Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Sport bez kontuzji: sekret niezniszczalności

Sport to zdrowie, choć czasem zdrowie stracone. Kontuzje są bowiem nieodłączną częścią aktywnego życia. Możesz jednak albo szybko wrócić do gry, albo wypaść z niej na dłużej. Wbrew pozorom, to głównie Ty o tym decydujesz. Zobacz, dlaczego.

Marek Dudziński 2009-11-14
kontuzje, zdrowie, ciało fot. Shutterstock

Jestem bardziej aktywny niż większość 20- czy 30-latków. To zresztą nic trudnego. Wystarczy pobiegać 2-3 razy w tygodniu, czasem jeździć do pracy rowerem, potrenować 20 minut z hantlami, a w piątek spotkać się z kumplami na sali. Czytasz Men's Health, więc pewnie jesteśmy podobni. Dzięki takiemu trybowi życia mam nie tylko ten sam rozmiar spodni od czasu studiów, ale również wrażenie, że właściwie nie ma takiej rzeczy, której bym nie dał rady zrobić.

Okazało się jednak, że myliłem się - i to bardzo - i ta arogancja nie wyszła mi na zdrowie.

Wypadek przy pracy

Podczas jednego z cotygodniowych meczów siatkówki poczułem, że coś jest nie tak z moim barkiem. Ponieważ najczęściej jednak gram na pozycji rozgrywającego i nie zagrywam z wyskoku, nie widziałem w tym specjalnego problemu. Jak większość facetów, pomyślałem, że poboli i przejdzie.

Ale problem przyszedł sam - w czasie jednej z akcji piłka podbita przez przeciwników przechodziła na naszą stronę siatki. Nie muszę dodawać, że była idealna do wbicia siatkarskiego "gwoździa". No i wbiłem. Ale jednocześnie poczułem, jakby ktoś wbił mi gwóźdź w bark.

Ból po chwili trochę zelżał, lecz każda próba uniesienia do góry ramienia kończyła się skrzywieniem i zaciskaniem zębów. Dotrwałem do końca, ale na drugi dzień rano wcale nie było lepiej, chociaż miałem oczywiście nadzieję, że samo przejdzie. Znalazłem w apteczce maści rozgrzewające, które wcierałem w bolący bark. Z każdym dniem mogłem coraz sprawniej ruszać ramieniem, więc do lekarza nie poszedłem, bo po co?

Po tygodniu dużo lepiej rozgrzałem bark i miałem nadzieję, że będzie OK. Było, ale tylko do momentu, w którym ambicja i wpajane latami odruchy okazały się silniejsze i zaatakowałem znowu. Efekt znasz. Tym razem byłem trochę mądrzejszy i odwiedziłem lekarza, który zdiagnozował zapalenie kaletki maziowej w stawie barkowym. Na szczęście. Bo ta diagnoza oznaczała tylko branie lekarstw przeciwzapalnych i przerwę w uprawianiu tych sportów, które wymagały pracy stawu barkowego. Co prawda, niewiele takich znam, ale mogłem chociaż grać w brydża, pod warunkiem że nie rzucałem kart na stół.

Często jednak nie udaje się wywinąć od kontuzji tak tanim kosztem. Co prawda, urazy sportowe zwykle nie zabijają, ale nie oznacza to, że możesz je bagatelizować. Odciskają dosyć wyraźne piętno na życiu aktywnego faceta. Czasem aż za wyraźne.

kontuzje, zdrowie, ciało fot. Shutterstock

"Kontuzja to wszystkie uszkodzenia tkanek, które powstają w czasie treningu lub samej gry" - mówi dr Andrzej Mioduszewski, ortopeda i traumatolog, specjalista medycyny sportowej. Czyli wszystkie zapalenia, naciągnięcia, zwichnięcia, naderwania, złamania.

"Tkanka miękka układu ruchu to, mówiąc w dużym skrócie, spiralne łańcuchy kolagenu" - mówi dr Mioduszewski. Gdy ruszamy się, wszystkie mięśnie, ścięgna i więzadła muszą zmienić swoją długość. Pierwsze 2% tej zmiany osiągają one przez zmianę struktury kolagenu, z łamanej na spiralną. Kolejne 8% to rozciąganie owej spirali. Po przekroczeniu tej granicy powstają już mikropęknięcia tkanki i jeśli przesadzimy, dochodzi do naciągnięcia lub zerwania.

Najsłabsza jest głowa

Pech? Wcale nie, przynajmniej w większości przypadków, bo kontuzja nie jest wcale przypadkowa. Według definicji podanej przez Robertsona w 1983 roku, uraz to cały łańcuch zdarzeń określanych jako pre-event, event i post-event, czyli to, co się dzieje przed, w czasie i po.

"Jeśli potrafisz analizować to, co się dzieje z Twoim organizmem i w Twoim otoczeniu, na każdym z tych etapów jesteś w stanie albo zapobiec kontuzji, albo przynajmniej sprawić, że jej skutki będą jak najmniejsze i jak najkrótsze" - zapewnia dr Mioduszewski, który sam uwielbia narciarstwo.

Przyczyny urazów w tej dyscyplinie to w około 6% problemy ze sprzętem, zmęczenie powoduje około 19% urazów, warunki pogodowe - 23%, złe przygotowanie stoków - 32%, a jazda początkujących bez nadzoru to aż 45%! Czyli praktycznie tylko w jednej piątej są to przyczyny niezależne od Ciebie - jedynie pogoda. Na resztę masz wpływ - możesz zadbać o narty, umiejętnie rozkładać siły, nie szaleć na nieznanych trasach.

Od lat 70. do roku 1994 liczba urazów w narciarstwie alpejskim spadła o 43%, co wydaje się oczywiste, biorąc pod uwagę coraz lepszy i bezpieczniejszy sprzęt. Niestety, o ile golenie i kostki są chronione przez buty i wiązania, o tyle już kolana są zabezpieczone jedynie przez mięśnie ud. Od czasów Abby ilość uszkodzeń więzadła krzyżowego przedniego wzrosła aż 28 razy. Ale i tak najwięcej do poprawienia jest w naszych głowach. Coś nas korci, by już po 2 dniach kursu udawać Bode Millera.

Duńczycy znaleźli pomysłowy sposób na ograniczenie tej ułańskiej fantazji. Otóż w ramach eksperymentu w autobusach jadących na stok wyświetlali filmy z narciarskimi wypadkami. Ci narciarze, którzy je oglądali, jeździli bezpieczniej i mieli dwukrotnie mniej wypadków, a co za tym idzie - urazów.

Co za dużo to niezdrowo

Jeśli nawet nie uprawiasz dyscypliny, w której narażony jesteś na upadki przy dużych szybkościach lub z dużej wysokości, to wcale jeszcze nie oznacza, że jesteś w grupie mniejszego ryzyka. "Aż 68% kontuzji to kontuzje przeciążeniowe" - mówi dr Mioduszewski. - Wśród wyczynowców stanowią one nawet do 80%".

Co to jest właściwie przeciążenie? To po prostu nakładające się na siebie obciążenia, których regeneracja przekracza możliwości organizmu. Wbrew pozorom, taka kumulacja nie jest przypisana tylko i wyłącznie do osób, które wiek juniora mają dawno za sobą. Po prostu wcześniej nie przykładamy do tego wagi, ale tak naprawdę, jeśli za bardzo szalejemy w młodości z obciążeniami, robimy to trochę na kredyt.

"Im młodszy człowiek, tym łatwiej go przeciążyć" - ostrzega ortopeda. Poważne urazy mają znaczny wpływ na dalszy rozwój kariery. Blisko 25% z takich młodzieńczych urazów powraca często dopiero po kilku latach. Dlatego tak ogromnie ważnym jest, do jakiego trenera posyłamy dziecko - do faceta, dla którego liczy się tylko wynik "tu i teraz", czy do gościa, który chce, by jego podopieczni nie przeczyli zasadzie, że sport to zdrowie.

fot. Rodale Images

Sztuka pierwszej pomocy

Druga faza kontuzji, czyli samo zdarzenie, to z reguły tylko sekundy. Może spadniesz na stopę przeciwnika w czasie podkoszowej walki albo po prostu tylko poczujesz, jak coś strzela Ci w ramieniu przy kolejnym ciężarze. Wtedy już raczej za późno na zapobieganie kontuzji, możesz jedynie zminimalizować jej skutki.

Na całym świecie stosuje się wtedy metodę, określaną angielskim skrótem RICE:

 

R
I
C
E
rest
(ang. odpoczynek)
ice
(ang. lód)
compression
(ang. ucisk)
elevation
(ang. uniesienie)
odpoczynek, zaprzestanie dalszego treningu, by zapobiec pogłebianiu się kontuzji i uszkodzeń mięśni oraz innych tkanek oraz umożliwić rozpoczęcie procesu ich naprawyprzyłożenie do kontuzjowanego miejsca lodu albo użycie specjalnych aerozoli schładzających, by zmniejszyść bolesność, opuchliznę i krwawienie wewnętrzne  zastosowanie takiego ucisku, by ograniczyć nieco dopływ krwi do uszkodzonych tkanek krwi, a tym samym wielkość wylewuuniesienie kontuzjowanej kończyny powyżej poziomu serca, aby zmniejszyć opuchliznę, ułatwić krążenie i zapobiec powstawaniu w naczyniach krwionośnych zakrzepów

 

Tak naprawdę to metoda powinna nazywać się PRICE, a P na początku oznaczałoby prevention, czyli zapobieganie, ale na to może być już za późno.

Wojenna strategia

"Sport to jest wojna bez strzelania - porównuje dr Andrzej Mioduszewski. - Jeśli więc zastosujemy logikę wojenną, musimy najpierw wiedzieć, z czym walczymy, by wybrać najlepszą strategię".

Najpierw działania wywiadu, czyli diagnostyka. "Kiedy wiem, co jest przyczyną dolegliwości bólowej, w 80% przypadków jestem w stanie temu zaradzić." Pozostałe 20% to dolegliwości, które mają przyczynę funkcjonalną, nie strukturalną. To takie, których nie można jednoznacznie zdiagnozować. Boli, ale nie ma mądrego, który powie dlaczego.

Najczęściej przyczyną takiego bólu jest zaburzona funkcjonalność, złe skoordynowanie mięśni. W tych chorobach, których przyczyny leżą w niedomaganiach funkcjonalnych, bardzo duże znaczenie odgrywa rehabilitacja, której głównym zadaniem jest przywrócenie poczucia własnego ciała. Nie chodzi tu oczywiście o to, czy czujesz pieszczoty czy szczypnięcia, ale o tzw. czucie głębokie mięśni. Jesteś po prostu zwinny i sprawny.

Ma to ogromne znaczenie przy uprawianiu dyscyplin, które są niesymetryczne, np. tenis. W takim przypadku warto dołożyć do tygodniowego planu zajęć trochę sportów ogólnorozwojowych i symetrycznych, np. pływanie, rower czy bieganie, które pozwolą cieszyć się tymi mniej symetrycznymi dłużej i bez kontuzji.

Na szczęście, w większości przypadków trafna diagnoza jest jak najbardziej możliwa. "Obecnie medycyna sportowa poczyniła ogromne postępy. Możemy bez większych problemów wykryć przeciążone miejsca, np. w kręgosłupie" - zapewnia dr Mioduszewski. To właśnie moment na wybór strategii.

Przychodzi sportowiec do lekarza

"Jeśli przyjdzie do mnie pacjent z bolącym barkiem, od 20 lat grający w tenisa, i powiem mu: "Pana boli bark, bo gra pan w tenisa" - taka diagnoza jest nic niewarta. On to wie bez mojego badania i bez płacenia za wizytę". Jeśli trafisz na takiego lekarza, to szukaj innego, ale nie zniechęcaj się do wszystkich.

kontuzje, zdrowie, ciało fot. Shutterstock

Spróbuj znaleźć fachowca, który rozumie różnice pomiędzy medycyną a medycyną sportową. Chyba że przerwa w Twojej aktywności jest faktycznie najlepszym sposobem na powrót do formy i lekarz Ci to wytłumaczy. "Pacjent przychodzi do lekarza sportowego, by dowiedzieć się, co mu jest, dlaczego tak się stało i jak to szybko, ale skutecznie wyleczyć" - mówi dr Mioduszewski.

Wybór strategii leczenia może być - trzymając się terminologii wojskowej - albo szybkim atakiem grupy komandosów, albo długą wojną pozycyjną. Okazuje się, że metody agresywne i decyzje podjęte błyskawicznie skutkują dużo szybszym powrotem do zdrowia.

"To tak jak z upadkiem na równi pochyłej. Im później się wywrócisz, tym większa prędkość i gorsze konsekwencje - obrazowo wyjaśnia ortopeda.- Przy wiarygodnej diagnozie, która jako najlepszą opcję wyznacza zabieg, dobrze jest zrobić go w ciągu od 8 do 24 godzin od wypadku".

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że najpierw pakuje się rękę lub nogę w gips, a potem decyduje, co dalej. Medycyna sportowa odwraca ten porządek: najpierw zabieg, potem unieruchomienie. "Agresywne metody leczenia dają często najlepszy efekt" - mówi lekarz, którego motto to: "Przywrócić zdrowie aktywnym".

Zasada szybkiego przeprowadzenia zabiegu ma oczywiście swoje ograniczenia. Np. nie powinno się operować kolana w tzw. fazie katabolicznej, która trwa nawet do 2 tygodni po urazie. Jeśli więc przydarzy Ci się kontuzja na stoku, a nie będziesz miał szczęścia i takiego ubezpieczenia, które pozwoli Ci na wykonanie tego za granicą, nie poddawaj się zabiegowi od razu po powrocie do kraju. Odwiedź lekarza, ale poczekaj z wizytą na sali operacyjnej, aż faza kataboliczna się skończy.

Ruch to jednak zdrowie

Kolejna cecha wyróżniająca dobrego lekarza sportowego to świadomość, że jego pacjent wcale nie chce, by kontuzja ograniczała jego aktywność. "Sposób leczenia kontuzji powinien być taki, by umożliwiał jak najnormalniejsze funkcjonowanie, czyli np. uraz nogi wcale nie musi, a wręcz nie powinien blokować możliwości treningu ręki" - mówi dr Mioduszewski.

"Nie zawsze jest to oczywiście możliwe w gipsie, ale już przy odpowiednim, agresywnym zespoleniu kości jak najbardziej. Miałem pacjenta, który w kilka dni po operacji na ścięgnie Achillesa pojechał na narty. Jeździł oczywiście tylko na jednej narcie, jak osoby po amputacji, ale nie chciał zrezygnować z ruchu."

Jest to oczywiście przypadek ekstremalny, ale ten pacjent nie miał najmniejszych powikłań w leczeniu Achillesa. To już nie teoria, ale dowiedziona praktyka - ruch zdrowych części ciała wpływa pozytywnie na proces leczenia tych kontuzjowanych.

Skutki uboczne

Jednak sama kontuzja, niezależnie od tego, jak bardzo dramatyczna, to tylko jedna strona medalu. Druga to jej wpływ na to, co dzieje się z miejscami całkowicie zdrowymi, gdy musisz na jakiś czas przerwać reżim treningowy, któremu z większym lub mniejszym trudem się poddajesz.

Bardzo łatwo przekroczyć niewidzialną barierę, zza której trudno wrócić do pierwotnej formy. Twój kontakt ze sportem zaczyna się ograniczać do telewizyjnych relacji z Ligi Mistrzów, w dodatku w bliższej zażyłości z piwem i orzeszkami. Efekt to przyrosty na wadze. Tureccy badacze mierzyli BMI (Body Mass Index - współczynnik określający stosunek wagi do wzrostu) osób, które rekreacyjnie uprawiały sport i miały nieszczęście nabawić się kontuzji. W ciągu 4 miesięcy ich BMI skoczyło w górę o 3 punkty.

U mnie, przy wzroście 191 cm i wadze 88 kg, taki skok oznaczałby przybranie na wadze aż o 10 kilogramów. "Jeśli ktoś łapie kontuzję kręgosłupa, zwykle przestaje robić cokolwiek i po 2 latach ma już prawie 20 kg więcej" - mówi dr Janda, autor badań.

kontuzje, zdrowie, ciało fot. Shutterstock

Co gorsza, nawet ułamek dodatkowej wagi może wrzucić Cię do zaklętego kręgu wiecznie nawracających kontuzji. Badania opublikowane przez European Journal of Epidemiology wykazały znaczący wzrost ryzyka kontuzji u facetów z lekką tylko nadwagą. Im jesteś cięższy, tym bardziej obciążone są Twoje kości, mięśnie i ścięgna. Dlatego staraj się utrzymać BMI na poziomie 22-24.

Kondycja na straty

Człowiek został zaprogramowany na ruch. Jeśli coś w tym programie się zawiesza, spadek Twojej sprawności i wytrzymałości jest zatrważająco szybki. Już po 24 godzinach bezruchu zaczyna się atropia, czyli zanik mięśni połączonych z uszkodzonym stawem, np. czworogłowego przy kontuzjach kolana czy mięśni łydki po skręceniu kostki. A po 3-4 tygodniach komputerowe analizy siły mięśni wykazują aż 40-procentowe ubytki siły w kontuzjowanej nodze w porównaniu ze zdrową.

Oczywiście nie tylko mięśnie tracą na sile. Stawy równie szybko zapominają, do czego mają służyć. Robią się sztywniejsze i tracą na ruchomości. Proprioreceptory, czyli narządy zmysłu czucia głębokiego, które odpowiadają za równowagę i koordynację, również przestają funkcjonować w optymalny sposób. Dlatego nic dziwnego, że coraz więcej rehabilitantów jak mantrę powtarza opinię, że leżenie odłogiem w czasie rehabilitacji nie jest już cool, jazzy czy jak to tam się dziś mówi.

Lepiej być zdrowym i bogatym

Jaka służba zdrowia jest, każdy widzi. Jeśli więc nie jesteś dobrze ubezpieczony lub nie masz wykupionego pakietu usług zdrowotnych w jakiejś prywatnej klinice, kontuzja może dodać Ci kilka kilogramów, ale na pewno odchudzi Twój portfel. Wizyta u ortopedy to już 50-100 zł, plus RTG, czyli jakieś 20 zł. A to tylko diagnoza. Masz szczęście, jeśli skończy się na lekach przeciwzapalnych. Ale już w przypadku jakichkolwiek zabiegów przybywa zer przy liczbie po stronie kosztów.

Weźmy na przykład dosyć częstą kontuzję więzadeł kolanowych. Koszt zabiegu to od 8000 zł w górę. W dodatku firmy ubezpieczeniowe naciskają na rehabilitantów, by ograniczać liczbę wizyt do minimum. I o ile wystarczają one w przypadku osób, które za aktywność fizyczną uważają już 10-minutowy spacer z Reksiem, o tyle w przypadku osób, które regularnie podnoszą swoje tętno do 170, taka rehabilitacja często jest niewystarczająca i kontuzja szybko powraca.

Ale trzeba przyznać, że kliniki sportowe sprawdzają sie na całym świecie. Jest na nie ogromne zapotrzebowanie, no i są po prostu opłacalne. Wiele takich ośrodków oferuje praktycznie wszystko, czego potrzebuje kontuzjowany: od diagnozy, przez operację, aż po zgodę na uprawianie sportu w przyszłości. Mając oczywiście potrzebny od tego wszystkiego sprzęt na miejscu.

To, czego dokonują dziś sportowi lekarze, zakrawa czasem na cud. Wystarczy wspomnieć choćby Hermanna Maiera, który po koszmarnym wypadku motocyklowym, który o mały włos nie zakończył się amputacją nogi, powrócił do sportu i wygrywa. Dzięki takim metodom, jak np. artroskopia, wiele zabiegów wykonywanych jest praktycznie bezinwazyjnie - prawie do zera zmniejsza ono ryzyko uszkodzenia zdrowych tkanek i praktycznie wyeliminowane zostały komplikacje pooperacyjne występujące w przypadku "otwartych" zabiegów.

Ale być może wcale nie będziesz miał żadnej operacji - w ponad 90% urazów przeciążeniowych wystarcza rehabilitacja. Przez ostatnich 7 lat również na tym polu dokonała się prawdziwa rewolucja. Nowe sposoby leczenia sportowców to np. odciążanie, czyli taki sprzęt, który pozwala na wykonywanie praktycznie normalnego treningu, ale przy zmniejszonym obciążeniu na kontuzjowane miejsca. Normą stają się technologie laserowe, przyspieszające leczenie nadwerężonych włókien, czy elektryczne stymulacje mięśni, które zapobiegają atrofii mięśni.

Nieszczęście bezruchu

Ruch wprowadza Cię w dobry nastrój. Wiadomo, dostarczasz organizmowi endorfin, czyli hormonów szczęścia. Przyzwyczajasz się do ich obecności i dzięki nim masz dobry nastrój. I nagle, bach! Nie ma ich. Nic dziwnego, że jesteś wkurzony. Dlatego, jak w każdej chorobie, także przy kontuzjach sportowych lepiej zapobiegać, niż leczyć. Nawet tak doskonała maszyneria, jak ludzki organizm, miewa awarie. Ale najczęściej ich przyczyną jest niedomaganie pokładowego komputera właściciela, które objawia się zawsze w ten sam sposób - utratą zdrowego rozsądku.

MH 03/2006

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Moim zdaniem spora część osób nie jest świadoma różnicy między zdrowiem, a dobrą kondycją/sprawnością fizyczną. Posiadanie obu to ideał, ale wszyscy dążą do drugiego, zapominając o tym pierwszym-ważniejszym, skutkiem czego jest mnóstwo kolosów na glinianych nogach ...co do lekarzy, to lepiej zawczasu zadbać o siebie, żeby nie być zmuszonym do korzystania z ich "usług"
    Łukasz, 2009-11-15 14:00:18
  • avatar
    zgłoś
    Potwierdzam różnicę między "zwykłym" lekarzem a lekarzem sportowym. Nie tylko jeśli chodzi o kontuzje , ale także o stosunek do suplementów .
    bartolomeo107, 2009-11-15 10:38:49
  • avatar
    zgłoś
    Nikt z nas nie doznaje obrażeń sportowych. Do czasu pierwszego. Wówczas człowiek uświadamia sobie, że nie jest nieśmiertelny. Niestety więzadło już się nie odrodzi. Walka o okładkę zostaje odroczona. I marne to pocieszenie, że 5 kg straconej LBM można odbudować, wszak lepiej jest tyle samo "dobudować".Przeczytać, zapamiętać, stosować.
    deem, 2009-11-14 23:10:45
  • avatar
    zgłoś
    Sport to zdrowie, choć czasem zdrowie stracone. Kontuzje są bowiem nieodłączną częścią aktywnego życia. Możesz jednak albo szybko wrócić do gry, albo wypaść z niej na dłużej. Wbrew pozorom, to głównie Ty o tym decydujesz. Zobacz dlaczego.http://www.menshealth.pl/fitness/Sekret-ni...nosci-3701.html
    Mens Health, 2009-11-14 19:55:11
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij