Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

5


OCEŃ
3.4

Łatwa (?) kasa, czyli ciało na sprzedaż

Niektórzy chcą na swoim ciele zarabiać, najlepiej duże pieniądze. Nie zazdrościmy, nie polecamy, tylko obserwujemy fakty. Sprawdziliśmy, jak wyglądają blaski i cienie zarabiania w branżach, w których termin 'praca fizyczna' nabiera innego znaczenia.

Jakub Skworz 2014-11-20
fot. margo_black 2014/shutterstock.com

Wchodzisz do przyciemnionego pomieszczenia. Bas wybija rytm. Dziewczyny przygryzają wargi i patrzą na Ciebie zachwyconym wzrokiem. Jeszcze dwa kroki i zaczynasz tańczyć. Na początku zdejmujesz czapkę policjanta, potem zdzierasz z siebie koszulę. One piszczą, a Ty możesz już liczyć pieniądze, które wpadną do Twojej kieszeni. Jednak czy zarabianie na własnym ciele naprawdę jest takie proste?

1. Model

„Za pierwszym razem czujesz się dziwnie – przyznaje 28-letni Marek. – Zdejmujesz ciuchy, otwierasz drzwi i masz wrażenie, że wszyscy patrzą akurat tam, gdzie nie powinni”. Marek jest modelem i pozuje artystom oraz studentom. Pierwsze wyzwanie? Przełamać barierę wstydu.

Gdy już dasz sobie z tym radę, musisz wejść na podest, przyjąć pozę i zatrzymać się bez ruchu. Studenci będą patrzeć na Ciebie znad kartek i celować w Twoim kierunku ołówkami. Nie, nie sprawdzają, czy wszystko masz odpowiedniej wielkości. Robią tak, żebyś na ich pracach wyszedł proporcjonalnie.

Teraz musisz już tylko siedzieć, w końcu płacą za nicnierobienie. Jednak spróbuj zapozować, a szybko przekonasz się, że to najtrudniejsze nicnierobienie w Twoim życiu. „Usiądź na niewygodnym stołku, przechyl się do przodu i wytrzymaj bez ruchu przez 30 minut” – radzi Marek tym, którzy uważają, że to łatwa robota.

Za gibanie się w stringach przed kobiecą publicznością można zarobić 4 tysiące przez weekend.

A musisz pamiętać, że prawdziwa sesja malarska to nie 30 minut, tylko przynajmniej 3 godziny. Takim poświęceniem możesz jednak zyskać coś, czego nie zdobędziesz w żaden inny sposób. Miejsce w historii. Historii sztuki, oczywiście. Wystarczy, że trafisz na kogoś z talentem. Kilka godzin na niewygodnym stołku to chyba nie jest zbyt wysoka cena, prawda?

Pozowanie ma jeszcze jedną zaletę. Sprawdzisz się w nim, nawet jeśli ostatnio odpuściłeś nieco z treningiem. Mimo to lepiej, żebyś nie wstydził się swojego ciała. W końcu całymi dniami będziesz wystawiał je na widok. Jak zacząć? Pomoże ogłoszenie na jednym ze specjalistycznych forów.Zaznacz tylko, że to Twój debiut, inaczej usłyszysz krótkie: „Dzisiaj w kontrapoście” i zostaniesz sam na podeście.

Poza tym dbaj o opinię, bo branża jest niewielka i wszyscy się znają. Wstydliwe sytuacje? Marek mówi, że nie pozował nago jeszcze przed nikim, kogo znał. „Większym problemem jest zimno. Dlatego czasami podczas pozowania przydaje się mały piecyk elektryczny, a gdy masz przerwę – szlafrok”.

Nie spodziewaj się również, że poznasz jakąś młodą artystkę, która będzie rysować Cię z rozmarzonym wzrokiem. „Większe szanse masz na jej pracę – przyznaje ze śmiechem Marek. – Mam jeden mój szkic. Tak mi się spodobał, że po prostu o niego poprosiłem. Teraz wisi w moim przedpokoju”.

Poza tym nie licz na kokosy. W branży jest kilka osób, które zarabiają w ten sposób na życie. Większość dorabia. Stawka za godzinę wynosi od 10 do 15 zł i zależy od Twoich umiejętności negocjacyjnych oraz trudności pozy, którą będziesz musiał przyjąć.

 

Męski model fot. shutterstock.com

2. Striptizer

 Większa kasa czeka, jeśli nie tylko masz odwagę pokazać się nago, ale i w seksowny sposób potrafisz zdejmować ciuchy. Chodzi o striptiz albo, jak wolą mówić zawodowcy, taniec erotyczny. „To, czy umiesz się ruszać, nie jest najważniejsze – przyznaje Adam Nowak, twórca i menedżer grupy Niepokorni.

– Gdy przyjmuję kogoś nowego, najpierw oceniamy wygląd, potem spotykamy się, żeby porozmawiać, a dopiero na końcu badamy poczucie rytmu”. W czasie 6-letniej historii Niepokornych zdarzył się tylko jeden zawodnik, który był tak drewniany, że nie poczuł, o co w tym wszystkim chodzi. Inna sprawa, że członkowie grupy starają się regularnie trenować układy i mają kontakt z profesjonalnymi choreografami.

Jeśli postanowisz zostać samotnym wilkiem, grasującym po wieczorach panieńskich, sam będziesz musiał zainwestować w swój rozwój. Możesz również spędzić trochę czasu, podglądając na YouTube sztuczki najpopularniejszych striptizerów. W takim wypadku lepiej od razu wymyśl dobrą wymówkę, dlaczego w historii przeglądarki masz samych facetów w stringach.

Twoim celem będą przyszłe panny młode i ich koleżanki. Zarobki? Za jeden występ powinieneś skasować 500 złotych. „W czasie sezonu robimy trzy pokazy w piątki i nawet do pięciu w sobotę – mówi Nowak. – Mój rekord to siedem występów w ciągu jednego wieczoru”.

Plan jest prosty. Przyjeżdżasz, wyskakujesz w stroju policjanta albo strażaka i koncentrujesz swoją uwagę na przyszłej pannie młodej. W sumie dajesz dwa pokazy po 10 minut. Potem przebierasz się i wracasz do dziewczyn, żeby chwilę pogadać. Po godzinie możesz jechać dalej. Sielanka kończy się w październiku, gdy zmniejsza się liczba ślubów. Dlatego wszyscy striptizerzy mają też inne zajęcia.

Wśród Niepokornych są trenerzy fitness, pracownicy fizyczni czy przedstawiciel medyczny. O dodatkowych korzyściach tańca w towarzystwie spragnionych kobiet Nowak nie mówi zbyt wiele. Może dlatego, że od pięciu lat jest szczęśliwie żonaty. Jego partnerka na początku była zazdrosna. Pojechała na kilka występów, aż w końcu sama zaczęła tańczyć.

„Są grupy, które jeżdżą tylko dla seksualnych korzyści, ale nie utrzymują się długo – przyznaje Nowak. – Na naszych imprezach jest zakaz, choć zdarzyło się, że koleżanka panny młodej wręczyła jednemu tancerzowi numer. Spotkali się prywatnie i teraz są parą”.

Zresztą sam założyciel grupy trafił do branży w ciekawych okolicznościach. Jednego dnia zrezygnował z pracy, której nie znosił, i rozstał się z dziewczyną, z którą był od 5 lat. Kolega już wcześniej opowiadał mu o pracy striptizera.

Nowak przez tydzień imprezował do upadłego i z dystansem podchodził do pomysłu zostania zawodowym tancerzem. Jednak pojawiły się pierwsze zlecenia i pieniądze, a nocny styl życia sprzyjał zabawie. Ale to było dawno temu, bo teraz jest już przecież żonaty...  

 

fot. Sashkin 2012/shutterstock.com

3. Dawca spermy

„Na własnym ciele możesz zarobić, nawet jeśli nie lubisz pracować w stringach. „Moim atutem jest dyskrecja i fakt, że nie chcę kontaktu z dzieckiem – mówi 25-letni Michał, doświadczony dawca spermy. – Zaczynałem jako student, a wiadomo, jak jest z zasobnością studenckiego portfela. Zachęcił mnie artykuł o dawcach, którzy latają po świecie i zbijają kokosy”.

O tym, że jest dawcą spermy, wie tylko narzeczona. Obiecał jej, że przestanie, gdy sami będą starać się o dziecko.

Podstawa w tej branży to dobry wygląd, przynajmniej 180 cm wzrostu i niezła sylwetka. Spełniasz kryteria? To dobrze, ale to dopiero początek. Bo w przypadku dawcy liczy się przede wszystkim doskonałe zdrowie. I nie chodzi o to, czy w przedszkolu miałeś tendencje do kataru.

Bank spermy podczas dokładnych badań wyklucza choroby zakaźne, przenoszone drogą płciową oraz dziedziczne. Wystarczy, że nosisz okulary, a Twoje szanse spadają. Poza tym będziesz musiał odbyć rozmowę z psychologiem, który sprawdzi, czy wszystko w porządku, i zbada Twój iloraz inteligencji.

I nie zapominaj o najważniejszym: doskonałej jakości spermy, spełniającej wyśrubowane wymagania. Chciałbyś wiedzieć, ile możesz dostać za swój materiał genetyczny? „Od 500 do 3500 złotych – mówi Michał. – W zależności od tego, czy pomagasz raz, czy aż do zapłodnienia.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia sprzętu medycznego i przeszkolenia pary ze sposobu użycia. Więcej kosztuje wyjazd za granicę, bo oprócz biletów muszę mieć jeszcze za co utrzymać się przez kilka dni”. W końcu oprócz banków spermy wiele zleceń to pary albo samotne kobiety, które chcą mieć dziecko. Bez zbędnej papierkowej roboty, za to z bezpośrednim kontaktem z dawcą.

Skąd sprzęt medyczny? Michał nie proponuje stosunku, tylko inseminację. Tak nazywa się bezpośrednie wstrzyknięcie spermy do szyjki macicy. Jednak gra o pieniądze i spełnianie czyichś marzeń o dziecku nie jest taka prosta. Zgodnie z polskim prawem, ojciec to ojciec: niezależnie, czy dziecko jest z wpadki, czy z próbówki.

W teorii ktoś, kto skorzystał z usług dawcy, może starać się o formalne ustalenie ojcostwa. Potem już krótka droga do płacenia alimentów. Dlatego Michał działa trochę jak agent wywiadu. Nie podaje swoich dokładnych danych, nie chce wiedzieć zbyt wiele i dzwoni, używając karty prepaid. Nikt z jego rodziny nie wie, czym się zajmuje.

 

Facet do towarzystwa fot. shutterstock.com

4. Pan do towarzystwa

Zamiast dzieci wolisz przyjemności? To jakoś można zrozumieć. Pytanie, czy na pewno chcesz taką pasję profesjonalizować?Robert z Warszawy jest masażystą i panem do towarzystwa. Telefon podnosi po kilku sygnałach, po czym szybko informuje, że teraz jest zajęty. Czas znajduje dopiero następnego dnia rano.

Jeśli chcesz stać się jego konkurencją, musisz wiedzieć, że komórkę należy odbierać o każdej porze dnia i nocy. „Czasami kobiety dzwonią około 2-3 nad ranem – mówi Robert. – Budzę się, biorę prysznic i jadę do klientki”. Czym się zajmuje?

Towarzyszy kobietom wszędzie tam, gdzie muszą pojawić się w męskim towarzystwie. Spotkania biznesowe, kolacja z dawno niewidzianymi znajomymi, wesela. Jednak jego głównym zajęciem jest masaż. „Z moich usług korzystają najczęściej kobiety ustawione życiowo, bizneswoman, osoby znane z mediów – przyznaje Robert. – Część z nich jest tak zajęta pracą, że nie ma czasu na życie prywatne. Inne są w stałych związkach, choć brakuje im czułości”.

Wszystko zaczyna się od masażu relaksującego, który rozluźnia mięśnie. Jak spotkanie potoczy się dalej, zależy od oczekiwań klientki, techniki masowania oraz sposobu prowadzenia rozmowy.Stawki są jasne i z góry ustalone. Za masaż relaksacyjno-intymny trwający prawie 2 godziny – 200 złotych. Cała noc? 800 złotych. Dzień wspólnego wyjazdu na wakacje to już 1000 zł, nie licząc oczywiście kosztów samego pobytu. Poza tym rabaty i możliwość wykupienia karnetu.

Robert nie mówi nic o zdradzanych mężach, którzy polowali później na niego na ulicy. Zresztą sam od razu zaznacza, że w sprawianiu komuś przyjemności nie widzi nic złego. „Moje usługi wręcz pomogły wielu parom – zaznacza. – Z jednej strony kobiety doceniają stabilizację, którą mają w domu, a przyjemności szukają u mnie. Z drugiej mam wiele par, które przychodzą do mnie razem. Ja zajmuję się paniami, a panowie mogą jedynie patrzeć. I bardzo im się to podoba”. Wierzymy na słowo.

 

Pornografia a związek fot. shutterstock

5. Aktor porno

Jeśli publicznie reklamujesz swoje usługi, to każdy może z nich skorzystać. Ale lepiej uwierz na słowo: są takie klientki, których w życiu nie chciałbyś spotkać, a co dopiero obsłużyć. Jednak jest szansa, żeby zjeść ciastko i mieć ciastko.

Choć rodzimy przemysł filmowy ma się nie najlepiej, to na świecie jest miejsce dla aktorów porno. Przykładem może być kariera Keirana Lee. Jego przygoda z branżą zaczęły się przez przypadek. Kumple opublikowali zdjęcia Keirana z wakacji na stronie internetowej dla swingersów. Co robił Lee podczas urlopu? Lepiej nie pytać, ale spodobało się to użytkownikom portalu.

Szybko zaczęły do niego pisać pary, które miały ochotę z nim zaszaleć. Zgłosiła się również półamatorska firma ze środkowej Anglii, produkująca filmy dla dorosłych. Lee, ciągle myśląc, że to żarty kolegów, odpowiedział, żeby zarezerwowali dla niego pokój w hotelu. Od razu się zgodzili.

„Przyszedłem na plan, spotkałem producenta i nie wiedziałem, co dalej – mówi Lee. – Gość powiedział, żebym stanął na wysokości zadania i zrobił to, co należy. Zrobiłem. Okazało się, że jestem całkiem niezły”. Szybko zdał sobie sprawę, że praca na planie ma niewiele wspólnego z szaleństwami w domowym zaciszu.

„Musisz pamiętać o światłach, uważać, żeby czegoś nie zasłonić nogami, i pozwolić kamerze uchwycić wszystko, co trzeba” – zdradza Lee. Za jedną scenę dostawał w przeliczeniu 1250 złotych, a w ciągu tygodnia kręcił ich 5. Ciągnął tak przez trzy lata, aż... najzwyczajniej w świecie mu się odechciało. „To brzmi głupio, ponieważ nieustannie uprawiałem seks z pięknymi kobietami, ale to po prostu było nudne” – mówi aktor.

Z pomocą przyszedł kumpel, który zaprosił go na ślub do Los Angeles. Lee oprócz garniturów zabrał ze sobą kilkanaście filmów ze swoim udziałem. Postanowił podrzucić je miejscowym studiom z pytaniem, czy nie znajdzie się dla niego jakaś robota. Szybko poznano się na jego talencie.

Dzisiaj jako aktor i reżyser pracuje dla Brazzers – największego gracza w branży. Zarabia prawie 5 tysięcy za jedną scenę, kręci ich prawie 30 miesięcznie, co łącznie daje 1,8 miliona złotych rocznie. Poza pracą chodzi na siłownię, jest zwolennikiem diety nisko węglowodanowej i 90-minutowych sesji jogi.

Poza tym regularnie nakłada maseczki, a co jakiś czas odwiedza chirurga, żeby wypełnić zmarszczki. „Jestem normalnym facetem z Derby, który lubi wyjść i spędzić wieczór z kumplami – przyznaje Lee. – Widzowie to lubią. No i mam coś wielkiego w spodniach”. Różne źródła mówią, że „coś wielkiego” ma od 20 do 25 cm i zostało w dodatku ubezpieczone na milion dolarów.

MH 10/2013

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Pewnie, ze to nie jest łatwa tak całkiem kasa. Może to szowinistyczne, ale kobietki - spoko, nie przeszkadza mi to, ale facet - od razu kojarzy mi sie z gejem - nie mam nic do homo, jakby co :P
    LongMen, 2015-05-06 14:10:41
  • avatar
    zgłoś
    Niektórzy chcą na swoim ciele zarabiać, najlepiej duże pieniądze. Nie zazdrościmy, nie polecamy, tylko obserwujemy fakty. Zobacz, jak wyglądają blaski i cienie zarabiania w branżach, w których termin 'praca fizyczna' nabiera innego znaczenia.<br /><br /><a href="/sprawy/Latwa-kasa-czyli-cialo-na-sprzedaz,5381,1"></a>
    Mens Health, 2015-05-06 12:52:45
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij