Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Rekordy na krechę: doping w sporcie zawodowym

Używanie środków dopingujących od zawsze było powszechnie potępiane, ale w miarę jak stają się one coraz częściej stosowane, pojawiają się głosy, by je zalegalizować. W obliczu igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro MH zastanawia się, czy kolejna olimpiada nie powinna rozegrać się według nowych zasad.

Michał Gołębiewicz, Dan Masoliver 2016-08-17
doping w sporcie, igrzyska olimpijskie fot. Getty Images

Zobacz też: Sterydy anaboliczne: prawda o testosteronie

Podczas Tour de France w 2003 roku amerykański kolarz Tyler Hamilton stoczył nieprawdopodobną walkę. Po kraksie jechał przez prawie dwa tygodnie ze złamanym obojczykiem, a jednak na 198-kilometrowym górskim etapie z Pau do Bayonne w brawurowym stylu wyprzedził peleton aż o prawie dwie minuty i wygrał. Rok później na igrzyskach olimpijskich w Atenach zdobył złoty medal w jeździe indywidualnej na czas. Potem został na dwa lata zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu. Podjął później próbę powrotu do ścigania, ale nie trwała długo i ostatecznie w 2008 roku w niesławie zakończył karierę.

Po latach przyznał się, że w nocy przed swoim niebywałym wyczynem na trasie TdF przetoczono mu własną krew wzbogaconą o czerwone krwinki. W świetle prawa Hamilton był oszustem. Jego partner z drużyny, Lance Armstrong, który wygrał w klasyfi kacji generalnej TdF, również nim był. A także Jan Ullrich, który skończył wyścig jako drugi. W sumie spośród pierwszej dziesiątki kolarzy w TdF 2003 roku tylko dwóch nigdy nie złapano na dopingu.

Jeśli wszyscy oszukują, to doping po prostu wyrównuje szanse.

W swojej autobiografii, zatytułowanej "Wyścig tajemnic", Hamilton wspomina: "Możecie nazywać mnie oszustem do końca świata, ale fakty są takie, że brałem udział w wyścigu, w którym wszyscy stosowali te same metody i po prostu dobrze rozegrałem swoje karty". Kolarstwo jest na czarnej liście organizacji antydopingowych od 1998 roku, gdy policje francuska i belgijska wielokrotnie kontrolowały kolarzy, a raz nawet zatrzymały cały peleton, aby pobrać od wszystkich zawodników płyny ustrojowe.

Zawodnicy tej dyscypliny nie są jednak wyjątkiem – tylko w ostatnim czasie głośno było o przypadku tenisistki Marii Szarapowej, biorącej lek meldonium, który trafił na listę zakazanych środków, czy skandalu w Rosji, gdzie zorganizowano cały system omijania kontroli antydopingowych. Ten ostatni przypadek jest szczególnie skandaliczny, ponieważ wszystko wskazuje, że w oszukiwaniu brały udział instytucje państwowe i sportowe, których zadaniem było łapać oszukujących sportowców.

Trudno dokładnie ocenić skalę zjawiska, ale dr Joanna Różyńska z Zakładu Bioetyki i Problemów Społecznych Medycyny warszawskiej AWF podczas XIV Festiwalu Nauki podała szacunki, że jakąś formę dopingu stosuje 5-25% zawodników.

W takiej sytuacji naturalna wydaje się linia obrony stosowana przez przyłapanych na gorącym uczynku – skoro i tak "wszyscy" biorą, to czyści mają mniejsze szanse i walczący o najwyższe lokaty po prostu muszą się szprycować. Tak twierdził choćby Lance Armstrong, gdy w 2012 roku pozbawiano go tytułów i dobrego imienia. W podobnym tonie wypowiadał się brytyjski bokser Tyson Fury, który nigdy nie miał pozytywnych wyników testów antydopingowych.

"Dlaczego nie zalegalizować dopingu? Wtedy wszyscy by go brali i szanse byłyby równe" – pisał w mediach społecznościowych przed walką z Władimirem Kliczką. Pomysł na pierwszy rzut oka brzmi absurdalnie, ale mimo to chcemy przyjrzeć mu się bliżej.

 

testosteron fot. Shutterstock

Zabawa w kotka i myszkę

Zacznijmy od zweryfikowania mitycznych "wszystkich", którzy biorą. Jedyne twarde dane, jakie mamy, pochodzą z antydopingowych laboratoriów. "Pozytywne wyniki daje 1,5% pobieranych przez nas próbek" – podaje prof. dr hab. Jerzy Smorawiński, przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Nie mamy oczywiście wątpliwości, że biorących jest o wiele więcej – szacunki, o których wspominaliśmy, mówią o 5-25% sportowców. Różnica między złapanymi a stosującymi jest więc spora, ale w żadnym razie nie można mówić o większości.

Zwolennicy legalizacji podnoszą argument, że skala stosowania różni się w zależności od dyscypliny (za najbardziej skażone dopingiem uznaje się lekką atletykę, podnoszenie ciężarów oraz kolarstwo) i poziomu zawodników – na najwyższym mają brać najczęściej. Przykłady takich sław, jak Lance Armstrong, Ben Johnson, Marion Jones czy Carl Lewis brzmią poważnie, ale obecnie topowi sportowcy, chcący stosować doping, naprawdę nie mają łatwego życia.

"Zawodnicy nie wiedzą, kiedy zostaną przeprowadzone kontrole antydopingowe, ponieważ ślady wielu substancji widać w organizmie krótko i wystarczy przestać je brać na 3-4 tygodnie, aby się oczyścić. Informacji o tym, gdzie przebywają sportowcy (mecze, zgrupowania), dostarczają nam kluby i związki sportowe. Zawodnicy najwyższej klasy objęci są specjalnym programem i muszą praktycznie przez cały czas informować nas o tym, gdzie aktualnie przebywają. Kontrola może zastać ich nie tylko po meczu, ale nawet w domu" – tłumaczy prof. Smorawiński.

Mimo to czasem zdarza się, że sportowca nie ma w zapowiadanym miejscu. Jeśli w ciągu pół roku trzy razy opuści testy, zostaje zdyskwalifi kowany. Aby tych najlepszych, klasy międzynarodowej, kontrolować jeszcze dokładniej, wprowadzono tzw. paszport biologiczny. "To prowadzona regularnie rejestracja parametrów krwi, na podstawie których można stwierdzić, czy zmiany zachodzące w organizmach sportowców są naturalne, czy wspomagane sztucznie" – opisuje prof. Smorawiński.

Od początku 2015 roku działa też paszport endokrynologiczny, ponieważ stosowanie dopingu można rozpoznać również na podstawie zmian hormonalnych. Sposobem na omijanie tych sprawdzianów może być stosowanie niewielkich dawek środków dopingujących.

"Jeśli używa się EPO codziennie w niewielkich ilościach zamiast dwóch dużych zastrzyków tygodniowo, wartości monitorowane w ramach paszportu biologicznego nie zmienią się wyraźnie. Mimo to zdolność do transportowania większych ilości tlenu wzrośnie znacząco" - zdradza dr Tom Bassindale, który przez sześć lat pracował w londyńskim laboratorium Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Jej budżet w 2015 roku wynosił 27,6 mln dolarów. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to sporo, ale wystarczy porównać tę kwotę z sumami zaangażowanych w profesjonalny sport, z pensjami czy nagrodami, które dostają najlepsi sportowcy, kontraktami reklamowymi, które podpisują, by zdać sobie sprawę, że w rzeczywistości to nie są wielkie środki.

"Nasi przeciwnicy są bardzo mocni. To naukowcy, lekarze i farmaceuci, którzy mają do dyspozycji potężne sumy. Dzięki nim mogą szukać nowych sposobów – np. zmieniają lekko budowę chemiczną związku, tak że on dalej działa, ale testy już nie są w stanie go wykryć. Albo tak, aby działał na poziomie komórkowym, ale nie występował w płynach ustrojowych, które pobieramy do testów" – wyjaśnia prof. Smorawiński. Przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie pojawiły się substancje działające analogicznie do EPO.

Przez krótki czas kontrole nie były w stanie ich wykryć, ale już po ośmiu tygodniach opracowano nowe testy. Dlatego próbki najważniejszych sportowców trzyma się aż przez 10 lat – jeśli w tym czasie zostaną opracowane nowe metody, w przypadku podejrzeń można je ponownie zweryfikować. Dla przykładu, w tej chwili obciążonych jest 20 zawodników, którzy brali udział w olimpiadzie w Londynie, i być może po zakończeniu odpowiednich procedur stracą zdobyte tam medale.

Przed igrzyskami w Londynie zdyskwalifikowano aż 108 sportowców. I choć są tacy, którym udaje się przejść przez sito, to jednak trudno zarzucić systemowi kontroli, co czynią zwolennicy legalizacji dopingu, że nie działa, przez co szanse startujących nie są równe.

 

doping w sporcie, igrzyska olimpijskie fot. Getty Images

Wsparcie technologii

Wspomaganie, w takiej czy innej formie, jest tak stare, jak sport. Starożytni zapaśnicy smarowali ciała oliwą, żeby łatwiej wyślizgiwać się z chwytów, a biegacze robili to, żeby ograniczyć pocenie i utratę wody z organizmu. Eksperymentowano z wyciągami z jąder wołu czy naparami z ziół. Współczesne metody są o wiele bardziej profesjonalne.

Do ust kolarza Chrisa Fromme’a nie trafia nic przypadkowego – każdy gram jedzenia jest dokładnie zaplanowany, żeby dietetycznie wspomóc jego wydolność. Jego kosztujący 12 000 funtów karbonowy rower spędził w tunelu aerodynamicznym setki godzin, żeby dobrać odpowiedni kształt ramy i zminimalizować opory powietrza. Pod tym samym kątem zoptymalizowano jego pozycję w czasie jazdy i kształt kasku. Wszystko to w ramach obowiązujących reguł.

Jak ocenić, na ile jego sukcesy są efektem treningu i predyspozycji, a na ile stojącej za nim techniki? Jeśli w jednych dyscyplinach pozwala się doprowadzać sprzęt do perfekcji, dlaczego w drugich stosuje się ograniczenia? Dla przykładu, w 2008 roku pojawiły się kostiumy pływackie nazywane skórą rekina. Po ich wprowadzeniu pobito tak wiele rekordów pływackich, że uznano je za doping technologiczny i zakazano ich.

"Zadaniem profesjonalnych sportowców jest próba przekroczenia granic ludzkiego organizmu" – uważa prof. Andy Miah, bioetyk z University of the West of Scotland. Przekonuje, aby przestać hołdować przestarzałej zasadzie, że rekordy sportowe są wynikiem wrodzonych zdolności. "Zwłaszcza na najwyższym poziomie sukces jest nierozłącznie związany z technologią" – twierdzi Miah.

Zmianom podlega też lista zakazanych substancji. Meldonium, lek przyjmowany przez Marię Szarapową, długo się na niej nie znajdował. Odwrotnie kofeina – kiedyś zakazana, teraz jest akceptowana przez WADA, chociaż ma udowodnione właściwości poprawiające wydolność, a na dodatek nie jest produkowana w ludzkim organizmie. "Jej dopuszczenie w żaden sposób nie naruszyło natury czy definicji sportu" – argumentuje prof. Julian Savulescu, etyk z Oxford University.

Jest zdania, że zakaz stosowania sterydów, hormonu wzrostu czy EPO – substancji naturalnie występujących w ludzkim organizmie – jest niewłaściwy. "Składniki pochodzenia roślinnego są OK. Gdy wydestylujemy je do pigułki, zaczynają budzić sprzeciw. A jeśli zaczniemy podawać ją dożylnie, zrównuje się ją z kokainą i zakazuje, chociaż to przecież ciągle ta sama substancja" – mówi Savulescu.  

testosteron fot. Shutterstock

Wolność pod kontrolą

Prof. Savulescu zapomina, że liczy się nie tylko rodzaj substancji, ale też jej dawka. W naturalnych ilościach często nie ma nic groźnego, ale w podawanych sztucznie może już być. Tak dochodzimy do kolejnego z głównych powodów zakazu dopingu: troski o zdrowie i życie sportowców. "U jej podstaw leży koncepcja paternalizmu, czyli ograniczenia wolności jednostki dla jej dobra" – wyjaśnia prof. dr hab. Alicja Przyłuska-Fiszer z Zakładu Bioetyki i Problemów Społecznych Medycyny AWF w Warszawie.

Dodaje, że argumenty przeciw tej koncepcji, którą stosuje się też w innych dziedzinach życia, wysuwano już wiele lat temu, twierdząc, że jeśli dorośli, świadomi ludzie chcą coś stosować, społeczeństwo nie ma prawa tego zabraniać. W końcu nikt nie zabrania całkowicie palenia czy alkoholu, choć ewidentnie są szkodliwe dla zdrowia.

Prof. Miah jest zdania, że obecny system się nie sprawdza, ponieważ przestał chronić zdrowie sportowców. Zakazy napędzają tylko czarny rynek, a niebezpieczne środki stosuje się bez lekarskiego nadzoru. Zamiast tego rynek substancji dopingujących powinien być zalegalizowany i kontrolowany, a organizacje sportowe powinny inwestować w stworzenie jak najbezpieczniejszych związków poprawiających wyniki, a także opracować zalecenia dotyczące dawek niezagrażających zdrowiu.

"Sportowcy staną się królikami doświadczalnymi".

Prof. Savulescu uważa, że zagwarantowałoby to również równość szans: "Byłoby fair, gdyby wszyscy mogli brać bezpieczne i równe dawki sterydów, a teraz, gdy jedni biorą, a drudzy nie, tak nie jest". To chyba jednak optymistyczne, by nie powiedzieć naiwne, założenie. Skoro teraz wielu sportowców chce nieuczciwie osiągnąć przewagę, dlaczego nie mieliby robić tego w warunkach opisanych powyżej i nie zwiększać ilości środków dopingujących, licząc na jeszcze mocniejszy efekt? 

Abstrachując od tego, jak zachowaliby się ludzie w hipotetycznych okolicznościach, pogląd, że doping byłby fair, należy jednak do odosobnionych. "Z tego, że ktoś łamie ustalone zasady, w żadnym razie nie wynika, że wszystkim należałoby na to pozwolić" – podkreśla prof. Przyłuska-Fiszer. Ostatecznie nikt nie dąży do tego, by zalegalizować kradzież, bo jest powszechna.

doping w sporcie, igrzyska olimpijskie fot. Getty Images

Ponura wizja

Dr Olivier Rabin, dyrektor naukowy WADA, uważa, że doping nie tyle wyrówna szanse, ile jeszcze bardziej podniesie poprzeczkę. "Teraz bierze się pigułki, by dorównać najlepszym, ale jeśli i oni zaczną je brać, poziom wcale się nie wyrówna. Poza tym oszukiwanie leży w ludzkiej naturze i bez zasad, które teraz obowiązują, sportowcy staną się królikami doświadczalnymi, na których będą eksperymentować naukowcy i lekarze" – podkreśla Rabin.

Prof. Smorawiński zwraca uwagę na jeszcze jedną negatywną konsekwencję legalizacji. "Zakłócałaby naturę sportu amatorskiego. Talenty nie miałyby szans się wybić, ponieważ przytłoczyliby je ludzie biorący doping. Zaczęto by go stosować w bardzo młodym wieku, co na organizmy miałoby zgubny wpływ" – ostrzega.

Club PED

Tyler Hamilton pamięta dokładnie swoją inicjację w świecie dopingu. "Do tajnego bractwa zaproszono mnie po pięciu miesiącach rywalizacji na najwyższym poziomie" – wspomina. Papierowe torby ze środkami wspomagającymi wręczano zawodnikom otwarcie.

"Zaczęło się powoli, rozwijało niepostrzeżenie, a potem po kilku latach nagle zdałem sobie sprawę, że biorę naprawdę silne rzeczy i podejmuję ogromne ryzyko. Nie chciałem tego robić, ale czułem, że muszę, bo robili to inni" – mówi kolarz. Hamilton odniósł sukces w Tour de France, zdobył mistrzostwo USA i złoty medal olimpijski, ale nigdy nie czuł dumy ze swoich osiągnięć: "Nienawidziłem, gdy ludzie stawiali mnie na piedestale". Teraz Hamilton jest gorącym zwolennikiem walki z dopingiem.

"Przyjmuję argumenty ludzi takich jak Savulescu, ale jeśli zalegalizujemy doping, wyślemy bardzo zły sygnał młodemu pokoleniu. Może jakiś dzieciak chce być taki jak ja czy Lance Armstrong. Wiedząc, jakie rzeczy robimy, będzie szedł po naszych śladach. Ludzie kupują Snickersy, bo reklamują je ich ulubieni koszykarze. To ten sam mechanizm" – przekonuje. Każda dyscyplina – od krykieta, przez pchnięcie kulą, po narciarstwo zjazdowe – opiera się na określonych zasadach. Bez nich traci swoją istotę. Sport jednak się rozwija i zasady muszą się zmieniać – wiele takich sytuacji zdarzyło się już w przeszłości. Obecnie jednak nie wydaje się, by argumenty zwolenników dopingu miały znaleźć szersze zrozumienie.

"Na razie nie toczy się dyskusja niezbędna do tego, żeby wprowadzić tak poważną zmianę. Dlatego w dającej się przewidzieć przyszłości jest ona mało prawdopodobna. Wydaje się też, że nie ma ona szerokiego społecznego poparcia. Zdecydowana większość ludzi, czego dowiaduję się, choćby śledząc prace magisterskie swoich studentów, wciąż wydaje się cenić stare, sportowe ideały" – mówi prof. Alicja Przyłuska-Fiszer. 

testosteron Paweł Rzecki, Shutterstock

Krwawy sport

24% przypadków dopingu w 2015 roku wykryto w lekkiej atletyce, która okazała się "najbrudniejszą" dyscypliną.

7,8% wykrytych przypadków zdarzyło się w Wielkiej Brytanii, 8% w USA, a 15% w Rosji.

21% dotyczy podnoszenia ciężarów, które zajmuje drugie miejsce.

76% przypadków w kolarstwie dotyczy szosy, a reszta kolarstwa górskiego i torowego.

4 lata - Dyskwalifikacja przy pierwszym pozytywnym wyniku, przy drugim dożywotnia.

MH 08/2016

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Używanie środków dopingujących od zawsze było powszechnie potępiane, ale w miarę jak stają się one coraz częściej stosowane, pojawiają się głosy, by je zalegalizować. MH zastanawia się, czy kolejna olimpiada nie powinna rozegrać się według nowych zasad.<br /><br /><a href="/zdrowie/Rekordy-na-kreche-doping-w-sporcie-zawodowym,8322,1"></a>
    Mens Health, 2016-08-17 14:23:44
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij