Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ

1


OCEŃ
3.4

Krajobraz po rozstaniu: anatomia złamanego serca

Rozstanie, a później ból, żal, rozpacz, bezsenność, natłok obsesyjnych myśli i najgorsze - samotność. Okazuje się, że i tu nauka przychodzi nam z pomocą. Naukowcy zbadali, zmierzyli i opisali metody, dzięki którym Twój świat znowu zaroi się od interesujących kobiet. 

Jacek Szumski 2015-03-26
Krajobraz po rozstaniu: anatomia złamanego serca fot. aslysun 2015/shutterstock

Ale, do cholery, Ty wcale nie myślisz, że Twoja, w chwili, kiedy ona oświadcza Ci, że odchodzi. Słyszysz stek banałów z ust kobiety, która jeszcze chwilę temu wydawała Ci się tak bliska, najważniejsza, najpiękniejsza, i nie możesz uwierzyć własnym uszom.

 

Co to znaczy: „Zostańmy przyjaciółmi”? Przyjaciele nie traktują się w ten sposób, nie robią sobie świństw! Co oznacza tekst: „Muszę pobyć sama”? Przecież nie siedziałeś jej na karku przez cały dzień! „Nie, oczywiście, że nie ma nikogo innego poza tobą”. Taaak? No, zobaczymy! Masz ochotę kogoś zabić, a jednocześnie błagać ją, żeby Cię nie zostawiała. Nie rób głupot. Grozi Ci syndrom złamanego serca.

Co mówi nauka?

W ostatnich latach problem tzw. złamanego serca z jakichś powodów szczególnie zainteresował psychologów i neurologów. Intensywność emocji po utracie partnera, stres, jakiego doświadcza zarówno nasza psychika, jak i organizm, w bardzo wielu przypadkach nosi cechy choroby psychicznej.

W badaniach opublikowanych w magazynie „Journal of Personality and Social Psychology” stwierdzono, że 40% badanych, którzy przeżyli porzucenie, do 8 tygodni wcześniej miało objawy klinicznej depresji, z czego 12% z ostrym przebiegiem.

Prof. David Buss, autor głośniej książki „Ewolucja pożądania”, pisze, że ból spowodowany porzuceniem jest jednym z najbardziej stresujących doświadczeń, jakie może przeżyć istota ludzka. W psychologicznej skali bólu poprzedzają go jedynie tak okropne doświadczenia, jak utrata dziecka.

Koniec długotrwałego związku może być ekstremalnie traumatyczny, szczególnie w przypadku, kiedy mężczyzna został zdradzony, bez uprzedzenia poinformowany o tym, że partnerka odchodzi. Do tej samej kategorii zalicza się też utratę partnera w wyniku śmierci.

Naukowcy odkryli, że tak intensywny wyrzut hormonów stresu może osłabić mięsień sercowy. Lekarze nadali temu nawet nazwę – syndrom złamanego serca, którego objawy do złudzenia przypominają zawał (nawet obraz EKG wygląda zupełnie tak samo), chociaż nim nie są.

Na skutek nagłego, nawet 30-krotnego podniesienia się poziomu adrenaliny we krwi z powodu wstrząsu dochodzi do zablokowania przepływu wapnia do komórek mięśnia sercowego. Wtedy, na skutek braku minerału, przestają się one kurczyć, dając niepokojące symptomy.

Na szczęście, w odróżnieniu od zawału, u chorych nie stwierdza się zwężenia ani zamknięcia tętnic wieńcowych, a pacjenci wracają do zdrowia już po paru dniach. Ale nawet jeżeli serce nie jest dosłownie złamane, to porzuconemu zagraża wiele innych niebezpieczeństw.

Tacy mężczyźni popełniają samobójstwa 3-4 razy częściej niż zawiedzione w uczuciach kobiety. Poza tym miks bólu i alkoholu skłania facetów do ryzykownej jazdy samochodem, wdawania się w bójki i generalnie prowokowania losu.

Nie jest to może w raportach policyjnych klasyfikowane jako samobójstwo, ale psychologicznie niewiele je dzieli. Dlaczego rozstanie tak boli? Aby sobie na to odpowiedzieć, warto zastanowić się, co dokładnie tracimy. Żądza, przyciąganie i przywiązanie

Miłość to złożona historia. Istnieją przynajmniej trzy jej składniki, którym towarzyszą inne reakcje chemiczne w mózgu. Najbardziej prymitywny jest popęd seksualny. To on popycha nas do uprawiania seksu z jak największą ilością partnerek.

Pożądanie jest napędzane testosteronem (tak u mężczyzn, jak i u kobiet). Skan mózgu wskazuje na aktywność dwóch fragmentów mózgu – hipotalamusa ukrytego głęboko w najstarszej, „gadziej” części mózgu, i sąsiedniego, zwanego ciałem migdałowatym (amygdala), odpowiadającego za przetwarzanie oraz zapamiętywanie reakcji emocjonalnych.

Druga z sił, które powodują, że ludzie łączą się w pary, jest przyciąganie, u człowieka zwane „romantyczną miłością”. W odróżnieniu od pożądania (które pcha nas do uprawiania seksu ze wszystkimi kobietami dookoła) romantyczna miłość ukierunkowuje nasze działania i energię na jedną konkretną osobę.

Ta siła objawia się wtedy, kiedy spotykamy kobietę i czujemy, że to ta jedna, jedyna. Robimy wtedy wszystko, żeby ją zdobyć. Ta siła z ewolucyjnego punktu widzenia ma duże znaczenie adaptacyjne, ponieważ chroni nas przed traceniem czasu oraz zasobów na partnerki „słabo rokujące”.

Badania mózgu aktualnie zakochanych kobiet i mężczyzn wykazują zwiększoną aktywność w obrębie tzw. brzusznej części nakrywki śródmózgowia (VTA). „To prymitywna struktura mózgu, która wykształciła się wcześnie w procesie ewolucji” – mówi prof. Lucy Brown, neurolog z Albert Einstein College of Medicine w Nowym Jorku.

Komórki w tej strukturze produkują i przesyłają dopaminę – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za motywację i nagrodę. To dopamina skłania nas do aktywnego zdobywania jedzenia, picia, seksu czy miłości i to dzięki niej odczuwamy satysfakcję po ich uzyskaniu.

Trzecia siła to przywiązanie. O wiele mniej malownicze i emocjonujące niż poprzednie, ale wykształciło się w procesie ewolucji jako zabezpieczenie opieki rodzicielskiej dla potomków. W bajkach i romantycznych komediach przywiązanie to jest to, co załatwia się jednym lakonicznym zdaniem: „A potem żyli razem długo i szczęśliwie”.

Przywiązanie to proces rozłożony w czasie, w którego powstawaniu biorą udział hormony – oksytocyna, zwana hormonem przytulania, ponieważ wydziela się w momencie, kiedy odczuwamy największą bliskość z drugą osobą, oraz wazopresyna, która powoduje obniżenie napięcia.

To przybliża nas do wyjaśnienia dramatu, jaki przeżywa każ- de stworzenie (bo w przypadku zwierząt stadnych obserwuje się podobnie dramatyczne reakcje) w chwili rozdzielenia z kochaną osobą. Na poziomie biologicznym pozbawia nas hormonów niwelujących napięcie i zwiększa wydzielanie hormonów stresu.

Co Ci się należy od życia?

Właściwie po co nam cierpienie? „Wydaje nam się, że tylko te dobre stany są adaptacyjne, a rzeczy, które wprawiają nas w zły nastrój, są patologiczne – mówi Matthew Keller, prof. psychologii na uniwersytecie w Boulder (USA). – Ale tak nie jest. Dokucza nam np. ból, gorączka, mdłości, biegunka, zdecydowanie nieprzyjemne stany, ale służą naszemu przetrwaniu.

Życie bez cierpienia jest iluzją”. W bardzo interesującej książce „Ogólna teoria miłości” (A General Theory of Love) naukowcy tłumaczą nam, co dzieje się w organizmie odrzuconego. Wyróżnia się dwie fazy – zaprzeczania i pogodzenia się ze stratą.

Na początku nasz mózg jest wprost zalewany przez dopaminę, norepinefrynę i pokrewne neuroprzekaźniki, które sprawiają, że czujemy przypływ desperackiej energii, a w dodatku czujemy się bardziej zakochani niż kiedykolwiek przedtem.

Skoro stan zakochania można porównać do kokainowego haju (bo angażuje podobne struktury w mózgu), to pozbawieni miłości czujemy się jak narkoman na głodzie. Czyli mamy w sobie desperacką energię, aby odzyskać to, co nam dawało to błogie uczucie.

Potem przychodzi czas, kiedy musimy spojrzeć prawdzie w oczy – ona nie wróci. Ogarnia nas głęboki pesymizm, zaczynamy analizować swoje postępowanie, obwiniamy się o to, że sami spieprzyliśmy sprawę. Biologia ewolucyjna tłumaczy, że taki stan jest niezbędny, abyśmy mogli z nieprzyjemnych doświadczeń wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Zagłuszanie rozpaczy za pomocą prochów czy alkoholu nie pozwala nam się uczyć na błędach i rozwijać. Cechą charakterystyczną tego stanu jest też płacz. Nikt nie wie dokładnie, czemu służą łzy, jednak 90% porzuconych mężczyzn łzy przyniosły ulgę w cierpieniu.

STRONA 1 z 2

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Aspire Matchmaking to dobry sposób na powrót do związku. Fajne jest tam to, że nie umawiamy się ze zdjęciem ale z rzeczywistą osobą w realu a nie przesiadujemy w internecie nie wiadomo z kim. Mój przyjaciel długo męczył się po rozwodzie, dopiero gdy zgłosił do się do nich, odzyskał wiarę w siebie i uwierzył, że może stworzyć fajny i trwały związek.
    Jacek25, 2015-08-03 09:05:10
  • avatar
    zgłoś
    Bardzo dobrze pamiętam swój rozwód, kłótnie o wszystko, licytacja, kto bardziej zawinił. Zdecydowanie nie miałem później ochoty na długie związki. Zacząłem dużo pracować, zawierać raczej krótkie, przelotne znajomości. W pewnym momencie przestało mi to sprawiać radość, tylko nie umiałem już zbudować trwałej relacji, nie wiem dlaczego. Byłem dość zdeterminowany żeby to zmienić, nie mam przeciez 30 lat, żeby szybko znaleźć kogoś w moim wieku. Poszedłem do Aspire Matchmaking, tam mogłem popracować nad moimi błędami w budowaniu związków, i otrzymać propozycje spotkań z kobietami w moim wieku, z podobnym światopoglądem i celami takimi jak moje.
    SebastianJ, 2015-07-08 10:24:15
  • avatar
    zgłoś
    Rozstanie, a później ból, żal, rozpacz, bezsenność, natłok obsesyjnych myśli i najgorsze - samotność. Okazuje się, że i tu nauka przychodzi nam z pomocą. Naukowcy zbadali, zmierzyli i opisali metody, dzięki którym Twój świat znowu zaroi się od interesujących kobiet.<br /><br /><a href="/seks/Krajobraz-po-rozstaniu-anatomia-zlamanego-serca,6306,1"></a>
    Mens Health, 2015-03-26 12:47:41
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij