Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Pokonać Wielkiego Dzwonnika: Grossglockner

Grossglockner to obok Mont Blanc i Matterhornu najsłynniejsza z alpejskich gór. I równie trudna: podczas wspinaczki na najwyższy szczyt Austrii trzeba pokonać lodowce i drogi nad przepaściami. Redaktorzy MH zmierzyli się z żywiołem i swoimi słabościami.

Paweł Kempa 2015-03-30
Grossglockner

Co?

Wspinaczka na Grossglockner (3798 m n.p.m.) granią Stüdlgrad i zejście Normalnstieg, czyli "drogą normalną".

Czas: 2-3 dni przy dobrej pogodzie.

Gdzie?

Austriackie Alpy, a dokładnie Tyrol Wschodni – region Wysokich Taurów. Najszybciej dotrzesz samolotem do Innsbrucka lub Monachium (ok. 1500 zł), stamtąd transfer do miejscowości Kals (kilkadziesiąt euro). Najtaniej samochodem (1000 km z Krakowa przez Wiedeń lub z Wrocławia przez Monachium – ok. 10 godzin jazdy). Parking znajduje się u podnóża doliny Ködnitztal przy pensjonacie Lucknerhaus na 1918 m n.p.m.

Kiedy?

Od lipca do połowy października. Możesz ruszyć już późną wiosną, z chwilą otwarcia schronisk wysokogórskich. Dogodnymi miesiącami do wspinaczki są sierpień i wrzesień.

Za ile?

Wejście na szczyt Grossglockner drogą normalną z przewodnikiem to 200 euro za 2 osoby, a granią Stüdlgrad – 230 euro za 2 osoby. Przewodnik jest konieczny. Nocleg w schronisku Stüdlhutte (2801 m n.p.m.) – 20 euro za osobę.

Dla kogo?

Niezbędne predyspozycje: 1. Brak lęku wysokości. 2. Znajomość podstawowych technik wspinaczkowych i asekuracyjnych. 3. Dobra kondycja, wyczucie równowagi i brak przeciwwskazań do przebywania na dużych wysokościach.

"Wygląda jak ząb rekina" – pomyślałem w pierwszej chwili, gdy ośnieżony Grossglockner wyłonił się zza chmur. Mieszkańcom Wschodniego Tyrolu przypomina jednak wielki dzwon – nie tylko ze względu na swój regularny kształt. W jego nazwie pobrzmiewa huk lawin rozchodzących się po dolinie Ködnitztal i w wiosce Heiligenblut, a także echo pękających szczelin lodowca u podnóża szczytu. To jedna z najpiękniejszych gór Alp i najżywszy szczyt Austrii, a wszystkie "naj" zawsze przyciągają zdobywców.

Droga na Grossglockner i pokonanie 3798 metrów dostarcza więcej adrenaliny niż wejście na Mont Blanc, nie wspominając już o tatrzańskiej Orlej Perci, którą można pokonać jako trening przed wejściem na wielkiego dzwonnika. Ta góra hartuje nie tylko mięśnie, ale i psychikę. Czeka Cię przeprawa przez lodowiec, potem wspinaczka alpejska nad przepaściami i przejścia eksponowanymi graniami. Nagrodą będzie zapierający dech w piersiach widok z dachu Austrii.

Poza tym legenda głosi, że na szczycie góry koncentruje się moc, rodzaj naturalnej energii występującej w przyrodzie, i kto stanie na jej szczycie, może zaczerpnąć odrobinę z tej siły. Mimo że nie osiąga wysokości czterech tysięcy metrów, nie wolno tej góry lekceważyć. W pogodny dzień na szczycie obok krzyża staje nawet kilkadziesiąt osób, ale wystarczy załamanie pogody i góra potrafi pokazać swoje zęby.

W sezonie na jej zboczach ginie ok. 10 osób. Łatwo zgubić drogę na grani, ześlizgnąć się w śnieżnym żlebie lub wpaść w szczelinę lodowca. Dlatego nawet zaawansowani turyści i początkujący wspinacze powinni wybrać się w asyście wysokogórskiego przewodnika powiązani liną asekuracyjną. To gwarancja, że alpejska przygoda przebiegnie bezpiecznie, choć wciąż będzie ekscytująca.

Alpejski wspin

Docieramy z miejscowości Kals do doliny Ködnitztal. Bazę naszej wyprawy organizujemy w pensjonacie Lucknerhaus na 1918 m n.p.m. (to prawie wysokość Kasprowego). Szczyt zasłaniają chmury, ale już za kilka minut błyszczy niczym ostry ząb rekina na tle błękitnego nieba. Mieliśmy atakować go za 2 dni, ale prognozy mówią o zbliżających się opadach śniegu. Ruszamy więc niezwłocznie, wykorzystując okno pogodowe.

Po 4 godzinach marszu docieramy przed zmrokiem do schroniska Stüdlhutte. Rano czeka na nas Matthias Wurzer – zamówiony wcześniej przewodnik. Dzwoni do znajomych meteorologów. Nie jest najlepiej, choć kilka ekip poszło normalną, łatwiejszą drogą przez lodowiec.

Szybki rzut oka na szczyt: góra cała we mgle, zacina drobny śnieg, ale przewodnik zapewnia nas, że z jego pomocą damy radę wspiąć się trudniejszą drogą przez grań Stüdlgrad. Ze strzępów rozmowy w dialekcie tyrolskim wyłapuję, że żaden z jego kolegów nie szedł dziś granią.

"Czeka nas prawdziwa alpejska wspinaczka!" – mówi przed wyjściem Matthias, zarzucając na ramię plecak szturmowy. 22 lipca 2011 roku byliśmy jedyną ekipą, która poszła tą drogą.

STRONA 1 z 2

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij