Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Heliskiing: helikopter w śniegu

Heliskiing to adrenalina w czystej postaci: helikopter wysadza Cię na szczycie, a Ty mkniesz w dół dziewiczymi trasami, zostawiając za sobą autograf na gładkim jak stół śniegu. Podpowiadamy, jak i gdzie uprawiać freeride w najbardziej ekstremalnej wersji.

Paweł Kempa 2010-11-24
fot. East News

Freeriderzy wrzucają narty do specjalnego kosza podwieszonego do helikoptera i wskakują z plecakami do wnętrza maszyny. Helikopter odpala silniki i zaczyna leniwie obracać łopaty wirnika. Po chwili huk daje się już uszom we znaki. Pilot podnosi kciuk i pokazuje OK. Można lecieć.

W powietrzu buja maszyną, jak łódką na morskiej fali. Odczuwa się niemal każdy podmuch wiatru. Po kilku minutach widać już szczyt. Lądujemy, a helikopter mimo płóz zapada się w śniegu po sam brzuch. Przewodnik drze się: "Wyyysiaaaadać!". Zaczyna się przygoda.

Nie spodziewaj się, że przypniesz narty lub deskę jeszcze w helikopterze, wyskoczysz z kabiny i pomkniesz w dół. Takie rzeczy zobaczysz w filmach z agentem 007. Trzeba spokojne wyjść i wypakować sprzęt. Nart nie wolno podnosić i zarzucać na ramię, jak żołnierz karabin na defiladzie. Mogą zahaczyć o wirnik i katastrofa gotowa. Trzymaj je nisko przy śniegu albo ciągnij za sobą, zanim oddalisz się od śmigłowca i ruszysz w trasę.

Technika

Heliskiing to przygoda dla tych narciarzy i snowboardzistów, którzy umieją jeździć dobrze i bardzo dobrze. Nie musisz jednak być ekspertem. Zanim wsiądziesz do helikoptera, warto, byś przeszedł krótkie szkolenie freeridowe, bo szusowanie po ubitym stoku to zupełnie coś innego niż jazda w głębokim śniegu. Często instruktorzy z Polski organizują obozy w Alpach dla osób, które jeżdżą w miarę sprawnie po przygotowanych stokach, ale nie jeździły poza trasami w ogóle lub jeździły bardzo niewiele.

Pierwsze zjazdy w głębokim śniegu często wiążą się z upadkami, ale są one amortyzowane przez bezdenny puch. Będziesz się wywracał, zanim opanujesz technikę jazdy, ale lądowanie w miękkim śniegu nie boli - trudniej znaleźć odpiętą nartę, bo nawet wysokie osoby zapadają się znacznie powyżej pasa.

"Podstawową umiejętnością jest równe obciążanie obu nart. W prawdziwym puchu mocniejsze dociśnięcie jednej z desek powoduje niemal zawsze upadek - mówi Marcin Kacperek, freerider, zawodowy międzynarodowy przewodnik górski i narciarski UIAGM. - Żeby w ogóle zakręcać, musisz nabrać pewnej prędkości - nie da się jechać zbyt wolno.

Zamiast wymijać ludzi na zatłoczonym stoku, zmierz się z potęgą natury. Tylko w najwyższych partiach gór, do których dotrzeć można jedynie helikopterem, możesz poczuć, co tak naprawdę oznacza słowo freeride. (fot. Red Bull Photo Files)

Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jeździmy na tyłach nart. Przenieś ciężar na tył tylko wtedy, gdy uderzasz w pas gęstszego śniegu czy wydmę, a wtedy pokonasz przeszkodę bez ryzyka, że walniesz fikołka do przodu. W normalnej jeździe trzeba utrzymywać ciężar na środku nart, bo jak dociśniesz przód, to po chwili ślizgu w pozycji na Adama Małysza staniesz na głowie i zanurkujesz w śniegu".

Sprzęt

Kask, gogle, ciepła, oddychająca i wodoodporna odzież narciarska to podstawowy sprzęt freeridera. W puchu jeździmy na nartach, które są szersze, dłuższe i mniej taliowane niż narty używane na ubitych stokach. Deski snowboardowe do freeride’u mają zwykle łyżkowaty nos i zwężaną talię, ułatwiającą wygrzebanie się z głębokiego śniegu i pływanie po nim. Dzięki takiej konstrukcji podczas jazdy w puchu nie trzeba się tak męczyć, obciążając tylną nogę.

Przeżycie i komfort psychiczny wszystkim freeriderom zapewnia kilka unikalnych gadżetów, w myśl zasady, że szczęście sprzyja dobrze przygotowanym, choć mamy nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał ich użyć w akcji. Do plecaka wrzuć lekką i składaną łopatę śnieżną - przyda się do odkopania zasypanego kumpla, a składana sonda - do namierzenia ofiary lawiny pod śniegiem.

Zaopatrz się konicznie w detektor lawinowy, który pokazuje wszystkie istotne parametry na ciekłokrystalicznym ekranie - czyli jaka odległość dzieli Cię od nadajnika osoby zasypanej, z jakiego kierunku otrzymujesz sygnały, o ilości zasypanych (pojedynczy lub podwójny sygnał) oraz o stanie baterii. Jeszcze przed wylotem trzeba zamocować go za pomocą specjalnych szelek, koniecznie pod kurtką, a nie w kieszeni, bo lawina zedrze z Ciebie wszystko. Po zamocowaniu urządzeń sprawdź tylko, czy detektory widzą się nawzajem.

"Zapomnij o patentach sprzed 100 lat, takich jak ciągnięcie za sobą 20-metrowej linki, która ma ułatwić dotarcie do Ciebie pod lawiną. Sprawny detektor lawinowy jest niezastąpiony" - mówi Marcin Kacperek.

Do plecaka wrzuć też folię NRC. Jest lekka, kosztuje parę groszy, a potrafi odbić do 80% promieniowania cieplnego, gdy trzeba przykryć wydobytą osobę z lawiniska albo rozbić niezaplanowany obóz na śniegu.

Ostatnim krzykiem techniki są plecaki ABS. W bocznych komorach mają balony, które po pociągnięciu za zawleczkę wypełniają się sprężonym powietrzem. Balony będą unosić Cię na powierzchni lawiny jak w rwącej rzece.

Innym gadżetem ratującym życie jest AvaLung. Statystyki pokazują, że wielu ludzi to nie tyle ofiary samej siły lawiny, ile osoby, które udusiły się pod zwałami śniegu. Nawet jeśli drogi oddechowe nie zostały zasypane pyłem śnieżnym, to i tak bardzo szybko stężenie trującego dwutlenku węgla wokół ust i nosa wzrasta do zabójczego poziomu. Ta upiorna sytuacja przypomina nałożenie na głowę plastikowego worka - bardzo szybko prowadzi do zatrzymania oddychania i akcji serca.

Dzięki AvaLungowi można oddychać pod śniegiem. Jest to rurkopodobne urządzenie, które pozwala na czerpanie czystego tlenu ze śniegu wokół ciała i na równoczesne odprowadzenie toksycznego dwutlenku węgla jak najdalej od twarzy. Rurka oddechowa jest zintegrowana z uprzężą piersiową, którą nakłada się na kurtkę lub plecak.

W przypadku porwania przez lawinę, wystarczy chwycić w zęby ustnik. W momencie wydechu AvaLung odprowadza ciepły dwutlenek węgla na sam koniec rurki i uwalnia go z boku ciała i po stronie pleców. Ciało działa jak bariera odgradzająca "dobre", czyste pokłady tlenu, od tych "złych", skażonych dwutlenkiem węgla. W momencie wdechu następuje przestawienie zaworu i powietrze jest czerpane z przodu ciała za pomocą porowatej struktury, zaprojektowanej specjalnie do pobierania powietrza ze śniegu.

Najlepsze heliski

W Europie najlepsze heliskiing jest w Szwajcarii, Austrii i we Włoszech. Do egzotycznych miejsc należy Turcja, gdzie w górach Taurus, nieopodal Izmiru, wylatuje się z zimowej stacji Uludag. Do kultowych miejsc na świecie zalicza się Valdez na Alasce, gdzie co roku rozgrywane są mistrzostwa świata w narciarstwie ekstremalnym, i Bell Lodge II oraz Bella Colla w kanadyjskim stanie Kolumbia Brytyjska. Za perłę heliskiingu uważa się Manali w Himalajach, choć na całym świecie helikoptery, ze względu na rozrzedzone powietrze, nie latają wyżej niż 4500 m, maksymalnie 5000 m.

Szwajcarzy wyznaczyli ze znaną sobie precyzją aż 47 szczytów, na których mogą lądować helikoptery. Do najlepszych baz wypadowych należą Interlaken i Zermatt, ale praktyczne z każdego narciarskiego ośrodka startują helikoptery, które mogą przenieść Cię w 5-15 minut lotu na jeden z 3-4 szczytów, gdzie bezpiecznie można wylądować.

Tylko eksperci mogą pozwolić sobie na wyzwanie w postaci samotnego rajdu dzikim i niebezpiecznym szlakiem. Kiedy zejdzie lawina, masz małe szanse, że ktoś Cię szybko odnajdzie, jeśli ruszyłeś solo. Wyprawa z przewodnikiem i w grupie innych freeriderów to gwarancja, że zapierający dech w piersiach zjazd zakończy się w komplecie. (fot. Red Bull Photo Files)

W Zermatt zjedziesz z Monte Rosa albo u stóp Matterhornu, możesz zamówić lot śmigłowcem wokół najczęściej - oprócz Everestu - fotografowanej góry świata. Helikopterem dostaniesz się na plateau pod Klein Matterhornem i możesz zjechać lodowcem Theodul - to najwyżej położony w Europie terenie narciarski, czynny cały rok. Więcej informacji na www.myswitzerland.com.

W Austrii najlepszym miejscem dla podniebnych narciarzy jest region Lech-Zürs w górach Arlberg, na granicy między Tyrolem i Vorarlbergem. Wedle lokalnego prawa, zjeżdżać można tylko z instruktorem z wyznaczonych szczytów w dni robocze (zobacz: www.lech-zuers.at). W całych Alpach pojedynczy zjazd z instruktorem to koszt około 2 tys. zł. Taniej będzie w 6-7-osobowej grupie: około 500 zł za zjazd.

Długimi i dziewiczymi stokami kusi masyw Elbrusa w Rosji, gdzie sezon na loty trwa od marca do czerwca. Ceny podobne jak w Alpach, a helikopter Mi-8 zabiera do 8 osób. Tylko weź dolary w gotówce, bo euro i bankomaty są jeszcze mało znane.

"Nikomu nie radzę, żeby się tam połamał - mówi Michał Groniewski, uczestnik wyprawy na Elbrus - bo korzystanie z tamtejszych szpitali jest bardziej niebezpieczne od rosyjskiej ruletki".

Nie daj się lawinom

Podstawa to detektor lawinowy, łopata, sonda do poszukiwania zasypanych, specjalny plecak z ABS (czytaj poniżej). Z tym sprzętem zwiększasz swoje szanse na przeżycie w starciu z masami rozpędzonego śniegu, które zmiotą Cię ze stoku.

6 zasad, gdy porwie cię śnieg:

1. Gdy widzisz, że pędzi za Tobą lawina, zjeżdżaj i uciekaj w bok – nie próbuj ścigać się z nią, bo i tak Cię dopadnie na prostej. Lawina pędzi od 60 do 300 km/h.

2. Dopadła Cię? Uwolnij się z nart.

3. Spróbuj złapać się czegokolwiek: skał, drzew, brył śniegu.

4. Gdy Cię porwie, zachowuj się jak tocząca się kłoda, czyli utrzymuj się na powierzchni lawiniska, jeśli nie masz się czego chwycić.

5. Walcz, żeby wydostać się na powierzchnię, przynajmniej spróbuj przebić się ręką przez śnieg nad Tobą.

6. Spróbuj trzymać rękę przed twarzą i oczyszczaj to miejsce ze śniegu, zyskując powietrzną przestrzeń. Oddychaj głęboko. Pełne płuca powietrza to zawsze kilka centymetrów przestrzeni pod śniegiem. Pomoc już nadchodzi. 

Co zabrać do helikoptera?

Kask, gogle, ciepła, oddychająca i wodoodporna odzież narciarska, specjalne narty i decha to podstawowy sprzęt freeridera, ale kilka gadżetów może uratować życie.

1. Narty do freeride'u dla zaawansowanych i ekspertów. Są bardziej wytrzymałe, niż narty, na których zjeżdża się po zwykłych stokach, więc nie musisz ich przesadnie oszczędzać.

2. Deska freeride'owa, wzorowana na desce surfingowej, czyli szersza niż pozostałe, żeby łatwiej było na niej pływać po puchu.

3. Plecak freeride'owy z wbudowanym AvaLungiem, czyli urządzeniem do oddychania pod śniegiem. Nie jest tani, ale Twoje życie jest chyba cenniejsze, niż tych kilka stówek, prawda?

4. Lekka łopata aluminiowa, która po złożeniu zajmuje niewiele miejsca w plecaku. Byłoby głupotą czekać bezczynnie na pomoc, kiedy liczy się każda sekunda.

5. Detektor lawinowy - niewielkie, proste w obsłudze i niezawodne urządzenie, które pozwala wydatnie skrócić czas dotarcia ratowników do uwięzionego pod śniegiem narciarza lub snowboardzisty.

MH 12/2007

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij