Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

White Collar Boxing [relacja z treningów 2]

Sobotnia walka Giennadija Gołowkina z Saulem Alvarezem raz jeszcze pokazała, że boks nie ma nic wspólnego z bójką. To szlachetna szermierka na pięści, ringowe szachy, sweet science, jak określają ten sport Amerykanie. Trafić i nie dać się trafić – oto naczelna zasada. Wpajam ją sobie na każdym treningu.

White Collar Boxing Walka z cieniem to klasyk. Przed, w trakcie i po treningu właściwym. (Fot. Tomasz Woźny)
Dla takich pojedynków warto zerwać się w niedzielę przed piątą rano. Kiedy GGG i Canelo wchodzili do ringu w Las Vegas, byłem już po pierwszej kawie. Wiedziałem, że za niecałą godzinę wrócę do łóżka, trochę jeszcze pośpię, a cały dzień poświęcę na aktywną regenerację. Nic z tego, walka tak nakręciła mnie do działania, że od razu po odczytaniu (kontrowersyjnego, warto dodać) werdyktu, założyłem biegowe buty i wyskoczyłem do Parku Grabiszyńskiego na 10 kilometrów w raczej szybkim tempie.

Właśnie, niedziela, piąta rano. Normalni ludzie albo dopiero kładą się po sobotniej imprezie do łóżka, albo wciąż na niej są, albo – wersja klasyczna – nadal spokojnie śpią (przy okazji ukłon w stronę tych, którzy o tej porze po prostu pracują). Fani boksu do normalnych zaliczać się nie mogą, bo noce z soboty na niedzielę zarywają z własnej woli stosunkowo często. Dwóch facetów, którzy za oceanem wymieniają ciosy, okazuje się solidnym argumentem, żeby nastawić budzik.

Albo po prostu nie kłaść się spać. Przyznam, że próbowałem już wszystkiego. Brak snu i noc z archiwalnymi pojedynkami przed galą, impreza, kilka drinków z kumplami, których boks również jara, budzik tuż przed walką wieczoru – nie ma idealnego rozwiązania. Pierwsze rundy to zawsze walka z opadającymi powiekami, problemy z koncentracją, odpychanie od siebie argumentów typu „Obejrzę przecież powtórkę” itd. Wydaje się, że jedynym sposobem, żeby bez kłopotów oglądać hitowe pojedynki, jest przeprowadzka do Stanów. Chwilowo jednak mogę, pewnie zresztą nie tylko ja, takie rozwiązanie odłożyć na półkę.

Wracając – Canelo i GGG spisali się na medal. To była doskonała walka, w której kunszt obu oglądało się z największym podziwem. Zaskoczył ten pierwszy, biorąc zwłaszcza pod uwagę fakt, że Meksykanin ma przecież dopiero 27 lat, a w ciągu ostatnich dwóch, trzech cholernie się rozwinął. Bez względu na werdykt (na mojej karcie minimalnie zwyciężył Gołowkin) to Canelo Alvarez wygrał ten wieczór (poranek).

White Collar Boxing Bokserski kask – jest, buty – są, rękawice – też. Pulsometr? Zgadza się. Paliwo z deliciousbox.pl – jest. Jestem gotowy do działania. (Fot. Tomasz Woźny)

Ściąga z najlepszych

W ciągu kilku dni od walki powtórkę obejrzałem już z 10 razy. Tak jak i tonę innych archiwalnych pojedynków. Podglądać, jak robią to najlepsi, to bowiem najlepsza szkoła i solidna dawka motywacji do kolejnej sesji treningowej. Gdy we wtorek pojawiłem się we Wrocławskim Klubie Bokserskim Maximus, temat w szatni był jeden. Gołowkin i Alvarez. Mówili o nich zawodnicy, opowiadali trenerzy.

Piotr Kuczyński, z którym przygotowuję się do gali WCB, od razu pokazał mi, jakim zwodem Canelo uciekał spod lin. W kolejnych minutach miałem stosować ten trik nawet kilkanaście razy. Tak, podglądanie najlepszych to zdecydowanie najlepsza szkoła i dawka motywacji.

Gdy w ringu doskonale widać, że dla obu zawodników to święto, najprzyjemniejszy – o ile to właściwe słowo – moment ostatnich miesięcy, nagroda za mordercze treningi i ogromne poświęcenie, możliwość pokazania swoich umiejętności oraz głośny i wyraźny sygnał, że ciężka praca i oddanie popłacają – wówczas samemu chce się znów założyć rękawice na dłonie, żeby choćby popracować rundę na worku.

Bić głową, nie rękoma

Patent polega jednak na tym, żeby nie przesadzić. Łopatologicznie – za mało treningów to źle. Za dużo – najgorzej. Przepracowanie, brak regeneracji w najlepszym wypadku odbiją się na formie, w najgorszym – przez kontuzję w ogóle wyłączą z gry. Przez ostatni miesiąc trenowałem naprawdę ostro, stopniowo przyzwyczajając się do bólu, który z tym się wiąże. Chciałem więcej i więcej, docierając do momentu, w  którym brak jednostki treningowej powodował wyrzuty sumienia. Dopiero gdy któryś dzień z rzędu obudziłem się cały obolały, w zasadzie nie mogąc wstać z łóżka, stwierdziłem, że najwyższy czas trochę zwolnić.

Co nie oznacza, że wziąłem sobie nagle tydzień wolnego. Wciąż daję z siebie wszystko, w tygodniu zaliczając dwa treningi siłowe i cztery bokserskie. Kiedy jednak czuję solidne zmęczenie, zdecydowanie zwalniam obroty. Daję ciału czas na to, żeby doszło do siebie i – jak to się mówi – wróciło silniejsze. Np. ostry sparing zastępuję spokojną walką z cieniem, podczas której staram się robić każdy ruch najdokładniej jak to możliwe. Albo wymagającą sesję ze sztangą zamieniam na trening z gumami oporowymi lub po prostu stretching i rolowanie. Działa.

Bić rękoma, nie głową

Co skutkuje formą, po prostu. Tak, już teraz czuję, że jestem w gazie. Po ostatnich tarczach i sparingu wciąż kipiałem energią. Dałem z siebie maksa, ale po wszystkim wiedziałem, że gdzieś tam głęboko wciąż był zapas. Nawet trenując w ringu monitoruję tętno – i teraz zauważam, że po intensywnej rundzie z piątej strefy do trzeciej wracam szybciej niż jeszcze tydzień, dwa temu. Postępy są stałe – widzę to w ringu, widzę to w siłowni.

Właśnie. Mój trening w siłowni? Zdradzę tylko zestaw, który wykonuję w pierwszej siłowej jednostce w tygodniu. Zaczynam od przysiadów ze sztangą, po której w gigaseriach wyciskam sztangę leżąc, wiosłuję sztangą w wersji Pendley’a i przyciągam uchwyt wyciągu dolnego do boku w wykroku (na dwie ręce). Kolejnych kilka gigaserii to przysiady bułgarskie z hantlami, pompki i spacer farmera z walizką. Koniec treningu to albo plyometria, albo ostre interwały. I wyciszenie. Naprawdę ciężka godzina, podczas której trener Mateusz Białas wymaga ode mnie 110% zaangażowania i 100% prawidłowej techniki.

Zwłaszcza że w moim narożniku pojawiło się kolejne wsparcie. Od dwóch tygodni dostarczam z pożywienia (bo do tego dochodzi jeszcze białko serwatkowe) dokładnie 3000 kcal pełnych wartości odżywczych. Catering dietetyczny (deliciousbox.pl) naprawdę daje radę – bez takiego wsparcia (umówmy się, warzyw i śniadań wcześniej nie jadłem) postępy, o których pisałem wyżej, raczej nie byłyby możliwe.

White Collar Boxing Nie wyobrażam sobie końca treningu bez rundy na skakance. 3 minuty z kilkoma solidnymi zrywami to must have. (Fot. Tomasz Woźny)

Bić rękoma i głową

Od miesiąca sprawdzam, jak wygląda życie sportowca. No, prawie, bo przecież z regularnej roboty nie zrezygnowałem, trenuję też TYLKO raz dziennie. Mam za sobą jednak sztab, przemyślany plan i cel, do którego dążę. I wiecie co – to ciężki kawałek chleba. Zastrzyk energii czuję tylko w trakcie i po treningu. Poza tym jestem cały czas obolały, głodny i zmęczony. Kiedy dowiedziałem się, że gala WCB została przełożona z 13 października na 18 listopada, wcale się nie ucieszyłem – bo oznacza to ponad miesiąc dodatkowej harówy.

Dlatego za chwilę znów obejrzę powtórkę z walki Canelo z Gołowkinem – żeby przypomnieć sobie, jak wiele pracy wymaga ta tak naprawdę chwila w ringu. Nikt nie daje zwycięstwa za darmo. Pamiętacie słowa Alego?

White Collar Boxing

Gala, do której przygotowania opisuję, odbędzie się 18 listopada w restauracji Champions  w hotelu Marriott w Warszawie. Pomysłodawcą i głównym organizatorem wydarzenia jest pięściarz Rafał Jackiewicz. Poprzez stronę boksdlawszystkich.pl wciąż można zgłaszać swój udział. Treningi odbywają się w zaprzyjaźnionych klubach w 11 miastach Polski. W ramach pakietu każdy z zawodników otrzymuje pakiet startowy, który obejmuje:

  • 2 wejściówki na galę White Collar Boxing,
  • wyposażenie pięściarskie (taśmy + rękawice + szczęki) firmy LEONE,
  • 30 treningów w okresie przygotowawczym do gali głównej,
  • konsultacje treningowe / rundy sparingowe z Rafałem Jackiewiczem dla ochotników,
  • pakiet zdjęciowy,
  • mental coaching,
  • zestaw odzywek firmy RealPharm,
  • komplet ubrań sportowych do walki (koszulka, spodenki) firmy Brachole.

Trening siłowy A

Ułożony przez Mateusza Białasa zestaw wykonywałem przez pierwsze 4 tygodnie przygotowań raz w tygodniu. Cel to poprawa wzorców ruchowych, wzmocnienie stabilizacji antyrotacyjnej i przygotowanie aparatu ruchu pod ciężkie treningi mocy eksplozywnej. Szczegółów dotyczących Treningu siłowego B nie zdradzę – na wypadek, gdyby czytający te również przygotowywał się do walki, rzecz jasna.

1. Przysiad ze sztangą - 5 serii po 5 powtórzeń, przerwa 120 sekund

2. 5 gigaserii – przerwa po ostatnim ćwiczeniu w gigaserii 120 sekund

A. Wyciskanie sztangi – 5 powtórzeń

B. Wiosłowanie sztangą Pendley’a – 8 powtórzeń

C. Przyciąganie uchwytu wyciągu dolnego w wykroku – po 8 powtórzeń na stronę

3. 5 gigaserii – przerw po ostatnim ćwiczeniu w gigaserii 120 sekund

A. Przysiad bułgarski z hantlami – po 8 powtórzeń na stronę

B. Pompka – 10 powtórzeń

C. Spacer farmera z walizką – po 30 sekund na stronę

4. Plyometria – 5 serii wskoków na skrzynię / Interwały – 5 sprintów na bieżni

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij