Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

2


OCEŃ
4.0

Marihuana: co w trawie piszczy?

Konopie indyjskie, nazywane powszechnie marihuaną, znane są od 5000 lat. Jednak badania nad ich leczniczymi właściwościami podjęto dopiero niedawno. Sprawdź w naszym obszernym raporcie, co na temat "zioła" ma do powiedzenia współczesna nauka.

Piotr Pflegel 2009-09-24
fot. Corbis

Zobacz także: Marihuana: naga prawda o maryśce - obalamy mity na temat "zioła"


Chociaż dzisiejszej młodzieży może trudno będzie w to uwierzą, pamiętam czasy, gdy można było spokojnie palić jointy w parku na ławce. Co więcej, nawet przechodzący policjant (wówczas nazywający się milicjantem) nie zwracał uwagi na dziwny zapach. Palenie sprawiało frajdę i było pozbawione odium przestępstwa. Było co najwyżej wykroczeniem.

Bo też nie czuliśmy się przestępcami. Wielu moich ówczesnych kolegów porobiło kariery, niektórzy zostali prawnikami, inni dyrektorami, reżyserami, aktorami, są nawet tacy, którzy trafili do policji. O ile mi wiadomo, dziś z narkotykami ma problem tyko jeden z tej licznej niegdyś grupy. Reszta radzi sobie w życiu lepiej lub gorzej, ale na pewno można ich zaliczyć do grupy tzw. porządnych obywateli. Dziś prawdopodobnie figurowalibyśmy w kartotekach policyjnych.

Dwa miliony przestępców?

Jak wynika z szacunków WHO, na całym świecie jest około 150 mln ludzi, którzy palą marihuanę. Oczywiście najwięcej na Jamajce, w USA i krajach Europy Zachodniej, ale powoli i my tutaj, nad Wisłą, doganiamy kraje zachodnie. Według danych agencji UE ds. narkotyków, wciąż jeszcze możemy się uważać za naród nieskażony trawowym szaleństwem.

W porównaniu z przodującymi pod względem używania Duńczykami (co trzeci dorosły Duńczyk miał kontakt z marihuaną  - zobacz: tabela na ostatniej stronie), nasze niecałe 8% dorosłych, którzy palili w życiu konopie, nie robi wrażenia. Jeżeli jednak pokusić się o określenie liczby bezwzględnej, to okaże się, że te 8% to aż 2 miliony Polaków. To naprawdę spora liczba.

Gramy w zielone

W tych 2 mln ludzi są nie tylko zakapturzone i pryszczate małolaty, umawiające się na "bakanie" pod blokiem. Są też ludzie sztuki, lekarze, adwokaci, prawdopodobnie także politycy...Emblematy z liściem marihuany można znaleźć na legalnie sprzedawanych koszulkach, breloczkach i innych gadżetach, muzycy ze sceny wprost zachwalają gandzię, jointy pojawiają się w filmach i to wcale nie tylko tych offowych, w kioskach można swobodnie kupić szklane lufki służące do palenia. Marihuany jest wokół nas coraz więcej.

Marihuana fot. shutterstock.com

Kto, wbrew przepisom ustawy, posiada środki odurzające lub psychotropowe podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

No bo w końcu, komu to szkodzi? Co złego jest w wypaleniu skręta w dobrym towarzystwie? Czym to się różni od lampki (lub dwóch, no... góra trzech!) wina przy kolacji? Taka jest argumentacja zwolenników marihuany i jej legalizacji. Ale czy na pewno ta roślina jest taka bezpieczna i w związku z tym powinna być powszechnie dostępna? Niestety, sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.

Akceptacja trwa latami

Wyobraź sobie, że lądujesz na jakiejś wysepce na Pacyfiku, której mieszkańcy nie znają alkoholu. A Ty ni stąd ni zowąd otwierasz tam sklep monopolowy. Tubylcy nie mieliby bladego pojęcia, jak bardzo różną moc ma butelka wódki i butelka piwa, nie mówiąc już o tym, że byliby kompletnie nieświadomi krótko- i długofalowych skutków picia alkoholu. Spróbuj to sobie wyobrazić. Zresztą nie musisz się nawet specjalnie wysilać. Właśnie tak północnoamerykańscy Indianie poznawali alkohol. W rezultacie siedzą dziś w rezerwatach i dalej piją.

W nieco podobnej sytuacji jesteśmy w Europie z marihuaną: niewiele o niej wiemy, ale - o czym świadczą dane statystyczne - na pewno ją polubiliśmy. Teraz kłopot polega na tym, żeby nie przesadzić i przed podjęciem decyzji o wpuszczeniu jej na salony nieco lepiej ją poznać.

Karać czy nie?

Od początku tego stulecia w Polsce obowiązuje restrykcyjna ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Przewiduje ona surowe kary nie tylko za handel i posiadanie, ale również za ułatwianie dostępu, a nawet namawianie do zażycia środka odurzającego. O ile karanie za handel heroiną większości ludzi wydaje się zgodne z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, o tyle już karanie za posiadanie "działki" - nie każdemu. Zwłaszcza zaś za posiadanie działki marihuany, która jest uważana za narkotyk lekki i na pewno mniej niebezpieczny niż heroina.

Argumenty przemawiające za penalizacją są z grubsza trzy: po pierwsze - ma to być bicz na handlarzy; po drugie - groźba kary ma odstraszać od eksperymentowania młodych ludzi; po trzecie - istnienie zakazu ma uwyraźniać barierę, co jest dozwolone, a co nie.

Zwolennicy legalizacji (czy chociaż depenalizacji, czyli niekaralności za posiadanie) argumentują, że tak restrykcyjne podejście do narkotyków po pierwsze - nie sprawdziło się nigdzie na świecie (spożycie nielegalnych substancji psychoaktywnych systematycznie rośnie), po drugie - jest przejawem hipokryzji rządzących tak długo, jak znacznie bardziej społecznie szkodliwe palenie papierosów i picie alkoholu jest dozwolone; i wreszcie po trzecie - jest to dziwny rodzaj przestępstwa, w którym przestępca i ofiara to jedna i ta sama osoba. Palacz marihuany, paląc, nie wyrządza bowiem krzywdy nikomu oprócz samego siebie.

Nie wdając się w szczegóły sporu, spróbujmy przyjrzeć się temu ostatniemu argumentowi - czy rzeczywiście palenie pochodnych konopi jest takie bezpieczne, jak to przedstawiają zwolennicy legalizacji?

Marihuana fot. shutterstock.com

Kto (...) udziela innej osobie środka odurzającego lub substancji psychotropowej (...) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Ki diabeł te konopie?

Marihuana to nazwa narkotyku wytwarzanego z kwiatów i liści konopi indyjskich. Może być zażywana w kilku postaciach (haszysz, jointy, olej, w ciasteczkach), jednak substancja odpowiedzialna za jej psychoaktywne działanie jest jedna - to tetrahydrokannabinol, w skrócie THC.

Pod wpływem wysokiej temperatury THC uwalnia się z części roślin i przedostając się do organizmu człowieka, zmienia jego świadomość: po wypaleniu porcji konopi człowiek staje się weselszy, poprawia mu się nastrój, pojawia się uczucie błogości, któremu niekiedy towarzyszą zaburzenia percepcji, a także (choć bardzo rzadko) halucynacje.

Te właściwości sprawiają, że konopie są lubiane i stosowane przez ludzi od bardzo dawna. Przynajmniej winnych kręgach kulturowych. W tak zwanej cywilizacji Zachodu rozpowszechniły się dopiero w połowie XX wieku, wraz z rewolucją obyczajową, zapoczątkowaną na zachodnim wybrzeżu USA.

Jak to działa?

Co takiego powoduje, że po wypaleniu skręta z kawałkiem ususzonego chwasta świat staje się śmieszny dla Ciebie, a Ty dla świata?

  • Konopie zawierają około 60 kannabinoidów, z których część to substancje czynne biologicznie. Najważniejszym składnikiem, czyli substancją aktywną marihuany, jest trans-9-tetrahydrocannabinol, zwany w skrócie THC. W rosnących dziko konopiach indyjskich zawartość THC może być bardzo różna, w zależności od odmiany, wieku rośliny i warunków uprawy. Przeciętnie waha się od 0,5 do 1%. Przetwory konopi, takie jak haszysz, olej czy suszony kwiatostan, mogą zawierać: od 2 do 20% THC w haszyszu, w oleju od 15 do 50% THC, a w kwiatostanie od 7 do 14% THC.

    Ostatnio jednak, od kiedy upowszechniły się nowoczesne formy hodowli hydroponicznej, hodowcom udało się wyprodukować marihuanę o przeciętnej zawartości THC (w całej roślinie) około 20%. Wśród użytkowników taka odmiana nosi nazwę superskuna i prawdopodobnie zwiększa ryzyko wystąpienia schizofrenii.
  • Klasyczny joint (papieros z marihuaną) zawiera około 0,5 do 1 grama suszonego ziela. Zawartość THC w takim joincie waha się od 5 do 150 mg. Do wywołania pożądanych przez użytkownika efektów wystarczy już niewielka ilość THC. Dawka powodująca uczucie "odjazdu" to zaledwie 2 do 3 mg, czyli jeden joint wystarcza na 2-5 osób. To, ile THC dostaje się do organizmu, zależy od formy, w jakiej się pali (czy jest to skręt z tytoniem, czy kwiatostan w lufce, czy czysty haszysz), od osobistej tolerancji, głębokości zaciągnięcia etc. Oddziałuje relatywnie szybko - szczyt "odjazdu" pojawia się już w 14.-17. minucie od pierwszego macha.
  • Po mniej więcej 4-6 godzinach zmiany w zachowaniu, jak i zmiany fizjologiczne mijają i Twój umysł oraz ciało wracają do stanu przed paleniem.
  • Ślady marihuany można natomiast wykryć bardzo długo. Dostępne w aptekach testy wykrywają jej ślady w moczu nawet po trzech tygodniach od ostatniego zażycia. A metabolity THC utrzymują się w organizmie nawet kilka miesięcy i też są do wykrycia. Testy nie są natomiast w stanie określić, jak dużo paliłeś i kiedy. W związku z czym nie bardzo nadają się do użycia do ścigania kierowców będących pod wpływem THC.

Marihuana fot. shutterstock.com

Pod lupą naukowców

O dziwo, mimo ciągnącej się od tysiącleci za konopiami reputacji "bożego ziela", czyli lekarstwa na wszystkie choroby, rzetelne badania naukowe nad wpływem marihuany na organizm człowieka podjęto dopiero całkiem niedawno. Wyniki są jak zwykle niejednoznaczne. Z jednej strony, poznawszy nieco bliżej mechanizm działania THC, lekarze odnaleźli kilka niepokojących zależności, z drugiej zaś pojawiły się pierwsze próby wykorzystania mocy "bożego doktora" w leczeniu niektórych schorzeń i dolegliwości.

Najpierw złe wieści

Jednym z najlepiej zbadanych efektów regularnego palenia maryśki jest zwiększone ryzyko schizofrenii. John Witton i jego współpracownicy z brytyjskiego Narodowego Ośrodka Uzależnień przy londyńskim szpitalu Maudsley, przygotowując materiały dla rządu Jej Królewskiej Mości, postanowili zbadać dostępne źródła na temat związków między paleniem marihuany i schizofrenią a trwałą psychozą.

Dotarli do wyników pięciu badań z różnych stron świata, z których wynikało, że istnieje korelacja między zażywaniem marihuany a zwiększonym ryzykiem zapadnięcia na schizofrenię. Np. konkluzja pracy holenderskich lekarzy była następująca: palenie pochodnych konopi w umiarkowanym stopniu zwiększa ryzyko objawów psychotycznych u młodych ludzi, natomiast zdecydowanie zwiększa ryzyko schizofrenii u tych, którzy już wcześniej przejawiali skłonności do zaburzeń psychicznych.

Jako że mechanizm schizofrenii - choroby psychicznej, której towarzyszą halucynacje i rozdwojenie jaźni - wciąż jest jeszcze słabo znany, trudno dokładniej określić charakter zależności między używaniem konopi a epizodami schizofrenii. Ustalono, że THC zmniejsza wydzielanie dopaminy (tzw. hormonu szczęścia) w mózgu, a skądinąd wiadomo, że poziom dopaminy może mieć wpływ na ataki schizofrenii. Lekarze podejrzewają więc, ale to tylko hipoteza, że mechanizm może być właśnie taki. Być może zaś po prostu halucynacje wywołane marihuaną w jakiś sposób prowokują mózg do dalszego fantazjowania na jawie.

Chociaż mechanizm jest nieznany, zależności statystyczne są niepokojące. Z badań wynika, że zażywanie THC dwukrotnie zwiększa ryzyko schizofrenii. Jak szacują badacze z Maudsley Hospital, mniej więcej 8% wszystkich schizofreników w Wielkiej Brytanii może "zawdzięczać" rozwój swojej choroby właśnie eksperymentom z marihuaną.

Smażone raki

Palenie jointów, podobnie jak zwykłych papierosów z tytoniu, może spowodować raka układu oddechowego. Tym bardziej że, jak wyliczyli uczeni, substancje smoliste dymu z konopi zawierają o połowę więcej związków rakotwórczych niż te wdychane z papierosa. Szacuje się, że wypalenie trzech jointów dziennie powoduje w płucach takie samo spustoszenie, jak wypalenie paczki papierosów.

Paliłeś? Nie jedź!

Potencjalne rakotwórcze właściwości raczej nie zniechęcą okazjonalnych palaczy. Każdy z nich zawsze może sobie pomyśleć, że skoro pali raz na tydzień czy na miesiąc, rak mu nie grozi. Zdecydowanie bardziej niebezpieczny jest wpływ marihuany na sprawność psychomotoryczną kierowców. Wykazały to liczne eksperymenty. Pod wpływem konopi kierowcy reagowali wolniej, mieli kłopoty z prawidłową oceną sytuacji.

Takie upośledzające działanie utrzymywało się około godziny po zażyciu dawki stosowanej w eksperymencie. Już jednak u lotników niekorzystne skutki marihuany utrzymywały się nawet 24 godziny po wypaleniu jointa. Wielokrotnie próbowano też zbadać, jak wyglądają statystyki wypadków po konopiach, trudno było jednak dojść do wiążących wniosków, ponieważ uczestnicy wypadków, u których wykrywano we krwi ślady marihuany, zazwyczaj mieli też w niej sporo alkoholu.

Marihuana fot. shutterstock.com

Ale mimo to, liczby robią wrażenie. Jedno z badań wykazało obecność THC we krwi u co 10. uczestnika wypadku drogowego, a w Kalifornii nawet u 37% ofiar. Dlatego nigdy nie siadaj za kółkiem, jeśli coś wypalisz. Choćby Ci się wydawało, że jesteś już w pełni sprawny - jedź taksówką lub idź pieszo.

A jednak leczy?

Środek znany od wieków jako silne zioło leżał odłogiem przez wiele lat. Dopiero w latach 90. coś drgnęło i zaczęto się poważniej przyglądać możliwościom leczniczym THC. Mówi prof. Leslie Iversen, farmakolog z Oxford University, autor książki "Science of Marihuana": "Mniej więcej 10 lat temu zaczęliśmy szukać wpływu THC na funkcjonowanie mózgu. W tym czasie udało się odkryć wiele interesujących medycznych zastosowań THC". Oczywiście niekoniecznie w postaci kręconych domowym sposobem jointów, w których nie sposób określić dawkowania.

Między innymi prowadzi się próby wykorzystania konopi w leczeniu bólu przy zaawansowanej chorobie nowotworowej i przy stwardnieniu rozsianym. Szczególne nadzieje budzi działanie THC w skojarzeniu z opioidami, czyli np. z morfiną, której działanie przeciwbólowe potęguje. Znane są też obiecujące próby zastosowania THC jako samodzielnego środka znieczulającego. Nie jest wprawdzie tak silny jak morfina, ale ma tę zaletę, że nie powoduje nudności, nie upośledza układu oddechowego i nie wywołuje nietolerancji.

Przeciwwymiotne działanie THC można też wykorzystać w łagodzeniu skutków ubocznych chemioterapii - badania kliniczne dowiodły, że konopie pomagają tym pacjentom, u których inne środki przeciwwymiotne nie skutkowały.

Kolejnym polem zastosowania konopi może być w przyszłości okulistyka. Marihuana obniża ciśnienie w gałce ocznej, a zbyt wysoki jego poziom bardzo często powoduje jaskrę, która nierzadko prowadzi do ślepoty.

Środki na bazie THC próbuje się także wykorzystywać w leczeniu chorych na AIDS. THC pobudza bowiem apetyt, który u osób wyniszczonych towarzyszącymi AIDS chorobami oportunistycznymi jest bardzo mizerny. Dzięki więc marihuanie odżywiają się lepiej, przy okazji poprawia im się nastrój, a zatem i komfort życia.

Wielkie nadzieje budzą też możliwości związane z układem endokannabinowym. Nasz organizm potrafi bowiem wytwarzać substancje podobne do THC. Ostatnio udało się odkryć, że te naturalne kannabinole i ich receptory regulują wiele procesów, między innymi wpływ alkoholu na mózg.

Być może więc dzięki nim uda się stworzyć lekarstwo, które pomoże leczyć ludzi uzależnionych. Pojawiają się też nadzieje, że dokładniejsze poznanie układu endokannabinowego pozwoli w przyszłości opracować środki wspomagające... leczenie otyłości.

THX w aptece

Od czerwca 2005 roku, za zgodą władz farmaceutycznych, Kanadyjczycy cierpiący na stwardnienie rozsiane mogą sięgać po lek opracowany na bazie marihuany, czyli Sativex. Stwardnienie rozsiane to nieuleczalna choroba neurologiczna, której mogą towarzyszyć bardzo silne i przewlekłe bóle. Sativex jest podawany doustnie w sprayu. Nie zastępuje leczenia innymi środkami, jest jedynie lekiem uzupełniającym. Wyróżnia go fakt, że jest to pierwszy na świecie dopuszczony do sprzedaży lek, którego podstawowym składnikiem jest substancja czynna marihuany - tetrahydrocannabinol.

Marihuana fot. shutterstock.com

Firma produkująca lek już dwa lata temu starała się o dopuszczenie go do sprzedaży w Wielkiej Brytanii, ale władze domagały się mocniejszych dowodów przemawiających za skutecznością leku. Producent Sativexu zapowiada, że będzie się starał o uzyskanie zezwoleń również w innych krajach Europy.

Palić czy nie?

Nie daj się jednak zwieść powyższym pozytywnym informacjom. To, że trwają próby wykorzystania konopi w lecznictwie, nie oznacza wcale, że palenie jest zdrowe. To jak z olejem rycynowym. Jako lek pomaga, ale przyjmowany codziennie lub okazjonalnie, raczej szkodzi niż pomaga.

Wracając do zasadniczego pytania postawionego parę wierszy wyżej - oczywiście, póki jest to zabronione prawem, nie palić. Nie można namawiać do palenia. Za namawianie grozi kilka lat odsiadki. Ale jak to napisał jeden z brytyjskich dzienników: "...legalizacja marihuany nie jest kwestią odpowiedzi na pytanie CZY, tylko KIEDY". Gdy już to się stanie i będziesz mógł sobie zapalić bez lęku przed policją, wtedy przypomnij sobie wszystkie za i przeciw, i sam podejmij decyzję.


Zobacz także: Marihuana: naga prawda o maryśce - obalamy mity na temat "zioła"

 Ilu nas, ilu nas, do palenia zioła
  Odsetek wszystkich ludzi dorosłych (w wieku od 15 do 64 lat), którzy zetknęli się z marihuaną w poszczególnych krajach europejskich Odsetek palących obywateli w wieku 15-34 lata w poszczególnych krajach europejskich
 Dania 31% 45%
 Wielka Brytania
31% 43%
 Hiszpania 24% 35%
 Niemcy 24% 36%
 Francja 22% 36%
 Włochy 22% 30%
 Czechy 21% 38%
 Holandia 21% 31%
 Cypr 20% 24%
 Irlandia 18% 24%
 Norwegia 15% 21%
 Słowacja 15% 27%
 Szwecja 14% 21%
 Luksemburg 13% 16%
 Finlandia 13% 22%
 Belgia 11% 19%
 Litwa 11% 20%
 Węgry 10% 17%
 Grecja 9% 11%
 Polska 8%
15%
 Portugalia 8% 12%
 Estonia 5% 9%
 Malta 3%  

 

MH 02/2006

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Artykuł napisany , profesjonalnie . Pamiętajmy że wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem .
    Zeli. EUDEZET, 2009-12-09 13:51:14
  • avatar
    zgłoś
    Knopie indyjskie, znane powszechniej jako marihuana, znane są od 5000 lat. Jednak badania nad jej leczniczymi właściwościami podjęto dopiero niedawno. Sprawdź w naszym obszernym raporcie, co na temat "zioła" ma do powiedzenia współczesna nauka.http://www.menshealth.pl/zdrowie/Marihuana...szczy-3638.html
    Mens Health, 2009-09-24 13:43:46
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij