Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.1

Żyj zdrowo jak... gwiazda rocka

Rockandrollowy styl życia to tak naprawdę sport ekstremalny. Wymagający, oprócz talentu, silnych mięśni, mocnej głowy, niezniszczalnej wątroby i bardzo silnej psychiki. Wielu muzykom nie udało się przetrwać. Ale są i tacy, którzy – choć nie oszczędzali się w młodości – dziś są mądrzejsi i... w lepszej formie.

John Lewis, Piotr Pflegel 2016-04-07
gwiazdy rocka fot. Shutterstock, East News, Getty Images

Bobby Gillespie

Odlot tam i z powrotem

Kiedyś: napędzany kwasem psychodelik
Dziś: tabletki tylko z witaminami

Wokalista Primal Scream szukał wolności w halucynogenach. Odnalazł ją w endorfinach, które wydzielają się podczas biegania, pływania i gry w piłkę.

Być wolny i nawalony. Tak można w skrócie określić najważniejsze cele życiowe Bobby’ego na przełomie lat 80. i 90. Teksty na przełomowej płycie „Screamadelica” opowiadają właściwie tylko o tym. Taki to był właśnie czas. Czas fantazji i halucynacji. Czas zapomnienia o tym, że w młodości Gillespie był zapalonym piłkarzem i biegaczem długodystansowym.

Pod koniec lat 80. Bobby z plemienia sportowców przeszedł jednak do szczepu artystów, a wówczas wydawało mu się, że te dwa światy nie mogą mieć żadnego wspólnego mianownika. „Zanurzyłem się w rockandrollu – wspomina. – I nie jest tajemnicą, że był to również wieloletni romans z amfą, kwasem, extasy i tego typu substancjami. Wszyscy to braliśmy”.

Zdaniem frontmana Primal Scream, muzycy zespołu brali narkotyki nie tyle rekreacyjnie, co niemal rozpaczliwie – aż do zatracenia i kompletnego odklejenia. Trzeba przyznać, że tak sformułowana misja została niemal zakończona powodzeniem. Halucynogeny są niebezpieczne. Gdy odlecisz wysoko wiele razy, możesz uwierzyć, że potrafisz latać. Niektóre odloty kończą się więc lądowaniem na oddziale psychiatrycznym lub na bruku, po krótkim pionowym locie z 10. piętra. 

Regeneracja

„Chodzi o to, że nie mogę już słuchać tych historyjek o gwiazdach rocka, które się ogarnęły i obnoszą się z tym swoim zdrowym trybem życia jak jacyś apostołowie – mówi Gillespie. – Wiem, że kilku moich kumpli ćwiczy teraz jogę. Ale jak dla mnie joga wymaga zbyt wiele dyscypliny”. Dopiero w 2002 roku, gdy został ojcem, zrozumiał, że pewna dawka dyscypliny jest konieczna. „Dziecko wywraca życie do góry nogami – wspomina. – Zaczynasz doceniać zdrowie i kondycję”.

Już pod koniec lat 90. Gillespie ponownie odkrył uroki piłki nożnej. Razem z kolegami z zespołu często grali meczyki. Zabiera także ze sobą w trasę stół do ping-ponga. „Tenis ziemny wymaga za wiele wysiłku – mówi. – Ale stołowy jest w sam raz. Nie męczy aż tak bardzo, a zapewnia strzał endorfin”.

Bobby nie pije od siedmiu lat, a tabsy zastąpił pigułkami witaminowymi. Regularnie biega i czuje, że wręcz uzależnił się od wysiłku. „Dwa, trzy razy w tygodniu chodzę sobie popływać. I wygląda na to, że sport da się jednak pogodzić ze sztuką”. Wydany dwa lata temu album „More Light” jest świetny, a sam Gillespie przyznaje, że psychodeliczną muzykę łatwiej tworzy się na sucho niż na haju. 

Badania wykazały, że ping-pong i inne sporty, wymagające szczególnej koordynacji ruchowej i refleksu, poprawiają pamięć długotrwałą.

Biegacze, nawet ci zapaleni, umierają przedwcześnie 4 razy częściej niż ci, którzy tak samo często pływają. 

Trzy godziny rekreacyjnego haratania w gałę tygodniowo równie skutecznie chroni serce, jak taka sama dawka biegania. 

Witamina K, którą znajdziesz m.in. w brokułach, rzepie i szpinaku, chroni serce, poprawia pamięć i wzmacnia kości.

Kondycja i siła z wody

Oczywiście możesz po prostu wskoczyć do basenu i pływać przez godzinę, ale lepsze efekty osiągniesz, odpowiednio dawkując wysiłek. 

Rozgrzej mięśnie - 10 minut pływaj żabką w wolnym tempie. W tym czasie przyzwyczaisz organizm do zmiany temperatury i zapobiegniesz kontuzji. 

Trening - 40 minut kraulem. Co 5 minut zrób sprint na 5-10 metrach. Gdy tętno skacze do 200 uderzeń na minutę, zaczynają się wydzielać endorfiny. 

Odpocznij - 10 minut. Daj odpocząć mięśniom, pływając na plecach. Ten etap nie tylko pozwoli wyrównać oddech, ale też pomoże pozbyć się stresu. 

 

gwiazdy rocka fot. Shutterstock, East News, Getty Images

Alice Cooper

Skuteczne wyjście z dołka

Kiedyś: metalowiec uzależniony od cracku
Dziś: nawrócony golfista. 

Pionier shock rocka i były pijak wyjaśnia, jak golf pomaga mu być w lepszej formie niż kiedykolwiek.

Ojciec chrzestny mrocznej, teatralnej sceny rockowej przez dekady swojej kariery spróbował chyba wszystkiego, co było dostępne. Najwięcej kasy wydał na alkohol, w latach 80. nie stronił także – i jest to spory eufemizm – od cracku. Pewnego wieczoru rzucił ze sceny w tłum wielbiących go bezbożników żywego kurczaka. Nieszczęsny zwierzak został rozerwany na strzępy.

"Nie oszczędzałem się – wspomina. – To był naprawdę dziki czas. Ale, niestety, za szaleństwo trzeba zapłacić. W pewnym momencie budziłem się rano i pierwszą rzeczą, którą robiłem, było wymiotowanie krwią. Mniej więcej wtedy też umarł Keith Moon z The Who. Wówczas zorientowałem się, że właśnie dotarłem do krawędzi przepaści i jeśli się nie cofnę – zginę".

Gdyby Cooper dalej igrał ze swoim ciałem jak dotychczas, mógłby skończyć jak ów nieszczęsny kurczak. Crack niszczył mu płuca. Wg badań crack blokuje dopływ krwi do płuc, w związku z czym tkanki zaczynają obumierać i coraz trudniej ci się oddycha – zupełnie jakbyś miał zapalenie płuc. Co więcej, kokaina w perfidny sposób zmienia mózg. Zamiast kierować się rozsądkiem, zaczynasz wszystko podporządkowywać zdobyciu kolejnej dawki. Błędne koło, z którego trudno się wyrwać. No chyba że masz tak silną wolę, jak Alice.

  • Według uczonych z Florydy mała kawa przed meczem zwiększa siłę uderzenia i celność.  
  • Zdaniem uczonych z University of Exeter kontakt z naturą zmniejsza ryzyko chorób psychicznych. 
  • Rozciągaj się regularnie. Elastyczne mięśnie i ścięgna sprawią, że nawet na emeryturze będziesz sprawny i – wg uczonych - będziesz dłużej żył. 

Regeneracja

Od ćwierć wieku Cooper nie miał w ustach alkoholu. "Nie palę, nie biorę, jestem szczęśliwie żonaty... Myślę, że jestem teraz w życiowej formie. Pięć razy w tygodniu koncertuję, po dwie godziny na wieczór, i czuję się świetnie". Każdy jego występ to w pewnym sensie trening, a trzeba pamiętać, że ten miotający się po scenie jak wariat facet w zasadzie powinien być już na emeryturze.

"Moja żona była kiedyś baletnicą i to właśnie ona przekonała mnie, że jeśli się tańczy, trzeba robić coś innego, bo w przeciwnym razie stracisz kondycję. To samo dotyczy każdego rodzaju występów. Gdy nie koncertuję, staram się utrzymywać podobny poziom aktywności. Dlatego dużo spaceruję, biegam, ćwiczę aeroby". Jednak prawdziwym wybawieniem dla Coopera okazał się golf.

"Gram codziennie, niezależnie od pogody – mówi. – Nie tylko ja zresztą. Iggy Pop jest świetnym graczem, Smokey Robinson też nieźle gra. Zazwyczaj przegrywam z Kennym G. Ludzie często nie traktują golfa jak sportu, sądząc, że golfiści mało się ruszają. Ale to nieprawda. To niezłe ćwiczenie. Dużo chodzisz, serce pracuje, trzeba mieć elastyczne mięśnie, żeby dobrze uderzyć. To wymaga treningu również poza polem. Jak to mówią – sześćdziesiątka jest nową czterdziestką. I tak się właśnie czuję". 

Przygotuj się na swing

Golf to nie tylko sprzęt i jeżdżenie wózkiem po polu. Wzmocnij mięśnie, które przydadzą Ci się, gdy będziesz celował kijem w piłeczkę. 

 

1. Podrzut corebaga

Stań prosto, corebag trzymając przed sobą na wysokości ud. Zrób wykrok w lewo, pozwalając workowi dotknąć podłoża. Dynamicznym ruchem wstań, jednocześnie wyrywając worek wysoko nad głowę. Wróć do startu.

2. Pompka z corebagiem 

Przyjmij pozycję do pompki z workiem po prawej stronie, za łokciem. Zrób pompkę, wróć do startu i złap worek lewą ręką, by przeciągnąć go w lewo. Oprzyj z powrotem dłoń na podłodze, zrób kolejną pompkę i przeciągnij worek w drugą stronę.

3. Wiosłowanie na jednej nodze

Stań prosto, worek trzymając przed sobą. Oderwij od podłoża prawą nogę i pochyl się do przodu. Przyciągnij worek do klatki. Zatrzymaj ruch, po czym powoli opuść go do pozycji startowej. 

 

gwiazdy rocka fot. Shutterstock, East News, Getty Images

Maciej Maleńczuk

Bez kompromisów

Kiedyś: heroina, alkohol bez limitów
Teraz: umiar i siłownia

"Zawsze uważałem, że przedawkowany alkohol robi z ludzi szmaty. I umówmy się, że nadal tak uważam".

Lider Homo Twist, frontman Pudelsów, pan Maleńczuk, uczestnik dziesiątków innych projektów. Próbował wszystkiego. Przeżył. Ma się dobrze. Bardzo dobrze.

W wydanej niedawno książce "Ćpałem, chlałem i przetrwałem" Maciej Maleńczuk otwarcie przyznaje się do zażywania i nadużywania heroiny, amfetaminy, marihuany, wódki, grzybów halucynogennych, LSD, więziennego czaju i jeszcze paru mniej znanych substancji. Chociaż słowo "przyznaje" nie bardzo tu pasuje, bo Maleńczuk nie wydaje się okazywać skruchy. Narkotyki i alkohol poznał właściwie z każdej strony, pochował wielu kolegów, którzy albo byli słabsi, albo po prostu mieli pecha i – jak widać – udało mu się to przetrwać.

Dziś jest w świetnej formie i choć wciąż trudno nazwać go mnichem, radzi sobie doskonale. Jaka była jego recepta na przetrwanie? "Moja rada jest taka, żeby dopuszczać do kaca i próbować z niego wyjść. Jeżeli strzeliłeś jakiegoś mocnego draga i czujesz, że już zaczyna ci schodzić, to nie bój się tego zejścia – ono będzie oczywiście straszne, ale musisz to wytrzymać. Spróbuj przespać, spróbuj zjeść, potem wziąć witaminy, spróbuj ten organizm jakoś odbudować" – mówi w rozmowie z Barbarą Burdzy. Strategię tę można by nazwać koniecznością pokuty. Kac jest taką pokutą. No i co najmniej jednym dniem przerwy. Czasem na regenerację.

Regeneracja

Chociaż rockmani w Polsce raczej nie kojarzą się z siłownią, Maleńczuk jest tu wyjątkiem. "Należy czuć swój organizm. Należy się wypacać, należy chodzić na siłownię, a jak ktoś potrafi , to niech biega. Trzeba robić pompki, trzeba utrzymywać formę fizyczną, a tego nie da się robić, będąc notorycznie naćpanym" – radzi.

Spędziwszy wiele lat na ulicy, narażony na zaczepki, musiał dbać o kondycję fizyczną, żeby być w stanie się obronić. "Kiedyś zostałem dosyć konkretnie pobity – wspomina. – Postanowiłem, że pójdę na siłownię, że podniosę się z tego. Był to dla mnie bardzo silny impuls. Pakowałem przez dwa lata, w związku z czym przestawiła mi się sylwetka, poszerzyły mi się barki, musiałem wymienić garnitury".

Siłownia przy okazji zadziałała też jak hamulec. "Łączenie picia z ćwiczeniami jest ryzykowne i kończyło się to kontuzjami. A amfa to już nie daj Boże, bo jeszcze coś sobie urwiesz. Jak pójdziesz na amfie na siłownię, to możesz dźwignąć większy ciężar, ale możesz też doznać jakiegoś poważnego uszkodzenia" – przestrzega. Dziś ogranicza się do alkoholu i sporadycznie marihuany. Pamięta tylko, żeby nie przedawkować. Niczego. 

Wśród zawodników UFC do łask wróciła klasyczna sztanga. "Przez ostatnie 1,5 roku mój trening siłowy był prosty: podrzut i rwanie sztangi – mówi Tom Watson. – Te 2 ćwiczenia mogą skutecznie zastąpić skomplikowane programy. Każde z nich wymaga przecież skoordynowanej pracy całego ciała". Przy okazji budują też eksplozywną siłę, która w walce w oktagonie na pewno się przydaje. 

 

gwiazdy rocka fot. Shutterstock, East News, Getty Images

Gdy dręczy Cię kac, sięgnij po najbardziej wartościowe jedzenie na ziemi. Po jajka.

Jajecznica na szynce

Składniki: 

  • 4 jajka
  • łyżeczka masła
  • trzy plasterki tłustej szynki
  • 2 pomidory
  • chleb tostowy lub bułka
  • sałata 

Metoda: Na kacu warto zrobić jajecznicę, tak by nie odstraszała zbyt jednorodną konsystencją. Zacznij od wbicia trzech jajek do kubka. Rozgrzej patelnię na średnim ogniu. Wrzuć pokrojoną w kostkę szynkę. Odczekaj chwilę, aż zacznie podskakiwać. Dodaj masło, a gdy się roztopi, wlej jajka. Nie mieszaj. Poczekaj, aż białka zaczną się ścinać i dopiero wtedy powoli zacznij mieszać – powoli. Dzięki temu jajecznica będzie miała apetyczny, biało- -żółty kolor.

Dlaczego: Jajka są lekkostrawne, zawierają dużo białka i cysteinę, która pomaga pozbyć się rozłożonego alkoholu. Bułka zapewni węglowodany, których Ci brakuje. Pomidor i sałata uzupełnią minerały.

 

gwiazdy rocka fot. Mike Fox/Shutterstock

Johnny Marr

Byle do mety

Gitarzysta The Smyths alternatywnego brytyjskiego zespołu z lat 80. Zamienił przymus paczki fajek i pięciu piw dziennie na bieganie.

Kiedyś: napędzane procentami riffy
Dziś: biegający weganin

Przez lata Johnny Marr był mniej więcej tak zainteresowany swoim zdrowiem, jak glacjologią. "Byliśmy rockandrollowcami – wspomina. – Przez całe lata moja codzienność wyglądała tak: zarwane noce, hektolitry piwa, morze kawy i wagony fajek". Podczas nagrywania "The Queen Is Dead" i ciągnącej się miesiącami trasy koncertowej Marr miał już dosyć. "Wypiłem wówczas więcej, niż mogłem znieść – mówi. – Nie cierpię pouczać, bo zdaję sobie sprawę, że na amfetaminie i wódzie nagraliśmy naprawdę sporo niezłych utworów, ale końcowe lata The Smiths to był naprawdę mrok".

Dla wątroby i żołądka Johnny’ego rozpad The Smiths był ocaleniem. Alkohol w nadmiarze przez długi czas niszczy bowiem nie tylko wątrobę, co oczywiste, ale i żołądek. Procenty spowalniają proces trawienia i w żołądku gromadzi się coraz więcej kwasu solnego, który zaczyna z czasem wyżerać delikatne ścianki. Zaczyna też szwankować mózg. Wg amerykańskiego National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism, alkoholizm prowadzi do zaburzeń pamięci długotrwałej i ośrodka równowagi. Doświadczeni pijacy mogą się więc chwiać, nawet gdy od kilku dni są trzeźwi. Na scenie nikt nie zwróci na to uwagi, ale poza nią jest to kłopotliwe.  

Regeneracja

Marr przestał jeść mięso w latach 80., częściowo w geście solidarności ze swoją dziewczyną, częściowo za namową kolegi z zespołu, Morriseya, zaciekłego wegetarianina. "Głupio byłoby po nagraniu albumu »Mięso to morderstwo« zostać przyłapanym na jedzeniu bekonu – wyjaśnia Marr. – Przejście na wegetarianizm nie było dla mnie trudne, bo przez długi czas w ogóle nie przywiązywałem znaczenia do tego, co jem". Zdrowym stylem życia zainteresował się dopiero w latach 90., gdy zaczął się zadawać z chłopakami z hiphopowej załogi Naughty By Nature. "Oni mieli taką filozofię, że zdrowie daje siłę. To było tak bardzo nierockandrollowe, że aż mnie skusiło. Bo rockandrolla miałem już trochę dosyć" – wspomina.

Wkrótce Johnny przestał zupełnie pić i przeszedł na weganizm. Potem rzucił fajki. Kolejnym krokiem było bieganie. "Bieganie jest wyzwalające. Od jakichś 8-9 lat biegam codziennie. Mam 50 lat i przebiegnięcie 15 kilometrów nie jest dla mnie problemem". Codzienny bieg jest też genialną odskocznią od rutyny w trasie. Zwykle wygląda tak samo: hotel, próba, koncert, kolacja, sen. Dołożenie paru kilometrów biegu pozwala wyrwać się z tego kołowrotka choć na chwilę.

 

  • Wg "American Journal of Medical Science" pół godziny jednostajnego biegu przez pięć dni w tygodniu wydłuża życie palaczy o 2,6 roku. 
  • Buraki zawierają spore dawki azotanów, które pomagają obniżyć ciśnienie krwi.
  • Dieta z dużą ilością warzyw chroni przed rakiem. Wg pisma "Cancer Science" szczególnie skuteczne są kapusta, kalafior, sałata i brokuły. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Rockandrollowy styl życia to tak naprawdę sport ekstremalny. Wielu muzykom nie udało się przetrwać. Ale są i tacy, którzy ? choć nie oszczędzali się w młodości ? dziś są mądrzejsi i... w lepszej formie.<br /><br /><a href="/zdrowie/Zdrowe-zycie-gwiazd-rocka,7829,1"></a>
    Mens Health, 2016-04-21 14:22:09
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij