Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Alpy: skocz poza ubity stok!

W Południowym Tyrolu zjedziesz 10 km stokiem saneczkowym, postrzelasz z ostrej amunicji z karabinku biathlonowego, zjedziesz w puchu dziką trasą i zdobędziesz na rakietach górę, która nie ma nazwy. Takie atrakcje tylko w Alpach austriackich!

Paweł Kempa  2014-11-19
Tyrol fot. Tomasz Woźny

Sanki

1. Z góry na pazury

Najdłuższy naturalny tor saneczkowy we Włoszech i jeden z dłuższych w całych Alpach pozwala poczuć się jak na pierwszej olimpiadzie zimowej, zanim saneczkarzy zamknęli w lodowej rynnie i ubrali w stroje przypominające prezerwatywy.

10-km trasę poprowadzono serpentynami po zboczu góry Monte Cavallo. Sanki trzeba pobrać na dolnej stacji gondoli, następnie wagonik wywozi na 1860 m, a potem zaczyna się jazda.

Początek niewinny i łatwy, później chwilami robi się ekstremalnie, jeśli pozwolisz rozpędzić się sankom. Trzeba balansować ciałem na zakrętach, żeby nie wypaść z toru.

2. Nocna jazda

Dwa razy w tygodniu, w każdy wtorek i sobotę, między godz. 19 a 22 można zjechać nocą, ponieważ prawie cały tor jest oświetlony.

Warto mieć jednak lampkę czołową na kasku: będziesz lepiej widoczny dla innych i doświetlisz czarne punkty na trasie.

www.rosskopf.com

Inne miejsca: Rudirun.

3. Czego potrzebujesz

Kask, gogle, stuptuty, czołówka, dobre rękawice.

4. Za ile

Nocny wjazd gondolą na górę Monte Cavallo: 25 euro. Wypożyczenie sanek: 6 euro.

Biathlon

1. Na ostro i z hukiem

Jeśli chcesz poczuć się jak następca Tomasza Sikory, naszego srebrnego medalisty z olimpiady w Turynie, możesz wypożyczyć karabinek biathlonowy i postrzelać do oddalonego o 50 m celu.

Ridnaun/ Ridanna to słynny we Włoszech ośrodek przygotowań biatlonistów, który stoi otworem dla fanów biegówek i strzelania. Do zestrzelenia 5 krążków w pozycji stojącej o średnicy 115 mm.

Normalnie w pozycji leżącej trzeba trafić w tarczę o średnicy 45 mm, ale żeby nie zniechęcać strzelców turystów, strzela się tylko do 115 mm. Trafiam 5 na 5, ale żeby poczuć się jak na zawodach, robię 500 m na biegówkach szybkim tempem i dopiero składam się do strzału.

Serce wali, krew pulsuje w skroniach. Uspokajam oddech i… 5 na 5, znów z pozycji leżącej. Instruktorzy z ośrodka Val Ridanna pokazują, jak prawidłowo ułożyć się na macie, strzelić, a potem wstać i pobiec.

Kolejna pętla i staję na linii strzału. Jak biathloniści potrafią nacisnąć spust między uderzeniami walącego serca? Nie wiem. Skupiam się. Tym razem trafiam tylko 2 na 5...

2. Strzelanie wciąga

Biathlon to nie pukanie z gładkolufowej wiatrówki – czuć zapach prochu i lekki odrzut sportowego karabinka. Radochy po trafieniu w cel zasłaniany automatycznie białym krążkiem nie można porównać z satysfakcją z zestrzelenia tulipana na strzelnicy w lunaparku.

To coś więcej, raczej sportowa duma. Do tego wysiłek i zmęczenie po jeździe na biegówkach powodują, że odzywają się uśpione, pierwotne męskie instynkty związane z polowaniem.

„To tylko sport” – powtarzam w myślach. Kolejne 5 strzałów kosztuje już tylko 3 euro. Więcej o ośrodku na

www.biathlon-ridnaun.it

Inne miejsca: Anterselva/ Antholzertal.

3. Czego potrzebujesz

Wygodny strój do jazdy na nartach biegowych.

4. Za ile

Wypożyczenie biegówek i kijków kosztuje 10-12 euro, butów 6 euro. 5 strzałów z karabinka biathlonowego: 5 euro.

Free tour i ski tour

1. Freetury

W miejscowości Ladurns w Południowym Tyrolu nasypało przez noc metr do półtora świeżego puchu, i to suchego, lekkiego – idealnego na freetury.

„Różnica polega na tym, że skiturowcy łażą cały dzień po to, żeby łazić od schroniska do schroniska, a freeturowcy pną się do góry często cały dzień po to, żeby zjechać ten jeden raz z jakiegoś niedostępnego szczytu” – mówi Andrzej Lesiewski, instruktor narciarstwa i fan freeturów.

Ale żeby zasłużyć na zjazd, trzeba wspiąć się, pokonując kilkaset metrów przewyższenia w puchu. Idziemy doliną Toffringtal. Najtrudniej ma pierwsza osoba, nasz przewodnik wysokogórski IVBV Josef Hilpold, który toruje drogę pod górę w puchu.

Przy podchodzeniu pomagają zapiętki przy wiązaniach. Mimo tego udogodnienia, pozwalającego na stawianie pięty nieco wyżej o specjalny blok, i tak pod najbardziej strome wzniesienia trzeba trawersować, przekładając narty co kilkadziesiąt metrów.

2. Uwaga, lawina!

Po 3 godzinach podejścia w górę doliny Toffringtal przewodnik nakazuje odwrót pod szczytem Bodnerberg. Może zejść lawina. Zdzieramy foki i chowamy je do plecaków.

Jeszcze raz sprawdzamy, czy widzą się nasze detektory lawinowe, i suniemy w puchu, a po 30 min przedzieramy się przez zasypany śniegiem las do St. Anton.

www.sentres.com

Inne miejsca: Sassopiatto/ Plattkofel

3. Czego potrzebujesz

Kurtka i spodnie z membraną, gogle, narty i buty freeturowe lub skiturowe, sprzęt lawinowy.

4. Za ile

Wynajęcie przewodnika na dzień to koszt około 250 euro.

Rakiety śnieżne

1. Rakietą na szczyt.

Skiturowcy i freeturowcy poruszają się w zaśnieżonym lesie niczym czołg wśród zabudowań. Ma to swój urok, choć lepiej i łatwiej operować rakietami śnieżnymi.

Ruszamy samochodem do doliny Ratschings. Kończy się droga. Przed nami tylko ośnieżone góry. Przypinamy rakiety śnieżne i ruszmy w górę doliny Ratschings.

Prowadzi nas Alfons, dziarski przewodnik górski, na oko 60-latek, choć o kondycji maratończyka, jak się zaraz okazało na pierwszym podejściu. Brniemy w puchu.

Mimo zwiększenia powierzchni naszych stóp dzięki rakietom i tak zapadamy się po kolana, choć gdyby ściągnąć rakiety, zapadlibyśmy się po szyję w śniegu.

2. Pitz Alfons

Po dwóch godzinach dochodzimy do rozstaju górskich szlaków. Spod śniegu wystają szopy pasterskie, przysypane teraz kilkumetrową warstwą śniegu, które ożyją dopiero latem.

Za cel obieramy sobie szczyt X, rysujący się majestatycznie przed nami. „Jak się on nazywa?” – pytam przewodnika. Ten drapie się po przerzedzonej czuprynie i bezradnie rozkłada ręce.

„Jak to możliwe, żeby wyraźnie zarysowany szczyt nie miał nazwy?” – pytam Alfonsa. W Tatrach każdy, nawet najmniejszy szczyt, kamień ma nazwę lub dwie, o którą spierają się kolejne pokolenia twórców przewodników.

„Tu są Alpy, potężny obszar, nie wszystkie małe szczyty mają ustalone nazwy” – śmieje się Alfons. Faktycznie, sam tylko masyw Mont Blanc zajmuje większą powierzchnię niż cała część polskich Tatr.

Idziemy dalej na szczyt X po dziewiczym puchu. Stajemy na ośnieżonym wzniesieniu, mając u stóp dolinę Ratschings. Sprawdzam altimeter: wysokość 2011 m n.p.m.

„Nazwijmy ten szczyt Pitz Alfons” – proponuję, a przewodnik pęka z dumy teatralnie, chociaż zaraz wybucha śmiechem.

www.ratschings-jaufen.it

Inne miejsca: Tschamintal/Valle di Ciamin, Kalberalm.     

3. Czego potrzebujesz

Oddychająca odzież górska, stuptuty, sprzęt lawinowy, rakiety i kijki.

4. Za ile

3-godzinna opieka przewodnika + rakiety i kijki kosztują 45-50 euro za osobę.

MH 11/13

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W Południowym Tyrolu zjedziesz 10 km stokiem saneczkowym, postrzelasz z ostrej amunicji z karabinku biathlonowego, zjedziesz w puchu dziką trasą i zdobędziesz na rakietach górę, która nie ma nazwy. Takie atrakcje tylko w Alpach austriackich!<br /><br /><a href="/wyzwania/Alpy-skocz-poza-ubity-stok,6389,1"></a>
    Mens Health, 2015-10-19 16:23:32
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij