REKLAMA

Co jeść, żeby ocalić ziemię?

Tym razem nie będziemy skupiać się na Tobie. Wybacz, ale sprawa jest poważna: nasz obecny sposób odżywiania mocno przyczynia się do zmian klimatycznych i degradacji Ziemi. Naukowcy opracowali raport pokazujący, jak to zmienić. I jest dobry news: to, co zdrowe dla planety, jest jednocześnie zdrowe dla Ciebie.

wege, waganizm shutterstock.com

Panowie, skoro czasu nie ma, zaczniemy bez zbędnych stylistycznych zawijasów: w redakcji MH nie mamy żadnych wątpliwości, że zmiany klimatyczne istnieją, są efektem działalności człowieka i zaszły bardzo daleko. Być może przekroczyły już punkt przełomu, poza którym liczne procesy zaczynają się ze sobą sprzęgać i postępującego wzrostu temperatury nie uda się już powstrzymać. Takie obawy wyrażają badacze w prestiżowym magazynie naukowym „Nature” (artykuł: „Climate tipping points — too risky to bet against”) i wzywają rządy do podjęcia natychmiastowych działań.

ZOBACZ: Czy robaki to mięso przyszłości?

Zastrzegają, że nawet jeśli mylą się w swoich kalkulacjach i wciąż mamy pewien margines bezpieczeństwa, to jeśli nie podejmiemy zdecydowanych kroków tu i teraz, niedługo żadnych wątpliwości już nie będzie. Nie możemy się oszukiwać: zamiana plastikowej reklamówki na hipsterską, wielorazową, bawełnianą torbę na zakupy z logo niszowego festiwalu filmowego nic nie da. Transformacja naszego życia niestety musi być kompleksowa, a poszczególne zmiany daleko idące.

Jeden z kluczy do powstrzymania ocieplania klimatu leży na talerzu. Tak, to w jaki sposób się odżywiamy, wywiera ogromny wpływ nie tylko na zdrowie nasze, ale również naszej planety. A teraz, dzięki prestiżowemu czasopismu naukowemu „Lancet” (absolutna światowa pierwsza liga), listę modyfikacji, które musimy wprowadzić w życie, mamy podaną na talerzu. No to zapraszamy do stołu.

PRZECZYTAJ: Mięso z probówki - czy to ma szanse się przyjąć?

Skąd w ogóle to pytanie? Ano stąd, że obecnie wytwarzanie żywności jest jednym z czynników najmocniej podcinających gałąź, na której wszyscy siedzimy. Według danych zawartych w raporcie samo rolnictwo odpowiada za 15-23% całkowitej emisji gazów cieplarnianych, a jeśli produkcję jedzenia potraktować szerzej, wliczając skutki wycinki lasów pod pola i pastwiska, a także marnotrawstwo żywności (w samych USA marnuje się aż 30-40% całkowitej ilości jedzenia o wartości 161 miliardów dolarów), okazuje się, że mówimy aż o 29% światowej emisji dwutlenku węgla. To mnie więcej tyle, co cały transport.

Zmniejszenie produkcji gazów cieplarnianych to niejedyne zadanie, przed którym stanęli naukowcy. Opracowując zrównoważony sposób żywienia na nadchodzące lata, musieli bowiem wziąć pod uwagę, że obecnie wiele zasobów planety eksploatujemy w zbyt szybkim tempie. Przykład?

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa informuje, że dzieje się tak w przypadku 30% światowych zasobów ryb. Kolejne 60% jest już na granicy swojej zdolności od odradzania populacji. Jeśli nie zwolnimy, niedługo nie będziemy mieli z czego czerpać. Dla Ciebie to może nie jest przesadnie istotny problem – w końcu w Polsce i tak nie je się zbyt wiele ryb, więc brak dorsza i makreli jakoś pewnie przeżyjesz.

Szacunki z 2014 roku pokazują jednak, że ryby są głównym źródłem pożywienia i utrzymania dla aż 800 milionów ludzi na całym świecie. W ich przypadku zwolnienie tempa połowów może okazać się kwestią życia i śmierci. Jakby nie było wystarczająco pod górkę, badacze musieli też powiązać dietetyczne zalecenia zdrowotne z mocami produkcyjnymi ludzkości. Łatwo bowiem powiedzieć, że mamy jeść codziennie 5 porcji warzyw i owoców, ale obecnie nie wytwarzamy ich tyle, aby każdy mieszkaniec Ziemi dostał taką ilość. Aby to stało się możliwe, trzeba przekształcić system produkcji żywności.

NA TALERZU: 5 produktów przyszłości

„Ten raport jest swego rodzaju przełomem, ponieważ to pierwsze tak kompletne opracowanie naukowe, które bierze pod uwagę zarówno kwestie zdrowotne, jak i środowiskowe. Zmianę klimatu uznaje się obecnie za największe zagrożenie dla zdrowia w XXI wieku, które może znieść wszystkie osiągnięcia w globalnej ochronie zdrowia z ostatnich 50 lat” – komentuje Alicja Baska.

Uwaga na wołowinę

Główny wniosek płynący z raportu EAT-Lancet: musimy w znaczącym stopniu ograniczyć konsumpcję żywności pochodzenia zwierzęcego i postawić na tę wytwarzaną z roślin. Dlaczego? Ponieważ aż 80% ze wspomnianej jednej trzeciej światowej emisji gazów cieplarnianych przypada na produkcję zwierzęcą. 26% powierzchni Ziemi niepokrytej lodem jest przeznaczonych na ich wypas, a 33% pól uprawnych służy do produkcji roślin na paszę do hodowli.

Naukowcy obliczyli, że na każde 100 kcal, które zużyjemy na karmienie zwierząt, w przypadku mleka jesteśmy w stanie odzyskać 40 kcal, jaj – 22 kcal, mięsa z kurczaka – 12 kcal, wieprzowiny – 10 kcal, a wołowiny zaledwie 3 kcal. Tak, nie ma najmniejszych wątpliwości, że w konkurencji wpływu na zmiany klimatyczne wołowina wyprzedza resztę stawki o kilka solidnych długości. Wyprodukowanie 1 kg wołowego mięsa powoduje emisję 60 kg CO2, drugiej w kolejności jagnięciny – 24 kg, sera – 21 kg, czekolady – 19 kg, a kawy 17 kg (ta informacja w redakcji MH wzbudziła szczególny smutek).

Dla porównania kilka pozycji z drugiego końca listy: orzechy – 0,3 kg, jabłka – 0,4 kg, banany – 0,7 kg, napój sojowy – 0,9 kg, mleko krowie – 3 kg, dziko żyjące ryby – 3 kg, ryż – 4 kg, jaja – 4,5 kg, wieprzowina – 7 kg. Jest różnica, prawda? Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że sam transport żywności ma niewielki udział w jej sumarycznym śladzie węglowym – to przeważnie wartość rzędu zaledwie kilku procent. Nie ma więc powodu, żeby popadać w przesadę i odmawiać sobie wszystkiego, co egzotyczne.

Kierunek wege

„Podstawowym źródłem kalorii w naszej diecie muszą stać się produkty pełnoziarniste, pochodzące z różnych zbóż. Niezwykle ważne są też warzywa oraz owoce, które objętościowo powinny stanowić mniej więcej połowę żywności, którą codziennie zjadamy” – opisuje Alicja Baska. Podkreśla, że nie zaliczają się do nich warzywa skrobiowe, takie jak ziemniaki czy bataty – ich spożycie powinniśmy ograniczyć do mniej więcej 50 g dziennie. Zredukować mamy także nabiał oraz oczywiście mięso.

W przypadku tego pierwszego badacze mówią o 250 g dziennie, a w przypadku mięsa lepiej określać jego ilość w ujęciu tygodniowym – jest to 100 g mięsa czerwonego oraz 200 g mięsa białego. Czym mamy zastąpić białko, którego nam teraz dostarcza? „Głównie roślinami strączkowymi oraz orzechami” – wskazuje Alicja Baska. Dodaje, że dzięki temu znacznie zwiększymy swoje szanse na dłuższe życie, ponieważ wymiana protein zwierzęcych na roślinne wyraźnie obniża śmiertelność.

Skąd ten efekt? W końcu i w jednych, i w drugich są dokładnie takie same aminokwasy (choć w innych proporcjach). Ano stąd, że w przypadku roślin towarzyszy im mnóstwo błonnika i mikroelementów, oraz – co istotne – nie zawierają nasyconych kwasów tłuszczowych. Na dodatek w czasie obróbki termicznej mięsa (czyli przeważnie smażenia) powstają związki o charakterze rakotwórczym, z którymi nie będziesz miał kontaktu, jeśli postawisz na rośliny.

Większość z nas je także sporo mięsa W formie przetworzonej, a ono ze względu na różne dodatki również zwiększa ryzyko wystąpienia chorób nowotworowych. W tym miejscu podkreślimy, że decydując się zastosować do wskazówek badaczy, wcale nie torpedujesz efektów treningu siłowego. W roślinach też możesz znaleźć wszystkie niezbędne aminokwasy z leucyną na czele, choć oczywiście nie będzie to tak proste, jak w przypadku mięsa.

Na dobrą sprawę tylko soja (napoje, tofu, odżywki) od razu zapewni Ci ich komplet. W pozostałych przypadkach musisz mieszać rośliny strączkowe i produkty zbożowe. To jednak nie jest takie skomplikowane, gdyż wystarczy, że pełen zestaw aminokwasów dostarczysz sobie w ciągu całego dnia – to nie musi wydarzyć się w ramach jednego posiłku. Dostępne są także roślinne odżywki, które od razu załatwiają sprawę.

Pojawia się też wątpliwość, że białko roślinne jest mniej wydajne. „Owszem, to prawda, ale tę różnicę można skompensować, zwiększając jego ilość. Przyjmuje się, że wystarczy do tego 10% nadwyżki” – mówi dietetyk sportowy Paweł Szewczyk. Wciąż masz wątpliwości? Pomyśl o tym tak – jeśli nawet różnice istnieją, to są minimalne. Być może mogą być istotne dla zawodowych sportowców startujących na najwyższym poziomie, gdzie walczy się o gramy i ułamki sekund. Ilu z nas się do nich zalicza?

Tymczasem w meczu o lepsze i dłuższe życie gramy wszyscy. Tutaj nie można zejść na ławkę rezerwowych. Może więc warto byłoby przyjąć, że 100 kg na sztandze jest tak samo dobre, jak 100,5 kg? Zwłaszcza że negatywne konsekwencje dotychczasowego stylu życia poniesiemy wszyscy, bez wyjątku. Mówisz, że źle czujesz się po strączkach? Może tak być – sporo osób ma kłopoty z ich trawieniem.

„U większości ludzi problemy z czasem mijają: organizm się przyzwyczaja i lepiej radzi sobie z tym procesem” – uspokaja Alicja Baska. Dodaje również, że nie musimy bać się lektyn, inhibitorów trypsyny i fitynianów, czyli potencjalnie niebezpiecznych związków, którymi często straszy się nas w internecie. „Moczenie strączków i ich gotowanie sprawia, że przestają mieć szkodliwe działanie” – uzupełnia specjalistka.

Dobra zamiana

 Nie ulega wątpliwości, że obecny model żywienia nam nie służy. W Polsce aż 60% ludzi ma nadwagę albo otyłość, 60% cierpi na dyslipidemię (zaburzenia gospodarki lipidowej, zwiększające ryzyko chorób układu krwionośnego), 25% choruje na nadciśnienie, a 9% na cukrzycę. Przechodząc na dietę planetarną, znacznie zmniejszasz ryzyko, że do nich dołączysz.

„Musimy jednak pamiętać, że nie chodzi o to, by zamienić przetworzoną dietę opartą na produktach pochodzenia zwierzęcego na przetworzoną dietę roślinną” – podkreśla Alicja Baska. A co ze zdrowiem planety? Wydaje Ci się, że indywidualne wybory nie mają znaczenia i nic nie zmieniają?

Jasne, że najważniejsze są działania systemowe, które mogą podejmować tylko rządy. Na nie masz wpływ co jakiś czas, stawiając krzyżyk w odpowiedniej kratce na karcie do głosowania. Jednak Twoje pieniądze i codzienne małe wybory konsumenckie również mają doniosły efekt.

Zobacz, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku lat zwiększył się wybór roślinnej żywności, która jest teraz dostępna w każdym markecie jak Polska długa i szeroka, a nie tylko w specjalistycznych sklepach w centrach wielkich miast. Tę zmianę wymogli ludzie, którzy już przeszli, choćby częściowo, na roślinną stronę. Dołącz do nich. Nie musisz od razu na 100%, ale już dziś zrób pierwszy krok. Nie odkładaj tego na później.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA