Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Kilimandżaro zdobywa się nocą

Ruszyliśmy na wyprawę "Bergson Men's Health Kilimanjaro 2007". To duże wyzwanie, ale skoro redaktor MH dał radę, to na ośnieżony dach Afryki wejdziesz i Ty!

Paweł Kempa 2009-01-20
Na dachu Afryki Uhuru Peak, 5895 m n.p.m., byliśmy o 6 rano. Ekstremalnie zmęczeni, ale i niesamowicie szczęśliwi, że Kilimandżaro zostało pokonane! Choć kilka osób miało poważny kryzys, to wszyscy zdobyli szczyt. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Nie trzeba być zawodowym wspinaczem, żeby stanąć na Kilimandżaro, ale zdobycie szczytu to duże wyzwanie dla amatorów. W końcu to prawie 6000 metrów nad poziomem morza. Kiedy jesienią 2006 roku klub sportów outdoorowych 4Challenge zaproponował, abyśmy razem pojechali do Afryki zdobyć najwyższą górę Czarnego Lądu, zaświeciły mi się oczy. Decyzja była błyskawiczna. Jedziemy!

Na własnej skórze - wraz z Jackiem Heliaszem, fotografikiem MH - miałem się przekonać, jak to jest wdrapać się na koronę ośnieżonego wulkanu. Firma Bergson, która objęła generalny patronat nad wyprawą, wsparła nas outdoorowym sprzętem.

Przed odlotem - logistyka i koszty

Organizowanie wyprawy i załatwianie formalności najlepiej powierzyć fachowcom, czyli wyspecjalizowanym klubom górskim, takim jak np. 4Challenge (www.4challenge.org), z którymi ruszyła nasza redakcja. Oczywiście, można załatwiać wszystko na własną rękę, kontaktując się samemu z miejscowymi agencjami w Tanzanii, ale trudno uwierzyć, że po wymianie kilku maili wszystko będzie na miejscu zgodnie z ustaleniami.

Duże biura podróży z kolei złupią Cię niemiłosiernie i zapłacisz jak za zboże podczas suszy. Koszt dwutygodniowej wyprawy nie powinien przekroczyć ok. 11 tys zł od osoby (w tym masz zagwarantowane wszystko, co potrzeba: przelot, wizy, pobyt w Parku Kilimandżaro, tragarzy, przewodników, dojazdy, noclegi, wyżywienie i safari po zdobyciu Kili).

 

 

Pokłuty na maksa

Obowiązkowo trzeba zaszczepić się na żółtą gorączkę. Bez tego i wbitej pieczątki do żółtej książeczki szczepień WHO nie ma co się pchać do Kenii i Tanzanii. Na lotnisku mogą poprosić o jej okazanie. Szczepienie na żółtą gorączkę w cenie ok. 180 zł można wykonać w sanepidzie w największych miastach. Wskazane jest zaszczepić się przeciwko tężcowi, durowi brzusznemu, błonicy, żółtaczce( WZW AiB) - koszt ok . 400 zł.

Nie ma szczepionki na malarię, a szkoda, bo zabija ona więcej osób w Afryce niż lwy, krokodyle, hipopotamy i węże razem wzięte. Na malarię, czyli zmorę Czarnego Lądu, polecamy lek o nazwie Malarone. Trzeba go brać codziennie, a kuracja na 2 tygodnie kosztuje 400 zł.

Sprzęt na Kili

Musisz zabrać rzeczy na każdą pogodę: od rzeczy na upalne lato (oddychające koszulki, kapelusz, sandały) do odzieży outdoorowej na ostrą zimę (czapka, rękawiczki, polar, nieprzemakalna kurtka). Bardzo przydają się kijki trekkingowe, które odciążą nogi. Weź 2 pary butów trekkingowych z membraną - lekkie i bardziej wytrzymałe na atak szczytowy. Takie zestawienie sprawdziło się w naszym przypadku. Nie trzeba mieć raków, lin i uprzęży. Awaryjnie możesz dorzucić do plecaka kilka opakowań liofilizowanego jedzenia, gdyby wystąpiły kłopoty żołądkowe po tanzańskim obiedzie na biwaku. Mimo prymitywnych warunków, nikomu z naszej ekipy nic nie było. Pełny wykaz sprzętu znajdziesz na: kilimanjaro.4challenge.org.

Dasz radę!

Wiele osób zastanawia się, czy uda im się wejść, czy nie wymiękną. I już na starcie pacyfikują swoje marzenia - jak ZOMO Kopalnię Wujek. Otóż Kilimandżaro jest idealnym szczytem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z wysokimi górami. Droga na Kili to długi i wyczerpujący trekking, ale każda sprawna osoba jest w stanie pokonać tę górę - przy dużym samozaparciu i wykonywaniu poleceń przewodników. Nie jest łatwo i mitem jest, że się na Kili wbiega, bo choroba wysokościowa daje się we znaki, ale były z nami osoby, które wyruszyły praktycznie "zza biurka", będąc wcześniej tylko w Tatrach, i dały radę.

Pierwsze kroki

Po wylądowaniu w Nairobi i zapłaceniu za wizę 20$ trzeba przemieścić się do Tanzanii - wiza 50$. Międzynarodowa trasa była wąska, jak polska droga 7. kategorii odśnieżania, i dziurawa, jak po ostrzale z moździerza na odcinku 200 kilometrów. Docieramy do miejscowości Moshi - bazy wypadowej większości wypraw. Następnego dnia bus zabiera nas do Machame Gate - jednej z bram parku narodowego Kilimandżaro.

 

Kilimandżaro zdobywa się nocą, ponieważ gdyby przyszło załamanie pogody wciągu dnia, nie byłoby zapasu kilku godzin na zejście. Ponadto szczyt Kili zwykle od południa do wieczora jest w chmurach. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Na Kilimanjaro wspinać się można cały rok, ale najcieplejszymi i suchymi miesiącami są styczeń i luty oraz sierpień, wrzesień i październik. Jeszcze w Polsce zdecydowaliśmy, że pójdziemy najdłuższą i najtrudniej dostępną trasą, zwaną Machame. Daje ona jednak amatorom bardzo dobrą aklimatyzację, czyli stopniowe przyzwyczajanie organizmu do wysokości. Jest także stosunkowo "dzika" i nie tak bardzo uczęszczana. Nie wybraliśmy trasy Marangu, zwanej pogardliwie "Coca-Cola route", która jest najłatwiejszym i najbardziej komercyjnym szlakiem, ze schroniskami, gdzie można kupić najpopularniejszy napój świata za 2$.

Tarzan w dżungli

Jest nas 11 osób - od doświadczonych wspinaczy do amatorów. Z Machame Gate, na wysokości 1800 m, ruszamy z 22 tragarzami i trójką przewodników, na której czele stoi Tanzańczyk Babuge. To i tak niewielka ekipa, bo napotkani Australijczycy mają dla 3 wspinaczy aż 16 osób obsługi. Karawana od razu się rozciąga w dżungli jak stonoga.

Tragarze ostro ruszają do przodu. My z kolei powoli, bo naczelną zasadą przy wspinaniu się na Kili jest wolne tempo. Mimo duchoty tropikalnego lasu, serce rwie się do przodu, ale kilometry trzeba połykać spokojnie. "Pole, pole" - woła Babuge. To oznacza w suahili "wolniej, wolniej". Spodziewałem się ataku małp i rajskich ptaków siadających na głowie, ale nie było ich wcale - tylko ściana zieleni. Choć chwilami miałem wrażenie, że na jednej ze zwisających lian przeleci zaraz Tarzan.

Po 18 kilometrach dochodzimy do bazy na 3000 m n.p.m. - Machame Camp. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że czeka na nas ciepła herbata i zupa z zielonych ogórków. To normalne na Kili. Miejscowe agencje prześcigają się w "dogadzaniu" wspinaczom, choć oczywiście dla górskich ortodoksów to patologia. Z drugiej strony, nawet nie można zrezygnować z przewodnika i tragarzy - takie tanzańskie prawo. Płaci się zawsze za pakiet usług, łącznie z przebywaniem w parku. I koniec.

Droga po pożarze

Pobudka o 7 rano. Wita nas piękne słońce. Szczyt błyszczy na tle błękitnego nieba. W języku suahili "Kilimanjaro" znaczy iskrząca się góra. Okazuje się, że kilka słów w suahili przełamuje lody między nami a nieśmiałymi Tanzańczykami. Zwykłe "jumbo!" (wym. dżambo), czyli "cześć!", i już gęba śmieje się im od ucha do ucha. A już "habari gani", czyli "jak się masz", wywołuje euforię. Pytamy o znanych Polaków. Lech Wałęsa? - no nie znają. Jan Paweł II? - eee, może jeden słyszał. Jerzy Dudek? Tak! Wyraźne ożywienie, znają dobrze Dudka z Liverpoolu. Piłka nożna to jednak potęga.

Ruszamy, mijając wysokogórską roślinność i kikuty spalonych drzew. Przewodnik mówi, że kilka lat temu podczas suszy był tu gigantyczny pożar. Od tego czasu w całym parku jest zakaz rozpalania ognisk. Pogoda na Kili zmienia się jak kameleon. Po 3 godzinach idziemy już w totalnej mgle. Za chwilę zaczyna lać jak ze słoniowej trąby. Do obozu Shira dochodzimy kompletnie przemoczeni.

Głowa pęka

Rano strzepuję szron z namiotu. Na wysokości 3700 m to normalka. Niektóre osoby boli już głowa. "Trzeba pić minimum 3 litry wody dziennie, nawet jeśli nie odczuwa się zbytnio pragnienia, i łykać aspirynę albo paracetamol - mówi Paweł Sokołowski z 4Challenge. - To łagodzi objawy choroby wysokościowej".

Podobnie jak wczoraj, o 14.30 znów pada deszcz. Dolina Barranco przypomina scenografię z "King Konga", a to dzięki mgłom i przedziwnym 100-letnim niby-drzewom, niby-kaktusom, zwanym Sinisia. Niektórym choroba wysokościowa dała się ostro we znaki. Kamil i Paweł z 4Challenge zwołują naradę wojenną i sugerują, że lepiej przesunąć atak szczytowy odzień. Wszystkim zależy, by wejść, a dzień aklimatyzacji dobrze nam zrobi.

Ale to oznacza, że na zejście będziemy mieli tylko dzień i czeka nas forsowny marsz w dół. Pewnie, że można zostać dłużej, ale każda następna doba w parku Kilimandżaro kosztowałaby grubo ponad 100$ od osoby.

Ściana Barranco

Wspinamy się na ścianę Barranco. To jedyny etap, gdzie droga wiedzie niemal pionowo w górę, po skałach. Lufa w dół jest jak cholera, gdy się patrzy na wąską strużkę strumienia, stojąc na skalnej półce. Docieramy do bazy Karanga w lepszej kondycji niż dzień wcześniej, jednak jedna z dziewczyn czuje się nadal bardzo źle. Walczyła o każdy krok i postanawia, że nie będzie atakować szczytu. Zaprzyjaźniony tragarz Daima pyta na migi Piotra z naszej ekipy, jak się czuje. "I feel much better". "Czuję się dużo lepiej" - odpowiada Piotr. "I'm so sorry" - rzecze na to Daima. Niestety, ze znajomością angielskiego u tragarzy krucho.

Atak szczytowy

Dochodzimy do bazy Barafu na wysokości 4600 m. Mamy kilka godzin, żeby zrelaksować się i nabrać sił przed atakiem o północy. Kilimandżaro zdobywa się nocą, ponieważ gdyby przyszło załamanie pogody wciągu dnia, nie byłoby zapasu kilku godzin na zejście. Ponadto szczyt Kili zwykle od południa do wieczora jest w chmurach.

Ładujemy do plecaków energetyczne batony, ciepłą herbatę i wodę. To ważne dodatki, bo czeka nas morderczy dzień, najtrudniejsze 24 godziny naszego życia. Jacek trzyma w śpiworze do ostatniej chwili baterie z użyczonego przez Fuji profesjonalnego aparatu cyfrowego Finepix S3 Pro. To świetny patent, żeby ogniwa wytrzymały tydzień bez ładowania.

Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza, słabsza kondycyjnie, wychodzi o północy. Druga, mocniejsza, o pierwszej. A to po to, żeby wszyscy spotkali się na szczycie o tym samym czasie. Idziemy. Lampka czołowa oświetla każdy krok. Im wyżej, tym zimniej, do tego wieje. Kurtka, gruby polar, czapka i rękawiczki to podstawa. Zimno jak cholera, będzie z minus 20 stopni C. Serce wali jak oszalałe, tętno 180.

Przyzwyczajeni do klimatu i wysokości tragarze ostro ruszają do przodu. My z kolei powoli, bo naczelną zasadą przy wspinaniu się na Kili jest wolne tempo. Mimo duchoty tropikalnego lasu, serce rwie się do przodu, ale kilometry trzeba połykać spokojnie. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Taktyka małych kroków

Niestety, w połowie trasy doganiamy naszych z pierwszej grupy. Trudno, mijamy ich i idziemy dalej. Ich tempo powodowałoby u nas zbyt duże wychłodzenie. Co zrobić, gdy organizm mówi: dosyć, stary, stajemy, odpuszczam, nie idę? "Pokonanie góry to także sprawa psychiki, motywacji i determinacji - mówi Kamil Gabarski z 4Challenge. - Nie skupiaj się na myśleniu, jak wejdziesz na ten szczyt. Wspinaczkę w skrajnych warunkach ułatwia wyznaczanie sobie małych celów w zasięgu Twojego wzroku. Popatrz przed siebie i znajdź charakterystyczny punkt. Powiedz sobie, że musisz do tego miejsca dojść. Osiągnąłeś je? Brawo! Wyznacz sobie następny punkt i tak, małymi krokami dojdziesz do szczytu"- radzi Kamil.

O godzinie 5 rano dochodzimy do Stella Point, czyli korony krateru. Jest pełno śniegu. Adrenalina rośnie. Jeszcze tylko godzina do szczytu. Każdy krok to gigantyczny wysiłek i walka. W końcu widać oznaczenie piku. Teraz rozumiem alpinistów, którzy są kilka kroków przed szczytem. Rozpiera ich energia i duma, że pokonało się samego siebie i tę górę.

Na Uhuru Peak, 5895 m, robimy serię zdjęć i ruszamy w dół. Kiedy schodziliśmy z korony krateru, do Sella Point dotarła właśnie reszta grupy. Nikt nie wymiękł, choć kilka osób miało poważny kryzys. Wszyscy zdobyli szczyt. Statystyki mówią, że na Kili wchodzi ok. 75% ludzi rozpoczynających przygodę u bram parku. Musieliśmy spakować się i ruszyć drogą Mweka w dół wulkanu. Tam mieliśmy jeszcze tyle siły, by wznieść toast tanzańskim piwem. Obowiązkowo marką "Kilimanjaro".

Pokonać Kilimandżaro

Sześciodniowa wspinaczka nie jest trudna technicznie, ale wymaga żelaznej kondycji i zmagania się z chorobą wysokościową. Wolne tempo marszu i picie wody to klucz do sukcesu.

 

Etap 1 Machame Gate (1900 m n.p.m.) - Machame Camp (2980 m n.p.m.)
  Po przepakowaniu się i wynajęciu tragarzy ruszamy wąską, ale łagodną drogą, wiodącą przez dżunglę do Machame Camp. O dziwo, na odcinku 18 km nic nie chciało nas zjeść. Zapewne pająki, węże i skorpiony miały większego stracha niż my.
Etap 2 Machame Camp - Shira Camp (3840 m n.p.m.)
  Ruszamy ostro w górę, między wysokogórską roślinnością i skałami. Chmury w ciągu kilku minut zasłaniają palące słońce i zaczyna lać jak ze słoniowej trąby. W obozie Shira wystarcza chwila nieuwagi, a wielkie czarne ptaki, zwane Kuhnguru, podkradają kawałek chleba. W nocy gwiazdy i szczyt Kili wydają się bliskie jak na wyciągnięcie ręki.
Etap 3
Shira Camp - Barranco Camp (3950 m n.p.m.)
  Droga między kamieniami, wyrzuconymi z paszczy wulkanu i naniesionymi przez lodowiec, ciągnie się jak flaki z olejem. Znów leje. Wchodzimy na 4500 m, na Lava Tower, i schodzimy do obozu. Aklimatyzacja dobra, ale większość osób łeb boli jak cholera. Kili jak lew pożera nasz zapas energii.
Etap 4 Barranco Camp - Karanga (4100m n.p.m.)
  Wiele osób ma objawy choroby wysokościowej. Decydujemy się opóźnić atak szczytowy o jeden dzień i podzielić następny etap na dwie części. Wspinamy się na ścianę Barranco. Trochę to przypomina naszą Orlą Perć.
Etap 5 Karanga - Barafu Camp (4550 m n.p.m.)
  Wspinamy się, idąc przez kamienistą pustynię do najwyższego obozu. Namioty stoją ciasno upchane między głazami, na skrawkach ziemi. Mamy kilka godzin relaksu przed atakiem szczytowym. Sen nie chce przyjść. Serce wali od napływającej adrenaliny.
Etap 6
Barafu Camp - Uhuru Peak (5895 m n.p.m.)
  Wyruszamy o północy. Zimno i mała ilość tlenu dają się ostro we znaki. Są chwile, gdy niektórzy chcą się poddać, ale walczą dalej. Dochodzimy do krateru. Jest pełno śniegu. Do szczytu jeszcze godzina. I w końcu jesteśmy! Kilka zdjęć i schodzimy. W Mweka Camp, na 3100 m n.p.m., jesteśmy o 18. Jeszcze tylko nocne przejście przez dżunglę. To też wyzwanie. Komary jak helikoptery i tętniąca życiem czarna ściana lasu równikowego.

 

Men's Health 05/2007

Pogoda zmienia się jak kameleon. Szczyt Kilimandżaro zaraz zniknie we mgle i z nieba lunie deszcz jak fontanna wody ze słoniowej trąby. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Nie trzeba być zawodowym wspinaczem, żeby stanąć na Kilimandżaro, ale zdobycie szczytu to duże wyzwanie dla amatorów. W końcu to prawie 6000 metrów nad poziomem morza. Kiedy jesienią 2006 roku klub sportów outdoorowych 4Challenge zaproponował, abyśmy razem pojechali do Afryki zdobyć najwyższą górę Czarnego Lądu, zaświeciły mi się oczy. Decyzja była błyskawiczna. Jedziemy!

Na własnej skórze - wraz z Jackiem Heliaszem, fotografikiem MH - miałem się przekonać, jak to jest wdrapać się na koronę ośnieżonego wulkanu. Firma Bergson, która objęła generalny patronat nad wyprawą, wsparła nas outdoorowym sprzętem.

Przed odlotem - logistyka i koszty

Organizowanie wyprawy i załatwianie formalności najlepiej powierzyć fachowcom, czyli wyspecjalizowanym klubom górskim, takim jak np. 4Challenge (www.4challenge.org), z którymi ruszyła nasza redakcja. Oczywiście, można załatwiać wszystko na własną rękę, kontaktując się samemu z miejscowymi agencjami w Tanzanii, ale trudno uwierzyć, że po wymianie kilku maili wszystko będzie na miejscu zgodnie z ustaleniami.

Duże biura podróży z kolei złupią Cię niemiłosiernie i zapłacisz jak za zboże podczas suszy. Koszt dwutygodniowej wyprawy nie powinien przekroczyć ok. 11 tys zł od osoby (w tym masz zagwarantowane wszystko, co potrzeba: przelot, wizy, pobyt w Parku Kilimandżaro, tragarzy, przewodników, dojazdy, noclegi, wyżywienie i safari po zdobyciu Kili).

 

 

Pokłuty na maksa

Obowiązkowo trzeba zaszczepić się na żółtą gorączkę. Bez tego i wbitej pieczątki do żółtej książeczki szczepień WHO nie ma co się pchać do Kenii i Tanzanii. Na lotnisku mogą poprosić o jej okazanie. Szczepienie na żółtą gorączkę w cenie ok. 180 zł można wykonać w sanepidzie w największych miastach. Wskazane jest zaszczepić się przeciwko tężcowi, durowi brzusznemu, błonicy, żółtaczce( WZW AiB) - koszt ok . 400 zł.

Nie ma szczepionki na malarię, a szkoda, bo zabija ona więcej osób w Afryce niż lwy, krokodyle, hipopotamy i węże razem wzięte. Na malarię, czyli zmorę Czarnego Lądu, polecamy lek o nazwie Malarone. Trzeba go brać codziennie, a kuracja na 2 tygodnie kosztuje 400 zł.

Sprzęt na Kili

Musisz zabrać rzeczy na każdą pogodę: od rzeczy na upalne lato (oddychające koszulki, kapelusz, sandały) do odzieży outdoorowej na ostrą zimę (czapka, rękawiczki, polar, nieprzemakalna kurtka). Bardzo przydają się kijki trekkingowe, które odciążą nogi. Weź 2 pary butów trekkingowych z membraną - lekkie i bardziej wytrzymałe na atak szczytowy. Takie zestawienie sprawdziło się w naszym przypadku. Nie trzeba mieć raków, lin i uprzęży. Awaryjnie możesz dorzucić do plecaka kilka opakowań liofilizowanego jedzenia, gdyby wystąpiły kłopoty żołądkowe po tanzańskim obiedzie na biwaku. Mimo prymitywnych warunków, nikomu z naszej ekipy nic nie było. Pełny wykaz sprzętu znajdziesz na: kilimanjaro.4challenge.org.

Dasz radę!

Wiele osób zastanawia się, czy uda im się wejść, czy nie wymiękną. I już na starcie pacyfikują swoje marzenia - jak ZOMO Kopalnię Wujek. Otóż Kilimandżaro jest idealnym szczytem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z wysokimi górami. Droga na Kili to długi i wyczerpujący trekking, ale każda sprawna osoba jest w stanie pokonać tę górę - przy dużym samozaparciu i wykonywaniu poleceń przewodników. Nie jest łatwo i mitem jest, że się na Kili wbiega, bo choroba wysokościowa daje się we znaki, ale były z nami osoby, które wyruszyły praktycznie "zza biurka", będąc wcześniej tylko w Tatrach, i dały radę.

Pierwsze kroki

Po wylądowaniu w Nairobi i zapłaceniu za wizę 20$ trzeba przemieścić się do Tanzanii - wiza 50$. Międzynarodowa trasa była wąska, jak polska droga 7. kategorii odśnieżania, i dziurawa, jak po ostrzale z moździerza na odcinku 200 kilometrów. Docieramy do miejscowości Moshi - bazy wypadowej większości wypraw. Następnego dnia bus zabiera nas do Machame Gate - jednej z bram parku narodowego Kilimandżaro.

 

O godzinie 5 rano dochodzimy do Stella Point, czyli korony krateru. Jest pełno śniegu. Adrenalina rośnie, serce wali jak oszalałe. Jeszcze tylko godzina do szczytu. Każdy krok to gigantyczny wysiłek i walka. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Nie trzeba być zawodowym wspinaczem, żeby stanąć na Kilimandżaro, ale zdobycie szczytu to duże wyzwanie dla amatorów. W końcu to prawie 6000 metrów nad poziomem morza. Kiedy jesienią 2006 roku klub sportów outdoorowych 4Challenge zaproponował, abyśmy razem pojechali do Afryki zdobyć najwyższą górę Czarnego Lądu, zaświeciły mi się oczy. Decyzja była błyskawiczna. Jedziemy!

Na własnej skórze - wraz z Jackiem Heliaszem, fotografikiem MH - miałem się przekonać, jak to jest wdrapać się na koronę ośnieżonego wulkanu. Firma Bergson, która objęła generalny patronat nad wyprawą, wsparła nas outdoorowym sprzętem.

Przed odlotem - logistyka i koszty

Organizowanie wyprawy i załatwianie formalności najlepiej powierzyć fachowcom, czyli wyspecjalizowanym klubom górskim, takim jak np. 4Challenge (www.4challenge.org), z którymi ruszyła nasza redakcja. Oczywiście, można załatwiać wszystko na własną rękę, kontaktując się samemu z miejscowymi agencjami w Tanzanii, ale trudno uwierzyć, że po wymianie kilku maili wszystko będzie na miejscu zgodnie z ustaleniami.

Duże biura podróży z kolei złupią Cię niemiłosiernie i zapłacisz jak za zboże podczas suszy. Koszt dwutygodniowej wyprawy nie powinien przekroczyć ok. 11 tys zł od osoby (w tym masz zagwarantowane wszystko, co potrzeba: przelot, wizy, pobyt w Parku Kilimandżaro, tragarzy, przewodników, dojazdy, noclegi, wyżywienie i safari po zdobyciu Kili).

 

 

Pokłuty na maksa

Obowiązkowo trzeba zaszczepić się na żółtą gorączkę. Bez tego i wbitej pieczątki do żółtej książeczki szczepień WHO nie ma co się pchać do Kenii i Tanzanii. Na lotnisku mogą poprosić o jej okazanie. Szczepienie na żółtą gorączkę w cenie ok. 180 zł można wykonać w sanepidzie w największych miastach. Wskazane jest zaszczepić się przeciwko tężcowi, durowi brzusznemu, błonicy, żółtaczce( WZW AiB) - koszt ok . 400 zł.

Nie ma szczepionki na malarię, a szkoda, bo zabija ona więcej osób w Afryce niż lwy, krokodyle, hipopotamy i węże razem wzięte. Na malarię, czyli zmorę Czarnego Lądu, polecamy lek o nazwie Malarone. Trzeba go brać codziennie, a kuracja na 2 tygodnie kosztuje 400 zł.

Sprzęt na Kili

Musisz zabrać rzeczy na każdą pogodę: od rzeczy na upalne lato (oddychające koszulki, kapelusz, sandały) do odzieży outdoorowej na ostrą zimę (czapka, rękawiczki, polar, nieprzemakalna kurtka). Bardzo przydają się kijki trekkingowe, które odciążą nogi. Weź 2 pary butów trekkingowych z membraną - lekkie i bardziej wytrzymałe na atak szczytowy. Takie zestawienie sprawdziło się w naszym przypadku. Nie trzeba mieć raków, lin i uprzęży. Awaryjnie możesz dorzucić do plecaka kilka opakowań liofilizowanego jedzenia, gdyby wystąpiły kłopoty żołądkowe po tanzańskim obiedzie na biwaku. Mimo prymitywnych warunków, nikomu z naszej ekipy nic nie było. Pełny wykaz sprzętu znajdziesz na: kilimanjaro.4challenge.org.

Dasz radę!

Wiele osób zastanawia się, czy uda im się wejść, czy nie wymiękną. I już na starcie pacyfikują swoje marzenia - jak ZOMO Kopalnię Wujek. Otóż Kilimandżaro jest idealnym szczytem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z wysokimi górami. Droga na Kili to długi i wyczerpujący trekking, ale każda sprawna osoba jest w stanie pokonać tę górę - przy dużym samozaparciu i wykonywaniu poleceń przewodników. Nie jest łatwo i mitem jest, że się na Kili wbiega, bo choroba wysokościowa daje się we znaki, ale były z nami osoby, które wyruszyły praktycznie "zza biurka", będąc wcześniej tylko w Tatrach, i dały radę.

Pierwsze kroki

Po wylądowaniu w Nairobi i zapłaceniu za wizę 20$ trzeba przemieścić się do Tanzanii - wiza 50$. Międzynarodowa trasa była wąska, jak polska droga 7. kategorii odśnieżania, i dziurawa, jak po ostrzale z moździerza na odcinku 200 kilometrów. Docieramy do miejscowości Moshi - bazy wypadowej większości wypraw. Następnego dnia bus zabiera nas do Machame Gate - jednej z bram parku narodowego Kilimandżaro.

 

Na dole zielono i 30 st. C, a u góry biało i -20 st. C. Plotki o stopnieniu śniegów na Kilimandżaro są znacznie przesadzone. Wnętrze krateru i koronę pokrywa w tym roku gruba warstwa lodu. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Nie trzeba być zawodowym wspinaczem, żeby stanąć na Kilimandżaro, ale zdobycie szczytu to duże wyzwanie dla amatorów. W końcu to prawie 6000 metrów nad poziomem morza. Kiedy jesienią 2006 roku klub sportów outdoorowych 4Challenge zaproponował, abyśmy razem pojechali do Afryki zdobyć najwyższą górę Czarnego Lądu, zaświeciły mi się oczy. Decyzja była błyskawiczna. Jedziemy!

Na własnej skórze - wraz z Jackiem Heliaszem, fotografikiem MH - miałem się przekonać, jak to jest wdrapać się na koronę ośnieżonego wulkanu. Firma Bergson, która objęła generalny patronat nad wyprawą, wsparła nas outdoorowym sprzętem.

Przed odlotem - logistyka i koszty

Organizowanie wyprawy i załatwianie formalności najlepiej powierzyć fachowcom, czyli wyspecjalizowanym klubom górskim, takim jak np. 4Challenge (www.4challenge.org), z którymi ruszyła nasza redakcja. Oczywiście, można załatwiać wszystko na własną rękę, kontaktując się samemu z miejscowymi agencjami w Tanzanii, ale trudno uwierzyć, że po wymianie kilku maili wszystko będzie na miejscu zgodnie z ustaleniami.

Duże biura podróży z kolei złupią Cię niemiłosiernie i zapłacisz jak za zboże podczas suszy. Koszt dwutygodniowej wyprawy nie powinien przekroczyć ok. 11 tys zł od osoby (w tym masz zagwarantowane wszystko, co potrzeba: przelot, wizy, pobyt w Parku Kilimandżaro, tragarzy, przewodników, dojazdy, noclegi, wyżywienie i safari po zdobyciu Kili).

 

 

Pokłuty na maksa

Obowiązkowo trzeba zaszczepić się na żółtą gorączkę. Bez tego i wbitej pieczątki do żółtej książeczki szczepień WHO nie ma co się pchać do Kenii i Tanzanii. Na lotnisku mogą poprosić o jej okazanie. Szczepienie na żółtą gorączkę w cenie ok. 180 zł można wykonać w sanepidzie w największych miastach. Wskazane jest zaszczepić się przeciwko tężcowi, durowi brzusznemu, błonicy, żółtaczce( WZW AiB) - koszt ok . 400 zł.

Nie ma szczepionki na malarię, a szkoda, bo zabija ona więcej osób w Afryce niż lwy, krokodyle, hipopotamy i węże razem wzięte. Na malarię, czyli zmorę Czarnego Lądu, polecamy lek o nazwie Malarone. Trzeba go brać codziennie, a kuracja na 2 tygodnie kosztuje 400 zł.

Sprzęt na Kili

Musisz zabrać rzeczy na każdą pogodę: od rzeczy na upalne lato (oddychające koszulki, kapelusz, sandały) do odzieży outdoorowej na ostrą zimę (czapka, rękawiczki, polar, nieprzemakalna kurtka). Bardzo przydają się kijki trekkingowe, które odciążą nogi. Weź 2 pary butów trekkingowych z membraną - lekkie i bardziej wytrzymałe na atak szczytowy. Takie zestawienie sprawdziło się w naszym przypadku. Nie trzeba mieć raków, lin i uprzęży. Awaryjnie możesz dorzucić do plecaka kilka opakowań liofilizowanego jedzenia, gdyby wystąpiły kłopoty żołądkowe po tanzańskim obiedzie na biwaku. Mimo prymitywnych warunków, nikomu z naszej ekipy nic nie było. Pełny wykaz sprzętu znajdziesz na: kilimanjaro.4challenge.org.

Dasz radę!

Wiele osób zastanawia się, czy uda im się wejść, czy nie wymiękną. I już na starcie pacyfikują swoje marzenia - jak ZOMO Kopalnię Wujek. Otóż Kilimandżaro jest idealnym szczytem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z wysokimi górami. Droga na Kili to długi i wyczerpujący trekking, ale każda sprawna osoba jest w stanie pokonać tę górę - przy dużym samozaparciu i wykonywaniu poleceń przewodników. Nie jest łatwo i mitem jest, że się na Kili wbiega, bo choroba wysokościowa daje się we znaki, ale były z nami osoby, które wyruszyły praktycznie "zza biurka", będąc wcześniej tylko w Tatrach, i dały radę.

Pierwsze kroki

Po wylądowaniu w Nairobi i zapłaceniu za wizę 20$ trzeba przemieścić się do Tanzanii - wiza 50$. Międzynarodowa trasa była wąska, jak polska droga 7. kategorii odśnieżania, i dziurawa, jak po ostrzale z moździerza na odcinku 200 kilometrów. Docieramy do miejscowości Moshi - bazy wypadowej większości wypraw. Następnego dnia bus zabiera nas do Machame Gate - jednej z bram parku narodowego Kilimandżaro.

 

Jeszcze w Polsce zdecydowaliśmy, że pójdziemy najdłuższą i najtrudniej dostępną trasą, zwaną Machame. Daje ona jednak amatorom bardzo dobrą aklimatyzację, czyli stopniowe przyzwyczajanie organizmu do wysokości. Jest także stosunkowo "dzika" i nie tak bardzo uczęszczana.

Nie trzeba być zawodowym wspinaczem, żeby stanąć na Kilimandżaro, ale zdobycie szczytu to duże wyzwanie dla amatorów. W końcu to prawie 6000 metrów nad poziomem morza. Kiedy jesienią 2006 roku klub sportów outdoorowych 4Challenge zaproponował, abyśmy razem pojechali do Afryki zdobyć najwyższą górę Czarnego Lądu, zaświeciły mi się oczy. Decyzja była błyskawiczna. Jedziemy!

Na własnej skórze - wraz z Jackiem Heliaszem, fotografikiem MH - miałem się przekonać, jak to jest wdrapać się na koronę ośnieżonego wulkanu. Firma Bergson, która objęła generalny patronat nad wyprawą, wsparła nas outdoorowym sprzętem.

Przed odlotem - logistyka i koszty

Organizowanie wyprawy i załatwianie formalności najlepiej powierzyć fachowcom, czyli wyspecjalizowanym klubom górskim, takim jak np. 4Challenge (www.4challenge.org), z którymi ruszyła nasza redakcja. Oczywiście, można załatwiać wszystko na własną rękę, kontaktując się samemu z miejscowymi agencjami w Tanzanii, ale trudno uwierzyć, że po wymianie kilku maili wszystko będzie na miejscu zgodnie z ustaleniami.

Duże biura podróży z kolei złupią Cię niemiłosiernie i zapłacisz jak za zboże podczas suszy. Koszt dwutygodniowej wyprawy nie powinien przekroczyć ok. 11 tys zł od osoby (w tym masz zagwarantowane wszystko, co potrzeba: przelot, wizy, pobyt w Parku Kilimandżaro, tragarzy, przewodników, dojazdy, noclegi, wyżywienie i safari po zdobyciu Kili).

 

 

Pokłuty na maksa

Obowiązkowo trzeba zaszczepić się na żółtą gorączkę. Bez tego i wbitej pieczątki do żółtej książeczki szczepień WHO nie ma co się pchać do Kenii i Tanzanii. Na lotnisku mogą poprosić o jej okazanie. Szczepienie na żółtą gorączkę w cenie ok. 180 zł można wykonać w sanepidzie w największych miastach. Wskazane jest zaszczepić się przeciwko tężcowi, durowi brzusznemu, błonicy, żółtaczce( WZW AiB) - koszt ok . 400 zł.

Nie ma szczepionki na malarię, a szkoda, bo zabija ona więcej osób w Afryce niż lwy, krokodyle, hipopotamy i węże razem wzięte. Na malarię, czyli zmorę Czarnego Lądu, polecamy lek o nazwie Malarone. Trzeba go brać codziennie, a kuracja na 2 tygodnie kosztuje 400 zł.

Sprzęt na Kili

Musisz zabrać rzeczy na każdą pogodę: od rzeczy na upalne lato (oddychające koszulki, kapelusz, sandały) do odzieży outdoorowej na ostrą zimę (czapka, rękawiczki, polar, nieprzemakalna kurtka). Bardzo przydają się kijki trekkingowe, które odciążą nogi. Weź 2 pary butów trekkingowych z membraną - lekkie i bardziej wytrzymałe na atak szczytowy. Takie zestawienie sprawdziło się w naszym przypadku. Nie trzeba mieć raków, lin i uprzęży. Awaryjnie możesz dorzucić do plecaka kilka opakowań liofilizowanego jedzenia, gdyby wystąpiły kłopoty żołądkowe po tanzańskim obiedzie na biwaku. Mimo prymitywnych warunków, nikomu z naszej ekipy nic nie było. Pełny wykaz sprzętu znajdziesz na: kilimanjaro.4challenge.org.

Dasz radę!

Wiele osób zastanawia się, czy uda im się wejść, czy nie wymiękną. I już na starcie pacyfikują swoje marzenia - jak ZOMO Kopalnię Wujek. Otóż Kilimandżaro jest idealnym szczytem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z wysokimi górami. Droga na Kili to długi i wyczerpujący trekking, ale każda sprawna osoba jest w stanie pokonać tę górę - przy dużym samozaparciu i wykonywaniu poleceń przewodników. Nie jest łatwo i mitem jest, że się na Kili wbiega, bo choroba wysokościowa daje się we znaki, ale były z nami osoby, które wyruszyły praktycznie "zza biurka", będąc wcześniej tylko w Tatrach, i dały radę.

Pierwsze kroki

Po wylądowaniu w Nairobi i zapłaceniu za wizę 20$ trzeba przemieścić się do Tanzanii - wiza 50$. Międzynarodowa trasa była wąska, jak polska droga 7. kategorii odśnieżania, i dziurawa, jak po ostrzale z moździerza na odcinku 200 kilometrów. Docieramy do miejscowości Moshi - bazy wypadowej większości wypraw. Następnego dnia bus zabiera nas do Machame Gate - jednej z bram parku narodowego Kilimandżaro.

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Witam, To ja trochę pomogę Oto fajny film z tej wyprawy. Przepraszam że się panoszę ale jakoś tu mi pasuje ten filmik.....[yt]T85Jdlvqt3E[/yt]Szacunek
    ~skafander, 2009-01-22 10:16:02
  • avatar
    zgłoś
    Ruszyliśmy na wyprawę „Bergson Men's Health Kilimanjaro 2007". To duże wyzwanie, ale skoro redaktor MH dał radę, to na ośnieżony dach Afryki wejdziesz i Ty!
    Mens Health, 2009-01-20 14:14:33
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij