Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Zwiększenie IQ: metoda tDCS

Samodzielne podłączanie prądu do własnego mózgu nie brzmi jak coś, czym zajmują się dorośli, w miarę inteligentni ludzie. A jednak – coraz więcej jest na świecie entuzjastów metody tDCS, wierzących, że dzięki niej wzrośnie ich potencjał intelektualny. Nasz londyński kolega sprawdza, o co w tym chodzi. 

2016-10-12
tDCS fot. shutterstock.com

Z mojej prawej skroni sterczy elektroda, która wychodzi z 9-woltowej baterii. Druga elektroda jest podłączona za pomocą przylepca do mojego ramienia. Oto mój nowy nabytek – urządzenie do przezczaszkowej stymulacji prądem stałym tDCS (transcranial Direct Current Stimulation). Kupiłem to przez internet za około 150 dolarów. Teraz pozostaje mi tylko przycisnąć „ON” i zacznie się stymulacja mózgu.

Według niektórych naukowców takie urządzenie może realnie poprawić jego funkcjonowanie. Teoria, jaka za tym stoi, jest łatwa do zrozumienia nawet dla takich laików, jak ja. Otóż stymulacja mózgu słabym prądem poprzez elektrody umieszczone na głowie ma pobudzać neurony do tworzenia nowych połączeń i tym samym rozwijać te funkcje intelektualne, za jakie odpowiada ten konkretny, stymulowany fragment mózgu.

Przyczepisz elektrodę do skroni, poprawisz pamięć, przesuniesz ją w lewo – poprawisz zdolności motoryczne. Zresztą, co się będę wymądrzał – jest do tego mapka mózgu z zaznaczonymi różnymi funkcjami, za które odpowiada konkretne miejsce. Brzmi to trochę jak pseudonaukowe teorie rodem z filmów s.f. z lat 80., a jednak ich propagatorzy twierdzą, że to działa i może wkrótce zrewolucjonizować psychologię i neurologię.

„Udowodniliśmy, że możemy w ten sposób u naszych badanych poprawić wyniki w testach matematycznych” – mówi dr Roi Cohen Kadosh, szef projektu zastosowania tDCS na Oxford University, na wydziale psychologii eksperymentalnej. „Możemy przyspieszyć tempo uczenia się i wykazać, że na poziomie neuronalnym efekty są długoterminowe”.

Brzmi nieźle, ale to nie wszystko: w badaniach opublikowanych w grudniu ubiegłego roku w magazynie „The Journal of Neuroscience” dr Cohen Kadosh pokazał, że zastosowanie tDCS u badanych nie tylko poprawiło zdolności matematyczne, ale też obniżyło poziom hormonu stresu – kortyzolu – o 20%. Jeżeli ten wynik się powtórzy w kolejnych badaniach, to będzie to rewolucja. Nie wiem, jak wy, ale te badania wydają mi się bardzo obiecujące.

Nie jestem idiotą, ale gdy muszę podsumować w pamięci rachunek w knajpie, to odnoszę wrażenie, że coś mi nie styka. Podobnie jak w sytuacjach społecznych – jestem młody, sprawny, zdecydowanie nie mam alzheimera, ale gdy muszę zapamiętać kilka nazwisk i skojarzyć je z twarzami, to mam pamięć złotej rybki (jak się nazywa ta miła blondynka z księgowości?).

To trochę komplikuje życie. Zapominam swoich haseł do różnych portali, że już nie wspomnę o awaryjnym PIN do telefonu. Ostatnio zapomniałem hasła do Drop Boxa naszego wydawnictwa. To jest kłopot, bo odzyskiwanie hasła trochę trwa, a w mojej pracy liczy się czas.  

tDCS fot. shutterstock.com

To szok

Skoro za pomocą elektrody mogę starać się o członkostwo w MENSIE, to nad czym się zastanawiać? Takie i inne pytania miałem w głowie, gdy postanowiłem odwiedzić guru stymulacji mózgu dr. Cohena Kadosha w jego laboratorium. Zapytałem go m.in. o niegdysiejsze barbarzyńskie metody leczenia chorób psychicznych, czyli elektrowstrząsy, znane nam choćby z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”, które przeistaczały ludzi w śliniące się warzywa.

„Kiedyś te psychiatryczne terapie zakładały przepuszczanie przez mózg naprawdę silnego prądu, który dosłownie palił neurony, trwale zmieniając funkcjonowanie mózgu – mówi Cohen Kadosh. – W naszej metodzie stosujemy bardzo słaby prąd, który nie niszczy neuronów, tylko pobudza je do działania, do tworzenia nowych połączeń, nowych szlaków nerwowych”.

No i właśnie dlatego, jako królik doświadczalny, idę z dr. Kadoshem do jego laboratorium. Jego asystent Amar przyczepia dwie elektrody zakończone gąbkami nasyconymi solą fizjologiczną do czoła oraz podstawy czaszki. „Sól fi zjologiczna zmniejsza opór elektryczny” – wyjaśnia. Włącza urządzenie tDCS i po jakiejś minucie czuję mrowienie: odczuwam to trochę jak oparzenie słoneczne. W pierwszym momencie nic się nie dzieje, ale gdy Amar zmienia natężenie prądu, w peryferyjnym polu widzenia pojawia się migoczące światło. Patrzę w górę, spodziewając się, że miga jakaś świetlówka w pomieszczeniu, ale dowiaduję się, że to, co widzę, to fosfeny – mamiące wzrok zjawiska, które powstają m.in. poprzez stymulację części mózgu odpowiedzialną za widzenie.

Krótko mówiąc, elektroda może sprawić, że widzę gwiazdy. Trochę się czuję zaniepokojony, ale wkrótce odczucie znika i uspokajam się. 10 minut później Amar wyłącza urządzenie. „Wygląda na to, że masz dużą tolerancję” – mówi Cohen Kadosh. Wyjaśnia, że to, przez co przeszedłem, a raczej przeszedł mój mózg, to stymulacja prądem o różnym natężeniu, w różny sposób stymulującym mózg. Jednak pojedyncza sesja nie wystarczy, aby w miarę trwale podładować moją inteligencję.

„To wymaga wielokrotnie powtarzanych seansów stymulacji, które w specyficzny sposób będą aktywizować poszczególne partie mózgu”. Gdy wracałem do domu, zastanawiałem się nad tym, jak się właściwie czuję. Jestem jakoś bardziej skoncentrowany? Inteligentniejszy? Bystrzejszy? Odpowiedź brzmi – nie. Ale czy czuję się bardziej zrelaksowany? Zdecydowanie tak. 

tDCS fot. shutterstock.com

Militarna IQ

Istnieją ludzie, którzy naprawdę szczerze są zainteresowani zainwestowaniem kupy kasy w technologię tDCS. Ich celem nie jest jednak sprawienie, żebyś dobrze policzył rachunek w knajpie. Oni chcą, jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, stworzyć elitarne jednostki żołnierzy. Neurolog Michael Weisend pracował nad wykorzystaniem tDCS w szkoleniach amerykańskich sił powietrznych.

„Wykazaliśmy, że dzięki stymulacji elektrodami odpowiednich części mózgu skróciliśmy o połowę czas treningu. Szczególnie u osób, które były szkolone w identyfikacji celu” – mówi Weisend. Ćwiczenie polegało na identyfiikacji zagrożenia i likwidacji go z minimalnymi stratami. Na University New Mexico wykazano, że ochotnicy, którzy zostali poddani takiej procedurze, dwa razy lepiej dawali sobie radę w testach wojskowych. Przekładając to na bardziej zrozumiały język – masakrowaliby przeciwników w „Call of Duty” albo „Battlefi eld”.

Jednak warto wiedzieć, że prąd z urządzenia tDCS sam z siebie niczego nie zdziała. On może wspomagać mózg tylko wtedy, gdy jednocześnie wykonujemy konkretne ćwiczenia. „To nie jest magiczna różdżka – mówi dr Cohen Kadosh. – Urządzenie tDCS musi być stosowane łącznie z innymi metodami. Podobnie jak suplementom czy diecie muszą towarzyszyć ćwiczenia. Ale na dowód tego, że przynosi to realne skutki, mamy badania, z których wynika, że zastosowanie tDCS o połowę skróciło czas szkolenia pilotów dronów”. To brzmi interesująco. 

tDCS fot. shutterstock.com

Samoróbka

Odkrycia dr. Cohena Kadosha oraz jego bardziej militarnie zorientowanych kolegów były szeroko rozpowszechniane w necie. Wystarczy wklepać hasło tDCS w Google, żeby zobaczyć, ile jest stron, z których możesz dowiedzieć się, jak wykorzystać urządzenie sDCS i oczywiście je zakupić przez tę stronę (wybór jest spory – od małych przenośnych do naprawdę wypasionych).

Na YouTube możesz też zobaczyć filmiki instruktażowe, jak sobie to ustrojstwo przymocować do czaszki, a także porady dla majsterkowiczów, jak zrobić takie coś w domu za pomocą baterii i kabli. Ponieważ nie mam kompletnie zdolności manualnych, zainteresowały mnie głównie gotowce, których konstruktorzy obiecywali poprawę koncentracji, relaks, usunięcie objawów depresji, a nawet pozbycie się migreny.

To chałupniczy biznes prowadzony przez entuzjastów metody, którzy na ogół wypróbowali ją wcześniej na sobie. Jednym z nich jest J.D. Leadam – 25-letni właściciel Neurolectrics Inc. Sprzedaje gadżet o nazwie „stymulator mózgu”. Leadam nie jest neurologiem, ale użytkownikiem i entuzjastą tDCS. „Od kiedy odkryłem tę metodę, nie przestaje mnie fascynować – mówi. – Moje pierwsze własnoręcznie wykonane urządzenie pomogło mi ukończyć ostatni rok college’u. Potrafiłem przypomnieć sobie dosłownie każdą linijkę wymaganych tekstów. Obecnie używam tego urządzenia, aby poradzić sobie ze stresem związanym z prowadzeniem biznesu”.

Wyniki sprzedaży firmy Leadama rzeczywiście robią wrażenie, ale szczerze mówiąc, zanim wyrobię sobie jakąś opinię na temat skuteczności tego prymitywnie wyglądającego urządzenia, wolałbym najpierw przetestować je na sobie. Jednorazowe doświadczenie w laboratorium dr. Cohena Kadosha to, jak sam powiedział, za mało. Z drugiej strony nie będę przecież codzienie wpadał do Oxfordu, aby przejść wymaganą serię „doładowań”. Pozostaje mi sieć i w związku z tym już po tygodniu jestem dumnym właścicielem urządzenia tDCS. Jeszcze tylko ostatni telefon do dr. Kadosha. Niestety, nie poszło tak gładko, jak się spodziewałem:

„Nie mogę z czystym sumieniem pana zapewnić, że te chałupniczo zmajstrowane urządzenia są na 100% bezpieczne. Na dobrą sprawę nie znamy długofalowych skutków ich stosowania” – ostrzega. OK, wiem, że tak musi mówić. Ale ja już mam przymocowane elektrody do skroni oraz do ramienia i zamierzam zaryzykować. Naciskam „ON”. Podobnie jak w laboratorium, na początku nic nie czuję. Dopiero po jakiejś minucie pojawia się znajome mrowienie. To dziwne uczucie, jak łaskotki – coś na pograniczu błogości i dyskomfortu. Trwa przez 15 minut, aż do wyłączenia urządzenia.

Na razie wszystko ze mną w porząd ku. Dr Cohen Kadosh podczas swoich badań stosował testy arytmetyczne. Zamierzam zrobić to samo. Zanim się podłączyłem do bateryjki, zrobiłem test matematyczny online. Składał się z 35 zadań wielokrotnego wyboru, a celem było udzielenie prawidłowych odpowiedzi na jak najwięcej pytań w ciągu 10 minut. Liczyła się tu zarówno szybkość, jak i precyzja.

Testy dr. Kadosha wykazały szczególnie pozytywne oddziaływanie tDCS na funkcje, w których badani nie byli specjalnie mocni. To jest właśnie mój przypadek. Matematyka w szkole zawsze była moją piętą achillesową. Gdy po raz pierwszy podszedłem do tego testu, odpowiedziałem na 23 pytania w ciągu 10 minut. Po 15-minutowej sesji z tDCS poczułem się zrelaksowany, ale jednocześnie gotowy jeszcze raz podjąć wyzwanie. Dosłownie przeleciałem przez nowy zestaw pytań i z zadowoleniem stwierdziłem, że zrobiłem ich 31. O osiem więcej niż poprzednio!

Byłem zachwycony, dopóki nie sprawdziłem wyników. Za pierwszym razem na 23 zadania 18 wykonałem prawidłowo. Za drugim razem na 31 miałem 19 dobrych odpowiedzi. W przeliczeniu na procenty z 78% spadłem do 61%. Czułem się z pewnością bardziej skoncentrowany, pobudzony, jak po Red Bullu, ale inteligentniejszy? Najwyraźniej nie.

tDCS fot. shutterstock.com

Uwaga! Wysokie napięcie!

Moje wyniki nie dziwią Jareda Horvatha, neurologa z Harvard Medical School. Badając ponad 100 przypadków stosowania tDCS, Horvath i jego współpracownicy nie znaleźli przekonujących dowodów na skuteczność tej procedury. „Na początku byłem pod wrażeniem, ale po latach badań mocno się rozczarowałem wynikami – mówi uczony.

– Nie chcę powiedzieć, że urządzenie nie wywołuje żadnych skutków, ale jak na razie trudno je ująć w naukowe procedury”. Jedno jest pewne: naukowcy ciągle za mało wiedzą o długofalowych skutkach używania chałupniczych urządzeń tDCS. Nie monitoruje tego żadna instytucja w żadnym kraju, bo nie jest to reklamowane i sprzedawane jako urządzenie medyczne. „To jest dziki rynek” – mówi Cohen Kadosh.

Przegląd rozmaitych internetowych forów użytkowników stymulatorów mózgu wykazał, że jednak zdarzają się skutki uboczne – jedna osoba doświadczyła lekkiego oparzenia, druga miała objawy depresji, jeszcze inna przez pewien czas miała problemy z widzeniem (internauci sugerują, że to wada urządzenia). Jednak przypominam sobie historię, którą opowiadał mi dr Kadosh – o badanym, który zemdlał podczas testów tDCS. Pacjent myślał, że to pod wpływem prądu, nie wiedział jednak, że należał do grupy kontrolnej, która nie miała aplikowanego napięcia. 

tDCS fot. shutterstock.com

Na mnie działa

Postanowiłem dać szansę urządzeniu, w przekonaniu, że prąd o tak niewielkim natężeniu nie może mi wyrządzić większej szkody. Przez następne dwa tygodnie regularnie poddaję się stymulacji i rozwiązuję testy. Postęp jest wolny, ale po pewnym czasie zauważam w sobie pozytywne zmiany. Łatwiej mi przychodzi przypominanie sobie nazwisk, miejsc i nazw. Mam wyraźnie lepszą koncentrację. Szybciej piszę metodą bezwzrokową. W testach matematycznych również wypadam coraz lepiej.

Ostatnio błyskawicznie, bez użycia Iphone’a, podzieliłem rachunek na siedem osób, nawet uwzględniając abstynentów. Czy to jest placebo? Dowód na to, że jeżeli ćwiczysz jakąkolwiek umiejętność odpowiednio długo, to z pewnością zauważysz rezultaty? „Ludzie myślą, że wystarczy przyłożyć do głowy elektrodę i już.

To tak nie działa: tDCS wzmacnia efekty konkretnych ćwiczeń, które wykonujesz podczas stymulacji” – mówi Cohen Kadosh. Wydaje się, że jeszcze poczekamy na to, aby uzyskać stuprocentową pewność co do skutków działania tej metody. Może to jest tak, że na jednych to działa, a na innych nie? Ja zdecydowanie widzę pozytywne efekty. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij