Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Anatomia małżeństwa: zanim powiesz "tak"

Większość z nas prędzej czy później stanie na ślubnym kobiercu. Wielu jednak się waha czy to właściwy czas i właściwa kandydatka na żonę. Oto garść liczb oraz naukowych argumentów, których potrzebujesz, aby zdecydować, czy jesteś gotowy na podjęcie tego zobowiązania.

Beata Dżugaj, Jacek Szumski 2015-04-13
Anatomia małżeństwa: zanim powiesz fot. Ivan Galashchuk 2015/shutterstock

„Dobrze się zastanowiliście?” – pytają zatroskani rodzice, gdy słyszą, że ich dzieci zamierzają się pobrać. Ale co mogą zrobić, nawet jeżeli uważają, że popełniamy potworny błąd? Nic. Minęły czasy aranżowanych związków, a w dodatku, gdy jesteśmy zakochani, mamy gdzieś rozsądne rady rodziny i przyjaciół.

 

Małżeństwo z rozsądku? Nowoczesny człowiek mówi temu stanowcze „nie”. Działamy impulsywnie, polegamy na własnych emocjach i erotycznym pociągu (niektórzy nazywają to miłością) w romantycznym przekonaniu, że będą trwały wiecznie.

A może jednak powinniśmy przejrzeć CV i referencje? Romantyzm romantyzmem, ale pewne kwestie jednak wymagają przemyślenia. Gdy kupujemy samochód, zwykle domagamy się jak najwięcej informacji o nim. Chcemy zajrzeć do książki serwisowej, sprawdzamy, jak wypada w testach bezpieczeństwa, jakie są koszty eksploatacji.

Radzimy się fachowców. Gdybyś chciał użyć podobnych kryteriów, szukając kandydatki na towarzyszkę życia, najprawdopodobniej skończyłbyś jako zdziwaczały samotnik. A jednak warto mieć świadomość, że żaden samochód nie będzie miał na Twoje życie, zdrowie, status ekonomiczny takiego wpływu, jak życiowa partnerka.

Naszym zdaniem – i wybacz nam nieromantyczne podejście – warto przejrzeć ostatnie doniesienia naukowców, które mogą stanowić argumenty za, ale i przeciwko małżeństwu.

Małżeństwo jest jak dobra praca

Szwedzcy naukowcy udowodnili, że małżeństwo może uchronić nasz mózg przed demencją starczą. Jednocześnie zaobrączkowani faceci są w znacznie mniejszym stopniu narażeni na ryzyko śmierci w wypadku samochodowym, w wyniku samobójstwa, a także nowotworu.

Jeżeli jeszcze Cię to nie przekonuje, mamy dane z prosto z Uniwersytetu Warwick. Badacze ustalili, że wartość materialna małżeństwa jest równa rocznemu dochodowi wynoszącemu 70 000 funtów brytyjskich. Tyle mniej więcej zarabia angielski prawnik, lekarz, makler giełdowy, a uwierzcie – są to ludzie żyjący dostatnio.

W przełożeniu na zdrowie, to działa jak rzucenie palenia. Innymi słowy mówiąc, proste „tak” możesz prze- dłużyć życie, podwoić zarobki i zyskać świetną formę. Czy to nie brzmi trochę jak agitacja rzeczników wartości prorodzinnych? Ale analiza innych badań tylko to potwierdza.

Daleki od fantazjowania ekonomista Andrew Oswald ustalił, że „małżeństwo to dodatkowe trzy lata życia, nawet jeżeli bierzemy pod uwagę również inne czynniki wpływu”. Powołuje się na szeroko zakrojony eksperyment, w którym przez 20 lat poddawano obserwacji 20 000 urzędników państwowych (mężczyzn).

Pod koniec badań spośród każdego tysiąca badanych żonatych mężczyzn zmarło 14, z każdego tysiąca wdowców zmarło 21, z każdego tysiąca singli – 17, a z każdego tysiąca rozwiedzinych – 21.

„Badania ujawniły wysoki wskaźnik chorób serca i wysokiego ciśnienia w grupie nieżonatych”. To, według Oswalda, może wynikać z faktu, że żonaci faceci mniej palą i zdrowiej jedzą.

Złe małżeństwo szkodzi

Małżeństwo badaczy – Ronald Glaser i Jan Kiecolt Glaser z Ohio State University – od lat prowadzi badania nad wpływem stresu na zdrowie. Przebadali grupę kobiet, które straciły męża albo w wyniku śmierci, albo rozwodu.

Okazało się, że takie przeżycie wpływa na zmniejszenie liczby białych krwinek, co oznacza znaczne pogorszenie odporności. Podobne wyniki otrzymali jednak, badając kobiety, które trwały w małżeństwie, z różnych powodów, nieszczęśliwym.

Wynika z tego, że małżeństwo sprzyja zdrowiu, ale tylko pod warunkiem, że jest to dobre małżeństwo. „Jeżeli wasz związek oznacza nieustanną walkę i stres, zdrowiej będzie się rozstać” – konkludują autorzy badania. Weź jeszcze pod uwagę fakt, że mężczyznom złe małżeństwo może zaszkodzić bardziej.

Na Wake Forest University przeanalizowano ponad 1000 związków.Okazało się, że nieszczęśliwy związek wywiera silniejszy wpływ na mężczyzn niż na ich partnerki. Dla mężczyzn kobiety są często jedynymi osobami, z którymi pozostają w bliskim, intymnym kontakcie, i dlatego są tak uzależnieni od jakości tych związków.

Po co nam właściwie to małżeństwo

Jedna rzecz, co do której większość polityków się zgadza, to pogląd, że małżeństwo jest instytucją społecznie pożyteczną. Jasne, małżonkowie są zdrowsi, zamożniejsi, mniej piją i rzadziej rozbijają się samochodami, a ponadto dzieci wychowywane w pełnych rodzinach są spokojniejsze, lepiej się uczą i mniej chuliganią.

Niestety, jakoś coraz trudniej przekonać do tego społeczeństwo. Na świecie, a zwłaszcza w Europie Zachodniej, od lat obserwuje się spadek ilości zawieranych małżeństw. Na przykład w Wielkiej Brytanii od 1980 roku trzykrotnie spadła liczba chętnych do założenia obrączki, a socjologowie przewidują, że w ciągu następnych pięciu lat większość dzieci przyjdzie na świat poza oficjalnymi związkami.

Mają tu na myśli konkubinaty i samotne matki. W naszym kraju co prawda od 2003 roku wzrasta liczba małżeństw, ale z drugiej strony Polacy pobierają się coraz później (obecnie większość mężczyzn żeni się tuż przed trzydziestką), mają coraz mniej dzieci, a ponad jedna czwarta małżeństw kończy się rozwodem.

Justin Wolfers i Betsey Stevenson z University of Pennsylvania, zajmujący się współczesnymi trendami demograficznymi, twierdzą, że przyczyną światowej tendencji zmniejszania się ilości małżeństw jest stopniowe zanikanie historycznych powodów, dla których ludzie to robili. Współczesny człowiek we współczesnym świecie nie potrzebuje już tego rodzaju wsparcia, jakie kiedyś gwarantowało małżeństwo.

Przed pojawieniem się systemu państwa opiekuńczego oraz rynków kredytowych rodzina stanowiła jedyne źródło zabezpieczenia i dostępu do kapitału. Obecnie mamy programy emerytalne, kredyty, a potrzebę więzi z innymi zaspokajamy poprzez relacje towarzyskie.

Emancypacja kobiet wyswobodziła je z domowej niewoli i dała możliwość wyboru drogi życiowej. Usługi, które kiedyś mozolnie świadczono w domu, można teraz niedrogo kupić – łatwiej zarobić na ubrania, sprzątanie, odkurzacz, pralkę, pizzę na wynos, niż zmusić kobietę, by siedziała w domu, szyła i gotowała.No chyba że to lubi.

W żargonie ekonomistów przedstawia się to tak – małżeństwo przestało być oparte na wspólnej produkcji dóbr i usług. Zaczęło opierać się na wspólnej konsumpcji. Nowoczesne kryteria doboru bazują raczej na wspólnych zainteresowaniach. Obydwoje lubicie włoską kuchnię? Super. Podróże? Pięknie. Snowboard? Jeszcze lepiej. Ale to wszystko nie jest takie proste, jakby się wydawało.

Małżeństwa naszych rodziców i dziadków wykraczały poza wspólnotę małżeńskiego łoża i wspólnych pieniędzy. Otaczała je sieć związków rodzinnych i sąsiedzkich, które dodatkowo wspierały trwałość aktu ślubu. Dzięki tej sieci małżonkowie nie byli zdani na siebie, rodzina i przyjaciele pomagali w trudnych chwilach, wspólnie łatwiej było rozwiązywać problemy.

Dzisiaj pracujemy więcej, przeprowadzamy się, w naturalny sposób zrywamy te więzi. Dr Stephanie Coontz, psycholog i specjalista od relacji z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, wskazuje, że w dzisiejszych czasach musimy o wiele więcej zainwestować w związek, żeby był udany.

Po raz pierwszy w historii tak bardzo bazujemy na uczuciu, a tak wiele wymagamy od siebie nawzajem – częstego seksu, bliskości, szczerości, miłości, zrozumienia naszych problemów, rozmów o życiu, wspólnych zainteresowań i poglądów, sprawiedliwego podziału obowiązków i mnóstwa innych rzeczy.

Gdy współczesne małżeństwo jest udane, to możesz być pewien, że Twoi przodkowie nie mogli nawet marzyć o takim szczęściu i bliskości. Natomiast nieudane małżeństwo jest obecnie znacznie trudniejsze do zniesienia niż kiedyś.

Recepta na udane życie

I znowu rozczarujemy tu romantyków. Według badaczy kluczem do udanego związku jest rozsądek i realistyczne podejście do życia. Akceptowanie siebie i partnera razem z jego wadami i zaletami. Pogodzenie się z tym, że uczucie się zmienia, przychodzą trudniejsze lata, czasem jest nudno, czasem trzeba wesprzeć partnera, a nie tylko oczekiwać wsparcia.

Oczywiście tylko taka pozytywna postawa nie wystarczy – trzeba jeszcze trafić na odpowiednią partnerkę. Specjaliści twierdzą, że lepiej bazować na podobieństwach niż na różnicach, więc dobrze rokuje, jeżeli macie choć w części podobne zainteresowania, poglądy na istotne sprawy, poziom atrakcyjności i wykształcenia.

No i (musimy to powiedzieć, chociaż feministki się oburzą) Twoja partnerka nie zarabia dużo więcej od Ciebie. A miłość? No pewnie, że powinna być, ale tak na dobrą sprawę to nikt nie wie, dlaczego się pojawia. Wiemy tylko, że trzeba o nią bardzo dbać. 

Jak poprosić ją o rękę

Tradycjonalistka

To trochę dziwne, ale gdy przychodzi czas oświadczyn i zaręczyn, to nawet te najbardziej wyzwolone kobiety lubią, żeby sprawa odbyła się po bożemu. Przede wszystkim odróżnijmy oświadczyny od zaręczyn. Oświadczyny mają miejsce wtedy, gdy jesteście we dwoje i prosisz ją o rękę.

Zaręczyny to impreza rodzinna, zwykle obiad lub kolacja organizowane przez Twoich przyszłych teściów. Idziecie tam razem, Ty zaopatrzony w bukiet kwiatów dla przyszłej teściowej oraz butelkę dobrego alkoholu dla przyszłego teścia.

Oznajmiasz im coś w rodzaju: „Szanowni Państwo, proszę o zgodę na poślubienie państwa córki”, następnie zwracasz się do swojej dziewczyny i mówisz: „Agnieszko, przyjmij ten pierścionek na znak mojej miłości”. I już. Teść otwiera szampana, teściowa okazuje radość i możecie siadać do stołu.

Niekonwencjonalna

Być może Twoja narzeczona gardzi drobnomieszczańską tradycją i życzy sobie bardziej odjechanych oświadczyn. Poszukaj inspiracji na www.zareczyny.pl

Departament Statystyk MH podaje:

Na ślub decydujemy się coraz później. 49% kobiet wychodzi za mąż między 25. a 30. rokiem życia, a 37% – w wieku 30-35 lat. Podobnie postępują mężczyźni – 48% żeni się (po raz pierwszy) w wieku 25-30 lat, 34% w wieku 30-35 lat, a co ósmy kawaler w dniu ślubu ma więcej niż 35 lat. 

MH 01/2011

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Większość z nas prędzej czy później stanie na ślubnym kobiercu. Wielu jednak się waha czy to właściwy czas i właściwa kandydatka na żonę. Oto garść liczb oraz naukowych argumentów, których potrzebujesz, aby zdecydować, czy jesteś gotowy na podjęcie tego zobowiązania.<br /><br /><a href="/seks/Anatomia-malzenstwa-zanim-powiesz-tak,6423,1"></a>
    Mens Health, 2016-08-19 10:48:44
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij