Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Jak uniknąć recesji i zyskać wolność finansową?

Bez histerii: kryzysy gospodarcze zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Najważniejsze, żeby nie dać się ponieść emocjom i zachować zdrowy rozsądek. Oto nasz plan na przechytrzenie recesji.

Beata Dżugaj 2009-01-15

Sprawdź, jaka jest Twoja sytuacja i dowiedz się, jak możesz uniknąć problemów finansowych albo im zawczasu zapobiec:

Czy mam za duży kredyt?

Jest dobrze: Raty są mniejsze niż 33% Twoich zarobków brutto.
Tak sobie: Raty wynoszą 33%-49% Twoich zarobków brutto.
Recesja: Raty przekraczają 50% Twoich zarobków brutto.

Jeżeli rata Twojego kredytu walutowego zaczęła Ci mocno ciążyć, nie panikuj i nie myśl o przewalutowaniu - radzi Bartosz Chochołowski z portalu finansowego www.money.pl. Podstawowa zasada: masz problemy, od razu poinformuj o tym bank. Może odroczyć Ci spłaty rat, może wydłużyć Ci okres kredytowania, a na razie będziesz spłacał tylko odsetki.

Jeśli masz kredyt we frankach szwajcarskich, nawet nie myśl teraz o przewalutowaniu na złote. To opłaca się, jeśli kredyt zaciągamy w momencie, gdy frank jest drogi, a przewalutowania dokonujemy, gdy jest tani.

Podobnie jest ze wcześniejszą spłatą lub przeniesieniem kredytu do innego banku. Dlaczego? Przedstawimy to na przykładzie:

  • bierzemy kredyt na 100 tys. zł, gdy frank jest po 3 złote. Za 100 tys. zł mamy 33,3 tys. franków kredytu;
  • frank spada do 2 zł. Nasze zadłużenie (33,3 tys. franków) w złotych warte jest 66,6 tys. zł. Jedna trzecia kredytu "sama nam się spłaciła".

Jeśli wzięliśmy kredyt, gdy frank był tańszy niż obecnie, stracimy na tym:

  • bierzemy kredyt na równowartość 100 tys. zł, gdy frank jest po 2 złote. Jesteśmy więc zadłużeni na 50 tys. franków. Frank rośnie do 3 zł. Nasze zadłużenie (50 tys. franków) w przeliczeniu na złote wynosi więc 150 tys. zł.

Jeśli więc ktoś pożyczył 100 tysięcy złotych, to po przewalutowaniu będzie musiał spłacać 150 tysięcy złotych, w dodatku w kredycie wyżej oprocentowanym.

Czy karty mnie wykończą?

Jest dobrze: 0-2 karty kredytowe. Płacisz nimi za wakacje i loty samolotem.
Tak sobie: 2-3 karty, z których jedna jest spłacana w ostatniej chwili.
Recesja: 4 albo więcej. Jedną płacisz rachunki.

Ciężkie czasy nie muszą nadejść, ale na wszelki wypadek przygotuj się - mówi Bartosz Chochołowski. Spłać dług na karcie kredytowej. Oprocentowanie kart kredytowych nie powinno rosnąć, ale i tak jest bardzo wysokie - to jeden z najdroższych kredytów. Spłacaj stopniowo swoją kartę albo weź kredyt niżej oprocentowany niż karta i spłać ją (oprocentowanie karty to z reguły około 20 procent, zwykłego kredytu - 15). Spłacanie zwykłego kredytu będzie Cię więc mniej kosztować.

Jeśli nie potrafisz zapanować nad pokusą życia ponad stan, nie noś karty kredytowej w portfelu, tylko schowaj ją do szuflady. Wyciągaj ją z niej tylko w wyjątkowych sytuacjach, ale najpierw zastanów się, czy po wypłacie będziesz w stanie w całości ją spłacić.

STRONA 1 z 2

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    To prawda, dzisiaj jeszcze słychać teorie mówiące, że kryzys to stan umysłu. Znaczy to, że przez imaginację umysłową możemy pozbyć się ekonomicznych zależności . Sądzę, że jest to możliwie w świecie magi polinezyjskich plemion, lub ewentualnie rozpoczęcie życia pustelniczego w Bieszczadach.Idą trudne czasy, to jest pewne.
    Pafii, 2009-02-19 16:26:46
  • avatar
    zgłoś
    Wszyscy o tym wiedzieli, tylko nie bardzo było wiadomo kiedy to się stanie.Smiala teza, ktora jest raczej nieprawdziwa. Jakos nie przypominam sobie, abym rok temu widzial w prasie lub telewizji wystapienia takie, jak Petera Schiffa ostrzegajace przed kryzysem. Raczej pelno bylo huraoptymistycznych prognoz na najblizsze milion lat. I nie wierze, ze eksperci ukrywali te straszna prawde przed spolczenstwem. Mysle, ze za wyjatkiem niewielkiej grupy trzezwo myslacych ekonomistow, cala reszta zyla w swiecie samonapedzajacej sie uludy i optymizmu. Zgodnie ze slynna goebelsowska zasada, ze "klamstwo powtarzane setki razy staje sie prawda". A to klamstwo, ze jest dobrze, a moze byc tylko lepiej, powtarzano setki tysiecy razy.
    Czytacz, 2009-02-19 09:44:11
  • avatar
    zgłoś
    Wiadomo było, że bańka kiedyś pęknie. Wszyscy o tym wiedzieli, tylko nie bardzo było wiadomo kiedy to się stanie. Nałożyło się wiele czynników i oto mamy coś co nazywamy kryzysem albo bardziej optymistycznie depresją. Polecam wywiad z Baumanem "Koniec orgii"
    luty19, 2009-02-19 02:44:50
  • avatar
    zgłoś
    Byli tacy, ktorzy dokladnie przewidzieli kryzys. Choc i oni byli pewni, ze recesji nie uda sie uniknac i trzeba bedzie te gorzka pigulke przelknac - bardzo ciekawa i jednoczesnie przerazajaca rozmowa:[yt]DpHZ-c3kw98[/yt]
    Czytacz, 2009-02-19 00:38:15
  • avatar
    zgłoś
    Brak mądrych decyzji sprzed lat ciągnie za nami już nie jak kula lecz jak gil z nosa u dziecka z grypą. Dzisiaj słyszę też nieprzemyślane do końca decyzje o interwencjach po przekroczeniu pułapu 5,- za euro. Czy wiedza ekonomiczna i trzeźwość umysłu już naszych decydentów nie dotyczy? Nie ma co wracać wstecz, ale wyciągnąć to coś, co często bywa zaniedbywane, wręcz olewane przez wszystkich, a mianowicie WNIOSKI. Musimy w końcu mieć takich reprezentantów, którzy przestaną bawić się w wojenki z szabelką, a zaczną dbać o nasz wizerunek, nasze interesy. Szacunku do siebie musimy się nauczyć, bo w innym przypadku będzie dalej jak jest.
    Pafii, 2009-02-18 17:08:15
  • avatar
    zgłoś
    w radiu, na koniec dyskusji o kursie złotówki, zagrali dziś rano Kazika:"...wolą kopać rowy za 1000 euro niz za 600 złotych, wiem to na pewno"[yt]7qpqquKcb1g[/yt]
    ~pacman, 2009-02-18 13:19:09
  • avatar
    zgłoś
    A propos zlotowki:Dzisiaj, kiedy euro jest już prawie po pięć złotych, a dolar nieustraszenie zmierza w kierunku czwórki, cofnęliśmy się o ładnych kilka lat na swojej narodowej i osobistej drodze do bogactwa. A mogło być inaczej. Wystarczyło naszą drogę do euro zacząć, jak Słowacja, w 2006 roku - pisze Cezary Michalski.czytaj dalej...Przez chwilę my, Polacy, byliśmy na Zachodzie. Było to zaledwie rok temu. Dolar był po dwa złote, frank szwajcarski po niewiele więcej, a euro po trzy. A nasze pensje umożliwiały nam nie tylko wyjazd wczasowy, ale nawet pomieszkanie w USA czy Europie Zachodniej na standardach ludzkich, a nie na standardach Albańczyków, którzy wysiedli ze swoich łódek, albo emigrantów z lat 80. otrzymujących pierwszy czek w swoim obozie przesiadkowym.Ja sam, siedząc przed rokiem w USA, z moją pensją wypłacaną w Warszawie, a wyciąganą z bankomatów w ścianach chicagowskich czy nowojorskich drapaczy chmur, czułem się przez chwilę jak człowiek. Nie musiałem sępić i wpraszać się na uroczyste bankiety. Gdzie tam! Sam mogłem zaprosić moją dziewczynę do knajpy czy postawić obiad akademickiemu intelektualiście, którego zamierzałem przy deserze zapytać o "wyborcze szanse Obamy".I była szansa na to, żeby ten stan utrzymać. Na skalę całego kraju. W wymiarze naszych osobistych pensji i oszczędności, a także w wymiarze polskich firm powiązanych ze światem dolara i euro tysiącami kontraktów. Wystarczyło nasze przygotowania do przyjęcia euro zacząć w 2006 roku, a nie w 2009. Wystarczyło, tak jak sąsiednia Słowacja, znaleźć się w strefie euro 1 stycznia tego roku, a już od wielu miesięcy mieć własną walutę do euro przylepioną.Wówczas kryzys nie sprowadziłby naszego narodowego pieniądza, a wraz z nią naszej narodowej gospodarki i nas wszystkich, z powrotem paręset kilometrów na Wschód. Gdzieś tak na szerokość geograficzną Ukrainy Zachodniej. Opcje walutowe nie rzuciłyby setek polskich firm i banków na skraj bankructwa. Mogliśmy pozostać na Zachodzie, gdyby tylko przed trzema laty, a nie dopiero dzisiaj, rozpocząć naszą drogę do euro. Polska gospodarka i polska waluta były wtedy w idealnym momencie. Kryzys się jeszcze nie zaczął. Był dopiero na odległym horyzoncie. Bush dopiero uchwalał swój przedostatni budżet rekordowego deficytu.Wiem, kto wtedy w Polsce rządził i wiem, kto postanowił inaczej. Byli to ludzie wierzący, że złotówka będzie narzędziem ich suwerennej władzy nad Polską, ich berłem i jabłkiem. Podczas gdy w rzeczywistości słaby lokalny pieniądz jest dziś tylko spekulacyjnym śmieciem, którym może się zabawić każdy, kto ma kilka milionów euro do szybkiego obrócenia na walutowym rynku w którymś z krajów naszego regionu, niemających jeszcze euro, ale złotówkę czy forinta.Właśnie dlatego, że to wszystko pamiętam, żałuję, że Lech i Jarosław Kaczyńscy nie korzystają dzisiaj z okazji, żeby nie zabierać głosu w sprawie euro. Ale czy ktoś, kto nie ma konta w banku, musi się obawiać, że wyparują jego oszczędności w złotówkach?Cezary Michalski
    Czytacz, 2009-02-18 10:29:27
  • avatar
    zgłoś
    'Czytacz' napisał(-a):IMHO zeby jakakolwiek posada byla pewna na 100%, to firma, w ktorej jest sie zatrudnionym, powinna byc calkowicie oderwana od rynku. Tylko to gwarantuje jej, ze nie odczuje zadnych negatywncyh skutkow wydarzen w gospodarce. Sęk w tym, ze takie firmy nie istnieja Kursy złotówki mówi o naszym miejscu w szeregu. Miejsce to pogarsza się z miesiąca na miesiąc. Liczę na mądre decyzje naszych decydentów.
    Pafii, 2009-02-18 10:07:03
  • avatar
    zgłoś
    Hmm.. Bez względu na branżę, obroty firm, Drogi Luki, spadają już dziś, a to są oznaki recesji, które nie muszą wiązać się od razu z redukcją etatów. Brak premii z powodu braku wzrostu może być już dotkliwym odczuciem. Jedynie branża spożywcza utrzymywać się będzie (czas jakiś?) na dotychczasowym poziomie. No i doradztwo finansowe, z naturalnych przyczyn. Należy pamiętać hasło : Jak się nie rozwijasz - to się zwijasz. No i może na tyle dla mało pokornych.
    ~Pafii, 2009-01-24 19:59:34
  • avatar
    zgłoś
    '*Luki*' napisał(-a):Razem z szefowa nie wierzymy w to, ze chocby 5 odpadnie. Poza tym odpadlbym jako ostatni pracownik(poza szefowa). Gratuluje dobrego samopoczucia, ale jednoczesnie mam wrazenie, ze jest w Tobie zbyt wiele optymizmu. Niedawno czytalem tekst o jakiejs branzy, nie pamietam jakiej, w Europie Zachodniej, w ktorej dzialalo 1300 firm. Po pol roku od poczatku kryzysu przetrwalo zaledwie ok. 150.Mozliwe, ze w Twojej branzy kryzys nie bedzie tak duzy, ale moim zdaniem naiwnoscia jest sadzic, ze wszystko odbedzie sie bezbolesnie. Nie musisz od razu tracic pracy, moze Cie na przyklad dotknac obnizka plac.
    Czytacz, 2009-01-24 16:01:37
  • avatar
    zgłoś
    'saber' napisał(-a):Ale jeżeli choćby 30 z nich nie przetrwało recesji to z automatu zatrudnienie może spaść o 20%, a to już może Ciebie dotyczyć Razem z szefowa nie wierzymy w to, ze chocby 5 odpadnie. Poza tym odpadlbym jako ostatni pracownik(poza szefowa). Luki
    *Luki*, 2009-01-24 13:23:06
  • avatar
    zgłoś
    '*Luki*' napisał(-a):Pracuje w firmie uslugowej. Mamy pod soba ponad 150 podmiotow(stalych klientow). Uwazasz, ze chocby 50 z nich mialo nie przetrwac recesji?LukiAle jeżeli choćby 30 z nich nie przetrwało recesji to z automatu zatrudnienie może spaść o 20%, a to już może Ciebie dotyczyć
    saber, 2009-01-24 12:40:51
  • avatar
    zgłoś
    'Czytacz' napisał(-a):IMHO zeby jakakolwiek posada byla pewna na 100%, to firma, w ktorej jest sie zatrudnionym, powinna byc calkowicie oderwana od rynku. Tylko to gwarantuje jej, ze nie odczuje zadnych negatywncyh skutkow wydarzen w gospodarce. Sęk w tym, ze takie firmy nie istnieja Pracuje w firmie uslugowej. Mamy pod soba ponad 150 podmiotow(stalych klientow). Uwazasz, ze chocby 50 z nich mialo nie przetrwac recesji?Luki
    *Luki*, 2009-01-24 12:31:27
  • avatar
    zgłoś
    IMHO zeby jakakolwiek posada byla pewna na 100%, to firma, w ktorej jest sie zatrudnionym, powinna byc calkowicie oderwana od rynku. Tylko to gwarantuje jej, ze nie odczuje zadnych negatywncyh skutkow wydarzen w gospodarce. Sęk w tym, ze takie firmy nie istnieja
    Czytacz, 2009-01-24 11:53:59
  • avatar
    zgłoś
    Jesli chodzi o moja posade - dalej dobrze platna + pewna na 100%.Jesli chodzi o sytuacje na rynku, nie potrafie znalezc zadnego aspektu recesji w MOIM zyciu.Luki
    *Luki*, 2009-01-24 10:44:54
  • avatar
    zgłoś
    A no właśnie. Tak naprawdę bez względu na to czy jesteśmy studentami, pracownikami czy pracodawcami, sądzę, że odczujemy skutki wszyscy. Oby nie było to zbyt dotkliwe, rzecz jasna i trwało krótko. Celnych decyzji życzę wszystkim.
    ~Pafii, 2009-01-24 10:30:13
  • avatar
    zgłoś
    Skad ta pewnosc? Najbardziej znani ekonomisci tez byli stuprocentowo pewni, ze kryzysu nie bedzie i co?
    Czytacz, 2009-01-23 19:54:04
  • avatar
    zgłoś
    '*Luki*' napisał(-a):Mi osobiscie recesja nie grozi. LukiSkad ta pewnosc?
    Czytacz, 2009-01-23 19:53:10
  • avatar
    zgłoś
    'Pafii' napisał(-a):Nikogo to nie rusza?Mi osobiscie recesja nie grozi. Luki
    *Luki*, 2009-01-23 18:01:04
  • avatar
    zgłoś
    Nikogo to nie rusza?
    ~Pafii, 2009-01-23 17:44:12
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij