Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Uwaga na lawiny: jak radzić sobie w górach?

Jeśli uda Ci się znaleźć porwanego przez lawinę kumpla w ciągu kwadransa, jest 90% szans, że będzie cały i zdrowy. Zobacz, jak w takiej sytuacji nie zmarnować nawet sekundy.

Michał Gołębiewicz 2014-12-10
lawiny, ludzie fot. Tomasz Gola

Jeszcze niedawno myślałem, że posługiwanie się sprzętem ratowniczym nie należy do szczególnie skomplikowanych zadań (w końcu co może być trudnego w obsłudze łopaty?), a detektor lawinowy kojarzył mi się z nawigacją samochodową, która jak po sznurku prowadzi do zasypanego.

O tym, że jest inaczej, przekonałem się na kursie lawinowym w schronisku Murowaniec w Tatrach, gdzie pod okiem ratowników TOPR ćwiczyłem obsługę sprzętu i techniki ratownicze. Jeśli poważnie myślisz o zimowych, górskich wyprawach czy jeździe poza trasami, nie możesz lepiej zainwestować trzech dni, niż wybierając się na takie szkolenie.

Pod śniegiem

Na początku zajęć ratownicy puścili film z kamery na kasku freeridera zasypanego przez lawinę. Gdy zniknął pod zwałami śniegu, zrobiło się ciemno i było słychać tylko jego oddech. Z każdą chwilą stawał się coraz szybszy, a ja czułem, jak z niewielkiej przestrzeni przed jego twarzą błyskawicznie znika życiodajny tlen. Gdy po kilku minutach ciemność rozproszyło światło wpadające przez dziurę wykopaną przez ratujących go kolegów, odetchnąłem z ulgą równie głęboko jak zasypany. Krótki film sprawił, że zrozumiałem, jak ważne jest, by w góry wybierać się w grupie ludzi wyposażonych w odpowiedni sprzęt i – co najważniejsze – umiejących go obsługiwać.

Utwierdziła mnie w tym statystyka: aż 90% porwanych przez śnieg ma szansę przeżycia, jeśli pomoc dotrze do nich w 15 minut. W Tatrach ratownicy mogą zjawić się na lawinisku najwcześniej po ok. 30 minutach (jeśli zostaną błyskawicznie powiadomieni o wypadku, a pogoda pozwala na lot helikopterem). Wtedy jednak szansa na uratowanie zasypanego spada do zaledwie 40%. Gdy zimą wychodzicie na wyprawę w wysokogórski teren, musicie liczyć przede wszystkim na siebie.

Święta trójca

To trzy urządzenia, które są podstawą ratowniczego ekwipunku: detektor, łopata i sonda. Razem tworzą naprawdę skuteczną broń w walce ze śniegiem. Wyszkolony turysta czy narciarz dzięki nim jest w stanie odnaleźć zasypanego w 15 minut. Z eksperymentów wynika, że jeżeli zabraknie jednego lub więcej z jej składników, czas poszukiwania zaczyna bardzo wzrastać. Dobrze, żeby w Twoim arsenale znalazła się też broń pozwalająca uniknąć zasypania. Jest nią plecak z systemem ABS, czyli balonem, który po pociągnięciu wyzwalacza napełnia się gazem i utrzymuje Cię na powierzchni sunącego śniegu.

Owszem, to drogi zakup, ale do tej pory ludzkość nie wymyśliła niczego skuteczniejszego. Ekwipunek może uzupełnić system Avalung, który składa się z rurek transportujących wydychane powietrze do tyłu. Dzięki temu przed twarzą nie zbiera się dwutlenek węgla ani nie tworzy się lodowa skorupa (pod wpływem ciepłego, wydychanego powietrza, które zamarza na warstwie śniegu). Istnieje duża szansa, że Twoja kurtka i spodnie wyposażone są w system Recco, ułatwiający odnalezienie profesjonalnym ekipom ratowniczym wyposażonym w odpowiedni sprzęt.

Elementy systemu powinny być rozmieszczone po przeciwnych stronach ubrania (na przykład na kurtce po prawej, a na spodniach po lewej). Wówczas jest większa szansa na to, że odbiją sygnał z nadajnika. Niektórzy używają również Avalanche Ball, czyli specjalnego balonika na 6-metrowym sznurze. Jest spora szansa, że gdy porwie Cię lawina i uda Ci się go odpowiednio uruchomić, pozostanie na wierzchu i ratownicy znajdą Cię po nim jak po sznurku. 

lawiny, ludzie fot. Tomasz Gola

Przygotowanie

Pierwszego dnia kursu mamy zajęcia teoretyczne, drugiego ruszamy w góry, by sprawdzić się w praktyce. Każdy dostaje komplet sprzętu i wskazówki, jak go używać. Detektor powinien być noszony na uprzęży pod kurtką (na pierwszej warstwie, blisko ciała) lub włożony w zamykaną kieszeń spodni. W żadnym razie nie w kurtce, którą na podejściu często chowa się do plecaka, a ten zrzuca się w lawinie. Przed wyruszeniem trzeba sprawdzić wskaźnik naładowania baterii (nie wolno używać akumulatorów, które na mrozie padają gwałtowniej niż zwykłe baterie). Jeśli jest mniejszy niż 40%, koniecznie wymień zasilanie.

Przed wyruszeniem robimy dwukierunkowy grupowy test sprawności detektorów. Lider ma ustawiony tryb nadawania, a reszta grupy pojedynczo (w odstępach, aby urządzenia nie zakłócały swojego działania) podchodzi do niego z detektorami nastawionymi na szukanie. Jednoznaczny odbiór sygnałów (narastające piknięcia, zmiana wyświetlanych wartości odległości) oznacza, że wszystko jest w porządku. Dalej każdy przestawia swój nadajnik z powrotem na nadawanie. Jesteśmy sprawdzani przez lidera idącego z detektorem w trybie szukania. W ten sposób sprawdzamy, czy wszystkie detektory pracują właściwie w obu trybach.

Chwila prawdy

Dzielimy się na dwójki – jedna osoba zakopuje detektor, a druga ma za zadanie go odnaleźć. Szybko okazuje się, że ten sprzęt to nie GPS ani nawigacja samochodowa, które za rączkę prowadzą do celu. Aparat, zwłaszcza w niewprawnych rękach, często zmienia wskazania: odległość, która spadała, nagle zaczyna rosnąć. Sytuację na prawdziwym lawinisku dodatkowo komplikuje fakt, że mogą się na siebie nakładać sygnały kilku urządzeń. Pół biedy, jeśli masz do dyspozycji nowoczesny model, który na wyświetlaczu pokazuje odległość. W starciu ze starszym typem detektora, który komunikuje się tylko częstotliwością sygnałów dźwiękowych i zapalaniem kolorowych diod, poległem na całej linii. Dlatego tak ważne jest, żeby ćwiczyć używanie urządzenia. Nawet jeśli nauczyłeś się go na kursie, co jakiś czas rób trening z kolegami. Zaczynaj od tego każdy kolejny sezon zimowy. Pozwoli Ci to zachować zimną krew, gdy naprawdę będziesz musiał go użyć.

Nisko i delikatnie

Gdy jesteś już blisko zasypanego (mniej niż 3 m), zaczyna się operacja wymagająca precyzji. Schyl się, żeby detektor był przy tuż powierzchni śniegu. Trzymaj go poziomo, przesuwaj powoli i nie rób gwałtownych ruchów. Staraj się złapać najmniejszą odległość. Gdy ją wychwycisz, staje się centrum poszukiwań. Od tego punktu kolejno przesuwaj detektor w cztery strony (metoda krzyża). Za każdym razem zatrzymuj się w miejscu, w którym odległość zaczyna rosnąć, i rysuj palcem na śniegu linię. W ten sposób tworzy się czworokąt. Miejsce przecięcia jego przekątnych to punkt, w który masz wbić sondę lawinową. Do momentu, w którym odnajdziesz zasypanego, najbardziej liczy się szybkość działania. Gdy na niego trafisz, priorytet zyskuje wyczucie i delikatność.

lawiny, ludzie fot. Tomasz Gola

Postępuj tak ostrożnie, jak to możliwe, by własnym ciężarem czy zbyt gwałtownymi ruchami nie zniszczyć poduszki powietrznej czyli wolnej przestrzeni wokół zasypanego, od której zależy jego życie. A od znalezienia do odkopania może upłynąć sporo czasu. Żeby go wydobyć, czasem trzeba przerzucić masę śniegu (metr sześcienny przeciętnie waży 400 kg, ale może dojść nawet do 800 kg).

Komunikat

Przygotowania do wyprawy zacznij od sprawdzenia komunikatu lawinowego. Opracowują go codziennie ratownicy TOPR i GOPR. Oprócz określenia stopnia zagrożenia w 5-stopniowej skali, znajdziesz w nim informacje: czy zagrożenie rośnie, maleje albo pozostaje bez zmian, szczególnie niebezpieczne wystawy (strony świata, w które zwrócony jest stok), opis pokrywy śnieżnej i inne zalecenia dla wychodzących turystów.

Trzeci stopień oznacza już spore zagrożenie i nie zdarza się u nas często. Czwarty jest w Polsce ogłaszany bardzo rzadko, a piąty praktycznie nigdy. Nie lekceważ drugiego stopnia, choć zagrożenie jest w nim opisane jako umiarkowane. To w jego czasie wydarzyło się w Tatrach najwięcej wypadków (w latach 1996-2007 podczas pierwszego stopnia byłoich 5, w czasie drugiego 14, a trzeciego 11).

Zasady bezpieczeństwa

Bardzo ważne jest monitorowanie pogody– nie tylko w dniu wycieczki, ale przez dłuższy czas ją poprzedzający. Niebezpieczny jest na przykład pierwszy dzień dobrej aury po dłuższym okresie złej. Zaplanuj wcześniej trasę i sprawdź, po stokach o jakiej wystawie względem kierunków świata przebiega.

Południowe są bezpieczniejsze, bo pod wpływem słońca śnieg się na nich mocniej związuje. W Tatrach polskich 66% wypadków wydarzyło się na północnych stokach, 34% na południowych. Do głównych czynników sprzyjających powstawaniu lawin należą: świeży opad śniegu połączony z wiatrem, nagłe i intensywne ocieplenie, mocny wiatr (ok. 50 km/h), niska temperatura (poniżej -80C) czy słaba konstrukcja pokrywy śnieżnej (np. przysypana przez śnieg warstwa szronu).

Syrena alarmowa powinna głośno wyć Ci w głowie, gdy zobaczysz samoczynnie schodzące lawiny albo podczas wejścia na śnieg usłyszysz głuche, bębniące odgłosy i pęknięcia. To nieodwołalny sygnał do odwrotu! W grupie stosujcie odstępy minimum 20-metrowe. Jeśli idziecie na piechotę – nawet większe, bo stopy mocniej oddziałują na pokrywę śnieżną niż narty czy rakiety. Jeżeli natrafi cie na niebezpieczne miejsce (żleb, pole śnieżne), pokonujcie je pojedynczo. Podobnie zjeżdżajcie: kolejny rusza dopiero wtedy, gdy poprzedni melduje się na dole.

Trzy dni kursu to dość, żeby opanować techniki ratownicze i mieć bazę niezbędną do samodzielnego trenowania tych umiejętności. Mimo starań TOPR-owców jest to jednak zbyt mało, by zdobyć wiedzę pozwalającą bezpiecznie poruszać się po górach i nie powodować lawin. Takie doświadczenie zdobywa się latami, podczas kolejnych wypraw 

lawiny, ludzie fot. Tomasz Gola

Uwaga!

Lawinowa mapa

Tu zachowaj ostrożność! W Polsce lawiny najczęściej schodzą w Tatrach. Zdarzają się również w Karkonoszach, okolicach Babiej Góry w Beskidzie Żywieckim czy w Bieszczadach. Nie oznacza to jednak, że w pozostałych pasmach możesz czuć się całkowicie bezpiecznie. Nawet tam, przy splocie niekorzystnych zjawisk i w teoretycznie bezpiecznym terenie, może dojść do obsunięć śniegu. Zdarzały się one nawet w Beskidzie Niskim, na zalesionej, ale stromej Cergowej.  

Jak zachować się w lawinie?

1. Przede wszystkim nie próbuj uciekać z lawiny, która zerwała się pod Tobą. W ten sposób możesz jedynie pogoszyć sytuację. Jest to możliwe tylko w przypadku lawiny, która zaczęła się powyżej Ciebie.

2. Narty, snowboard, kijki czy plecak (wyjątkiem jest sprzęt wyposażony w system ABS) mogą spowodować "efekt kotwicy" i pociągnąć Cię na dół. Staraj się ich jak naszybciej pozbyć. Przed wejściem na niebezpieczny teren wyjmij dłonie z pętli kijków, odepnij pas biodrowy i piersiowy plecaka. Możesz też na nos i usta naciągnąć chustę.

3. Gdy poczujesz, że lawina zwalnia, możesz spróbować gwałtownymi ruchami ciała przebić się na powierzchnię. Jeżeli będziesz płytko zasypany, jest szansa, że Ci się uda.

4. W ostatniej fazie ruchu lawiny zamknij usta i nim śnieg zabetonuje Cię na amen, przyłóż ręce do twarzy. Im większą przestrzeń uda Ci się stworzyć (tzw. poduszkę powietrzną), tym dłużej będziesz mógł oddychać pod śniegiem.

5. Jeżeli masz plecak z systemem ABS (jego paski muszą być mocno ściągnięte), odpal go gdy poczujesz, że porywa Cię śnieg. Wtedy wystrzeli napełniany gazem balon, dzięki któremu masz spore szanse utrzymać się na powierzchni lawiny. Do tej pory nie wymyślono skuteczniejszego urządzenia. Na 250 zarejestrowanych użyć systemu ABS (każde z nich zgłasza się producentowi) spotkania z lawiną nie przeżyło tylko 7 osób. 

Jak szybko odnaleźć zasypanego?

"Pierwszą czynnością, którą musisz zrobić po zejściu lawiny, jest rozpoczęcie poszukiwań i wezwanie pomocy" - mówi Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W czasie gdy ratownicy rzucą się do śmigłowca, Ty ruszaj na lawinisko.

Jeśli masz detektor i wiesz, że osoba pod śniegiem również go miała, włącz tryb szukania i ruszaj do akcji. Najpierw rozejrzyj się, szukając elementów wystających spod śniegu: nart, kijków, rąk czy nóg (nie przestawaj wypatrywać ich przez cały czas akcji ratunkowej). Odpuść sobie raczej dzwonienie na komórkę zasypanego. Śnieg skutecznie tłumi dźwięk, a nawet jeśli go usłyszysz, trudno będzie Ci namierzyć dzwoniący telefon.

 

 

 

Jeżeli jesteś sam: ruszasz przez lawinisko, tak jak pokazano na rysunku. Zawracaj ok. 20 m od brzegu lawiniska (tyle ma zasięg detektora). Biegnąc, trzymasz go w uniesionej ręce i nieustannie obracasz w 3 płaszczyznach. Jest to bardzo istotne, bo umieszczone w nim anteny muszą znaleźć się w określonym położeniu wobec anten detektora pod śniegiem, aby urządzenia "się zobaczyły". 

 

 

 

Jeżeli jesteś z kolegami: rozstawiacie się tak, jak na rysunku, i idziecie po prostej wzdłuż stoku (w górę lub w dół). Gdy detektor złapie sygnał, o czym oznajmi Ci pikaniem, przestajesz nim kręcić i trzymasz go poziomo w wyciągniętej ręce. Pamiętaj, że fale emitowane przez urządzenia rozchodzą się koncentrycznie, więc będzie Cię ono prowadzić do zasypanego nie po prostej, lecz po łuku. 

 

 

 

Prostopadle i ślimakiem

Gdy objaśnioną w tekście metodą krzyża odnajdziesz punkt, w który masz wbić sondę, pamiętaj, żeby robić to nie pionowo, tylko prostopadle do powierzchni stoku. Wbijaj sondę w śnieg co ok. 20 cm, idąc ślimakiem pokazanym na rysunku. Gdy natrafisz na ciało, nie wyciągaj sondy, lecz zostaw ją wbitą i zacznij kopać. 

Sonda - instrukcja obsługi

Sondowanie to dla mnie najtrudniejszy element. Wiele razy myślałem, że znalazłem cel, ale okazywało się, że to tylko zmrożony śnieg albo sprężynująca kosówka imitująca ludzkie ciało. Na szkoleniu jeden z nas wchodził pod śnieg, a reszta wbijała sondę, żeby sprawdzić, jakie to uczucie, gdy trafia się na człowieka. Śnieg ułożony jest warstwami, przez które czasem trudno się przebić. Nie bój się zdecydowanie wbijać ostrej sondy. "Nie słyszałem jeszcze o przypadku uszkodzenia ciała sondą" - mówi Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. 

MH 11/2012

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Jeśli uda Ci się znaleźć porwanego przez lawinę kumpla w ciągu kwadransa, jest 90% szans, że będzie cały i zdrowy. Zobacz, jak w takiej sytuacji nie zmarnować nawet sekundy.<br /><br /><a href="/wyzwania/Uwaga-na-lawiny-jak-radzic-sobie-w-gorach,7414,1"></a>
    Mens Health, 2015-10-19 11:23:08
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij