Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Moja żona miała raka piersi - męskie rozmowy MH

Agata ma 36 lat, ja 43. Jesteśmy razem od 16 lat. Agata ciężko zachorowała. Myślisz, że to zdarza się tylko innym ludziom? Mylisz się. To może zdarzyć się każdemu. 

Mastektomia to wcale nie wyrok śmierci na Waszym życiu seksualnym.

Kiedy Agata wyszła z łazienki ubrana w koszulę nocną z głębokim dekoltem i położyła się obok mnie, zauważyłem niewielki dołek na jej prawej piersi. Skończyłem psychologię, a nie medycynę, ale wiem o raku piersi wystarczająco dużo, żeby domyślić się, że takie wgłębienie może oznaczać problemy.

Nie miała żadnego wyczuwalnego guzka i moje dociekliwe oględziny jej biustu bardziej ją bawiły niż przejmowały. Naukowe badania piersi zakończyliśmy zupełnie nienaukowym seksem, ale jednak z postanowieniem, że Agata jutro maszeruje do ginekologa na przegląd. To było mniej więcej 3 lata temu.

Przez kilka dni nie poruszaliśmy tematu, ale już tydzień później znaleźliśmy się w świecie miliona decyzji, które w gruncie rzeczy musieliśmy podejmować w ciemno. Dostaliśmy wyniki mammografii. „Coś znaleźli”– powiedziała przez telefon. Jej głos był spokojny i rzeczowy.

Grom z jasnego nieba

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Żadnego przypadku raka piersi w jej rodzinie. Żadnych istotnych czynników ryzyka. Ostatnio robiona mammografia – rok temu. To nie mogła być prawda. Kiedy przyjechałem do niej do szpitala, zobaczyłem sześć zdjęć rentgenowskich na podświetlanym ekranie. Radiolog pokazał mi podejrzaną zmianę.

„Ma około 1,5 cm” –powiedział. „Stosunkowo mała.” Niepokoiło go jeszcze jedno miejsce. „Musimy też sprawdzić te zwapnienia.” Nie od razu powiedzieliśmy dzieciom. Nie ma co robić paniki, kiedy jeszcze nic nie wiadomo. Musieliśmy jednak oboje mieć nietęgie miny, bo choć nasz 11-letni syn niewiele miał do powiedzenia, to 15-letnia córka przycisnęła nas do muru. I wtedy się zaczęło. Czy mama wyzdrowieje? Ile to potrwa? Czy to znaczy, że ona też będzie miała raka? Czy mamie grozi operacja?

Udawaliśmy rozsądnych i rzeczowych, próbując ją uspokoić, a przy okazji uspokajaliśmy sami siebie. Ogarnęła nas dziwna obojętność, dystans do tej nierealnej historii. Lekarz Agaty, z którym spotkaliśmy się kilka dni później, powiedział, że nowotwór jest prawdopodobnie złośliwy, ale pewność będzie miał dopiero po biopsji. Powiedział też, że Agata nadaje się do „leczenia oszczędzającego”, co jest eufemizmem częściowej mastektomii.

Oznacza to usunięcie guza i części otaczającej tkanki. Potem pacjentka poddawana jest radiochemioterapii, która ma zniszczyć resztki komórek rakowych. Chociaż pierś nie jest usuwana, zostaje często zniekształcona. Inna możliwość to, wyjaśnił, „mastektomia z rekonstrukcją”. Cała pierś jest usuwana i na jej miejscu tworzy się nową. Agata wciąż wyglądałaby dobrze w ubraniach i nie potrzebowałaby protezy, ale z pewnością z tą nową piersią nie wyglądasz i nie czujesz się jak z prawdziwą.

„A co by pan zrobił, gdyby Agata była pańską żoną?” –zapytałem lekarza w tajemnicy. „Co wtedy by pan zaproponował?” Nie odpowiedział. Powiedział, żeby zaczekać na wyniki biopsji. Dostaliśmy je tydzień później. Agata miała 1,5-centymetrowy złośliwy guzek, podejrzewano też istnienie dodatkowych mniejszych guzków w kanalikach mlecznych. Zabieg resekcji segmentarnej, czyli usunięcia zaatakowanej części piersi – za 10 dni. 

Przeczytaj, jak można pokonać nowotwór. 

Pierwsza operacja

 Teraz wkroczyliśmy w okres ,w którym czas wydawał się wlec w nieskończoność, pozostawiając zbyt wiele miejsca na rozpacz. Budziłem się z ciężarem w piersiach, z którego nie mogłem się otrząsnąć przez większość dnia. Często byłem na granicy załamania. Przestała mnie interesować praca. Warczałem na dzieci.

Zacząłem popijać alkohol ponad normę. Nie mogłem przestać myśleć, co się stanie z moją żoną i czy ona może umrzeć. Próbowałem to ukryć przed Agatą. Jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie przed rozczulaniem się nad sobą, była myśl o tym, przez jaki koszmar ona musi przechodzić. Pewnej nocy siedzieliśmy sami i oglądaliśmy telewizję.

Trafiliśmy na „Amerykańskiego prezydenta” – film, w którym Michael Douglas gra prezydenta USA, którego żona zmarła na raka piersi. Agata załamała się i wyznała mi, że jest przerażona tym, co ją czeka. Ja też byłem przerażony, ale próbowałem ją pocieszyć, wyjaśniając, że jej rokowania i dane statystyczne napawają optymizmem. Podkreślałem, że jesteśmy razem i razem się z tym zmierzymy. Wierzyłem w to i wiedziałem, że jest jej to strasznie potrzebne.

W dniu operacji pojechaliśmy do szpitala z samego rana. Po tym całym czekaniu, wręcz nie mogliśmy się doczekać tej operacji. Po wstępnych badaniach, koło 13. Agata została odwieziona na salę operacyjną. Była już pod działaniem środka uspokajającego, ale uśmiechnęła się przytomnie, gdy ją pocałowałem.

Wiedziałem od chirurga, ile trwa podobna operacja, więc założyłem, że jeśli potrwa dłużej niż trzy godziny, Agata może mieć problemy. Chodziłem tam i z powrotem po poczekalni i wpatrywałem się w zegarek. Minęła czwarta po południu i zobaczyłem lekarza. „Wszystko poszło bardzo dobrze” –powiedział. Wyjaśnił, że węzły chłonne okazały się czyste i że usunął guza.

Dwa dni nadziei

Ulżyło nam i następne dni były naprawdę radosne. Pierś ciągle była zabandażowana, ale nie wydawała się bardzo zniekształcona. Agata była obolała, ale w dobrym nastroju. Poszliśmy nawet do przyjaciół na kolację i potrafiliśmy rozmawiać o operacji. Została jeszcze tylko ostateczna diagnoza patologa. W tamten weekend po raz pierwszy od miesiąca dobrze spałem. Agata też.

Zła wiadomość przyszła dwa dni później. Dokładne oględziny węzłów wykazały obecność mikroprzerzutów, czyli małych grupek komórek rakowych w dwóch z dziewięciu węzłów chłonnych, i że główny wycinek tkanki zawierał nie jeden, ale trzy guzy, które rozrastały się do kanalików. To było gorsze niż nasze najczarniejsze wyobrażenia.

Szansa znalezienia przerzutów w węźle, który przy wstępnym badaniu wydawał się czysty, wynosi tylko osiem procent. W obliczu tych faktów nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy się zgodzić na mastektomię, czyli usunięcie piersi. „To właśnie bym zrobił, gdyby Agata była moją żoną”– lekarz zapewnił mnie później. Rozmawialiśmy też z chirurgiem plastycznym.

Powiedział, że mógłby zrekonstruować pierś, przeszczepiając kawałek tkanki z innej części ciała. Ale Agata miała niewiele zbędnego tłuszczu – z czego zawsze była tak dumna – i dlatego nie była dobrą kandydatką do plastyki piersi. Zaproponował implant. Metoda ta polega na umieszczeniu ekspandera, przypominającego balon urządzenia, pod mięśniami i skórą klatki piersiowej w czasie mastektomii, a później stopniowym wypełnianiu go płynem przez kilka miesięcy, aż tkanki się rozciągną.

Potem na miejsce balonu wkłada się implant silikonowy i na koniec dodaje brodawkę. Tak odtworzona pierś nic nie odczuwa w porównaniu z prawdziwą, ale wygląda naturalnie. Zgodziliśmy się na to rozwiązanie i umówiliśmy się na wizytę za dwa tygodnie. 

Druga operacja

I znów czekanie. Bezsenne noce i znajomy ciężar w piersiach. Agata walczyła ze złośliwą, rozwijającą się chorobą i nie potrafiłem się uwolnić od myśli o jej śmierci. Bardziej namacalna była jednak żałoba po jej piersi. Poznałem Agatę, kiedy miała 20 lat, i od tamtego czasu jej figura niewiele się zmieniła.

Ciężko pracowała, żeby być w formie i martwiła się, jak będzie wyglądać po operacji, czy wciąż będzie dla mnie atrakcyjna, i jak to wpłynie na nasze życie erotyczne .Też się tym wszystkim martwiłem, wiedziałem jednak, że nie mogę się dzielić moimi obawami, aby nie pogłębiać jej depresji. Tak więc większość czarnych myśli zatrzymywałem dla siebie.

Tak naprawdę byłem przerażony możliwym oszpeceniem Agaty i miałem z tego powodu straszne wyrzuty sumienia. Żaden z naszych lekarzy nie poruszył tych kwestii i nie powiedział, gdzie mógłbym się zwrócić po pomoc. W dniu drugiej operacji Agaty wszystko przebiegało podobnie. Kiedy pielęgniarka zabierała Agatę, znów się pożegnaliśmy. To był najtrudniejszy moment w ciągu 16 lat naszego małżeństwa.

O 12.15 chirurg wyszedł z sali. Powiedział, że wszystko dobrze poszło i że nie stwierdzono więcej śladów przerzutów w piersi i węzłach. Poczułem wielką ulgę. O 14.15 chirurg plastyczny zakończył swoją pracę i też był dobrej myśli. W sali pooperacyjnej Agata była przytomna, ale widziałem, że cierpi. Całą klatkę piersiową miała grubo owiniętą opatrunkiem, ale bez trudu zauważyłem brak prawej piersi.

Walka Agaty

Rokowanie było dobre. Lekarze powiedzieli, że szansa, że rak nie powróci w ciągu najbliższych 10 lat, wynosi 80 procent. Gdyby zdecydowała się zażywać tamoxifen, lek blokujący działanie estrogenu, jej szansa wzrosłaby do 90 procent. A gdyby dodała do tego krótką chemioterapię, nadzieje na pokonanie choroby byłyby jeszcze większe.

Oczywiście zdecydowaliśmy się na wszystkie metody. Tamta jesień to był trudny i dziwny okres. Terapia Agaty była znacznie bardziej męcząca, niż się spodziewaliśmy. Miała cztery serie chemioterapii w ciągu trzech miesięcy. Po każdej serii traciła apetyt, siły i trochę włosów. Kobieta poruszająca się po naszym domu była jak uszkodzona wersja Agaty, którą moje dzieci i ja pokochaliśmy kiedyś.

Bez względu na to, ile przeczytałeś o mastektomii, widok żony bez piersi jest szokujący. W czasie pierwszej wizyty po operacji, chirurg plastyczny zdjął stanik, który Agata nosiła przez cały tydzień. Nie patrzyła na to, co robił. Za to ja patrzyłem. Z wypełnieniem pod skórą Agata nie była w tym miejscu kompletnie płaska, było tam widać niewielkie uwypuklenie.

To, co szokowało najbardziej, to brak brodawki sutkowej. Regularnie raz w tygodniu chirurg dodawał płynu do podskórnego wypełnienia. Stopniowo pojawiały się zaczątki „piersi”. Agata cierpiała ponieważ rozciąganie mięśnia piersiowego powodowało dotkliwy ból pleców. Pocieszałem ją, że kiedy już zakończy się odtwarzanie piersi, będzie zadowolona ze swojego wyglądu.

To była fantazja, której kurczowo się uczepiliśmy. Po jakimś czasie wypełnienie zostało wymienione na stały silikonowy implant. Cały zabieg trwał tylko godzinę. Agata znowu została zawinięta w specjalny opatrunek, który nie dawał możliwości podpatrzenia efektów. Tydzień później wróciliśmy do szpitala na „odsłonięcie” nowej piersi. Kiedy już ją zobaczyliśmy, nasze nadzieje legły w gruzach.

Nie chodzi o to, że nowa pierś wyglądała źle. Po prostu nie pasowała ani kształtem, ani wielkością do zdrowej piersi. Wciąż była małym uwypukleniem i chociaż w dotyku implant przypominał prawdziwą pierś, oczywiste było, że to tylko proteza. Nawet przeszczep brodawki sutkowej niewiele pomógł. Choroba zmieniła Agatę w głęboki i trwały sposób. Do dzisiaj nie lubi na siebie patrzeć w lustrze i nie lubi pokazywać się nago. 

Moja walka

Przyszła wiosna i wydawało się, że mimo wszystko Agata zaczyna sobie radzić. Wróciła do pracy. Przyłączyła się do grupy wsparcia dla kobiet z rakiem piersi i poznała nowych ludzi.Za to ja byłem coraz bardziej przygnębiony. Całymi tygodniami myślałem tylko o tym, jak kiedyś wyglądała moja żona.

Zacząłem mieć obsesję na punkcie piersi innych kobiet. Nie wgapiałem się demonstracyjnie w każdy biust, ale łapałem się na tym, że wyobrażam go sobie. Szarpały mną wyrzuty sumienia – oto moja ukochana, naprawdę jedyna na świecie kobieta, cudem wywinęła się śmierci, a ja, zamiast codziennie dziękować Bogu, targuję się z nim o jej prawą pierś. To było nie do zniesienia.

Teraz, gdy zrobiliśmy już wszystko, co możliwe, zdałem sobie sprawę, że moja żona już nigdy nie będzie taką samą kobietą. Tą samą tak, ale nie taką samą. Pierwszy raz w życiu zacząłem szukać porady u specjalisty. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy opowiadałem mu o tym, co przeszliśmy, zaczął łamać mi się głos i rozpłakałem się.

Całymi miesiącami dodawałem otuchy Agacie, a sam nie mogłem – albo nie potrafiłem – znaleźć ujścia dla swoich uczuć i to mnie psychicznie wykończyło. Nigdy nie opłakałem do końca utraty piersi przez moją żonę. I jak przy wszystkich nieopłakanych stratach, doprowadziło to do depresji. Dziwne, że nie docierało to do mnie, psychologa.

Nasza przyszłość

Zmiany fizyczne są nieodłącznym elementem życia. Są częścią procesu starzenia. Ale zmiany, które zaszły w Agacie były tak nagłe, tak niespodziewane, że nasze życie zupełnie się zmieniło. Miała piękne piersi i zawsze będzie nam towarzyszyć poczucie straty.

Na szczęście uprawialiśmy czasem seks w trakcie tej gehenny. To pozwoliło mi uwierzyć, że moja żona jest dla mnie wciąż atrakcyjna, a jej, że wciąż budzi we mnie pożądanie. Chociaż wymagało to na początku nieco świadomego wysiłku, w ostatecznym rozrachunku staliśmy się sobie jeszcze bliżsi. Gdy się kochamy, jest między nami czułość, której mogą doświadczyć tylko partnerzy, którzy razem przeszli przez traumę.

Świadomość, że życie i miłość są tak kruche, zwiększa erotyzm naszych zbliżeń w dziwny, ale wspaniały sposób. Nasze małżeństwo stało się bogatsze, a seks intensywniejszy i znacznie ważniejszy. Teraz, gdy się kochamy, nie rozpraszają nas żadne przyziemne myśli; to tak, jakby nie istniało nic poza naszymi splecionymi ciałami.

Wspólne przeżycia i trudna próba, przez którą przeszliśmy, niesamowicie wzmocniły emocjonalny wymiar naszego związku. Skupiamy się na sobie. Doceniamy się nawzajem. Jesteśmy razem i wiemy, że naprawdę trzeba się cholernie spieszyć kochać. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij