[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Czy robaki to mięso przyszłości?

Znacie taki żarcik? W piaskownicy siedzi maluch i coś żuje. Jego mama pyta: "Co jesz?". "Mięsko" – odpowiada rezolutnie dzieciak. "A skąd je masz?" – drąży mama. "A przypełzło". No właśnie. My dzisiaj o tym.  

robaki widelec fot. Shutterstock
To, że wieprzowy kotlet wydaje Ci się bardziej apetyczny niż potrawka z dżdżownic, jest kwestią kultury, w jakiej się wychowałeś, a nie intuicyjną oceną wartości odżywczych. Dr Anna Żołnierczyk z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu jest przekonana, że prędzej czy później owady i robaki staną się naturalnym elementem naszej diety.

I w swojej pracy naukowej właśnie tym się zajmuje: bada zawartość składników odżywczych w owadach. Jeżeli kogoś odrzuca sama myśl o zjedzeniu pasikonika, warto, aby przypomniał sobie czasy, gdy nasz polski rynek zdobywały krewetki. Około 10 lat zajęło nam, aby od reakcji: "Błee, do ust tego nie wezmę" przejść do: "Na pewno są świeże? To poproszę 20 deko tych tygrysich".

A, na dobrą sprawę, czym pasikonik czy inny stawonóg różni się od krewetki? Dr Żołnierczyk zwraca uwagę na ekologiczny aspekt hodowli owadów do celów spożywczych. Bo na wypadek, gdybyś jeszcze o tym nie wiedział, sprawy nie idą w dobrym kierunku dla mięsożerców. Wzrost populacji i systematyczne bogacenie się społeczeństw sprawia, że zjadamy więcej mięsa niż kiedykolwiek.

Wzrost konsumpcji stymuluje z kolei wzrost przemysłowej produkcji mięsa. A przemysłowa produkcja mięsa jest odpowiedzialna za degradację środowiska naturalnego na masową skalę.

Wg raportu ONZ: "Przemysłowa hodowla zwierząt w największym stopniu odpowiada za zanieczyszczenie wód, degradację rafy koralowej, problemy zdrowotne u ludzi, zwiększającą się odporność na antybiotyki. Ta gałąź przemysłu produkuje 7,8 mld ton dwutlenku węgla rocznie, co stanowi 18% emisji wszystkich gazów cieplarnianych na świecie, odpowiada też za 37% produkcji metanu i 65% podtlenku azotu, którym przypisuje się znaczący wpływ na efekt cieplarniany".

Jeszcze wam mało? Według raportu ONZ: "Przemysłowe hodowle zajmują 70% ziemi rolniczej i 30% całości lądów na Ziemi. […] 70% obszarów Amazonii, kiedyś porośniętych puszczą, obecnie zajmują pastwiska, a resztę porastają uprawy roślin służących wytwarzaniu karmy dla zwierząt hodowlanych; około 20% terenów wypasu uległo degradacji z powodu nadmiernej eksploatacji i erozji gleby".

A zużycie wody? Organizacja Water Footprint Network szacuje, że do wyprodukowania kilograma wołowiny zużywamy 15 400 l wody, wieprzowina to 6000 l/kg, a drób 4300 l/kg. Nie jest dobrze i wcale nie trzeba być walczącym ekologiem, żeby się zorientować, że jako mięsożerna część ludzkości pracowicie podcinamy sobie gałąź, na której siedzimy.

Na szczęście mądrzy ludzie znaleźli rozwiązanie, które może uratować nas od zagłady. W 2013 roku ukazała się praca naukowa pod tytułem "Edible Insects: Future Prospects For Food And Feed Security", szczegółowo omawiająca perspektywy, jakie daje wprowadzenie do naszej diety owadów.

Okazuje się bowiem, że spora część owadów i robaków jest nie tylko jadalna (to wie każdy, kto był w Azji czy Afryce), ale też zawiera mnóstwo składników odżywczych. Czy wiecie, że kotlet z larw mącznika jest bardziej pożywny niż stek wołowy, a wielokrotnie tańszy?

"Pozyskiwanie białka z owadów jest tanie: np. ilością paszy potrzebną do wyhodowania kilograma wołowiny wykarmimy 9 kilogramów świerszczy. Owady są znacznie bardziej ekonomiczne, bo nie tracą energii np. na ogrzewanie. A poza tym owady możemy zjeść całe, a np. z krowy tylko 40%" – wyjaśnia obrazowo dr Żołnierczyk. Hodowla owadów zużywa minimalne ilości wody, jako że większość insektów pozyskuje ją w procesie trawienia węglowodanów.

Owady nie produkują gazów cieplarnianych, a ich odchody nie zatruwają gleby. Nie wymagają wycinania lasów amazońskich. Czym się żywią robale? Każdy chyba wie, że głównie odpadkami. Biorąc pod uwagę, że corocznie ludzkość produkuje 1,3 mld ton odpadów organicznych, zaczynamy widzieć ogromny potencjał robakowego biznesu. Ludzie o wrażliwym sercu też odetchną, bo w przeciwieństwie do krów, świń czy kur owady doskonale czują się stłoczone na niedużej przestrzeni.

Biorąc pod uwagę, że w różnych zakątkach świata ludzie od niepamiętnych czasów konsumują ok. 1900 gatunków owadów, robaków czy pająków, nie jest to chyba aż taka znowu rewolucja. Fakt, że człowiekowi Zachodu może zająć trochę czasu opanowanie obrzydzenia na widok tarantuli na kanapce, ale to kwestia wyzbycia się uprzedzeń i tyle.

Zresztą warto uświadomić sobie, że bez względu na nasz stosunek do owadów i tak zjadamy ich podobno 0,5 kilograma rocznie. Na ogół podczas snu, ale też w przetworach owocowych, chlebie, a także w grzybach i świeżych owocach.

REKLAMA

REKLAMA

Co jest w robaku?

"Czy to białko w robaku jest tak samo odżywcze, jak to w kurczaku?" – dopytuję dr Żołnierczyk. "Ja jestem chemikiem – odpowiada. – Z mojego punktu widzenia białko to określone związki chemiczne. I tak, robaki zawierają białka, które są odżywcze dla człowieka, ale nie tylko to jest istotne. Ważna jest też proporcja białka do tłuszczu, która w przypadku zwierząt hodowlanych wynosi 60% do 40%, a u owadów 80% do 20%". Słuchajcie wszyscy zrzucający wagę: owadzie "mięso" odchudza!

Dowiaduję się jeszcze ciekawszych rzeczy – mianowicie, że owadzi tłuszcz jest zdrowy i zawiera dużo kwasów omega-3. Dr Żołnierczyk bada też zawartość korzystnych dla człowieka pierwiastków – m.in. żelaza i wapnia, a wstępne wyniki badań są obiecujące. Robaki zawierają mnóstwo cennych z naszego punktu widzenia substancji: witamin, antyoksydantów, związków mineralnych. Czasem ich skład może być zaskakujący – na przykład stwierdzono, że chrząszcze z rodziny pływakowatych zawierają w swoim ciele duże ilości sterydów anabolicznych (Łuczaj, "Podręcznik robakożercy").

Okazuje się też, że dzięki odpowiedniej paszy można wzbogacić owadzie "mięso" w pożądane związki i sprawić, że staną się jedzeniem funkcjonalnym, czyli takim, które jest przeznaczone dla ludzi z określonymi problemami (np. cukrzyca, wysokie ciśnienie itp.). Pytam o to, co mnie wydaje się problematyczne, czyli o twarde skorupki.

To chityna (uczyłam się tego na biologii), a organizm ludzki podobno nie trawi chityny. Jak poradzi sobie z pancerzykiem żuka? "To jest dokładnie taka sama historia, jak z błonnikiem, który pod względem chemicznym przypomina chitynę – mówi dr Żołnierczyk. – Organizm ludzki też go nie trawi, a mimo to błonnik jest dla nas korzystny, bo pełni bardzo ważne funkcje w układzie pokarmowym".

REKLAMA

Co się nadaje na nasz stół?

Każdy, kto widział, choćby na filmie, targ w Bangkoku, wie, że istnieją w Azji owady, larwy i inne robale, które nadają się do jedzenia po usmażeniu. Indianie z Amazonii też traktują mrówki jak przysmak. W klimacie, gdzie zdarzają się karaluchy wielkości dłoni, jakoś wydaje się bardziej zrozumiałe, że ktoś kiedyś uznał, że można by spróbować, jak taki tłuścioch smakuje. Ale w Europie?

Wydaje się, że tutaj robaki kojarzą się głównie z brudem. Chociaż okazuje się, że nie do końca. Na południu Włoch żyje gatunek ćmy, której larwy są przez dzieci od wieków traktowane jak słodka przekąska. A specjalnością Sardynii jest ser, zwany casu marzu, który swój specyficzny smak zawdzięcza larwom muchówki, które smakosze zjadają wraz z serem. Żywe! Ale, powiedzmy, że to dalej nie jest mainstream.

Nie brakuje jednak ludzi, których fascynuje poszerzenie naszego menu. Dr Łukasz Łuczaj z Instytutu Biotechnologii Stosowanej i Nauk Podstawowych Uniwersytetu Rzeszowskiego, autor książki "Podręcznik robakożercy", od lat bada możliwości wykorzystania dzikich roślin i bezkręgowców w naszej diecie. Jest prawdziwym surwiwalowcem, Bearem Gryllsem naszych pól, lasów i łąk. Próbował niemal wszystkiego, co ma dużo małych nóżek.

Wiecie, jak wygląda drewniak? To jest to, co nazywamy stonogą. Dr Łuczaj ma wyrobioną opinię najego temat: "Wij drewniak to wyjątkowo smaczne zwierzę o delikatnym mięsie. [...]. Lepszy jest jednak po usmażeniu: smakuje wtedy podobnie jak kurczak". Swoją drogą, czy to nie dziwne, że w opisie smaku takich egzotycznych stworów zawsze spotykamy porównanie do kurczaka?

Łuczaj przekonuje, że niewiele jest owadów całkowicie niezdatnych do jedzenia. Podobno pyszne są larwy os. Po odgonieniu żądlących dorosłych sztuk wyrywamy plaster i wyjadamy larwy jak ziarna słonecznika – mnóstwo białka, zdrowego tłuszczu i witaminy B. Mniam. Na wypadek, gdybyście znaleźli się sami w środku lasu i w desperacji zabierali się do jedzenia owadów, warto wiedzieć, że są też owady trujące.

Dr Żołnierczyk mówi, że na ogół (chociaż nie jest to reguła) wskazówką jest kolor. Jaskrawe ubarwienie (biedronki, motyle, gąsienice) sygnalizuje, że ciało stworzenia może zawierać trujące związki. O tym, że jest to dla nas niezdrowe, informuje też obrzydliwy, gorzki smak.

Jeżeli sądzisz, że poruszamy się w tematyce interesującej tylko brodatych dziwaków, bardzo się mylisz. W Europie powstało wiele restauracji serwujących dania z owadów. Biblią wyrafinowanych niepożądany w kuchni. Dlatego kolejne lokale muszą poczekać na nowe przepisy. Przewiduje się, że może to potrwać dwa lata.

REKLAMA

REKLAMA

Pasza przyszłości

Zanim to się jednak stanie, przedsiębiorczy ludzie już rozpoczęli hodowlę owadów na masową skalę, aby przerabiać je na wysokobiałkową paszę. Taka firma, o nazwie HiProMine, została założona przez naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i z Uniwersytetu Warszawskiego w Robakowie pod Poznaniem. Na razie będą produkować pokarm dla zwierząt, ale w planach mają też produkcję mączki owadziej dla ludzi.

Podobno w ciągu miesiąca z metra kwadratowego powierzchni hodowlanej można uzyskać ok. 300 kg owadów, co przekłada się na 70 kg białka. To nie jest ekscentryczny pomysł, tylko element szerszego trendu. Sam Bill Gates zainwestował w największą na świecie owadzią fermę w RPA, w której produkują wysokowartościową mączkę oraz olej owadzi. Jak czytamy, jest to produkt pełen łatwo przyswajalnych mikro i makroelementów. Samo zdrowie. Największym problemem jednak jest przekonanie ludzi do tego, aby zrobili sobie z mączki ciasto albo naleśniki.

Dr Żołnierczyk należy do kolektywu Food Think Tank, którego celem jest właśnie edukacja i upowszechnienie nowego myślenia o jedzeniu. Trzy lata temu na zakończenie projektu "Między łąką a lasem" twórcy urządzili kolację, na której podano pięknie zaaranżowane dania, m.in. bardzo pyszne i zdrowe toffi z dżdżownic. Wszystkim bardzo smakowało. Gdzie można nauczyć się przyrządzać potrawy z bezkręgowców?

Co jakiś czas można przeczytać w sieci, że ktoś organizuje owadzie warszaty kulinarne. Wspomniany już dr Łuczaj regularnie na wiosnę i jesienią zaprasza na "Kulinarne warsztaty dzikiego gotowania". Jak jednak uczy doświadczenie Azjatów, większość owadów da się zjeść po usmażeniu w głębokim tłuszczu z dużą ilością przypraw. A jeżeli chodzi o mączkę owadzią, to stanowi ona dodatek zupełnie pozbawiony smaku i można ją dosypać do niemal wszystkiego.

Owadów jest mnóstwo

W każdym razie więcej niż ludzi. Jak obliczono, na każdego człowieka przypada ok. 40 ton owadów. Owady rozmnażają się błyskawicznie. Ich hodowla jest w najwyższym stopniu ekologiczna. Gdybyśmy chociaż część białka w diecie mogli zastąpić białkiem owadzim, byłby to ważny krok w kierunku powstrzymania degradacji środowiska.

Jeżeli odrzuca Cię wizja robali na talerzu, to pomyśl sobie przez chwilę o rzeźni. Albo o kurzej fermie. Albo o lasach deszczowych wycinanych pod pastwiska. To właśnie z tego powodu wiele osób przechodzi na wegetarianizm, ale w tej diecie występują niedobory białka. Być może świat już znalazł na to rozwiązanie.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij