Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.3

Marcin Gortat: po mojemu albo wcale

Mimo, że wielu skreślało go już na początku kariery, Marcin Gortat, jeden z czołowych graczy NBA, udowodnił, że zwykły chłopak z łódzkich Bałut może osiągnąć wielki sukces. Wystarczą cechy, na które stać każdego faceta: pracowitość, determinacja i ambicja.

Adam Furyk 2011-12-20
- Kiedy ludzie twierdzą, że się do czegoś nie nadajesz, nie kłóć się z nimi. Zamiast tego udowodnij im czynami, że nie mają racji - radzi Marcin Gortat, który właśnie taką filozofią kieruje się od początku swojej kariery. (fot. Andrzej Tyszko)

Hala sportowa w krakowskiej Nowej Hucie aż drży od głuchego dźwięku piłek uderzających o parkiet, pisku sportowych butów i krzyków setki rozemocjonowanych dziewcząt i chłopców, nad którymi góruje potężna sylwetka Marcina Gortata. Choć mógłby teraz leżeć na plaży na Hawajach i sączyć przez słomkę zimnego drinka, center Phoenix Suns od kilku godzin w niemiłosiernie nagrzanym przez słońce budynku prowadzi obóz koszykarski zorganizowany przez jego Fundację MG13.

Siedzę na niewielkich trybunach z rodzicami biegających i skaczących po boisku dzieci. Obserwuję, jak jedyny polski koszykarz w lidze NBA wraz z kilkoma trenerami uczy uczestników Marcin Gortat Camp kozłowania, rzutów i obrony, zarażając ich swoją pasją do koszykówki.

Przyjechałem do Krakowa, by z nim porozmawiać, ale już wiem, że trzeba będzie umówić się na inny termin. Marcin jest tak zaangażowany w prowadzenie treningu, zabawy z maluchami, sędziowanie meczów, odpowiadanie na pytania i rozdawanie autografów, że nie ma szans, aby zamienić z nim choć kilka zdań. Jednak mimo pełnej koncentracji na tym, co się dzieje na boisku, szeroki uśmiech ani na chwilę nie znika z jego twarzy.

"Spłacam w ten sposób dług zaciągnięty wobec ludzi, którzy nauczyli mnie koszykówki i pomogli mi rozwinąć moją karierę. Chciałbym, aby dzięki naszym obozom te dzieciaki pokochały kosza tak mocno, jak ja" - powie później Marcin.

Rozmawiamy niedługo po zakończeniu Marcin Gortat Camp: corocznej akcji, która w tym roku objęła 8 obozów dla tysiąca dzieci i nastolatków w całej Polsce. Widać, że Marcin jest zmęczony trwającym blisko miesiąc podróżowaniem z miasta do miasta, ale kiedy pytam o akcję, ożywia się.

"Było super! Wszystko wyszło tak jak planowaliśmy - mówi. - Takie rzeczy są dla mnie bardzo ważne. Może to zabrzmi pompatycznie, ale chciałbym na emeryturze usiąść w fotelu otoczony dziećmi, z kobietą u boku i psem u stóp, wiedząc, że ludzie będą pamiętać i szanować mnie nie tylko za to, co osiągnąłem jako koszykarz, ale i za te rzeczy, które robiłem poza parkietem" - wyjaśnia.

Obserwując jego poczynania, można nabrać przekonania, że od blisko dekady Marcin robi wszystko, co trzeba, by jego marzenie się kiedyś spełniło. Tak jakby konsekwentnie realizował plan, którego zalążkiem była nieśmiała myśl sprzed 10 laty, że być może ma szansę stać się kiedyś całkiem niezłym koszykarzem.

Wiara

Rok 2002. To właśnie wtedy za namową nauczyciela wuefu po raz pierwszy poszedł na koszykarski trening. Przypadkiem, w zamian za obietnicę pomocy w nauce, którą trudno było mu pogodzić z wyczynowym uprawianiem sportu. Marcin trenował skok wzwyż i piłkę nożną, w obu tych dyscyplinach odnosząc nawet sukcesy, ale dopiero kiedy wziął do ręki pomarańczową piłkę do kosza, poczuł ze stuprocentową pewnością, że to sport właśnie dla niego.

- Nigdy nie wiesz, kiedy pojawi się szansa, aby wejść do gry. Dlatego musisz być stale gotowy, aby nie przegapić okazji, kiedy się w końcu nadarzy, i udowodnić wtedy, na co cię stać - mówi Marcin Gortat. (fot. Andrzej Tyszko)
Kiedy ludzie twierdzą, że się do czegoś nie nadajesz, nie kłóć się z nimi. Zamiast tego udowodnij im czynami, że nie mają racji.

Był tylko pewien "mały" problem: Marcin miał prawie 18 lat i podczas gdy jego trenujący od dawna rówieśnicy szlifowali już technikę i zgłębiali tajniki taktyki, on dopiero uczył się podstaw koszykarskiego rzemiosła.

"O koszykówce miałem blade pojęcie, a moim głównym atutem była nieprzeciętna, jak na faceta mojego wzrostu, sprawność fizyczna. Oraz wiara w to, że mogę być dobrym zawodnikiem, którą rozpalili we mnie trenerzy" - wspomina Marcin Gortat.

Determinacja

Jednak do znalezienia się w tym punkcie kariery, w którym jest teraz - kiedy stał się kluczowym zawodnikiem jednego z klubów NBA, z 5-letnim kontraktem wartym 34 miliony dolarów - sama wiara, nawet najmocniejsza, nie wystarczy. I Marcin od początku doskonale o tym wiedział.

Wychowywany przez rodziców sportowców - mamę, która była reprezentacyjną siatkarką, i ojca, dwukrotnego medalistę olimpijskiego w boksie - zdawał sobie sprawę, że tylko ciężka praca pozwoli mu nadrobić zaległości i zmniejszyć dystans dzielący go od innych koszykarzy w jego wieku, dając nadzieję nie tylko na to, że będzie w stanie z nimi konkurować, ale że w tej rywalizacji okaże się lepszy. Nadzieję, która od początku była wystawiana na ciężką próbę.

"Już wtedy wielu ludzi twierdziło, że dla mnie jest już za późno i że do niczego w tym sporcie nie dojdę - mówi Marcin. - Wkurzało mnie to, ale zarazem dopingowało. Chciałem tym krytykantom udowodnić, że gadają bzdury. Nie zamierzałem się jednak z nimi kłócić. Zamiast walczyć na słowa, wolałem ich przekonać czynami, że nie mają racji".

Odwaga

Na treningach w drugoligowym ŁKS, w którym zaczął uczyć się koszykówki, wylewał więc hektolitry potu i robił błyskawiczne postępy. Nie pozostały one niezauważone. Po pół roku dostał powołanie do reprezentacji Polski U-20, a po półtora roku gry dla łódzkiej drużyny znalazł się na celowniku trenerów grającego w niemieckiej ekstraklasie RheinEnergie Kolonia. Podczas juniorskiego turnieju we Francji menedżerowie tego klubu zaprosili go na testy do Niemiec. Już godzinę po pierwszych zajęciach zaproponowali mu kontrakt.

Choć Marcin miał zaledwie 19 lat, musiał niemal natychmiast podjąć poważną, męską decyzję, która miała zdecydować o całym jego życiu: rzucić się na głęboką wodę, rozstając się z rodziną i przyjaciółmi, w nadziei, że ten krok przybliży go do realizacji marzeń o koszykarskiej karierze, czy pozostać w swoim mieście, wśród kumpli i pod opieką rodziców, ale być może na zawsze tracąc szansę wspięcia się na koszykarskie szczyty.

Nie potrzebował wiele czasu do namysłu. Spakował rzeczy, pożegnał się z bliskimi i wyjechał.

Dziś, z perspektywy czasu, Marcin wie, że była to właściwa decyzja, ale początki w nowym klubie były trudne. Bardziej doświadczeni zawodnicy na treningach nieustannie udowadniali mu, że musi się jeszcze wiele uczyć, a w pierwszym sezonie w Bundeslidze spędził na parkiecie w sumie tylko 63 minuty. Zaciskał jednak zęby i uparcie, dzień po dniu, pracował nad sobą.

"Nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo - mówi Marcin. - Wręcz przeciwnie, trener Veselin Matić, któremu wiele zawdzięczam, wciąż powtarzał mi, żebym trenował tak ciężko, jak potrafię, a być może stanę się graczem wielkiego formatu".

Pokora

Determinacja i konsekwencja Gortata zostały nagrodzone 2 lata później. Latem 2005 roku został wybrany w drafcie NBA, który wielu młodym graczom otwiera drogę do elitarnej ligi. Zanim jednak uznano, że jest dostatecznie dobry, aby wpuścić go na koszykarskie salony, kolejne 2 lata musiał terminować w Europie.

Marcin na swoją pozycję w NBA ciężko zapracował. I z satysfakcją może powiedzieć wszystkim niedowiarkom, że zawdzięcza to przede wszystkim sobie, swej pracowitości, determinacji, konsekwencji i ambicji. (fot. Andrzej Tyszko)
Jeśli chcesz odnosić sukcesy, skoncentruj się na celu, do którego dążysz, i uczciwie pracuj, aby go osiągnąć.

"Kiedy zacząłem grać w kosza, nie wierzyłem, że mogę znaleźć się w NBA. Długo nie miałem odwagi porównywać się z zawodnikami, których nocami oglądałem w telewizji. Chciałem po prostu być coraz lepszy, wspinać się coraz wyżej. NBA stała się realnym celem dopiero, gdy trafiłem do Kolonii. W pewnym momencie poczułem, że jestem gotowy i odtąd krok po kroku do tego dążyłem. A kiedy zostałem wybrany w drafcie, wiedziałem już, że ten cel jest w zasięgu ręki" - mówi Marcin.

Pobyt w Niemczech pozwolił mu nie tylko poprawić koszykarski warsztat, ale także ukształtować swój charakter. Jednym z jego kolegów z drużyny był wtedy znakomity rozgrywający z Serbii Saša Obradović, który stał się idolem Gortata.

"Saša był wielkim koszykarzem, człowiekiem z klasą, budzącym szacunek na parkiecie i poza nim. Imponował mi pod wieloma względami i chciałem mu dorównać - opowiada Marcin. - To on ukształtował mnie mentalnie, dzięki niemu nabrałem pokory, zrozumiałem, że warto słuchać ludzi, którzy znają się na tym, co robią, obserwować ich, zadawać pytania i prosić o rady. Trzeba też umieć wysłuchać krytyki, nawet jeśli trudno się z nią pogodzić, wyciągać z niej wnioski, a potem samemu podejmować właściwe decyzje".

Cierpliwość

W Kolonii nauczył się również cierpliwości - cechy, którą wcześniej nie grzeszył, a której wartość docenił, kiedy wreszcie został zawodnikiem Orlando Magic. Choć na treningach i w ligach letnich harował za dwóch, trener klubu z Florydy przez trzy i pół sezonu rzadko dawał mu szansę pokazania, na co naprawdę go stać. Znaleźć się w wymarzonej NBA tylko po to, by siedzieć na ławce rezerwowych? Niewiele jest rzeczy bardziej frustrujących dla ambitnego koszykarza niż taka sytuacja.

"Nie zawsze potrafiłem być wystarczająco cierpliwy, co było dobrze widać w wywiadach - przyznaje Marcin. - Ale musiałem to przetrwać. Sezon w NBA jest długi i wiedziałem, że prędzej czy później los się musi odmienić. Trzeba być wtedy gotowym na to, by wejść do gry i pokazać, na co cię stać. Dlatego trenowałem nawet po 5-6 godzin dziennie, by nie zmarnować okazji, kiedy w końcu trener wpuści mnie na boisko".

Po tegorocznym transferze do Phoenix Suns, na który zapracował dobrymi występami w poprzednim sezonie i opinią profesjonalisty, którą sobie wyrobił w NBA, Gortat stał się regularnym graczem pierwszej piątki i mógł wreszcie rozwinąć skrzydła. Jego marzenie o grze - prawdziwej grze - w NBA spełniło się. I z satysfakcją może powiedzieć wszystkim niedowiarkom, że zawdzięcza to przede wszystkim sobie, swej pracowitości, determinacji, konsekwencji i ambicji.

A co z talentem? "Z 34 milionów dolarów, na które opiewa mój kontrakt w NBA, 30 płacą mi za moją ciężką pracę na treningach i poświęcenie, a 4 za czysto koszykarskie umiejętności" - odpowiada, uśmiechając się, Marcin.

Pieniądze

Historia NBA zna wiele przypadków zawodników, którzy po zakończeniu kariery w krótkim czasie z milionerów stali sie kompletnymi bankrutami. Gortatowi ten pesymistyczny scenariusz nie grozi, bo zawodnik Suns nie pozwala, by woda sodowa uderzyła mu do głowy.

"Staram się trzymać z dala od kłopotów. Głupotą byłoby ciężko pracować przez te lata, żeby potem przez brak rozsądku zrujnować sobie życie i stracić to, co się osiągnęło" - tłumaczy.

Nie oznacza to jednak, że zarobione pieniądze trzyma w skarpecie. Wiedząc, że kariera sportowca nie trwa wiecznie, Marcin patrzy perspektywicznie i angażuje się już dziś w rozmaite projekty - zarówno czysto biznesowe, jak i takie, z których największym zyskiem będzie jego satysfakcja, że uczynił życie innych lepszym.

W 2009 r. Marcin powołał do życia Fundację MG13, której celem jest pomaganie młodym, utalentowanym sportowcom w realizacji ich marzeń. Fundacja prowadzi m.in. koszykarskie obozy Marcin Gortat Camp, otworzyła w tym roku w Łodzi Szkołę Mistrzostwa Sportowego dla koszykarzy, siatkarzy i piłkarzy, organizuje turnieje streetballa i wspiera obiecujących zawodników stypendiami.

Bardziej komercyjnym przedsięwzięciem jest internetowa telewizja Gortat.tv, której Marcin jest nie tylko szefem, ale i... reporterem. Chce w niej m.in. pokazywać "od kuchni" ligę NBA, opisywać życie codzienne koszykarzy, prezentować treningi itp.

Marcin Gortat stał się kluczowym zawodnikiem swojej drużyny, gra w wyjściowym składzie, zarabia ogromne pieniądze. Ale mimo że osiągnął tak wiele, nie zamierza spocząć na laurach. Jego ambicją jest stać się graczem formatu All Stars i zdobyć mistrzostwo NBA. (fot. Andrzej Tyszko)
Uważasz, że wiesz, co jest dobre dla Ciebie? Działaj, nie oglądając sie na innych. To przecież Twoje życie i do Ciebie należy podejmowanie najważniejszych decyzji.

Ambicja

W wieku 27 lat Marcin Gortat znalazł się w koszykarskim raju. Osiągnął to, co nie udało się innym polskim zawodnikom - Maciejowi Lampe i Cezaremu Trybańskiemu, którzy trafi li do NBA. Stał się kluczowym zawodnikiem swojej drużyny, gra w wyjściowym składzie, zarabia ogromne pieniądze. Ale mimo że osiągnął tak wiele, nie zamierza spocząć na laurach.

Jego ambicją jest stać się teraz graczem formatu All Stars i zdobyć mistrzostwo NBA, o które otarł się przed 2 laty, grając w barwach Orlando Magic. Dlatego po zakończeniu poprzedniego, nieudanego dla jego Suns sezonu, kiedy jego klubowi koledzy wyjeżdżali na luksusowe wakacje, on poleciał do Houston, by pod okiem Hakeema "The Dream" Olajuwona, dwukrotnego mistrza NBA i jednego z najlepszych centrów wszech czasów, doskonalić swoje umiejętności ofensywne.

"Shaquille O'Neal podczas konferencji prasowej powiedział kiedyś: "My way or no way" (Po mojemu albo wcale), i te słowa stały się moim mottem - mówi Marcin. - Przez te wszystkie lata zawsze robiłem wszystko tak, żeby sprawy toczyły się po mojej myśli. I nadal zamierzam tak robić".

Zobacz trailer serii materiałów z treningów Marcina Gortata z Hakeemem Olajuwonem:

 

Siłownia według Gortata

Koszykarze czołowych klubów NBA, które po sezonie zasadniczym awansują do fazy play-off , rozgrywają ok. 100 spotkań w 7 miesięcy, co oznacza, że wychodzą na parkiet średnio co 2 dni. Mimo tak napiętego kalendarza nie odpuszczają treningów w siłowni.

Marcin Gortat ćwiczy z ciężarami niemal codziennie. Jego program obejmuje głównie ćwiczenia na korpus, czyli klatkę, brzuch i plecy. Podczas każdego treningu wykonuje jedno z czterech prezentowanych poniżej ćwiczeń podstawowych, które uzupełnia ćwiczeniami na różne partie mięśni korpusu, robionymi głównie z hantlami, gumami, łańcuchami, piłkami i ciężarem własnego ciała. Sesje treningowe są intensywne i trwają ok. 1-1,5 godziny.

Repertuar treningowy Marcina Gortata zapewne nie różni się zbytnio od Twojego, ale center Suns podstawowe wersje ćwiczeń nieustannie modyfikuje. "Przy wyciskaniu zmieniam szerokość i rodzaj chwytu albo zamiast sztangi wyciskam na przemian hantle. Przy przysiadach zmieniam ustawienie stóp lub wkładam sobie piłkę między kolana. Pompki robię z łańcuchami na plecach, a przy wyciskaniu na barki staję na piłce bosu" - daje przykłady Marcin.

"Większość ćwiczeń ma angażować nie tylko mięśnie główne, ale także stabilizujące, aby zwiększyć zakres ruchu, poprawić koordynację i balans ciała. Bardzo ważna jest także solidna rozgrzewka, a po siłowni sen, bo wtedy organizm regeneruje się najszybciej" - dodaje.

 1.


Wyciskanie na ławce

 

Połóż się na plecach na ławce płaskiej. Nogi oprzyj płasko na podłożu. Złap sztangę nachwytem nieco szerzej niż na szerokość barków. Opuść sztangę, tak aby gryfem dotknąć klatki piersiowej, i unieś ją do pozycji wyjściowej. Nie blokuj ramion w łokciach i nie unoś tułowia w żadnej fazie ćwiczenia. Zrób 4 serie po 10 powtórzeń.

Aby znaleźć się w NBA, Marcin Gortat uparcie, dzień po dniu, pracował nad sobą. - Nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo. Trenerzy wciąż powtarzali mi, żebym trenował tak ciężko, jak potrafię, a być może stanę się graczem wielkiego formatu - wspomina Marcin. (fot. Andrzej Tyszko)
 2.


Przysiady ze sztangą

Ustaw stopy nieco szerzej niż barki. Palce stóp skieruj lekko na zewnątrz. Plecy trzymaj wyprostowane, klatkę wypiętą, nie pochylaj głowy. Wykonaj powoli przysiad do momentu, gdy uda będą w pozycji równoległej do podłoża, i wróć do pozycji wyjściowej. Pilnuj, by kolana przez cały czas poruszały się po prostej palce-biodro. Zrób 4 serie po 10 powtórzeń.

 3.


Podrzut


Zrób przysiad i złap gryf sztangi nachwytem nieco szerzej niż na szerokość barków. Wypnij lekko klatkę piersiową. Energicznie wyprostuj nogi i tułów, pociągnij ciężar w górę wzdłuż ciała i zarzuć sztangę na barki, wsuwając pod nią łokcie. Z tej pozycji ponownie lekko ugnij kolana i szybko je wyprostuj, wypychając sztangę nad głowę. Kontrolując ciężar, wróć do pozycji wyjściowej. Zrób 4 serie po 10 powtórzeń.

 4.


Rwanie

 

Ustaw stopy nieco szerzej niż barki i zrób przysiad za leżącą na ziemi sztangą. Złap ją szeroko nachwytem, tak byś przedramiona miał na zewnątrz ud. Prostując nogi w kolanach, płynnym ruchem wyciągnij sztangę do góry i "wejdź" pod nią, na chwilę lekko obniżając ciało. Wyprostuj nogi, nie blokując ich w kolanach. Utrzymuj wyprostowane plecy. Opuść sztangę, kontrolując jej upadek na ziemię. Zrób 4 serie po 10 powtórzeń.

Tylko w Men's Health: Zobacz kompletny program treningowy Marcina Gortata, dzięki któremu zyskał 11 kg mieśni w rok i stał się czołowym koszykarzem NBA.


Marcina Gortata droga na szczyt

rok 2002

18-letni Marcin zaczyna trenować koszykówkę. Zdaniem sceptyków, o 6-8 lat za późno, by mógł stać się graczem dużego formatu.

rok 2005

W II rundzie draftu NBA klub Phoenix Suns wybiera Marcina dopiero z numerem 57 i szybko oddaje go do Orlando Magic. 5 lat później Polak wróci do Arizony w wymianie obejmującej aż sześciu zawodników.

rok 2006

Marcin, w 4. sezonie gry w RheinEnergie Kolonia, zdobywa mistrzostwo Niemiec. Jego zespół pokonuje w finale Albę Berlin, a polski center to jeden z ojców tego sukcesu.

rok 2008

1 marca Gortat debiutuje w NBA w koszulce Orlando Magic, a 22 kwietnia zostaje pierwszym Polakiem, który wszedł na parkiet NBA w fazie play-off .

16 kwietnia, w ostatnim meczu sezonu zasadniczego, center z Łodzi zalicza swoje pierwsze double-double w NBA, zdobywając 12 punktów i zbierając z tablic 11 piłek.

13 grudnia Marcin, jako pierwszy Polak w historii, rozpoczyna mecz w pierwszej piątce zespołu NBA, zastępując kontuzjowanego Dwighta Howarda.

rok 2009

Polish Hammer kończy sezon 2008/2009 jako wicemistrz NBA. Po znakomitym sezonie zasadniczym jego Orlando idzie przez play-offy jak burza, ale przegrywa w finale z Los Angeles Lakers 1:4.

Gortat z reprezentacją narodową gra w turnieju finałowym mistrzostw Europy w Polsce. Kończy go jako szósty strzelec (14,3 pkt) i najlepszy zbierający (10,8 zb.) Eurobasketu.

rok 2010

18 grudnia Marcin przechodzi do Phoenix Suns. W Arizonie jego statystyki szybują w górę - w 55 meczach zapisuje na swoim koncie średnio 13 pkt, 9,3 zbiórek i 1,3 bloku na mecz.

MH 10/2011

- Przez te wszystkie lata, kiedy starałem się dostać do NBA i stać się kimś w tej lidze, zawsze robiłem wszystko tak, żeby sprawy toczyły się po mojej myśli. I nadal zamierzam tak robić - deklaruje Marcin Gortat. (fot. Andrzej Tyszko)

Hala sportowa w krakowskiej Nowej Hucie aż drży od głuchego dźwięku piłek uderzających o parkiet, pisku sportowych butów i krzyków setki rozemocjonowanych dziewcząt i chłopców, nad którymi góruje potężna sylwetka Marcina Gortata. Choć mógłby teraz leżeć na plaży na Hawajach i sączyć przez słomkę zimnego drinka, center Phoenix Suns od kilku godzin w niemiłosiernie nagrzanym przez słońce budynku prowadzi obóz koszykarski zorganizowany przez jego Fundację MG13.

Siedzę na niewielkich trybunach z rodzicami biegających i skaczących po boisku dzieci. Obserwuję, jak jedyny polski koszykarz w lidze NBA wraz z kilkoma trenerami uczy uczestników Marcin Gortat Camp kozłowania, rzutów i obrony, zarażając ich swoją pasją do koszykówki.

Przyjechałem do Krakowa, by z nim porozmawiać, ale już wiem, że trzeba będzie umówić się na inny termin. Marcin jest tak zaangażowany w prowadzenie treningu, zabawy z maluchami, sędziowanie meczów, odpowiadanie na pytania i rozdawanie autografów, że nie ma szans, aby zamienić z nim choć kilka zdań. Jednak mimo pełnej koncentracji na tym, co się dzieje na boisku, szeroki uśmiech ani na chwilę nie znika z jego twarzy.

"Spłacam w ten sposób dług zaciągnięty wobec ludzi, którzy nauczyli mnie koszykówki i pomogli mi rozwinąć moją karierę. Chciałbym, aby dzięki naszym obozom te dzieciaki pokochały kosza tak mocno, jak ja" - powie później Marcin.

Rozmawiamy niedługo po zakończeniu Marcin Gortat Camp: corocznej akcji, która w tym roku objęła 8 obozów dla tysiąca dzieci i nastolatków w całej Polsce. Widać, że Marcin jest zmęczony trwającym blisko miesiąc podróżowaniem z miasta do miasta, ale kiedy pytam o akcję, ożywia się.

"Było super! Wszystko wyszło tak jak planowaliśmy - mówi. - Takie rzeczy są dla mnie bardzo ważne. Może to zabrzmi pompatycznie, ale chciałbym na emeryturze usiąść w fotelu otoczony dziećmi, z kobietą u boku i psem u stóp, wiedząc, że ludzie będą pamiętać i szanować mnie nie tylko za to, co osiągnąłem jako koszykarz, ale i za te rzeczy, które robiłem poza parkietem" - wyjaśnia.

Obserwując jego poczynania, można nabrać przekonania, że od blisko dekady Marcin robi wszystko, co trzeba, by jego marzenie się kiedyś spełniło. Tak jakby konsekwentnie realizował plan, którego zalążkiem była nieśmiała myśl sprzed 10 laty, że być może ma szansę stać się kiedyś całkiem niezłym koszykarzem.

Wiara

Rok 2002. To właśnie wtedy za namową nauczyciela wuefu po raz pierwszy poszedł na koszykarski trening. Przypadkiem, w zamian za obietnicę pomocy w nauce, którą trudno było mu pogodzić z wyczynowym uprawianiem sportu. Marcin trenował skok wzwyż i piłkę nożną, w obu tych dyscyplinach odnosząc nawet sukcesy, ale dopiero kiedy wziął do ręki pomarańczową piłkę do kosza, poczuł ze stuprocentową pewnością, że to sport właśnie dla niego.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij