Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ
164



OCEŃ
4.2

Niebezpieczne zawody: trudna forsa

Narzekasz na swoją pracę? Że nudna i bez perspektyw? W Afryce oraz na Dalekim Wschodzie czeka na Ciebie przygoda oraz niezła kasa. Musisz jednak wykazać się charakterem.

niebezpieczne zawody fot. Getty Images
Cel? Pal!

Instruktor cywilny

Kasa: 45 tys. zł

Miejsce: cały świat

Ryzyko: 5/10

"Do czego została stworzona broń? – pyta Pavka, instruktor z wieloletnim stażem. – Tylko i wyłącznie do zabijania. Dlatego podczas szkolenia najważniejsze jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa".

To istotne, ponieważ jednostki policji czy wojska, które Pavka szkoli na całym świecie, prezentują bardzo różny poziom. W niektórych przypadkach trzeba zaczynać od obsługi broni i przyjmowania odpowiedniej pozycji – czyli absolutnych podstaw. Dalsze zajęcia są już związane z konkretnym zamówieniem.

"W Arabii Saudyjskiej pracowałem z oddziałami specjalnymi policji. Ćwiczyliśmy m.in. walkę w pomieszczeniach zamkniętych oraz desant z helikoptera na tyły wroga – mówi. – W Bangladeszu natomiast szkoliłem jednostki ochrony – odpowiednik polskiego BOR-u – zapewniające bezpieczeństwo tamtejszych ministrów".

W zależności od zakresu obowiązków, instruktorzy inkasują za miesiąc pracy od 10 do 20 tysięcy dolarów. Jednak, żeby dostawać taką kasę, musisz mieć duże umiejętności i wiele lat doświadczenia. "Nie mogę powiedzieć zbyt wiele. W końcu w tym środowisku wszyscy się znają, ale zawsze chciałem służyć w wojsku, w jednostce specjalnej, i to marzenie udało mi się zrealizować. Potem przyszedł czas na kolejne wyzwania..." – tłumaczy Pavka.

W pracy instruktora liczy się także pewna renoma. W końcu w tej branży nie dostaje się roboty poprzez wysłanie CV i pójście na rozmowę kwalifikacyjną. Byłeś dobrym żołnierzem i dowódcą? Dostaniesz szansę jako instruktor. Tylko pamiętaj o zachowaniu milczenia, bo o pewnych rzeczach nie będziesz mógł mówić głośno. 

Na ratunek

Pracownik pomocy humanitarnej

Kasa: ?

Miejsce: cały świat

Ryzyko: 5/10

"W czasie studiów stwierdziłem, że nie chcę skupić się na zarabianiu pieniędzy, lecz na robieniu czegoś wartościowego" – mówi Łukasz Skoczylas. Dlatego po zdobyciu tytułu magistra prawa zaczął szukać pracy związanej z pomocą humanitarną. Bez skutku. Mimo to nie zrażał się. Odbywał staże, pracował jako wolontariusz, w końcu Polska Akcja Humanitarna – widząc jego zaangażowanie – zatrudniła go na stałe. Od tego czasu w Somalii nadzorował budowę berkad ("To podziemne zbiorniki, które wypełniają się wodą podczas krótkiej pory deszczowej i muszą wystarczyć na resztę roku").

W Sudanie Południowym prowadził projekt budowy studni oraz promocji higieny ("Uczy się jej w bardzo prosty, obrazowy sposób, np. poprzez pokazanie butelki z wodą czystą i taką, która zawiera ekskrementy. Następnie uświadamia się, że defekacja obok źródła wody daje podobny efekt"). W Serbii oraz Bośni i Hercegowinie odbudowywał szkoły ("Skala zniszczeń po powodzi była ogromna"). A na Ukrainę wiózł pomoc humanitarną ("Potrzebne było dosłownie wszystko: żywność, koce, ubrania, leki, środki czystości").

Chociaż Skoczylas zaznacza, że praca humanitarna to w dużej mierze pomoc drugiemu człowiekowi zza biurka: spotkania, ustalenia, przygotowywanie transportu, to jednak z każdej z podróży wraca z nową, niełatwą do opowiedzenia historią. W Sudanie widział skutki wojny domowej i musiał się szybko ewakuować. Na Ukrainie przeżył atak rakietowy, zrzucający ładunki odłamkowe na miasto.

Pytany, czy dalej tak samo wierzy w pomoc humanitarną, odpowiada: "Nie, ale nie zwątpiłem. Są blaski i cienie, nie wszystko jest łatwe, nie wszystko da się zrobić, ale mam pewność, że pomoc humanitarna jest niezbędna". A co do kasy? Łukasz zarabia teraz więcej niż dostawał w ministerstwie, ale mniej niż koledzy prawnicy w korporacjach. O szczegółach nie chce jednak mówić.

 

Projekt: Dom

Architekt

Kasa: 6 tys. zł

Kraj: Angola

Ryzyko: 3/10

Grzegorz Ruta o Project South Africa – programie umożliwiającym odbycie stażu architektonicznego w Luandzie – usłyszał na trzecim roku studiów. Wysłał zgłoszenie, został przyjęty i poleciał. "Początki były trudne – zdradza. – Zajmowałem się inwentaryzacją sieci hydraulicznej". Ale dał sobie radę, dlatego pracodawca zaproponował mu kontrakt.

"Teraz pracuję nad kompleksem Boa Vida. To 70-hektarowe osiedle wyposażone we własne źródło prądu oraz wody, na terenie którego znajdują się szkoły, restauracje i centra handlowe" – mówi Ruta. W Angoli najważniejsze jest bowiem bezpieczeństwo. Każde dobre osiedle ma własnych, uzbrojonych w AK-47 ochroniarzy, a płoty często są ozdobione drutem kolczastym.

"Na początku myślałem o Skandynawii, ale po przyjeździe tutaj przekonałem się, że to kraj wielkich możliwości, w którym dużo się buduje" – wyjaśnia Grzegorz. Dzięki temu, gdy jego koledzy i koleżanki w Polsce zajmują się dekoracją wnętrz albo grafiką 3D, on przygotowuje koncepcję rozwoju całego osiedla. Jednak ma to swoją cenę.

"Pracujemy po 50 godzin tygodniowo, także w soboty", co może nie jest zaskoczeniem dla żadnego młodego architekta, ale nad Wisłą łatwo to odreagować, spotykając się ze znajomymi czy idąc na imprezę. "Tutaj mamy zajęcia sportowe organizowane przez firmę. Jedziemy na siłownię, gramy w piłkę lub w kosza". Większość inżynierów pochodzi bowiem z Polski. Gdyby Grzegorz chciałby sam wyjść z hotelu pracowniczego, ma taką możliwość. "Kraj podnosi się po wojnie domowej, ale sytuacja jest stabilna, a ludzie bardzo mili" – przyznaje. Tylko że kałasznikow kosztuje 90 funtów, a para markowych spodni – 200 funtów. 

Między słowami

Nauczyciel angielskiego

Kasa: 4 tys. zł

Miejsce: Chiny

Ryzyko: 1/10

Może nie zarobisz kokosów, ale na wakacje i tak będziesz mógł latać do Tajlandii. 

Co można robić po filologii angielskiej? Zostać tłumaczem, dawać korki dzieciom z podstawówki albo... pojechać do Chin i pracować tam jako nauczyciel. Tę ostatnią opcję wybrał Piotr Grochowski (www.chiny-info.pl). Chcesz pójść w jego ślady? Najpierw musisz znaleźć szkołę, która będzie zainteresowana Twoimi usługami. Najłatwiej szukaj w mniejszych miastach (takie w Azji mają około miliona mieszkańców), gdzie panuje mniejsza konkurencja. Potem będziesz musiał przesłać skany dokumentów i dyplomu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, niedługo później otrzymasz papiery z Chin. Wtedy jedziesz po wizę do Warszawy, kupujesz lot na drugą stronę świata i stawiasz się w umówionym miejscu.

"Z dyscypliną wśród uczniów nie ma problemu – mówi Grochowski. – Różni się za to sposób prowadzenia zajęć. Podstawa to kucie na pamięć. W chińskim systemie edukacyjnym nie ma wiele miejsca na samodzielne, kreatywne myślenie".

Jest za to pewna dowolność w przygotowywaniu zajęć. Praca na Dalekim Wschodzie ma jeszcze kilka zalet. W publicznej szkole co 4-5 miesięcy możesz liczyć nawet na 60 dni wolnego, często pracodawca opłaca Twoje mieszkanie, a koszty życia są nieporównywalnie niższe niż Polsce. W dodatku wszystko zmienia się i rozwija w zaskakującym tempie. Minusy? Dla Chińczyków zawsze pozostaniesz obcy.

"Poza tym brakuje mi rodziny oraz przyjaciół – mówi Piotr. – I polskiego chleba czy wędlin, które nie mają sobie równych".

 

Byle z głową

Kontraktor

Kasa: 27 tys. zł

Miejsce: Irak

Ryzyko: 9/10

"Życie może powinno polegać na chodzeniu do sklepu i kupowaniu płatków, ale ja po kilku miesiącach w domu zaczynam się dusić" – mówi Linsky. Dlatego w Iraku zajmuje się ochroną Europejczyków i Amerykanów zatrudnionych przez duże koncerny naftowe. Menedżerowie na co dzień mieszkają w bezpiecznych bazach, ale jeżeli chcą pojechać do pracy, banku czy lekarza, zawsze robią to w towarzystwie operatorów. Każdy z nich ma karabinek M4 albo AK-47, pistolet oraz kamizelkę kuloodporną.

Linsky jest dowódcą grupy, odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa klientom od momentu wyjechania z bazy do chwili powrotu. "Największe zagrożenie stanowią improwizowane ładunki wybuchowe i zamachy bombowe – przyznaje. – Narażeni są wszyscy: od przypadkowych przechodniów, przez biznesmenów, po pracowników ochrony. Zdarzają się też krótkie kontakty ogniowe". Tak w branży nazywa się ostrzał. Najgorsze jest to, że najczęściej jego ofiarą pada się zupełnie przez przypadek – gdy dochodzi do miejscowych porachunków lub ktoś się pomyli. Rzadko kiedy zbrojne grupy polują na konkretnych menedżerów.

"Chyba że na północy, na terenie kontrolowanym przez Państwo Islamskie – tłumaczy Linsky. – Tam zdarzały się próby porwań klientów lub ochroniarzy, aby wziąć za nich okup lub demonstracyjnie obciąć im głowy". Nic więc dziwnego, że niektórzy nie wytrzymują i po dwóch miesiącach wracają do domu. A do prywatnych firm nie trafiają przypadkowi ludzie. "Trzeba być odpowiednim gościem, w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze" – mówi Linsky. W jego przypadku oznacza to wiele lat spędzonych w 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym i 2. Pułku Legii Cudzoziemskiej.

 

Morskie historie

Instruktor cywilny

Kasa: 7 tys. zł

Miejsce: oceany

Ryzyko: 6/10

Lubisz adrenalinę i nie masz choroby morskiej? Odnajdziesz się na pokładzie kontenerowca. 

Igi był kucharzem w Anglii i dostawał za to niezłe pieniądze, ale pracował przez cały tydzień po kilkanaście godzin dziennie. Miał jednak pasję. "W wolnym czasie jeździłem do Polski robić kolejne kursy organizowane przez Europejską Akademię Ochrony – mówi. – Między innymi ten przygotowujący do pracy na morzu". Po jego ukończeniu pojawiła się możliwość sprawdzenia zdobytej wiedzy w praktyce. Igi wziął urlop i ruszył do Afryki. Od 3 lat właśnie tam zarabia na życie.

"Odpowiadam za bezpieczeństwo statku, towaru i ludzi" – tłumaczy. Każdy rejs rozpoczyna się od przeszkolenia załogi i przygotowania cytadeli. To specjalne pomieszczenie, w którym, w przypadku ataku, może się ukryć cała załoga. Potem życie płynie w rytmie 4-godzinnych wacht. 4 członków ochrony na zmianę, z pomocą radarów i lornetek, obserwuje, czy do statku nie zbliża się żadna podejrzana jednostka. "Do ataków najczęściej dochodzi o świcie i podczas zachodu słońca" – mówi Igi. Wówczas cała ekipa wybiega na mostek. Mają hełmy, kamizelki i broń. "W tym momencie rozpoczynają się procedury" – wyjaśnia. Bo sposób zachowania jest ściśle określony. Jeśli podejrzana jednostka podpływa bliżej, ochrona używa sygnału dźwiękowego. Potem strzelają rakietami. Jeżeli to nie pomaga, puszczają serię ostrzegawczą przed łódką. "Zazwyczaj w tym momencie atakujący się zatrzymują – mówi Igi. – Nie mogę do nich strzelać, jeżeli oni pierwsi nie otworzą ognia. Albo nie zaczną do nas celować z RPG". Poza tym życie na statku jest wygodniejsze niż mogłoby się wydawać. Igi ma do dyspozycji jednoosobową kajutę z kanapą, biurkiem i toaletą z prysznicem. "Na pokładzie nie wydaję nawet złotówki, bo i na co?" - śmieje się. Co innego w porcie, ale żal nie skorzystać, gdy jest się na Mauritiusie, Madagaskarze czy Sri Lance. 

MH 10/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    - Jakie są najbardziej niebezpieczne zawody świata, a jakie najbardziej stresujące? Poznaj listę http://www.safetyexpert.pl/porady/97-czy-twoj-zawod-jest-bezpieczny może twój zawód tam się znajduje lub posada o którą zabiegasz?
    ~Krzysztof Jot, 2016-11-23 08:34:26
  • avatar
    zgłoś
    Narzekasz na swoją pracę? Że nudna i bez perspektyw? W Afryce oraz na Dalekim Wschodzie czeka na Ciebie przygoda oraz niezła kasa. Musisz jednak wykazać się charakterem.<br /><br /><a href="/wyzwania/Niebezpieczne-zawody-trudna-forsa,7880,1"></a>
    Mens Health, 2016-04-26 11:57:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij