Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Witamy w szkole dżentelmenów

Telefon z redakcji: "Pakuj się, jedziesz do Londynu na naukę dobrych manier". Czyżby mi czegoś brakowało?! Z drugiej strony – gdzie uczyć się bycia dżentelmenem, jak nie u samych źródeł? Jadę więc do szkoły dobrego stylu i ogłady.

Wyprostowana sylwetka to jedna z oznak dobrego wychowania - twierdzi Lady Chelsea z prywatnej angielskiej szkoły dla mężczyzn Glenlivet. (fot. Peter Dench)

Grymas uprzejmie hamowanej irytacji przelatuje przez twarz lady Chelsea.

Moja próba "doskonalenia postawy" zakończyła się gwałtownie, kiedy ogromny, twardy tom "Rytuału obiadu" ześlizgnął mi się z głowy i wylądował tuż obok stóp mojej nowej wyroczni w sprawach savoir-vivre'u. Przez głowę po raz kolejny przebiega mi myśl: Co ja, u diabła, tu robię!?

Szczera odpowiedź jest najlepsza - spędzam dzień we wspaniałym otoczeniu klubu dla dżentelmenów Mayfair w prywatnej szkole dla mężczyzn Glenlivet. Przez następnych osiem godzin zespół doświadczonych specjalistów będzie próbować nauczyć mnie i 23 innych panów subtelnych zasad stylu, wychowania, etykiety, kulturalnego jedzenia, picia i wszystkiego, co kojarzy się z dobrymi manierami.

Do tej pory jedyny klub, do jakiego się zbliżyłem, miał w nazwie Śląsk i dobre maniery z pewnością nie były w nim najbardziej oczekiwane.

Przed zajęciami poznajemy naszych nauczycieli i dzielą nas na 6-osobowe grupy. Rozglądam się dokoła i stwierdzam z ulgą, że nie jest to ani ekscentryczny wypad dla nieuleczalnie chorych kolekcjonerów pamiątek po Lady Dianie, ani ostatnia deska ratunku dla towarzyskich nieudaczników.

Mamy od dwudziestu paru do czterdziestu paru lat, a jeśli chodzi o ubranie, to prezentujemy cały stylowy przekrój - od mojego niechlujstwa, do czegoś, co można by określić jako niedbałą elegancję.

Atmosfera nieco się rozluźnia. Stare dębowe meble, zdobne ramy obrazów i swobodna, niewymuszona elegancja wokół pomagają stworzyć odpowiedni nastrój. To tak, jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy interesy robiło się przy koniaku i tartinkach, a nie dzięki telekonferencjom, i każdy szanujący się mężczyzna miał swojego krawca. Ale czy w tych szacownych wnętrzach jesteśmy wstanie nauczyć się czegoś użytecznego również dla nas, mężczyzn XXI wieku?

Nasza pierwsza lekcja dotyczy mody i stylu. Prowadzi ją oczywiście nienagannie ubrany Francuz Frederic Miniviele, stylista. W zasadzie wygląda tak jak powinien, zważywszy na to, co robi, ale ja wolę odnosić się do wszystkiego tak jak to sobie wcześniej zaplanowałem - sceptycznie, z odrobiną zainteresowania; żeby tylko nie pokazać, że mi się tu naprawdę podoba i że jestem naprawdę zainteresowany.

Jak ubierać się do pracy

"Ludzie oceniają Cię na podstawie tego, co masz na sobie w każdej życiowej sytuacji - od randki z dziewczyną, po rozmowę w sprawie pracy" - zaczyna swój wykład Frederic, tym samym niejako usprawiedliwiając naszą próżność. Potem przechodzi do odkrywania przed nami zawiłości biurowej garderoby.

"Garnitur mówi o Tobie: uczciwy, rzetelny, i - co ważniejsze, kiedy poznajesz ludzi biznesu - wypłacalny - dodaje Fred (tak go teraz nazywamy). - Na pierwszej lekcji musicie się nauczyć, jak wybrać fason, który będzie odpowiedni dla was i będzie pasował do sytuacji".

 

Kolejna lekcja Lady Chelsea w prywatnej angielskiej szkole dla mężczyzn Glenlivet: Sądzisz, że chodzenie z parasolem w dłoni jest łatwe? Spróbuj w domu. (fot. Peter Dench)

Nie staraj się być za bardzo trendy – klasyka ma swój niepowtarzalny charakter, styl i urok.

Okazuje się, że dwurzędowa marynarka - spopularyzowana przez Johna Kennedy'ego w latach 60. - to klasyczny wzór, który powrócił. Jest dobra na spotkania, na których chcesz zrobić wrażenie. Trzyczęściowy garnitur jest ociupinkę staroświecki i powinien być dla dojrzalszych mężczyzn.

"Prążki wyszczuplają - kontynuuje Fred - śmiałe kolory pasują do ciemnych włosów, pastelowe - do jasnych i zawsze powinno się zapinać górny guzik w garniturach z dwoma guzikami". Dużo naprawdę pożytecznych informacji, atmosfera jest swobodna i na szczęście cały temat ma więcej wspólnego z prawdziwym życiem niż mi się wydawało - nic o tweedowych bryczesach na polowanie.

Jednak gdy Fred zaczyna krytykować to, czego w mojej szafie jest najwięcej, przestaję się z nim zgadzać. "Czarny to jak totalna kapitulacja - twierdzi ciemnoskóry Francuz. - Zgadzam się, jest łatwy, wyszczupla, uwielbiają go kobiety, ale jeśli masz odwagę, żeby ubierać się kolorowo, na pewno Ci się to opłaci. Chyba że idziesz na pogrzeb albo na przyjęcie wymagające smokingu. Inaczej trzymaj się z dala od czerni".

Łatwy, wyszczupla, uwielbiają go kobiety - czego chcieć więcej? Chyba znowu kupię sobie coś czarnego...

Gdy lekcja się kończy, wciąż jestem sceptyczny - czy można kogoś nauczyć, co powinien, a czego nie powinien nosić? Ale jak większość z nas, ja też czasami nie trafiam, więc może parę podstawowych zasad uchroni mnie i was przed totalną katastrofą. Poniżej więc parę ubraniowych faux-pas, których Fred radzi się wystrzegać:

  • Nie podwijaj spodni.
  • Nie wypychaj kieszeni różnymi drobiazgami (portfel, klucze itd.) - zniszczą fason garnituru.
  • Nie kupuj najmodniejszych fasonów, rozglądaj się za klasycznymi ubraniami, które nigdy zupełnie nie wychodzą z mody. Gdy Ci się znudzą, pomogą modne dodatki.
  • Nie noś spinek do mankietów, które gryzą się z koszulą i krawatem, lub skarpetek, które nie pasują do garnituru. To łatwe: ciemny garnitur - ciemne skarpetki!
  • Nie noś T-shirtów do garnituru - będziesz wyglądał jak Don Johnson w "Miami Vice"; może i nieźle, ale to było dwadzieścia lat temu.

Lady Chelsea i my

Bywalczyni salonów, guru savoir-vivre'u i prawdziwa przedstawicielka wyższych sfer. Po skończeniu renomowanej szkoły dla dziewcząt Lucy Clayton w Londynie, postanowiła prowadzić własne kursy dobrych manier. Zdobyła masę niezbędnego doświadczenia, obcując z członkami rodziny królewskiej. Nic więc dziwnego, że z entuzjazmem wypowiada się na temat przestrzegania tych wszystkich niepraktycznych, snobistycznych zasad. Co właśnie czyni bez cienia uśmiechu na twarzy. Zaczynam czuć, że jedyne oświecenie, jakiego tu doświadczę, to świadomość, jakimi banałami człowiek może się zajmować, gdy nie musi codziennie chodzić do pracy. Spróbuj i Ty:

Lekcja 1: chód parasola

Okazuje się, że każdy szanujący się dżentelmen powinien w prawej ręce mieć parasol i dotykać nim ziemi co trzy kroki. Próbuję to robić i tak bardzo skupiam się na skomplikowanym rytmie kroków i parasola, że ląduję z nosem na marmurowej kolumnie.

Lekcja 2: doskonalenie postawy

Według Lady Chelsea, wystarczy 5 minut w tygodniu z książką na głowie, żeby osiągnąć postawę, która sprawi, że "...wszyscy Cię zauważą, gdy wejdziesz do pokoju". Lady wcale nie żartuje. Gdy przychodzi moja kolej, odkrywam, że jest jakaś metoda w tym szaleństwie. Dzięki książce chodzę wolniej, z wyprostowanymi plecami, a nie szuram, przygarbiony.

Przy stole dżentelmena obowiązują sztywne reguły. Wspólny posiłek to nie tylko umiejętność trzymania sztućców. To również sztuka konwersacji. (fot. Peter Dench)

W dobrym towarzystwie wszyscy mają zgodne opinie – kłótnie są niedopuszczalne.

Lekcja 3: siadanie

Uwierz lub nie, ale w wyższych sferach obowiązują nawet zasady dotyczące miejsca, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Zanim usiądziesz, powinieneś rozpiąć marynarkę. A gdy już siadasz, nieznacznie podciągnij spodnie na udach.

Lekcja 4: prezentacja

Zwykłe "Miło panią poznać" jest towarzyską gafą - twierdzi nasza śmiertelnie poważna arystokratka: "Wydaje się w porządku, ale na tym etapie nie wiemy jeszcze, czy to naprawdę miłe doświadczenie". Lady na początek rozmowy poleca "Dzień dobry", a kiedy wychodzimy "Miło było panią poznać", bo wtedy ma to już więcej sensu, nawet jeśli kłamiemy. Nie śmiem zapytać o towarzyskie notowania takich odzywek, jak "Sie ma, jestem Jurek".

Potem następują inne odkrywcze uwagi ("Gdy wydajesz przyjęcie, sprawdź, czy wystarczy jedzenia i drinków dla wszystkich gości"), by w końcu przejść do tego, po co naprawdę tutaj jestem.

Lekcja 5: jak traktować damę

"Kobieta lubi, gdy mężczyzna jest dobrze ubrany, wyrafinowany elegancki - informuje nasza opiekunka, najwyraźniej nieświadoma sukcesów TeDe z Weroniką Rosati czy Radzia Majdana. - Nigdy nie noś koszul niezapiętych pod szyją i adidasów". Zyskałem pewność, że myślimy o innych kobietach, a nasza guru przeszła do odrzucenia wszystkich zdobyczy feminizmu, recytując z pamięci listę zasad romantycznego związku:

  • Zawsze otwieraj przed nią drzwi i przepuszczaj.
  • Zawsze podstawiaj jej krzesło.
  • W restauracji zapytaj, na co miałaby ochotę, a potem zamów dla niej i dla siebie.
  • Po posiłku wstań pierwszy, podejdź do niej i pomóż wstać, odsuwając jej krzesło.
  • Pomóż ubrać jej płaszcz.
  • Uprzyj się, żeby zapłacić, chyba że nie jesteś dżentelmenem.
  • Poproś o jej klucze i otwórz drzwi, ale...
  • Nie oczekuj, że zaprosi Cię na kawę.

Rady są albo śmieszne, albo zupełnie oczywiste, ale nasza mistrzyni ani na chwilę nie traci powagi. Oczywiście znam wartość uprzejmości, dobrych manier i odrobiny staroświeckiego wdzięku, ale wydaje mi się, że jest to zwykła grzeczność, która powinna przychodzić nam naturalnie. Może cała lekcja polega na tym, żebyśmy zadbali o to, żeby rzeczywiście przychodziła.

Trudna sztuka używania widelca

Do lunchu zasiadamy przy ogromnym bankietowym stole i nadzieja na swobodny miły posiłek gdzieś się ulatnia. Nasz następny instruktor w szkole dla dżentelmenów, szef kuchni i autorytet w sprawach wykwintnego jedzenia - Valentine Warner - zajmuje centralne miejsce. I żeby było jeszcze mniej swobodnie, Lady Chelsea siada z gracją, której można się było po niej spodziewać, dokładnie obok mnie.

Arystokratyczne referencje naszego mistrza wydają się oczywiste - akcent z tych najwytworniejszych, nieco ekscentryczny wygląd i niesforna czupryna przywołują na myśl typowego brytyjskiego arystokratę. Ale co ważniejsze - ma za sobą pracę w najlepszych londyńskich restauracjach i świadczył prywatne usługi cateringowe dla takich sław jak Mick Jagger czy Robbie Williams.

Zaczynamy od podstaw: kobiety i mężczyźni powinni siedzieć na przemian, co więcej - nie sadza się mężów obok żon. Chodzi o to, żeby poznawać nowych ludzi i rozmawiać z kimś więcej niż z żoną lub mężem na tematy, które można przedyskutować w domu.

Nie szata zdobi człowieka, ale musisz pamiętać, że ludzie oceniają Cię na podstawie tego, co masz na sobie w każdej życiowej sytuacji. Z lekcji nienagannie ubranego Francuza Frederica Miniviele dowiedziałem się m.in., że nogawki muszą leżeć na butach, tworząc jedną fałdę. (fot. Peter Dench)

Potem Valentine wprowadza nas w świat stołowego nakrycia. Nie jest to jakaś szczególnie skomplikowana porcja wiedzy, możliwa do przełknięcia jedynie przez członków Mensy - pamiętaj tylko, żeby zaczynać od zewnątrz. Jeśli kiedykolwiek zatrudnię się jako kamerdyner lub osiągnę ten etap w życiu, gdy wydaje się eleganckie przyjęcia, będzie jak znalazł. Nadchodzi jedzenie, a z nim parę rad, jak się nim elegancko zająć:

Chleb
Odkrój mały kawałek masła z kostki w maselniczce i przenieś na talerzyk na pieczywo. Nakładaj na chleb małe kawałki, nie rozsmarowuj - to nie Nutella.

Ostrygi
Po kolei - ta mała miseczka z wodą służy do umycia rąk po ostrygach. Chociaż byli już tacy, którzy myśleli, że to bulion i próbowali wypić - poważna gafa w wyrafinowanych kręgach. Jak to jeść? Trzymaj ostrygę w lewej ręce, widelec w prawej. Wydłub miąższ ze skorupki, nabierz na widelec albo przechyl zawartość do buzi od razu. Szybko połknij, nie gryź.

Zupa
Zawsze przechylaj talerz od siebie, a nie do siebie - w razie katastrofy lepiej wylać zupę na obrus niż na spodnie. I dobra wiadomość, jako że mój głód osiąga już Himalaje, wolno jeść zupę i inne rzeczy też, zanim wszyscy zostaną obsłużeni. Ale tylko wtedy, gdy siedzimy w większym towarzystwie, przy dużym stole i posiłek jest gorący.

Makaron
Tutaj poglądy moje i mistrza rozmijają się. Valentine nie pochwala okręcania łyżek, zaleca nakładanie odpowiedniej ilości widelcem. Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Wino
"Ludzie gadają niestworzone głupoty na temat smakowania wina - twierdzi Val z bezceremonialną szczerością. - Jeśli jest nieświeże, poznasz po zapachu". Jeśli pijesz białe wino lub szampana, zawsze trzymaj kieliszek za nóżkę. Alkohol powinien pozostać schłodzony, a ciepło z Twoich rąk mogłoby go ogrzać. Czerwone wino z kolei powinno mieć temperaturę pokojową, a kontakt z zimnym kieliszkiem obniża ją, trzymaj, więc za górną część kieliszka, żeby je nieco ogrzać.

To są przynajmniej rytuały, które mają jakiś cel, poprawiają smak doznań, a nie tylko schlebiają jakimś wydumanym zasadom klubu dla dobrze urodzonych. Zapamiętuję więc, że kieliszki powinny być napełnione w dwóch trzecich, zwłaszcza jeśli jest to czerwone wino, żeby mogło "oddychać". Zawsze zaczynamy od białego wina, jako że czerwone ma mocniejszy smak. Nie muszę mówić, że od razu zabieram się do stosowania nowo zdobytej wiedzy w praktyce.

Ostatni szlif

Ostatnim elementem w skomplikowanej układance pod nazwą idealny dżentelmen jest sesja pytań i odpowiedzi ze sławnym "wychowawcą" gwiazd Jonem Chapmanem. Jednak dla człowieka, który na co dzień pracuje z takimi pięknisiami jak Jude Law czy Ethan Hawke, doprowadzenie mnie do odpowiedniego, jego zdaniem, wyglądu może być nie lada wyzwaniem. Oto trzy najważniejsze rady Jona:

  • Myj, oczyszczaj, złuszczaj i nawilżaj twarz codziennie - będziesz wyglądać młodziej i bardziej świeżo.
  • Przed myciem zębów używaj płynu do płukania ust, zęby myj dwa razy dziennie silną pastą.
  • Myj włosy codziennie, tylko wtedy będą wyglądać na zadbane, podcinaj je co pięć tygodni.

Sesja trwa, a mnie znowu nachodzą wątpliwości - jak bardzo dżentelmen powinien dbać o siebie, żeby nie zostać lalusiem? Może nie jestem wystarczająco nowoczesny, ale czuję się trochę dziwnie, prowadząc poważne rozmowy z facetami na temat kremów nawilżających. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Davida Nivena czy Marka Kondrata rozmyślających tak intensywnie nad kosmetykami do twarzy.

OK, posłucham Jona i sam zdecyduję, ile czasu i pieniędzy poświęcę na te zbytki, ale z pewnością nie będę się tym chwalić. Raczej będę zaprzeczać do utraty tchu. W końcu dyskrecja jest jedną z najważniejszych cech prawdziwego dżentelmena.

MH 01-02/2007

 

W szkole dżentelmenów w Glenlivet za tak niechlujny sposób siedzenia dostawaliśmy punkty karne. (fot. Peter Dench)

Grymas uprzejmie hamowanej irytacji przelatuje przez twarz lady Chelsea.

Moja próba "doskonalenia postawy" zakończyła się gwałtownie, kiedy ogromny, twardy tom "Rytuału obiadu" ześlizgnął mi się z głowy i wylądował tuż obok stóp mojej nowej wyroczni w sprawach savoir-vivre'u. Przez głowę po raz kolejny przebiega mi myśl: Co ja, u diabła, tu robię!?

Szczera odpowiedź jest najlepsza - spędzam dzień we wspaniałym otoczeniu klubu dla dżentelmenów Mayfair w prywatnej szkole dla mężczyzn Glenlivet. Przez następnych osiem godzin zespół doświadczonych specjalistów będzie próbować nauczyć mnie i 23 innych panów subtelnych zasad stylu, wychowania, etykiety, kulturalnego jedzenia, picia i wszystkiego, co kojarzy się z dobrymi manierami.

Do tej pory jedyny klub, do jakiego się zbliżyłem, miał w nazwie Śląsk i dobre maniery z pewnością nie były w nim najbardziej oczekiwane.

Przed zajęciami poznajemy naszych nauczycieli i dzielą nas na 6-osobowe grupy. Rozglądam się dokoła i stwierdzam z ulgą, że nie jest to ani ekscentryczny wypad dla nieuleczalnie chorych kolekcjonerów pamiątek po Lady Dianie, ani ostatnia deska ratunku dla towarzyskich nieudaczników.

Mamy od dwudziestu paru do czterdziestu paru lat, a jeśli chodzi o ubranie, to prezentujemy cały stylowy przekrój - od mojego niechlujstwa, do czegoś, co można by określić jako niedbałą elegancję.

Atmosfera nieco się rozluźnia. Stare dębowe meble, zdobne ramy obrazów i swobodna, niewymuszona elegancja wokół pomagają stworzyć odpowiedni nastrój. To tak, jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy interesy robiło się przy koniaku i tartinkach, a nie dzięki telekonferencjom, i każdy szanujący się mężczyzna miał swojego krawca. Ale czy w tych szacownych wnętrzach jesteśmy wstanie nauczyć się czegoś użytecznego również dla nas, mężczyzn XXI wieku?

Nasza pierwsza lekcja dotyczy mody i stylu. Prowadzi ją oczywiście nienagannie ubrany Francuz Frederic Miniviele, stylista. W zasadzie wygląda tak jak powinien, zważywszy na to, co robi, ale ja wolę odnosić się do wszystkiego tak jak to sobie wcześniej zaplanowałem - sceptycznie, z odrobiną zainteresowania; żeby tylko nie pokazać, że mi się tu naprawdę podoba i że jestem naprawdę zainteresowany.

Jak ubierać się do pracy

"Ludzie oceniają Cię na podstawie tego, co masz na sobie w każdej życiowej sytuacji - od randki z dziewczyną, po rozmowę w sprawie pracy" - zaczyna swój wykład Frederic, tym samym niejako usprawiedliwiając naszą próżność. Potem przechodzi do odkrywania przed nami zawiłości biurowej garderoby.

"Garnitur mówi o Tobie: uczciwy, rzetelny, i - co ważniejsze, kiedy poznajesz ludzi biznesu - wypłacalny - dodaje Fred (tak go teraz nazywamy). - Na pierwszej lekcji musicie się nauczyć, jak wybrać fason, który będzie odpowiedni dla was i będzie pasował do sytuacji".

 

Dżentelmen potrafi nie tylko z umiarem pić alkohol, ale umie także zrobić drinka. (fot. Peter Dench)

Grymas uprzejmie hamowanej irytacji przelatuje przez twarz lady Chelsea.

Moja próba "doskonalenia postawy" zakończyła się gwałtownie, kiedy ogromny, twardy tom "Rytuału obiadu" ześlizgnął mi się z głowy i wylądował tuż obok stóp mojej nowej wyroczni w sprawach savoir-vivre'u. Przez głowę po raz kolejny przebiega mi myśl: Co ja, u diabła, tu robię!?

Szczera odpowiedź jest najlepsza - spędzam dzień we wspaniałym otoczeniu klubu dla dżentelmenów Mayfair w prywatnej szkole dla mężczyzn Glenlivet. Przez następnych osiem godzin zespół doświadczonych specjalistów będzie próbować nauczyć mnie i 23 innych panów subtelnych zasad stylu, wychowania, etykiety, kulturalnego jedzenia, picia i wszystkiego, co kojarzy się z dobrymi manierami.

Do tej pory jedyny klub, do jakiego się zbliżyłem, miał w nazwie Śląsk i dobre maniery z pewnością nie były w nim najbardziej oczekiwane.

Przed zajęciami poznajemy naszych nauczycieli i dzielą nas na 6-osobowe grupy. Rozglądam się dokoła i stwierdzam z ulgą, że nie jest to ani ekscentryczny wypad dla nieuleczalnie chorych kolekcjonerów pamiątek po Lady Dianie, ani ostatnia deska ratunku dla towarzyskich nieudaczników.

Mamy od dwudziestu paru do czterdziestu paru lat, a jeśli chodzi o ubranie, to prezentujemy cały stylowy przekrój - od mojego niechlujstwa, do czegoś, co można by określić jako niedbałą elegancję.

Atmosfera nieco się rozluźnia. Stare dębowe meble, zdobne ramy obrazów i swobodna, niewymuszona elegancja wokół pomagają stworzyć odpowiedni nastrój. To tak, jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy interesy robiło się przy koniaku i tartinkach, a nie dzięki telekonferencjom, i każdy szanujący się mężczyzna miał swojego krawca. Ale czy w tych szacownych wnętrzach jesteśmy wstanie nauczyć się czegoś użytecznego również dla nas, mężczyzn XXI wieku?

Nasza pierwsza lekcja dotyczy mody i stylu. Prowadzi ją oczywiście nienagannie ubrany Francuz Frederic Miniviele, stylista. W zasadzie wygląda tak jak powinien, zważywszy na to, co robi, ale ja wolę odnosić się do wszystkiego tak jak to sobie wcześniej zaplanowałem - sceptycznie, z odrobiną zainteresowania; żeby tylko nie pokazać, że mi się tu naprawdę podoba i że jestem naprawdę zainteresowany.

Jak ubierać się do pracy

"Ludzie oceniają Cię na podstawie tego, co masz na sobie w każdej życiowej sytuacji - od randki z dziewczyną, po rozmowę w sprawie pracy" - zaczyna swój wykład Frederic, tym samym niejako usprawiedliwiając naszą próżność. Potem przechodzi do odkrywania przed nami zawiłości biurowej garderoby.

"Garnitur mówi o Tobie: uczciwy, rzetelny, i - co ważniejsze, kiedy poznajesz ludzi biznesu - wypłacalny - dodaje Fred (tak go teraz nazywamy). - Na pierwszej lekcji musicie się nauczyć, jak wybrać fason, który będzie odpowiedni dla was i będzie pasował do sytuacji".

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    wh0cd143576 acomplia prednisone amoxicillin tamoxifen cheap generic nexium online clindamycin bupropion hydrochloride sr
    ~PhyllisIdone, 2017-01-28 15:17:08
  • avatar
    zgłoś
    nie no, kurde, to słabe wspomnieć kobiecie przed randką, że ma wziąć ze sobą pieniądze. kobieta z klasą, wiedząc że gdzieś idziecie, będzie miała jakieś pieniądze, nawet jeśli nie planujecie koniecznie iść gdzieś poza zwykłym spacerem, bo wie że może się tak zdarzyć. co więcej, często takie dziewczyny proponują że za siebie zapłacą, bądź wręcz na to nalegają, żeby nie wyjść na takie, które chcą się uzależnić od portfela faceta bądź na nim żerować. oczywiście im młodsza kobieta, tym mniejsza dbałość o to, generalnie ja nie widzę problemu w płaceniu za Was oboje, jeśli to osoba na której Ci zależy, z którą dobrze się spędza czas. jeśli to dla kogoś duży problem, wybierajcie tańsze rozrywki bądź po prostu spacerujcie, ale nie róbcie wioski już na wejściu. nawet jak raz się zapłaci i nic z tego nie będzie, to świat się nie zawali. w związki się inwestuje, nie tylko uczucia, po to aby na dłuższą metę zyskać. prawdziwy facet jest w stanie ponieść jakieś koszta, dbając o atmosferę, przyszłość relacji oraz swoje dobre imię, prawdziwa kobieta nie będzie tej kasy z niego doiła bezczelnie, takie są zdrowe zasady i prawidłowości
    S*****, 2011-10-24 00:35:50
  • avatar
    zgłoś
    CYTAT(Toma @ 23-10-2011, 22:19) Z reguły jest tak, że jak ja płacę na początku to nic później z tego nie wychodzi jakiś dziwny traf Spróbuj w takim razie stosować odmienną taktykę.Umawiając się z kobietą przez telefon starannie zaplanuj wcześniej gdzie wyjdziecie wybierając ciekawe i jednocześnie niedrogie miejsce i powiedz przez słuchawkę: "weź ze sobą 10, 20 zł"Przykładem ciekawej randki może być strzelnica, zwłaszcza jeśli ty już umiesz strzelać, wtedy jesteś 'nauczycielem' - płaci się na początku jednorazowo 30 zł za przeszkolenie, a potem to już tylko 'groszowe sprawy' od ilości strzałów.W takiej sytuacji za przeszkolenie możesz zapłacić ty, a za strzały, to już każdy za siebie.Gwarantuję, że taką randkę kobieta będzie długo wspominać i opowiadać wielu koleżankom.
    ~LilPeneros, 2011-10-23 22:45:13
  • avatar
    zgłoś
    Z reguły jest tak, że jak ja płacę na początku to nic później z tego nie wychodzi jakiś dziwny traf
    Toma, 2011-10-23 22:19:43
  • avatar
    zgłoś
    Nie zgadzam się z jednym fragmentem tego artykułu mówiącym o tym, że mężczyzna powinien zawsze płacić za kobietę.Mężczyzna powinien zawsze płacić za siebie, a kobieta za siebie.
    ~LilPeneros, 2011-10-23 21:35:34
  • avatar
    zgłoś
    CYTAT(whitechocolatte @ Apr 12 2009, 20:21 PM) może podsuniecie pare waszych zasad manier przekazanych wam przez kogoś doświadczonego:) zachęcam to nam pomoże;)Ja sam sobie ustalilem zasade, ze jesli wychodze gdzies ze swoja kobieta to zapewniam jej powrot do domu. Jesli nie moge jej odwiezc samochodem to daje na taxi, by wrocila bezpiecznie. Wielokrotnie widzialem jak moje kolezanki wracaly na wlasna reke do domu, kiedy ich faceci robili co chcieli. Mi osobiscie takie cos nie odpowiada. Luki
    *Luki*, 2009-04-13 13:21:32
  • avatar
    zgłoś
    może podsuniecie pare waszych zasad manier przekazanych wam przez kogoś doświadczonego:) zachęcam to nam pomoże;)
    whitechocolatte, 2009-04-12 20:28:24
  • avatar
    zgłoś
    CYTAT(ToY SolideR @ Mar 21 2009, 23:19 PM) Ja też odnoszę takie wrażenie I popieram w tym, że bardzo ciekawe Zapewne czytaliscie to w nr 1-2 z roku 2007. Na koniec kazdego artykulu podaja jego pierwotne zrodlo.Luki
    *Luki*, 2009-03-22 08:34:40
  • avatar
    zgłoś
    CYTAT(The_Edge @ Mar 21 2009, 23:10 PM) Gdzies juz to czytalem. Bardzo ciekawe Ja też odnoszę takie wrażenie I popieram w tym, że bardzo ciekawe
    ToY SolideR, 2009-03-21 23:26:21
  • avatar
    zgłoś
    Gdzies juz to czytalem. Bardzo ciekawe
    The_Edge, 2009-03-21 23:17:28
  • avatar
    zgłoś
    Uuu, głęboki szacunek. Taki artykuł w sobotnie popołudnie. Jestem zaskoczony bo już myślałem, że do środy się nic nie pojawi.
    JotBe, 2009-03-21 20:57:25
  • avatar
    zgłoś
    Ogolnie interesujacy artykul. Podobaly mi sie rozwazania i podejscie do tematu autora(sceptyzm zmieszany z lekka ironia). Pare zasad wartych uwagi.Luki
    *Luki*, 2009-03-21 20:22:57
  • avatar
    zgłoś
    Świetny artykuł!!
    AnimalUnleashed, 2009-03-21 19:23:06
  • avatar
    zgłoś
    Telefon z redakcji: "Pakuj się, jedziesz do Londynu na naukę dobrych manier". Czyżby mi czegoś brakowało?! Z drugiej strony – gdzie uczyć się bycia dżentelmenem, jak nie u samych źródeł? Jadę więc do szkoły dobrego stylu i ogłady.http://www.menshealth.pl/styl/Witamy-w-szk...menow-3360.html
    Mens Health, 2009-03-21 17:21:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij