Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.6

Jet Li: mądrość wojownika

Jet Li na szczyty kariery w Hollywood wspiął się nie tylko dzięki silnym mięśniom, ale i sile charakteru. Czerpie ją z filozofii buddyzmu i medytacji. Zobacz, jak największy wojownik Fabryki Snów osiągnął sukces dzięki równowadze między ciałem i duchem.

Mark Zimmerman 2010-05-17
fot. E. J. Camp

Ta scena mogłaby z powodzeniem trafić do jednego z jego filmów. Przez hotelowe drzwi wchodzi mężczyzna w czerni. Oczy ukryte za ciemnymi okularami w zwolnionym tempie spoglądają na pogrążone w półmroku lobby. Jest niewysoki, ale z jego sylwetki emanuje pewność siebie i klasa. Oto mężczyzna, który może wszystko. Umie na przykład kopnąć z półobrotu i rozbić cegłę gołą pięścią.

Gdyby to rzeczywiście był film, podszedłbym do niego i rzuciłbym jakiś tekst w stylu Tarantino: "Proszę, proszę, patrzcie, kto się zjawił. Masz tupet, koleś! A teraz oddawaj moją pieprzoną kasę!". I rozpętałoby się piekło. Cios, blok i znowu cios. I moje ciało szybujące bezwładnie nad kontuarem.

Mądrość wojownika

A jednak dzieje się inaczej. Ciemne okulary znikają z twarzy i Jet Li - pan i władca filmów walki - wita się ze mną szerokim uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni. Tym sposobem odbywa się spotkanie Wschodu z Zachodem i odbywa się bez rozlewu krwi.

Razem udajemy się do hotelowej kawiarni. Gdy idziemy w jej kierunku, próbuję zarejestrować słynne zabójcze spojrzenie Jeta Li. Jednak zamiast niego widzę szczery uśmiech, który nie schodzi z jego twarzy. A gdy w rozmowie dochodzimy do tematu sztuk walki, jego skromność jest rozbrajająca.

"Pewnie dałbyś radę mnie pokonać" - mówi, uśmiechając się przy tym niewinnie. W tym momencie znowu zaczynam gdybać. Co by było, gdybym rozbił swoją szklankę o brzeg stołu i rzucił mu się do gardła? W końcu pewnie wszyscy faceci zastanawiają się, jak wypadliby w starciu z mistrzem sztuk walki. Hm..

Li znowu się uśmiecha. Opuścił gardę. Pewnie udałoby mi się go powalić. W chwili, gdy dociera do mnie ta myśl, przypominam sobie filmy, w których Jet Li rozkładał wrogów na łopatki w ułamku sekundy. Nie, nie mam z nim szans. Zanim bym się obejrzał, jedną ręką zablokowałby mój cios, a drugą wpakowałby moją głowę w swoją szarlotkę.

"Nie jestem bohaterem - mówi. - Po prostu spędzam sporo czasu, ćwicząc sztuki walki, a potem pokazuję ludziom to, czego się nauczyłem. Ale to nic specjalnego. Wiele osób to potrafi. Nigdy nie powiedziałbym, że jestem najlepszym wojownikiem. Rozdmuchując swoje ego, przysparzasz sobie wrogów. Pewnie wielu facetów, których mijam na ulicy, byłoby w stanie mnie pokonać. Nie ma to żadnego znaczenia".

Li mówi to szczerze. Może ma nieco toporny akcent, ale jego odpowiedzi padają natychmiast i są bardzo przekonujące. Sceny walk, w których brał udział, nie są żadnym brzemieniem, ale obecnie bardziej interesuje go równowaga, którą osiągnął w życiu osobistym. Li ma 44 lata, żonę i czteroletnią córkę. I wyraźnie przechodzi etap duchowej przemiany. Jej motorem jest buddyzm. W połączeniu z całymi latami doskonalenia się w sztukach walki powstaje prawdziwy eliksir mądrości.

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij