakcję związaną z jedzeniem nakłada się też to, co wiemy o jedzeniu, dlatego jednostkom uświadomionym dietetycznie tłusta golonka po prostu "nie smakuje", a wyrzuty sumienia po jej zjedzeniu wpędzają w zły humor. Tu, jak wszędzie, liczy się równowaga.

Wniosek: "Najszczęśliwsze" jedzenie to takie, które dobrze smakuje, nie tuczy i poprawia nastrój.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij