REKLAMA

Czy podjadanie to zdrowy zwyczaj - analiza MH

Mamy teraz naprawdę szeroki wybór przekąsek: od ordynarnych chipsów, przez proteinowe batony, po chrupki z komosy ryżowej. Nie jest jednak największym problemem to, czy przekąska jest zdrowa sama w sobie. Bardziej interesujące jest, czy w ogóle można za taki uznać sam zwyczaj podjadania.

Fot. Shutterstock.com
Snickers, najpopularniejszy baton czekoladowy na świccie, został opracowany w 1930 roku przez firmę Mar-O-Bar. Siedem lat wcześniej to samo przedsiębiorstwo zaczęło produkcję batona Milky Way. Mars wszedł na rynek w 1932 roku, a draże M&M's w 1941 r.

Można więc przyjąć, że przekąskowa epoka w dziejach żywienia ludzkości rozpoczęła się jakieś 100 lat temu. I w tym czasie kompletnie zmieniły się nasze nawyki. Nie chodzi tylko o batoniki napakowane cukrem oraz tłuszczami trans, a także chipsy i tysiące innych produktów, o których już kilkuletnie dzieci wiedzą, że nawet na sklepowej półce nie stały obok wartościowego jedzenia.

Biznes zauważył, że tak jak są złe i dobre tłuszcze, tak mogą być również złe i dobre przekąski. Dlatego produkty, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie w niszowych sklepach fitnessowych lub ze zdrową żywnością, teraz kolonizują normalne markety.

Batoniki proteinowe, bo przecież trzeba nakarmić mięśnie i pokonać głód. Batoniki zbożowe z suszonymi owocami, bo w tym całym współczesnym pędzie życia nawet na sekundę nie może zabraknąć nam energii do napierania (w szkole, w domu, w pracy, w sporcie – silni, zwarci, gotowi!). Ekspandowane ziarna amarantusa lub orkiszu, bo błonnik i dużo wartości odżywczych. Chrupiące przekąski z komosy ryżowej, bo przecież tylko dietetyczny analfabeta wciągałby przy serialowym maratonie zwykłe chipsy albo pocorn.

Tak, kapitalizm i wolny rynek wyzwalają w przedsiębiorcach trudną do okiełznania kreatywność. Spróbujmy jednak na moment przerwać to powszechne, radosne chrupanie i zastanówmy się. Nie nad tym, czy ta lub inna przekąska jest zdrowa sama w sobie, tylko czy w ogóle sam zwyczaj można zakwalifikować do tej kategorii.

Podjadamy dopiero od mniej więcej 100 lat

Skoro ustaliliśmy, że prawie wszystkie produkty określane obecnie jako przekąski powstały w ciągu ostatnich stu lat, na usta ciśnie się pytanie, co podjadano wcześniej. A odpowiedź brzmi: otóż nic. Największym wynalazkiem były nie te wszystkie Marsy i Snickersy, tylko sama koncepcja, żeby nieustannie mieć pod ręką coś drobnego i smacznego do zjedzenia.

W XIX wieku nie było czegoś takiego, jak podjadanie – mówi profesor Barry Popkin z Gillings School of Global Public Health. – W USA można było kupić jedzenie na ulicy czy na festynie – na przykład hot dogi czy popcorn – ale nie istniało nic z tego, co obecnie określa się mianem przekąsek”.

Potem doszło do procesu, który Popkin określa mianem „żywieniowej transformacji”, w czasie którego duża część świata odeszła od żywności nieprzetworzonej do wysoko przetworzonej. Jedną z jego konsekwencji jest to, że obrastamy tkanką tłuszczową. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że prawie 2 miliardy ludzi na świecie mają nadwagę, a 650 milionów z nich jest otyłych. To znaczy, że ilość tych ostatnich od 1975 roku się potroiła.

Przeczytaj też: 6 sposobów na powstrzymanie adaptacji metabolicznych i skuteczne odchudzanie

No dobrze, w sumie to oczywista oczywistość. Na pewno wiesz, że opędzlowanie w czasie nauki czy pracy paczki żelków albo wciśnięcie słodkiej bułki między śniadanie a obiad nie jest zdrowym zwyczajem. Całkiem prawdopodobne jest jednak, że nie masz świadomości, jak doszło do tego, że zaczęliśmy się żywić w taki sposób.

Konsumpcja przekąsek zaczęła mocno rosnąć w latach 70. XX wieku. Najpierw w najbogatszych państwach, jak USA i Wielka Brytania, a potem już globalnie. I to właśnie fakt, że jemy częściej niż wcześniej, wyjaśnia wzrost spożycia kalorii, który obecnie obserwujemy” – mówi Popkin.

Ujmując wprost – jeśli chcesz więcej sprzedawać i zarabiać, nie możesz polegać tylko na standardowym zestawie: śniadanie, obiad i kolacja. Musisz wykreować nowe okazje do jedzenia i nowe potrzeby. Dokładnie tak samo, jak w przypadku elektroniki, sprzętu sportowego czy odzieży. Ten mechanizm jest uniwersalny.

REKLAMA

REKLAMA

496 kcal z przekąsek dziennie

Badania nad zwyczajami żywieniowymi przeprowadzone przez Popkina wykazały, że w późnych latach 70. XX wieku przeciętne amerykańskie dziecko zjadało w formie przekąsek 244 kcal dziennie. 35 lat później pochłania w ten sposób już 496 kcal. A ilość jedzenia podczas normalnych posiłków nie uległa przecież specjalnej zmianie.

Jeszcze jakiś czas temu powszechnie akceptowana była zasada, że jedzenie między głównymi posiłkami jest niezdrowe. Potem zaczęła obowiązywać koncepcja częstych posiłków – mieliśmy jeść 3 większe i 2 lub 3 mniejsze, czyli właśnie przekąski. I choć dietetycy idealistycznie widzieli w tej roli garść orzechów, jabłko albo laski selera naciowego z odrobiną hummusu, to w praktyce oznaczało to żniwa dla producentów wszystkiego, co pod pojęciem przekąski rozumieją szerokie masy konsumentów.

Efekt? Badanie Popkina z 2010 roku pokazało, że na dobrą sprawę często już nie wiadomo, czym jest ten główny posiłek. „Odkryliśmy, że 40% badanych osób je tak często, że właściwie nigdy nie czują głodu” – opisuje naukowiec. I zwraca uwagę, że taki model żywienia zaczyna obowiązywać na całym świecie. „Od 1989 roku obserwowaliśmy Chiny. Na początku ludzie w ogóle nie jedli tam przekąsek. Potem w ich roli pojawiły się owoce, a teraz tamtejsze zwyczaje nie różnią się już od amerykańskich czy brytyjskich”.

Podatek cukrowy to ratunek, nie skok na kasę

Przyzwyczajanie do schematu, w którym cały czas coś jemy, zaczyna się we wczesnym dzieciństwie. Często można dostrzec, jak dzieci w wózkach w czasie spaceru ssą kukurydziane chrupki albo obracają w ustach kawałek bułki. Kiedy są na placu zabaw, rodzice biegają za nimi z bananem albo kanapką, pakując co chwila kolejny kęs, bo przecież „na pewno jest głodne”.

Babcia podsuwa słodycze ukradkiem, a sklepik szkolny z podniesioną przyłbicą. Rodzice używają smakołyków jako nagrody, traktując jako sposób na wywołanie pożądanego zachowania, albo dają dla świętego spokoju, żeby dzieci przestały już męczyć.

Do sięgania po przekąski skłaniają nas też okoliczności. Do rzadkości należą teraz miejsca pracy, w których w firmowej kantynie można zjeść normalny, pełnowartościowy obiad. Albo takie, które dają swoim pracownikom wystarczająco długą przerwę, żeby taki posiłek mogli zjeść na zewnątrz.

Warto zajrzeć: Czy podatek cukrowy pomoże nam jeść mniej cukru? Analiza MH

Często pracujemy w dużym stresie, w ogromnym pośpiechu, w nadgodzinach, na zmiany, zresztą co Ci będziemy tłumaczyć. Wystarczy więc odrobina empatii, by zrozumieć ludzi, którzy kupują przekąskę w automacie, zamiast wyjąć z torby pojemnik z przygotowanym poprzedniego dnia zbilansowanym posiłkiem o idealnie wyliczonym makro.

I nie, wcale nie dajemy zielonego światła dla lenistwa. Staramy się tylko w miarę obiektywnie spojrzeć na otaczający nas świat i zrozumieć, jakie rządzą nim mechanizmy. To trochę jak z kupowaniem w plastiku.  Firmy spożywcze ładują do niego wszystko, jak leci, bo tak jest taniej i więcej zer pojawia się na koncie. Jednak to na nas, konsumentów, przerzuca się poczucie winy za zaśmiecanie świata.

W sytuacji, w której wolny rynek zasypał nas tanimi i łatwo dostępnymi przekąskami, a państwo – podobnie jak w przypadku pakowania w plastik – nie robi zbyt wiele, aby wymusić na producentach prozdrowotne rozwiązania, nie możemy brać całej winy na siebie.

Prof. Popkin uważa, że tylko prawne regulacje stanowione przez rządy mogą przeciwstawić się wpływowi, jaki wielkie koncerny spożywcze wywierają na nas przez reklamę i lobbing. W tym kontekście przywołuje podatek cukrowy, który zdecydowało się wprowadzić już trochę państw na świecie, między innymi Polska.

Niektóre kraje poszły jeszcze dalej. W Chile, gdzie jeszcze do niedawna spożycie słodzonych napojów na osobę było najwyższe na świecie, w 2016 roku zakazano kierować do dzieci reklamy śmieciowego jedzenia, wyeliminowano je ze szkół, a na opakowaniach produktów o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu pojawiły się dobrze widoczne ostrzeżenia, podobne do tych z paczek papierosów.

Efekt? W pierwszym roku konsumpcja słodzonych napojów spadła o jedną czwartą, a sprzedaż innych objętych restrykcjami produktów obniżyła się o 10-15%.

REKLAMA

Ile razy dziennie mamy jeść?

Nauka nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, ile razy dziennie mamy jeść. Zależność między częstotliwością posiłków a przybieraniem na wadze, zaburzeniami metabolizmu cukrów (np. insulinoopornością) czy profilem lipidowym krwi i zwiększeniem ryzyka chorób układu krwionośnego jest skomplikowana, a wyniki badań – w zależności od ich konstrukcji – pozwalają na wyciąganie różnych wniosków.

Nie spodziewajmy się więc raczej, że ta kwestia zostanie rozstrzygnięta w zero-jedynkowy sposób. W życiu różnych osób mogą sprawdzić się odmienne modele żywieniowe.

Nie ma wielkiego sensu zmuszać wszystkich do jedzenia 5-6 posiłków dziennie. Wydaje się, że w przypadku większości z nas optymalne, ze względu na możliwość przygotowania, objętość i skuteczność w zaspokajaniu głodu, będą 3-4 razy przy stole w ciągu dnia – mówi dietetyk Paweł Szewczyk. – Z kolei u sportowców lepiej sprawdzi się 4-5 posiłków. Raz, że muszą zjeść więcej kalorii od przeciętnego człowieka, dlatego lepiej rozłożyć je na mniejsze porcje i nie obciążać żołądka. A dwa, że częstsze posiłki umożliwiają mocniejsze stymulowanie mięśni dawką białka i mogą przyczynić się do szybszego rozwoju masy mięśniowej” – wyjaśnia Szewczyk.

Dodaje też, że przemyślane przekąski, dostarczające białka i błonnika, mogą być szczególnie przydatne w czasie redukcji, bo pomagają trzymać pod kontrolą nasilający się głód. I to właśnie określenie – dobrze przemyślane – jest kluczowe dla ostatecznego rezultatu.

Sprawdź też: Czy cheat meal pomoże Ci w odchudzaniu?

Przekąski mogą być wartościowym elementem diety, jeśli są w nią świadomie wkomponowane. Znajdzie się miejsce nawet dla słodyczy, serio. Mamy jednak graniczące z pewnością wrażenie, że takie zjawisko należy do wyjątkowej rzadkości. Na co dzień większość z nas sięga po drobne porcje jedzenia bez większego namysłu tylko dlatego, że są pod ręką i pomagają wypełnić czymś codzienność.

A w takim modelu nawet te najzdrowsze i najbardziej fit przekąski będą szkodzić, bo doprowadzą do tego, że zaczniesz się przejadać. I tego efektu nie zniesie największy napis superfood na opakowaniu ani tysiąc lajków przy zdjęciu na Insta. W naszej ocenie współczesny model żywienia i przekąski sprawiły, że w konkurencji przejadania się doszliśmy już do ściany. Dalej się nie da. Czas zawrócić, bo brzuchem jej nie przebijemy.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA