Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ

3


OCEŃ
3.4

Jak nie przytyć w święta?

Specjalnie dla Czytelników MH nasz redaktor przeprowadził na własnym ciele świąteczno-sylwestrowy eksperyment, by ustalić, czy da się przetrwać ten czas bez tycia i kaca. Dzięki niemu spalisz 6000 kcal zjedzonych podczas Wigilii i w Nowy Rok wejdziesz bez bólu głowy.

Jak nie stracić formy przez śwęta i sylwestra? fot. Vorel Sima 2014/shutterstock.com

Od Bożego Narodzenia do sylwestra czeka Cię 8 naprawdę ciężkich dni. W Polsce nikt jeszcze nie przeprowadził odpowiednich badań, ale zdaniem "The Independent" Brytyjczycy wypijają w tym czasie 1000 gramów czystego alkoholu, a podczas Wigilii zjadają niemal 6000 kcal.

Nie trzeba dużo myśleć, żeby stwierdzić, że my, z naszą kuchnią, zjadamy dużo więcej i smaczniej. A gdy jeszcze przysiądzie się szwagier z butelką, to i wypijemy ponad ich normę. Dlatego święta to nie jest najlepszy czas na odchudzanie. Jednak nie traktuj ich jako wymówki. Korzystaj z okazji, rób to z głową i unikaj moich błędów.

Jak nie przytyć w święta?

Ponieważ jeszcze zanim grudzień rozpoczął się na dobre, przeprowadziłem symulację świąteczno-sylwestrowej imprezy i Wigilii. Dwa razy! Pierwszy, żeby spróbować ze wszystkimi konsekwencjami poradzić sobie na własną rękę. Drugi, aby skorzystać z fachowych porad lekarzy. Oto zestaw najlepszych świątecznych praktyk.  

Z głośników leci na przemian "All I Want For Christmas Is You" w wykonaniu Mariah Carey i "Last Christmas" grupy Wham. To znak, że święta już blisko. Co prawda za oknem dopiero się ściemnia, a ja siedzę przy swoim biurku w pracy, ale przynajmniej objadam się niczym podczas Wigilii. Wszystko po to, aby sprawdzić, na jakie zagrożenia narażone są nasze ciała w czasie świąt. Jednak zacznijmy od początku…

Pierwszy egzamin

Zanim przyjdzie czas na łamanie się opłatkiem w gronie najbliższych, musi być przecież spotkanie z przyjaciółmi z podstawówki albo przynajmniej Wigilia z kolegami z pracy. Niezależnie, na co trafisz, zawsze kończy się tak samo: imprezą. Dlatego swój eksperyment postanowiłem rozpocząć za barem.

W prawdziwie świątecznym stylu od początku byłem zbyt entuzjastyczny. Szybko postawiłem wszystkim dwie kolejki, a potem obiecałem barmance wspólną przyszłość. To drugie najprawdopodobniej za namową ziołowego Jägermeistera (z niemieckiego: łowczy). Skończyłem o 2 nad ranem, choć wiem o tym tylko dzięki historii połączeń w moim telefonie. Haniebny początek. Wstałem w momencie, gdy moja głowa nie mogła się zdecydować, czy jeszcze szumieć, czy już zacząć boleć. Postanowiłem od razu zabrać się do badań.

Najpierw zrobiłem sobie szybkie śniadanie na kaca, czyli zaparzyłem kawę i wyciągnąłem z szafki kupionego poprzedniego wieczora pączka. Chwilę później zbadałem poziom cukru. Wynik sugerował, że mam hipoglikemię, czyli nagły spadek jego steżenia we krwi. Potem przyszedł czas na test osobowości Junga dostępny w internecie, który pomaga określić Twoje podejście do podejmowania decyzji. W rubryce "ekscentryczny" znalazłem się na końcu skali.

Opis sugerował, że jestem gotowy podejmować decyzje spontanicznie i pod wpływem impulsu. Wynik skrajnie odmienny od tego, który otrzymałem dzień wcześniej. Wówczas byłem logiczny, racjonalny i wyważony. Moja początkowa chęć do działania szybko osłabła, a głowa zdecydowała, że warto o sobie przypomnieć. Dopiero po zjedzeniu obiadu około 17 doszedłem do siebie na tyle, aby zacząć planować kolejną imprezę.

Poprawka

Żaden ze znajomych lekarzy nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z nagłym atakiem spontaniczności. Inna sprawa, że niezbyt naciskałem, aby znaleźli jakieś rozwiązanie. W końcu czasami na imprezie warto zrobić to, na co normalnie nie starcza odwagi. Możesz mieć tylko nadzieję, że barmanki, którym obiecasz wspólną przyszłość, nie będą tego brały zbyt serio i następnego dnia nie pojawią się z walizkami pod Twoim mieszkaniem.

Żeby zjeść 6000 kcal, potrzebujesz jednej Wigilii. Żeby spalić? Dwóch maratonów.

Pierwszą rzeczą, którą długoletnia praktyka nakazuje zwalczyć jest palące pragnienie. Dlatego uzupełnij elektrolity. Dietetycy podpowiadają, że sprawdzi się woda kokosowa. Jednak, jeśli nie masz pod ręką takich cudów, skorzystaj z Orsalitu. To środek dostępny w aptece, który pomaga radzić sobie z odwodnieniem organizmu. Potem sięgnij po jajka. Jak wynika z badań opublikowanych przez BMC Medicine zawierają one acetylocysteinę – aminokwas, który jest budulcem przeciwutleniaczy niezbędnych do oczyszczenia organizmu z toksyn.

Dlatego, gdy następnym razem złapie Cię kac od razu wbij trzy jajka do miseczki i wymieszaj widelcem. Potem na rozgrzaną patelnię wrzuć masło. Kiedy zacznie się pienić, wlej ubite jajka i poczekaj. Gdy jajka się zetną, dorzuć bogaty w aminokwasy szpinak. Może nie jest to moja ulubiona kawa z pączkiem, ale nie dość, że przygotowanie trwa kilka minut, to szybko stawia na nogi. 

Trening woli

Do swojego biurka w pracy dotarłem o własnych siłach. Koledzy żartowali, że jestem strasznie blady, ale miałem przynajmniej wystarczająco dużo energii, żeby działać. Męczyły mnie jednak wyrzuty sumienia. Nie chodziło o to, co naopowiadałem podczas dwóch ostatnich nocy, lecz o trening. Wierzę, że wszystko, co się wypije, trzeba później wypocić, a każdy opuszczony dzień należy odrobić podwójnie. Czułem się całkiem dobrze, poziom cukru w organizmie się ustabilizował. Postanowiłem popołudniu jechać na siłownię. Rozgrzewka poszła mi nieco wolniej niż zwykle, ale generalnie od dwóch dni wszystko działo się na zwolnionych obrotach.

Położyłem się na ławeczce i chciałem rozpocząć regularne wyciskanie. Jednak wystarczyło, że ściągnąłem sztangę ze stojaka i już wiedziałem, co mnie czeka: nierówna walka o życie. I to nie ja ciskałem przeciwnikiem na wszystkie strony, raczej on chciał mnie skrócić o głowę.

Przypomniały mi się słowa, które jak mantra powtarzali trenerzy, gdy jeszcze grałem w piłkę. "Alkohol spowalnia syntezę białek aż o 25%. Przez co nawet nie zbliżysz się do swojej maksymalnej wydajności". Niewiele lepsze wnioski płynęły z badań opublikowanych w Journal of Strength and Conditioning Research. Wynikało z nich, że wątroba to kluczowy organ podczas wysiłku. To właśnie ona odpowiada za uzupełnianie zapasu glikogenu. Jeśli trening nie idzie, to znaczy, że ciągle zajęta jest trawieniem alkoholu. Dlatego lepiej od razu odpuść sobie ćwiczenia. Niestety, przeczytałem o tym dopiero, gdy wróciłem do domu głodny i niezadowolony z treningu. 

Męska moda, męski styl fot. shutterstock.com

Święta coraz bliżej

Poradzić sobie z głodem to jedno. Ale zjeść 6 tysięcy kilokalorii to już zupełnie inna historia. Nie mam talentu kulinarnego babci, dlatego swoją Wigilię musiałem oprzeć na łatwo dostępnych zamiennikach. Do pracy przyszedłem obładowany siatkami.

W środku były m.in. dwa croissanty, duży kawałek sernika, dwa opakowania chipsów wraz z dipem i trzy paczki orzeszków ziemnych. Wszystko to popijałem colą i cappuccino. Pierwsze skojarzenie: bez magii świąt nie da się pożreć takich ilości. Orzeszki stają w gardle, chipsy tracą smak, na dłuższa metę nawet Mariah Carey nie pomaga.

Mimo to dzielnie przekopałem się przez wszystkie opakowania. Do domu wróciłem pełny i z przeświadczeniem, że już nigdy w życiu nie wezmę takiego świństwa do ust. Ta myśl nie opuszczała mnie przez cały następny dzień. Jedyne, co byłem w stanie zrobić, to zafundować sobie mały detoks prosto z Hollywood. Przepis jest prosty.

Do połowy szklanki soku z cytryny dolewasz szklankę wody, po czym dodajesz dwie łyżki miodu i pół łyżeczki pieprzu cayenne. Pijesz przez cały dzień, co dwie godziny. Zgodnie z badaniami The Intermountain Medical Center Heart Institute, 24-godzinna głodówka zwiększa produkcję hormonu wzrostu o 2000%.

"Nagły brak pożywienia powoduje stres. Organizm reaguje na niego, uwalniając więcej cholesterolu, co pozwala na wykorzystanie tłuszczu jako źródła paliwa. Prowadzi to do zmniejszenia liczby komórek tłuszczowych" – mówi dr Benjamin Horn.

Gwiazdy serwują sobie taką głodówkę nawet przez 12 dni. Ty bądź mądrzejszy i ogranicz się do jednego. To w zupełności wystarczy, żeby zwiększyć wydzielanie hormonów i zachować zdrowia.

Ostatnia runda

Za drugim razem swoją symulacje świąt postanowiłem rozegrać inaczej. Zamiast opychać się kalorycznymi przekąskami, wolałem jeść wartościowe posiłki. Zamiast detoksu od razu zacząć ćwiczyć.

Gdy nasz redaktor działu sport i fitness Piotr Makowski usłyszał, że potrzebuję treningu na spalenie 6 tysięcy kcal, zaczął się ze mnie śmiać. "Nawet olimpijczycy nie spędzają 6 godzin na siłowni" – stwierdził, po czym zabrał się za układanie treningu.

W czasie 12 wolnych dni między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem wypijesz nawet 1000 g czystego alkoholu.

Przyznam szczerze: to wyzwanie dla najtwardszych zawodników. Ja zdecydowałem się na godzinę biegania nad ranem. W przerwie na obiad, zamiast iść z kolegami (w końcu jadłem przez cały dzień), wyskoczyłem na szybką sesję do siłowni. 

golenie fot. Shutterstock

Wieczorem rzuciłem się jeszcze na godzinę pływania. Gdy po ostatnich 25 metrach wyszedłem z wody, byłem potwornie wyczerpany, ale czułem się jak James Bond w "Casino Royal". Jednak zamiast o wieczornej partyjce pokera marzyłem tylko o tym, aby doczołgać się do łóżka i iść spać.

Fajerwerki

Spałem długo. Za długo, żeby zdążyć do pracy o normalnej porze. Mimo to po przebudzeniu pierwszy raz od tygodnia czułem się dobrze. Oczywiście, mięśnie dawały o sobie znać, ale nie ma takiego problemu, z którym nie można by sobie poradzić krótką rozgrzewką i gorącą kawą. W biurze czekały na mnie wymowne spojrzenia i dowcipne komentarze. Nie chciałem nic mówić. Wszyscy i tak podejrzewali mnie raczej o kolejny wieczór zabaw w centrum niż ostry trening. Zamiast się tłumaczyć, wolałem poświęcić czas na szukanie odpowiedzi, dlaczego czuję się tak dobrze. Znalazłem wypowiedź dr Peter Mace z BUPA.

"Ciało zostało stworzone, żeby poradzić sobie z okresami, w których świętujesz i głodujesz. To zaczęło się już w prehistorii. Jaskiniowcy jednego dnia upolowali mamuta i zjadali tysiące kcal, a potem przez dłuższy czas nie mieli co włożyć do ust. I też musieli się ciężko napracować, żeby go dopaść". Dlatego nie bój się świąt. Zjedz, wypij, ale nie zapominaj o treningu. Wtedy w styczniu nie będziesz potrzebował żadnych postanowień, tylko cele. A zamiast wracać do formy, skupisz się na szlifowaniu swojej wymarzonej sylwetki.

Spal wigilijne 6 tysięcy kalorii 

Ja spaliłem 3550 kcal, może Ty dasz radę więcej? Oto przepis, jak w 6 godzin pozbyć się wszystkiego, co zjadłeś podczas Wigilii. 

Poranek

60 min biegu (15 km/h) = 1500 kcal

45 min ćwiczeń na stepie = 650 kcal

60 min na orbitreku = 950 kcal

Popołudnie

45 min treningu z ciężarami (martwy ciąg, wyciskanie sztangi, podciąganie na drążku, przysiady ze sztangą); 1 minuta ćwiczenia, 30 sekund podskakiwania po ćwiczeniu, 1 minuta odpoczynku = 750 kcal

Wieczór

60 min spinningu (75-85% MHR) = 915 kcal

60 min pływania = 1300 kcal

W czasie 12 wolnych dni między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem wypijesz nawet 1000 g czystego alkoholu.

Spalone kalorie: 6 godzin = 6065 kcal 

 

Jak się ubrać na wesele? fot. shutterstock.com

Od Bożego Narodzenia do sylwestra czeka Cię 8 naprawdę ciężkich dni. W Polsce nikt jeszcze nie przeprowadził odpowiednich badań, ale zdaniem "The Independent" Brytyjczycy wypijają w tym czasie 1000 gramów czystego alkoholu, a podczas Wigilii zjadają niemal 6000 kcal.

Nie trzeba dużo myśleć, żeby stwierdzić, że my, z naszą kuchnią, zjadamy dużo więcej i smaczniej. A gdy jeszcze przysiądzie się szwagier z butelką, to i wypijemy ponad ich normę. Dlatego święta to nie jest najlepszy czas na odchudzanie. Jednak nie traktuj ich jako wymówki. Korzystaj z okazji, rób to z głową i unikaj moich błędów.

Jak nie przytyć w święta?

Ponieważ jeszcze zanim grudzień rozpoczął się na dobre, przeprowadziłem symulację świąteczno-sylwestrowej imprezy i Wigilii. Dwa razy! Pierwszy, żeby spróbować ze wszystkimi konsekwencjami poradzić sobie na własną rękę. Drugi, aby skorzystać z fachowych porad lekarzy. Oto zestaw najlepszych świątecznych praktyk.  

Z głośników leci na przemian "All I Want For Christmas Is You" w wykonaniu Mariah Carey i "Last Christmas" grupy Wham. To znak, że święta już blisko. Co prawda za oknem dopiero się ściemnia, a ja siedzę przy swoim biurku w pracy, ale przynajmniej objadam się niczym podczas Wigilii. Wszystko po to, aby sprawdzić, na jakie zagrożenia narażone są nasze ciała w czasie świąt. Jednak zacznijmy od początku…

Pierwszy egzamin

Zanim przyjdzie czas na łamanie się opłatkiem w gronie najbliższych, musi być przecież spotkanie z przyjaciółmi z podstawówki albo przynajmniej Wigilia z kolegami z pracy. Niezależnie, na co trafisz, zawsze kończy się tak samo: imprezą. Dlatego swój eksperyment postanowiłem rozpocząć za barem.

W prawdziwie świątecznym stylu od początku byłem zbyt entuzjastyczny. Szybko postawiłem wszystkim dwie kolejki, a potem obiecałem barmance wspólną przyszłość. To drugie najprawdopodobniej za namową ziołowego Jägermeistera (z niemieckiego: łowczy). Skończyłem o 2 nad ranem, choć wiem o tym tylko dzięki historii połączeń w moim telefonie. Haniebny początek. Wstałem w momencie, gdy moja głowa nie mogła się zdecydować, czy jeszcze szumieć, czy już zacząć boleć. Postanowiłem od razu zabrać się do badań.

Najpierw zrobiłem sobie szybkie śniadanie na kaca, czyli zaparzyłem kawę i wyciągnąłem z szafki kupionego poprzedniego wieczora pączka. Chwilę później zbadałem poziom cukru. Wynik sugerował, że mam hipoglikemię, czyli nagły spadek jego steżenia we krwi. Potem przyszedł czas na test osobowości Junga dostępny w internecie, który pomaga określić Twoje podejście do podejmowania decyzji. W rubryce "ekscentryczny" znalazłem się na końcu skali.

Opis sugerował, że jestem gotowy podejmować decyzje spontanicznie i pod wpływem impulsu. Wynik skrajnie odmienny od tego, który otrzymałem dzień wcześniej. Wówczas byłem logiczny, racjonalny i wyważony. Moja początkowa chęć do działania szybko osłabła, a głowa zdecydowała, że warto o sobie przypomnieć. Dopiero po zjedzeniu obiadu około 17 doszedłem do siebie na tyle, aby zacząć planować kolejną imprezę.

Poprawka

Żaden ze znajomych lekarzy nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z nagłym atakiem spontaniczności. Inna sprawa, że niezbyt naciskałem, aby znaleźli jakieś rozwiązanie. W końcu czasami na imprezie warto zrobić to, na co normalnie nie starcza odwagi. Możesz mieć tylko nadzieję, że barmanki, którym obiecasz wspólną przyszłość, nie będą tego brały zbyt serio i następnego dnia nie pojawią się z walizkami pod Twoim mieszkaniem.

Żeby zjeść 6000 kcal, potrzebujesz jednej Wigilii. Żeby spalić? Dwóch maratonów.

Pierwszą rzeczą, którą długoletnia praktyka nakazuje zwalczyć jest palące pragnienie. Dlatego uzupełnij elektrolity. Dietetycy podpowiadają, że sprawdzi się woda kokosowa. Jednak, jeśli nie masz pod ręką takich cudów, skorzystaj z Orsalitu. To środek dostępny w aptece, który pomaga radzić sobie z odwodnieniem organizmu. Potem sięgnij po jajka. Jak wynika z badań opublikowanych przez BMC Medicine zawierają one acetylocysteinę – aminokwas, który jest budulcem przeciwutleniaczy niezbędnych do oczyszczenia organizmu z toksyn.

Dlatego, gdy następnym razem złapie Cię kac od razu wbij trzy jajka do miseczki i wymieszaj widelcem. Potem na rozgrzaną patelnię wrzuć masło. Kiedy zacznie się pienić, wlej ubite jajka i poczekaj. Gdy jajka się zetną, dorzuć bogaty w aminokwasy szpinak. Może nie jest to moja ulubiona kawa z pączkiem, ale nie dość, że przygotowanie trwa kilka minut, to szybko stawia na nogi. 

Trening woli

Do swojego biurka w pracy dotarłem o własnych siłach. Koledzy żartowali, że jestem strasznie blady, ale miałem przynajmniej wystarczająco dużo energii, żeby działać. Męczyły mnie jednak wyrzuty sumienia. Nie chodziło o to, co naopowiadałem podczas dwóch ostatnich nocy, lecz o trening. Wierzę, że wszystko, co się wypije, trzeba później wypocić, a każdy opuszczony dzień należy odrobić podwójnie. Czułem się całkiem dobrze, poziom cukru w organizmie się ustabilizował. Postanowiłem popołudniu jechać na siłownię. Rozgrzewka poszła mi nieco wolniej niż zwykle, ale generalnie od dwóch dni wszystko działo się na zwolnionych obrotach.

Położyłem się na ławeczce i chciałem rozpocząć regularne wyciskanie. Jednak wystarczyło, że ściągnąłem sztangę ze stojaka i już wiedziałem, co mnie czeka: nierówna walka o życie. I to nie ja ciskałem przeciwnikiem na wszystkie strony, raczej on chciał mnie skrócić o głowę.

Przypomniały mi się słowa, które jak mantra powtarzali trenerzy, gdy jeszcze grałem w piłkę. "Alkohol spowalnia syntezę białek aż o 25%. Przez co nawet nie zbliżysz się do swojej maksymalnej wydajności". Niewiele lepsze wnioski płynęły z badań opublikowanych w Journal of Strength and Conditioning Research. Wynikało z nich, że wątroba to kluczowy organ podczas wysiłku. To właśnie ona odpowiada za uzupełnianie zapasu glikogenu. Jeśli trening nie idzie, to znaczy, że ciągle zajęta jest trawieniem alkoholu. Dlatego lepiej od razu odpuść sobie ćwiczenia. Niestety, przeczytałem o tym dopiero, gdy wróciłem do domu głodny i niezadowolony z treningu. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij