Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

2


OCEŃ
3.8

Afrykańscy wojownicy: boks w czystej postaci

W Ghanie, tysiące kilometrów od naszych komfortowych siłowni, bez nowoczesnego sprzętu i odżywek, prawdziwi wojownicy w spartańskich warunkach rzeźbią swoje ciała, by zwyciężać na ringu. Obudź w sobie ich ducha, a zyskasz formę mistrza.

Ryan Thompson 2014-03-21
Afrykańscy wojownicy: jak trenują boks w Ghanie Nawet skromne wynagrodzenie z walki za granicą może równać się 10-letnim zarobkom w Bukom (Ghana). Trudno się więc dziwić, że w treningu i w sparingach nie przeszkadzają bokserom nawet najpodlejsze warunki. Wystarczy ring, para rękawic i ochraniacze, chociaż zdarza się, że bokserzy obchodzą się nawet bez nich. (fot. Mark Chilvers)

Kolebka sportu

Ghana jest miejscem narodzin afrykańskiego boksu, Bukom – nadmorska, pełna slumsów miejscowość jest jego stolicą, Akra – matecznikiem. Ciężko w to uwierzyć, patrząc na rzędy walących się chat z blachy falistej, ale to miejsce dało światu całą rzeszę mistrzów.

Takie nazwiska, jak Azumah Nelson, Ike Quartey czy Alfred Kotey, a nie tak dawno również Joshua Clottey, odbijają się echem od ścian ukrytych wśród brudnych uliczek siłowni.

Przechadzając się po Bukom, co chwila można spotkać chłopców okładających pięściami zniszczone worki treningowe, dyndające na prowizorycznych ramach, których co jakiś czas rozprasza koza, która urwała się z powrozu, lub wychudzony, bezpański pies.

Siła tradycji

"Historia walk bokserskich sięga w Bukom wiele wieków wstecz" – mówi pochodzący z Londynu filmowiec George Amponsah. Przez wiele lat kręcił "The Fighting Spirit" – film dokumentalny poświęcony sportowi, który ukształtował mieszkańców tego miasta. Jego wuj Azumah "Boom Boom" Nelson, były trzykrotny mistrz świata wagi piórkowej organizacji WBC, jest być może najbardziej ubóstwianym synem Bukom.

"Większość mieszkańców Bukom to członkowie plemienia Ga, dla którego boks stanowi część tradycji i kultury od setek lat – mówi Amponsah. – Rybacy, gdy nie wychodzili w morze, urządzali na plażach walki, dla rozrywki, jako sposób przyjmowania nowych członków do plemienia lub po prostu, by podzielić zdobycz. Z czasem te walki ewoluowały w kierunku boksu, a z Bukom zaczęli wywodzić się mistrzowie świata".

Pierwszym był Ray Accra. "Stał się symbolem podnoszącej się z kolan afrykańskiej dumy – mówi Amponsah, a duma jest jedną z niewielu rzeczy, której ludowi Ga nie brakuje. – Nie są największym liczebnie plemieniem w Ghanie, ale mają poczucie, że są najsilniejsi. Są też bardzo dumni z miejsca, z którego pochodzą, więc gdy któremuś uda się zarobić pieniądze, boksując w USA, wraca i kupuje tu ziemię".

W cieniu idoli

Już od wczesnych lat dziecinnych chłopcy w Bukom zachęcani są do boksu. Podczas gal dochodzi do walk nawet między 10-latkami. Na siłowniach ćwiczą kombinacje ciosów pod spojrzeniami swoich największych idoli, spoglądających na nich z plakatów. Jednak Amponsah ostrzega przed zbyt romantycznym spojrzeniem na ich wysiłki.

"Łatwo powiedzieć, że Ga mają boks we krwi, ale gdy kręciłem swój film, uświadomiłem sobie, że bokserzy z Bukom nie różnią się niczym od tych z innych części świata. Robią to dla pieniędzy. I dlaczego nie? Boks jest przecież czymś, co wpajano im od dziecka" – mówi.

Kwadratowe ringi są tu przeważnie wyznaczane za pomocą patyka, którym rysuje się w ulicznym pyle, o ile pozwoli na to pogoda. Aby powstała siłownia, wystarczy worek bokserski i dość przestrzeni, by pomieściła dwóch mężczyzn. Dach, liny czy płótno nie są konieczne.

Ubóstwo rodzi twórczą inwencję – zużyte opony ciężarówek, do połowy zakopane w piachu, zmieniają się w prowizoryczne ławki, natomiast hantle powstają z byle czego, co ma jakiś ciężar, i drąga, będącego w stanie go utrzymać. To wszystko przypomina, że nieważny jest zaawansowany technicznie sprzęt – liczy się determinacja, bo to dzięki niej osiąga się zamierzone cele.

Afrykańscy wojownicy: jak trenują boks w Ghanie Nocne walki w Bukom. Przyciągają chłopców i mężczyzn z lokalnych siłowni. Jeżeli się wykażą, istnieje szansa, że dostrzeże ich "menedżer", który w najlepszym wypadku poprowadzi ich ku lidze krajowej, a w najgorszym – zapewni regularne posiłki. (fot. Mark Chilvers)

Walka o honor

Mimo wszystko boks gra w Bukom drugie skrzypce. Palmę pierwszeństwa dzierży piłka nożna, głównie za sprawą funduszy rządowych wpompowywanych w liczne tu szkółki piłkarskie, poszukujące kolejnego Michaela Essiena. Podczas gdy piłkarze rozwijają się dzięki niezłej infrastrukturze, bokserzy mogą liczyć wyłącznie na siebie.

"Trenerzy bokserscy w Bukom przeważnie nie mają żadnych formalnych uprawnień – mówi Amponsah. – Zazwyczaj kręcą się po prostu wokół siłowni, pomagają nosić sprzęt czy sprzątać, a kilka miesięcy później zostają trenerami. Brak pieniędzy oznacza też brak podstawowej opieki medycznej".

To zaś poważny problem, zwłaszcza że sparing w Bukom nie przypomina niczego, co dotąd widziałeś. Nie ma tu czasu na ćwiczenie sierpów czy uników, gdyż każdy cios twojego przeciwnika będzie miał jeden cel – pozbawić przytomności.

"Gdy oglądasz tutejszy sparing, wciąż zadajesz sobie pytanie: co to do cholery jest?! Pojedynek bardziej przypomina walkę na gołe pięści – mówi Amponsah. – Nawet w czasie sparingu twoim zadaniem jest znokautować przeciwnika". Jednak największą przeszkodę na drodze chłopców z Bukom do mistrzowskich pasów nie stanowią kiepsko wyposażone siłownie czy prowizoryczne ringi, a zawartość ich talerzy.

Trudno tu o właściwe żywienie, nie ma koktajli białkowych, a dwa posiłki dziennie to wcale nie jest oczywistość. Dodając do tego intensywny trening, otrzymuje się gotowy przepis na wyczerpanie organizmu. Dlatego utalentowani bokserzy liczą na sponsorów spośród bardziej zamożnych członków lokalnej społeczności.

"Dają oni swoim bokserom lepsze jedzenie w nadziei, że dostrzeże ich jakiś menedżer z USA – mówi Amponsah. – Wtedy będzie można ich sprzedać". Bokserzy z Bukom żyją w niepewnych realiach. Zaledwie kilku na pokolenie udaje się podbić świat boksu – pozostali żyją za grosze, jakie dają im walki w narodowej lidze. Jednak podczas gdy różnice i kontrasty są ogromne, stawka pozostaje ta sama – duma Bukom i ludu Ga. A to coś, o co warto walczyć.

Afrykańscy wojownicy: jak trenują boks w Ghanie Gdy brakuje sprzętu albo miejsca na sali treningowej, młodzi bokserzy w Ghanie szlifują technikę nawet na ulicy, walcząc z cieniem, robiąc jednocześnie wspaniałą rozgrzewkę. (fot. Mark Chilvers)

Zostań bokserskim mistrzem

Rob McCracken, trener brytyjskiej reprezentacji bokserskiej podczas przygotowań do igrzysk olimpijskich w Londynie, podpowiada, jak stawiać pierwsze kroki.

Jogging

To podstawa treningu boksera – bez niego strategia w ringu zda się na nic. Dawniej normą były równomierne biegi terenowe. Dziś powinieneś raczej postawić na różnorodność. Spróbuj biegów pod górkę z 400-metrowymi sprintami w trakcie 36-40-minutowych biegów i różnicuj czas spoczynku. Zmuś swoje nogi do wysiłku.

Pompki

Dzięki starym, dobrym pompkom wytrenujesz wszystkie grupy mięśni potrzebne w ringu i poza nim. Spróbuj wersji z nogami na podwyższeniu, z klaśnięciem i na jednej ręce.

Podciąganie

Pompki rozwijają ramiona, korpus i klatkę piersiową, a podciągając się różnymi chwytami na drążku, ćwiczysz cały grzbiet. Wystarczy, że znajdziesz drążek, a wyćwiczysz całą górną połowę ciała, nie wyciskając nawet jednego ciężaru. Proste.

Skakanka

Jeżeli możesz sobie pozwolić tylko na jeden rodzaj sprzętu, wybierz skakankę. Możesz zrobić ją sam z kabla czy liny. Potem wszystko stanie się kwestią ćwiczeń. Używaj jej do rozgrzewki i ćwiczeń koordynacji – w miarę jak poziom rośnie, stosuj coraz bardziej skomplikowane ruchy nóg.

MH 11/2011

Afrykańscy wojownicy: jak trenują boks w Ghanie Ciężar to ciężar. Adeptom boksu w Ghanie zapału do treningów nie odbiera brak profesjonalnego, nowoczesnego zaplecza. Doskonale wiedzą, że poprawa wydolności i siły jest kwestią fizyki i ciężkiej pracy, a nie wysokiej klasy sprzętu. (fot. Mark Chilvers)

Kolebka sportu

Ghana jest miejscem narodzin afrykańskiego boksu, Bukom – nadmorska, pełna slumsów miejscowość jest jego stolicą, Akra – matecznikiem. Ciężko w to uwierzyć, patrząc na rzędy walących się chat z blachy falistej, ale to miejsce dało światu całą rzeszę mistrzów.

Takie nazwiska, jak Azumah Nelson, Ike Quartey czy Alfred Kotey, a nie tak dawno również Joshua Clottey, odbijają się echem od ścian ukrytych wśród brudnych uliczek siłowni.

Przechadzając się po Bukom, co chwila można spotkać chłopców okładających pięściami zniszczone worki treningowe, dyndające na prowizorycznych ramach, których co jakiś czas rozprasza koza, która urwała się z powrozu, lub wychudzony, bezpański pies.

Siła tradycji

"Historia walk bokserskich sięga w Bukom wiele wieków wstecz" – mówi pochodzący z Londynu filmowiec George Amponsah. Przez wiele lat kręcił "The Fighting Spirit" – film dokumentalny poświęcony sportowi, który ukształtował mieszkańców tego miasta. Jego wuj Azumah "Boom Boom" Nelson, były trzykrotny mistrz świata wagi piórkowej organizacji WBC, jest być może najbardziej ubóstwianym synem Bukom.

"Większość mieszkańców Bukom to członkowie plemienia Ga, dla którego boks stanowi część tradycji i kultury od setek lat – mówi Amponsah. – Rybacy, gdy nie wychodzili w morze, urządzali na plażach walki, dla rozrywki, jako sposób przyjmowania nowych członków do plemienia lub po prostu, by podzielić zdobycz. Z czasem te walki ewoluowały w kierunku boksu, a z Bukom zaczęli wywodzić się mistrzowie świata".

Pierwszym był Ray Accra. "Stał się symbolem podnoszącej się z kolan afrykańskiej dumy – mówi Amponsah, a duma jest jedną z niewielu rzeczy, której ludowi Ga nie brakuje. – Nie są największym liczebnie plemieniem w Ghanie, ale mają poczucie, że są najsilniejsi. Są też bardzo dumni z miejsca, z którego pochodzą, więc gdy któremuś uda się zarobić pieniądze, boksując w USA, wraca i kupuje tu ziemię".

W cieniu idoli

Już od wczesnych lat dziecinnych chłopcy w Bukom zachęcani są do boksu. Podczas gal dochodzi do walk nawet między 10-latkami. Na siłowniach ćwiczą kombinacje ciosów pod spojrzeniami swoich największych idoli, spoglądających na nich z plakatów. Jednak Amponsah ostrzega przed zbyt romantycznym spojrzeniem na ich wysiłki.

"Łatwo powiedzieć, że Ga mają boks we krwi, ale gdy kręciłem swój film, uświadomiłem sobie, że bokserzy z Bukom nie różnią się niczym od tych z innych części świata. Robią to dla pieniędzy. I dlaczego nie? Boks jest przecież czymś, co wpajano im od dziecka" – mówi.

Kwadratowe ringi są tu przeważnie wyznaczane za pomocą patyka, którym rysuje się w ulicznym pyle, o ile pozwoli na to pogoda. Aby powstała siłownia, wystarczy worek bokserski i dość przestrzeni, by pomieściła dwóch mężczyzn. Dach, liny czy płótno nie są konieczne.

Ubóstwo rodzi twórczą inwencję – zużyte opony ciężarówek, do połowy zakopane w piachu, zmieniają się w prowizoryczne ławki, natomiast hantle powstają z byle czego, co ma jakiś ciężar, i drąga, będącego w stanie go utrzymać. To wszystko przypomina, że nieważny jest zaawansowany technicznie sprzęt – liczy się determinacja, bo to dzięki niej osiąga się zamierzone cele.

Afrykańscy wojownicy: jak trenują boks w Ghanie W Bukom, stolicy afrykańskiego boksu, nie ma piłek do ćwiczeń. Jest za to mnóstwo starych opon i plaża. Żeby stworzyć siłownię, potrzeba tylko nieco inwencji. Tej zaś lokalnym bokserom nie brakuje. (fot. Mark Chilvers)

Kolebka sportu

Ghana jest miejscem narodzin afrykańskiego boksu, Bukom – nadmorska, pełna slumsów miejscowość jest jego stolicą, Akra – matecznikiem. Ciężko w to uwierzyć, patrząc na rzędy walących się chat z blachy falistej, ale to miejsce dało światu całą rzeszę mistrzów.

Takie nazwiska, jak Azumah Nelson, Ike Quartey czy Alfred Kotey, a nie tak dawno również Joshua Clottey, odbijają się echem od ścian ukrytych wśród brudnych uliczek siłowni.

Przechadzając się po Bukom, co chwila można spotkać chłopców okładających pięściami zniszczone worki treningowe, dyndające na prowizorycznych ramach, których co jakiś czas rozprasza koza, która urwała się z powrozu, lub wychudzony, bezpański pies.

Siła tradycji

"Historia walk bokserskich sięga w Bukom wiele wieków wstecz" – mówi pochodzący z Londynu filmowiec George Amponsah. Przez wiele lat kręcił "The Fighting Spirit" – film dokumentalny poświęcony sportowi, który ukształtował mieszkańców tego miasta. Jego wuj Azumah "Boom Boom" Nelson, były trzykrotny mistrz świata wagi piórkowej organizacji WBC, jest być może najbardziej ubóstwianym synem Bukom.

"Większość mieszkańców Bukom to członkowie plemienia Ga, dla którego boks stanowi część tradycji i kultury od setek lat – mówi Amponsah. – Rybacy, gdy nie wychodzili w morze, urządzali na plażach walki, dla rozrywki, jako sposób przyjmowania nowych członków do plemienia lub po prostu, by podzielić zdobycz. Z czasem te walki ewoluowały w kierunku boksu, a z Bukom zaczęli wywodzić się mistrzowie świata".

Pierwszym był Ray Accra. "Stał się symbolem podnoszącej się z kolan afrykańskiej dumy – mówi Amponsah, a duma jest jedną z niewielu rzeczy, której ludowi Ga nie brakuje. – Nie są największym liczebnie plemieniem w Ghanie, ale mają poczucie, że są najsilniejsi. Są też bardzo dumni z miejsca, z którego pochodzą, więc gdy któremuś uda się zarobić pieniądze, boksując w USA, wraca i kupuje tu ziemię".

W cieniu idoli

Już od wczesnych lat dziecinnych chłopcy w Bukom zachęcani są do boksu. Podczas gal dochodzi do walk nawet między 10-latkami. Na siłowniach ćwiczą kombinacje ciosów pod spojrzeniami swoich największych idoli, spoglądających na nich z plakatów. Jednak Amponsah ostrzega przed zbyt romantycznym spojrzeniem na ich wysiłki.

"Łatwo powiedzieć, że Ga mają boks we krwi, ale gdy kręciłem swój film, uświadomiłem sobie, że bokserzy z Bukom nie różnią się niczym od tych z innych części świata. Robią to dla pieniędzy. I dlaczego nie? Boks jest przecież czymś, co wpajano im od dziecka" – mówi.

Kwadratowe ringi są tu przeważnie wyznaczane za pomocą patyka, którym rysuje się w ulicznym pyle, o ile pozwoli na to pogoda. Aby powstała siłownia, wystarczy worek bokserski i dość przestrzeni, by pomieściła dwóch mężczyzn. Dach, liny czy płótno nie są konieczne.

Ubóstwo rodzi twórczą inwencję – zużyte opony ciężarówek, do połowy zakopane w piachu, zmieniają się w prowizoryczne ławki, natomiast hantle powstają z byle czego, co ma jakiś ciężar, i drąga, będącego w stanie go utrzymać. To wszystko przypomina, że nieważny jest zaawansowany technicznie sprzęt – liczy się determinacja, bo to dzięki niej osiąga się zamierzone cele.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W Ghanie, tysiące kilometrów od naszych komfortowych siłowni, bez nowoczesnego sprzętu i odżywek, prawdziwi wojownicy w spartańskich warunkach rzeźbią swoje ciała, by zwyciężać na ringu. Obudź w sobie ich ducha, a zyskasz formę mistrza.
    Mens Health, 2014-04-01 16:27:27
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij