Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Scott Eastwood: jak wyjść z cienia

Scott eastwood przez lata miał tylko jeden cel: Zbliżyć się do legendy swojego wybitnego ojca. Czy mu się udało? Głosy są podzielone, ale Jedno jest pewne: najmłodszy syn słynnego Clinta nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 

Scott Eastwood
Jego technika jest bardzo dobra. Scott z uporem maniaka zalicza kolejne powtórzenia na drążku. Od kilku minut w milczeniu przyglądam się ćwiczącemu facetowi. Ku mojemu zdziwieniu, zupełnie nie śpieszy mi się, aby zmienić salkę na jakąś, w której odbywają się zajęcia z jogi dla singielek. Inna sprawa, że w pobliżu raczej takiej nie uświadczę.

Jesteśmy w bardzo oldskulowej siłowni gdzieś niedaleko West Hollywood. To miejsce ma swój dobrze wyczuwalny klimat. Zapewne udziela się on wszystkim ćwiczącym, ponieważ niczym doskonale wyćwiczona orkiestra wygrywają równą melodię żelazem. Dół – góra. Wdech – wydech. Selfie w lustrze i plotek o rozstaniu instagramowych celebrytów nie uświadczono. „Świetne miejsce” – szybko recenzuję w myślach obiekt.

Nikogo nie rusza także, że najmłodszy syn Clinta Eastwooda pompuje plecy dosłownie dwa kroki dalej. Wspomniany właśnie zabiera się za kolejną serię podciągania. To właściwie kalka poprzedniej. Scott wykonuje powtórzenia aż do upadku mięśniowego i opada na kolana, ciężko oddychając.

Dochodzę do wniosku, że w przypadku tego gościa nie ma mowy o czymś takim, jak trening pokazowy na potrzeby sesji zdjęciowej. Gdy jakąś godzinę później ruszamy z parkingu siłowni, po raz pierwszy wymieniamy kilka zdań. Wyraźnie zadowolony z porządnego treningu Eastwood zaczyna od opisania mi kilku zasad, którymi kieruje się w życiu. Reguł, które nazywa Kodeksem Eastwoodów.

Cokolwiek robisz, rób to na sto procent. Dajesz z siebie wszystko za każdym razem. Zrób daną rzecz najlepiej, jak potrafisz, a potem przejdź do kolejnej” – wyjaśnia Eastwood. Błahe? Zaryzykuję stwierdzenie, że w kwestii jego treningu ta zasada sprawdza się niemal doskonale. „Bądź uczciwy. Nie zdradzaj ludzi, nie nadużywaj ich zaufania. Rób swoje, nie jęcz i nie narzekaj, że Ci ciężko” – uzupełnia życiowe credo Scott.

Luzak

Gdy toczymy się spokojnie przez Sunset Boulevard w Los Angeles, Eastwood zaczyna opowieść o swojej sześcioletniej przygodzie z jiu-jitsu, ale nagle przerywa w połowie zdania. Podnoszę głowę z notatek i powód staje się wspaniale oczywisty. Dwie atrakcyjne dziewczyny na chodniku jakieś 20 metrów od nas postanowiły wybrać się na przechadzkę najsłynniejszym bulwarem w LA.

W zdecydowanej większości przypadków, gdy czarny Cadillac Escalade zatrzymuje się przy chodniku, nie wychyla się z niego gwiazda kina i nie rzuca beztrosko: „Hej, dziewczyny”. To pewnie dlatego chwilę później zostawiamy za sobą piszczące dwudziestolatki, które będą miały o czym opowiadać znajomym przez najbliższe kilka miesięcy.

„Życie jest piękne” – rzuca beztrosko mój sławny szofer. No co Ty nie powiesz? „Obecnie nie mam dziewczyny – dodaje. – Wszystko dzieje się swoim rytmem, a ja podchodzę do tego bardzo na luzie”. Jeśli chodzi o podejście do życia, trafiłem chyba na jednego z większych luzaków w Hollywood.

Gadamy trochę o sztukach walki, surfingu, triathlonie, crossficie i łowiectwie podwodnym, ale dopiero po tej solidnej słownej rozgrzewce Scott decyduje się zaserwować mi prawdziwe konkrety dotyczące swojej kariery. Jak się okazuje, nawet dla nieźle wyglądającego i nieprzeciętnie wyluzowanego faceta z solidnym dorobkiem filmowym hollywoodzki biznes bywał w przeszłości okrutny.

W talent syna słynnego Clinta wątpiło mnóstwo osób, a wiele otwarcie życzyło mu porażki. Nazwisko rzecz jasna otwierało drzwi, ale poważne oferty nie przychodziły latami. Młody Eastwood miał przed sobą długą podróż, podczas której dorastał stopniowo do legendy swego wybitnego ojca.

„Przyjeżdżałem na przesłuchania, chciałem pracować, pokazać, na co mnie stać, ale nikt nie brał mnie na poważnie. Wszyscy zbywali mnie machnięciem ręki i czymś w stylu: »Nie baw się w aktora. Jesteś synem Clinta, ale to wszystko« – wspomina. – Sporo ludzi nadal myśli w ten sposób. W pewnym momencie ja również zwątpiłem i byłem przekonany, że już długo nie pociągnę. Ale ostatnio nie jest źle”.

Najnowsza część „Szybkich i wściekłych” wjechała do kin ładnych kilka tygodni temu, ale nadal nie cichną głosy, że to jedna z lepszych części franczyzy. Jeśli plany nie ulegną zmianie, to w 2018 roku obejrzymy Scotta chociażby za sterami wielkiego robota w sequelu „Pacific Rim”. Będzie się działo! 

Zobacz również, co do powiedzenia o życiu i karierze miał Paul Walker, nieżyjący już gwiazdor "Szybkich i wściekłych".

Scott Eastwood

Świeżak

Scott Eastwood przyszedł na świat w nadmorskiej miejscowości w Kalifornii jako syn pilota i zarazem jednego z najbardziej znanych aktorów i reżyserów minionego stulecia. „Dobrze wspominam dzieciństwo. Było ciekawe, ale jednocześnie dużo bardziej standardowe, niż mogłoby się wydawać – opowiada. – Bywałem z tatą na planach filmowych, ale mnóstwo czasu spędzałem po prostu pływając, surfując, łowiąc ryby i nurkując. Zawsze aktywnie, zero gier komputerowych”.

Rodzina nie mogła narzekać na brak środków do życia, więc tym bardziej zastanawia mnie, gdy Scott wspomina, że pracował już jako 15-latek. „Ojciec nie dawał mi kasy za istnienie. Na zachcianki musiałem sobie sam zapracować. Za gówniarza myślałem: »Człowieku, o co ci chodzi? Masz kupę forsy«. Teraz doskonale rozumiem, o co chodziło, i jestem mu cholernie wdzięczny za tę szkołę życia”.

W szkole Clinta uczono także o diecie i treningu. „Jeśli chodzi o ćwiczenia i odpowiednie żywienie, mój ojciec to maszyna. Gdy miałem 14 albo 15 lat, nauczył mnie, jak poprawnie machać sztangą. Dorzucił kilka rad i, gdy był już pewien, że nie zginę przygnieciony żelastwem, zostawił mnie w siłowni”. Dowiaduję się także, że starszy Eastwood jest fanem bardzo klasycznego podejścia do diety.

„Mój ojciec od dawna nie je dla przyjemności – śmieje się Scott. – Łosoś z brązowym ryżem to jego typowy zestaw śniadaniowy. Wydaje mi się, że mam to po nim. Gdyby ktoś wymyślił pigułkę, która dostarczałaby wszystkich potrzebnych składników odżywczych na cały dzień, mógłbym odpuścić sobie jedzenie”.

Nawet moja mina zdradza błyskawicznie, że tej opowieści akurat nie kupuję, bo po pięciu sekundach Scott wyznaje swoją miłość do tostów z masłem orzechowym. Jednak wszystko z nim w porządku. Zaskakuje mnie jednak, gdy mówi o tym, jak na pewnym etapie filmowej kariery postanowił używać nazwiska rodowego matki. To akurat było już po małych rolach w „Sztandarze chwały”, „Gran Torino” i „Niepokonanym” (wszystkie w reżyserii Clinta Eastwooda), więc na głosy krzyczące: „nepotyzm!” nie trzeba było długo czekać.

„Byłem chyba na jakichś dziesięciu przesłuchaniach do filmów ojca” – sumuje. Nie ukrywa też, że najbardziej liczył na rolę żołnierza SEALs, Chrisa Kyle'a, w filmie „Snajper” („Ale gdy tylko obejrzałem go w kinie, zrozumiałem, że to film Bradleya Coopera”). Niepowodzenie zostało przeplecione sukcesem, gdy Scottowi zaproponowano główną rolę w „Najdłuższej podróży”.

„Zagrałem kowboja z rodeo, który zakochuje się w studentce sztuki, ale nie może porzucić dla niej aktualnego życia. To była fajna, poruszająca historia” – opowiada Eastwood. 

Scott Eastwood wie, co to znaczy ostry trening. Ty też weź się do roboty. Jeśli nie wiesz jak, zajrzyj do naszego Atlasu Ćwiczeń Wideo.

Scott Eastwood

Egzekutor

Rok 2016 przyniósł solidne występy w „Snowdenie” i „Suicide Squad”. Scott zagrał też w „Overdrive”, gdzie wcielił się w złodzieja luksusowych aut. Film latem trafi do kin. „Najlepszą rzeczą w takich produkcjach jest to, że wszystkie kaskaderskie wyczyny mogę wykonywać sam”. Opowiada mi o scenie, w której musiał przeskoczyć z auta jadącego 70 km/h do ciężarówki jadącej obok.

Ciekawe, czy firmie ubezpieczeniowej też sprzedaje takie smaczki? Jesteśmy przy samochodach i znów pada hasło: „Szybcy i wściekli”. Scott zdradza, że był bliski odrzucenia tej wielkiej szansy ze względu na więź, która łączyła go z tragicznie zmarłym Paulem Walkerem, który był w „Szybkich” od pierwszej części. „Znałem go 15 lat. Był dla mnie jak mentor i starszy brat. Gdy zaproponowano mi angaż w filmie, przez długi czas sądziłem, że chyba nadal nie jestem gotów – opowiada Scott. \

– Myślałem o tym bardzo długo, ale rozwiązanie dotarło do mnie, gdy zastanowiłem się, co na ten temat powiedziałby mi Paul. Niemal słyszałem jego głos, mówiący: »Nie bądź frajerem, bierz tę rolę i zagraj najlepiej, jak potrafisz«”.

Mimo to zdjęcia do filmu nie były łatwe i przyjemne. Drogie auta, pościgi i ganianie z karabinem ani trochę nie pomagały ekipie zapomnieć o wielkiej stracie. „Były takie dni, że wszyscy odczuwaliśmy jego brak na planie. Smutek był przytłaczający. Musieliśmy po prostu przerywać kręcenie. W takich momentach ja, Vin [Diesel] i Tyrese [Gibson] siadaliśmy razem i wspominaliśmy śmieszne akcje, które przeżyliśmy z Paulem” – kończy Eastwood. Uświadamia mi tym samym, że ci ludzie tworzą wielką rodzinę nie tylko na potrzeby filmów.

Zwykły facet

Scott Eastwood na każdym kroku daje do zrozumienia, że aktorstwo to po po prostu jego robota, a nie sposób na życie. „Mój życiowy cel? Być szczęśliwym. Wyprowadziłem się z Los Angeles do San Diego. Jestem daleko od tej całej branży, ale czuję się lepiej”.

Po raz kolejny ewidentnie widać po mnie, że nie do końca pojmuję taki ruch, bo Scott dodaje: „Nie zrozum mnie źle: LA to fajne miejsce. Chodzi mi o bycie częścią społeczności – grupy ludzi, którzy dobrze się traktują. W San Diego jestem otoczony przez przyjaciół”. To już ma sens. Szczególnie mając w pamięci, jak został potraktowany przez branżę kilka lat temu.

Czy chowa urazę? Wątpię. To pewnie też część kodeksu Eastwoodów. „Im mniej się oceniam, tym jestem szczęśliwszy. Nie chcę być zapamiętany jako bogaty i znany hollywoodzki aktor. Wolałbym, aby ludzie widzieli we mnie gościa, który robił to, co kochał, i miał dobry wpływ na otoczenie – mówi Scott.

– Myśl o tym, że nie będę mógł w jakiś sposób pozytywnie oddziaływać na innych, serio mnie przeraża”. Kariera 31-letniego aktora nabiera tempa, a dzięki ciężkiej pracy oferty raczej nie przestaną spływać. Pozostaje mu tylko grać wedle swoich zasad. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij