Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

10


OCEŃ
3.2

Picie alkoholu: 10 zasad, których warto przestrzegać

Alkohol ma to do siebie, że im więcej czasu mu poświęcasz, tym bardziej Cię lekceważy. Dlatego warto lepiej go poznać, nim usiądziecie wspólnie do stołu, aby nie odejść od niego pokonanym. Oto kilka porad, jak się z nim kolegować na Twoich warunkach.

Marek Girulski 2014-01-02
alkohol fot. BlueSkyImage 2014/shutterstock

Tysiąc kieliszków temu byłem przekonany, że sprawa z alkoholem jest banalnie prosta. Zamawia się go, wypija, płaci i gotowe. Następnie powtarza się tę czynność w zależności od wewnętrznego zapotrzebowania na element baśniowy, aż do chwili, gdy nasz organizm stanowczo odmówi tej radosnej współpracy lub żona namierzy bar, w którym jesteśmy.

Jednak z upływem lat dotarło do mnie, że alkohol, podobnie jak kobiety, grę naszej reprezentacji w piłkę nożną i samo życie trzeba zrozumieć, by naprawdę pokochać. Że świat alkoholu rządzi się prawami i etykietą, które, choć niektórych śmieszą, zostały wymyślone lub odkryte po to, by ten świat lepiej smakował. Oto przykładowe prawo, do którego trzeba dojrzeć: koniak Hennessy jest dużo lepszy w pękatym kieliszku z cienkiego szkła niż pity z kubełka po kurczakach z KFC. Taka jest prawda.

Świat wcale nie dzieli się na tych, którzy piją alkohol, i tych, którzy go nie piją, ale na tych, którzy potrafią go pić, i na tych, którzy go pić nie potrafią. Ci ostatni, naszym zdaniem, nie powinni w ogóle po niego sięgać i tu żadne poradniki im nie pomogą. Tym pierwszym natomiast pokazujemy kilka reguł i sprytnych patentów, które mogą sprawić, że radość z popijania alkoholu zostanie zdublowana. Witamy w świecie mądrych przyjemności.

Zasada 1: dobry alkohol oznacza mniejszego kaca nazajutrz

Człowiek zaczyna doceniać uroki dobrego wina, gdy zaczyna go być na nie stać. Przyjemność czytania etykietki na butelce zaczyna przypominać to ciepłe uczucie wypełniające duszę podczas czytania wyciągów z własnego konta. Chociaż nie do końca - w odróżnieniu od pomnażania pieniędzy zainteresowanie winem oznacza, że zaczynamy stawiać nie na ilość, ale na jakość.

Dotyczy to zresztą każdego innego dobrego alkoholu. Jego bezsprzeczną zaletą, oprócz smaku, jest fakt, że pijesz mniej i następnego dnia rano nie chcesz zabić swojego kota, by go ukarać za głośne tupanie. Inaczej mówiąc, kac jest, bo jakaś kara być musi, ale mieści się w granicach powszechnie rozumianej sprawiedliwości. Solidne śniadanie i kieliszek szampana (no, dobra, małe piwo w okolicach lunchu) rozwiążą problem.

Zasada 2: uważaj na restauracyjne marże

Świadomość, że za ich wysokość restauratorzy wszystkich kontynentów trafią na najniższy poziom piekła, jest oczywiście pocieszająca, ale i tak przy rachunku grozi Ci zawał. Zawsze gdy słyszysz podstępną propozycję kelnera: "Mogę zaproponować wino lub kieliszek czegoś mocniejszego?", pytaj o cenę. Albo o kartę alkoholi. Musisz mieć świadomość, że nie jesteś beneficjentem hurtowych zakupów i mniejszej ceny, z jakich korzystają właściciele restauracji. Oni wprawdzie kupują taniej, ale ich marża oscylować będzie między 100 a 350% ceny na każdej butelce.

Niegodziwcy bronią się naszymi obłędnymi podatkami i akcyzą (tu zresztą mają trochę racji, bo wystarczy wyjechać na urlop za granicę, by cieszyć się winem w knajpie "tylko" 70% droższym niż w markecie). Może pora znaleźć lukę w przepisach i założyć sieć knajp, do których można przynosić własne wino i gdzie płaci się tylko za jedzenie i obsługę? W Montrealu w Kanadzie działa takich wiele i wszyscy są zadowoleni.

Pamiętaj też - nawet gdybyś postanowił zaszaleć - że cena wina uzależniona jest od jego reputacji i to najmodniejsze i najdroższe niekoniecznie musi być najlepsze i będzie Ci smakować.

Zasada 3: szczęśliwe związki smakują lepiej

W bardzo dobrych restauracjach dostaniesz sommeliera, ktory pomoże Ci dobrać wino do zamowionych dań; w tylko dobrych musisz radzić sobie sam. Reguł jest tyle, ilu jest doradzających, więc żeby nie zwariować, kieruj się własnym smakiem, zdrowym rozsądkiem i podstawową wiedzą.

alkohol fot. Shutterstock

Na przykład po setkach lat tradycji i gotowania Włosi sugerują, by dania z makaronem i czerwonym sosem popijać czerwonymi winami, ktorych nazwa kończy się samogłoską, np.: Chianti, Barolo, Bardolino, Valpolicella, Barbera, Dolcetto, Gattinara, Montepulciano. Makaron z białym sosem to też samogłoska, ale tym razem to białe Orvietto, Trebbiano lub Gavi. Zanim wyśmiejesz tę teorię, wypróbuj ją - sam zobaczysz różnicę.

Podobną "językową" teorię mają Francuzi, że świeże owoce morza powinno się jadać tylko w miesiącach, które w swojej nazwie (oczywiście, po francusku) mają literę "r, bo tylko wtedy ma się naprawdę gwarancję świeżości i szansę uniknięcia zatrucia pokarmowego. A to w przypadku owoców morza jest wyjątkowo zjadliwe i męczące. Wiem, co mówię, bo kiedyś dzięki ostrygom zjedzonym w sierpniu (po francusku sierpień to aout - tak, tak, bez "r") zdobyłem zaszczytny tytuł Króla Miejskich Szaletów i utrzymałem go przez tydzień.

Mądrzy ludzie nie lekceważą ludowych mądrości. Jeżeli nie masz głowy do nazw - a kto ma, by zapamiętać takie Brunello Monifi tadorino di Tulio Santidorino, na Boga?! - spróbuj szukać klucza w szczepach winorośli. Tych jest znacznie mniej i pozwalają chociaż ogólnie się rozeznać.

I tak Dylan Jones, brytyjski ekspert, doradza:

• Sauvignon Blanc i Riesling dobrze smakują z rybami, warzywnymi sałatkami, duszonymi lub gotowanymi potrawami. Dobrze też im robi rozmaryn, cynamon, koperek i czosnek.

• Sangiovese, Pinot Noir, Merlot i Chardonnay pasują do wieprzowiny, drobiu, cielęciny oraz do pieczonych i smażonych potraw.

• Cabernet Sauvignon, Zinfandel i Syrah doskonale odnajdą się w towarzystwie duszonych i grillowanych mięs z sosami naturalnymi lub na bazie wina, z pietruszką, gałką muszkatołową, a także z serami - brie i camembert.

To chyba wszystko. Uff ...

Zasada 4: nie krępuj się odesłać wina

Jeżeli skorzystałeś z polecenia kelnera lub sommeliera i zamówiłeś wino, które Ci nie smakuje, odeślij je. Masz do tego pełne prawo. Zachowaj jednak umiar z odmowami, bo gdy odeślesz kolejną butelkę, obaj panowie na zapleczu upiorą swoje skarpety w Twojej, właśnie zamówionej, zupie rybnej.

Zasada 5: pij, gdy Twój gość pije

Teraz uwaga, bo zaraz będzie coś, co możesz zaznaczyć markerem lub skserować i pokazywać za każdym razem, gdy wywieje Cię na zbyt długo z domu. Brzmi to zaskakująco, ale savoir-vivre w restauracji nie pozwala, by zapraszający lub zaproszony (zwłaszcza gdy jest nim Twój szef) pił samotnie. Aperitf i wino przecież Cię nie zabiją, a nie chcesz chyba powiedzieć, że przyjechałeś na kolację własnym samochodem, a nie taksówką? O, rany, naprawdę?!

Jeżeli jednak, z całkowicie niejasnych powodów, ślubowałeś abstynencję, pozwól kelnerowi napełniać swój kieliszek i od czasu do czasu zamocz w nim wargi. Nikt nie zwróci na to uwagi po trzecim kursie kelnera. Natomiast, jeżeli Twój gość lub gospodarz nie pije (zwłaszcza gdy jest nim Twój szef), Ty także nie pij. Etykieta pozwala na mały aperitif przed kolacją, ale nic więcej.

A propos etykiety, to słów "Red Bull" nie ma w jej słowniku. Zwłaszcza do posiłku. Coca-colę można (a nawet należy) zamawiać we Francji, gdy chce się z zemsty doprowadzić do apopleksji aroganckiego kelnera, który zdążył już nas wkurzyć przynajmniej 5 razy.

Zasada 6: gdy nie wiesz, co podać, podaj szampana

To właśnie o nim żona słynnego producenta szampanów, madame Bollinger, powiedziała: "Piję go, gdy jestem szczęśliwa i gdy jestem smutna. Czasem, gdy jestem sama. Gdy jestem w towarzystwie, napój ten uważam za obowiązkowy. Sączę go, gdy nie jestem głodna, i piję, gdy jestem. W innych przypadkach nawet go nie dotykam - chyba że chce mi się pić".

Fakt, że każdy z nas ma kumpla, który mógłby to samo powiedzieć o zimnym piwie, nie zmienia trafności tego cytatu. To samo zresztą można powiedzieć o zdaniu Winstona Churchilla, że pija szampana wyłącznie w dwóch przypadkach: gdy je bażanta i gdy nie je bażanta.

Nawet najwięksi konserwatyści zgadzają się, że szampan jest jedynym winem, które można pić o każdej porze dnia i nocy, przed posiłkiem, w jego trakcie, po nim i w ogóle bez posiłku. Kapitalny wynalazek. Gorszą wiadomością jest jego cena, ponieważ - i tu niektórzy się mocno zdziwią - Dorato nie jest szampanem. No, co Ty? No, serio.

Szampan jest zastrzeżony dla francuskiej Szampanii, a cała reszta to musujące wina albo gorzej. Nawet fantastyczna hiszpańska Cava czy włoskie Prosecco to tylko musujące wina. Szczęście jednak, że istnieją, ponieważ kosztują kilka lub kilkanaście razy taniej niż markowe szampany, a smakują wyśmienicie, w odróżnieniu od tego, wyżej wymienionego, nieszczęścia na D. I te bez wstydu możemy podać, gdy nie wiemy, co podać.

alkohol fot. thaumatr0pe 2015/shutterstock

Zasada 7: butelkę szampana otwiera się cicho

Reguła jest taka, że dopóki nie staniesz na podium po wyścigu Formuły 1, otwierasz szampana bez wystrzału i fontanny bąbelków. Zasada dotyczy oczywiście także win musujących. By to się udało, butelka musi być dobrze schłodzona - powinna przynajmniej 2 godziny przed otwarciem leżeć w lodówce (nie w zamrażalniku!) lub 20 minut w kubełku z lodem.

Zdejmij folię i ortodontyczne druciki z korka (przytrzymuj go dłonią po zdjęciu zabezpieczeń) i skieruj wylot butelki pod kątem 45 stopni, omijając wszystkie osoby, z którymi akurat masz na pieńku, i domowe zwierzęta futerkowe. W butelce jest ciśnienie, bagatela, 6 atmosfer, więc walczysz z groźnym przeciwnikiem. Trzymając korek jedną dłonią, powoli obracaj butelkę ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara i przyciągaj ją do siebie, aż korek z ssykiem się wysunie.

Napełnij kieliszki do wysokości jednej trzeciej, odczekaj i dolej jeszcze dwie trzecie. Powtarzaj tę czynność do momentu, gdy wszyscy goście będą zgodni, że już najwyższa pora przerzucić się na whisky.

Zasada 8: szkocka jest świetna. I irlandzka także

Whisky jest jednym z nielicznych mocnych alkoholi (oprócz wódki, drinków i oczywiście słabszego szampana), które savoir-vivre pozwala zamawiać jako aperitif, czyli przed posiłkiem dla pobudzenia apetytu. Pozwala także zamawiać je jako digestif po posiłku dla ułatwienia trawienia. W zasadzie jedyny moment, gdy savoir-vivre pozostaje wstrzemięźliwy w ocenach whisky, to pora śniadania. Ale sprawiedliwie zanotujmy - zamożnym i szczęśliwym bezrobotnym pod rozwagę - jednoznacznie nie zabrania.

Co najbardziej działa na wyobraźnię podczas picia whisky (poza, rzecz jasna, jej woltażem, który wyobraźnię potęguje) to fakt, że gdy zsumuje się wiek wszystkich destylatów wymieszanych w butelce, to lądujemy w czasach Napoleona. Gdy widzimy na etykiecie 12, 18 lub 25 lat, oznacza to, że taki jest wiek najmłodszego ze składników - inne mogą być jego dziadkiem, a jest ich w jednej butelce nawet kilkadziesiąt.

Z tego właśnie powodu szkoda dobrych whisky do lodu i coli. Zwłaszcza tych oznaczonych "single malt", bo szlag trafia wysiłek, umiejętności i artyzm całych pokoleń. Nie bądź barbarzyńcą. Znawcy zalecają dolewanie do szklanek nieco źródlanej (tzn. nie mineralnej) wody o temperaturze pokojowej. Gdybyś się decydował, postaw na Laphroaig, ale Glenmorangie, Glenfiddich, Glenlivet lub Lagavulin też dają radę.

Zasada 9: ogrzewać czy nie ogrzewać

Oczywiście, jesteśmy teraz przy koniaku. Przyjęło się twierdzić, że w odróżnieniu od kieliszków z szampanem czy białym winem, które trzyma się obowiązkowo za nóżkę, koniakówkę zamyka się w całej dłoni, by ogrzać jej zawartość. To reguła z czasów, gdy w salonie lub klubie dla dżentelmenów grzało się jedynie kominkiem, więc rozgrzewanie było potrzebne do wydobycia wszystkich aromatów.

Teraz, gdy w mieszkaniach panuje temperatura dla ciepłolubnych, dodatkowe ogrzewanie koniaku nie jest konieczne. Złap kieliszek pełną dłonią od spodu tylko na początku, by nim sprawniej zawirować i wydobyć głębię, a potem już trzymaj za nóżkę.

Specjalne kieliszki, zwane koniakówkami, są - trzeba o tym pamiętać - zdradliwe. Niektóre mają pojemność nawet 300 ml, więc człek słaby i bez moralnego kręgosłupa może ulec pokusie, by napełniać je koniakiem w ilościach, do których, zdawać by się mogło, zostały stworzone. A to niestety wyklucza takiego delikwenta z kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej i plasuje gdzieś między rozwielitką a ukwiałem. Koniak najlepiej rozprowadza swoje zalety, gdy jest go mało w dużym kieliszku - najlepiej 20-25 ml, maksymalnie 40 ml.

Zasada 10: konsekwencje dnia następnego

Pan Bóg stworzył kaca, żeby się nam w głowach nie poprzewracało ze szczęścia. Trzeba to przyjąć z pokorą. Próby oszukiwania organizmu nie na wiele się zdają, ale można przedsięwziąć pewne środki.

Po pierwsze, brawurowo postanowić, że tym razem na imprezie nie będziemy pili jak zakładowa wycieczka na grzybobraniu. Po fiasku pierwszego postanowienia, pora na drugie, bardziej realne. Po każdym drinku lub kieliszku wypijać szklankę wody, a przed pójściem spać jeszcze przynajmniej 0,5 l niegazowanej. Aspiryna łyknięta w drodze do łóżka też krzywdy nie zrobi.

Strategiczną porą następnego dnia jest czas lunchu: wtedy decydujesz, czy walczysz w pracy do końca dnia, z godziny na godzinę czując się gorzej, czy też zabierasz zabawki i wracasz do łóżka. Jeżeli to drugie (mądra decyzja), wypij piwo lub drinka - organizm się ucieszy i łatwiej zaśniesz.

MH 01/2012

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Alkohol ma to do siebie, że im więcej czasu mu poświęcasz, tym bardziej Cię lekceważy. Dlatego warto lepiej go poznać, nim usiądziecie wspólnie do stołu, aby nie odejść od niego pokonanym. Oto kilka porad, jak się z nim kolegować na Twoich warunkach.
    Mens Health, 2014-01-02 14:37:23
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij