Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Co czyni Cię szczęśliwym?

Fetyszem naszej cywilizacji stało się szczęście. Mamy być szczęśliwi, nie marudzić, a stres, czyli podstawowy zawalidroga na drodze do szczęśliwego życia, ogłosiliśmy wrogiem publicznym numer 1, umieszczając go w tej samej kategorii, co rak, kryzys czy chemia w jedzeniu. 

Jacek Szumski 2016-02-15
szczęście fot. Shutterstock

Od dziecka wiemy, że bycie szczęśliwym to stan najbardziej pożądany. Dziecko powinno być nieustannie wesołe, bo gdy jest, dajmy na to, zamyślone i siedzi w kącie, to zaraz wszyscy myślą, że jest nieszczęśliwe i coś z nim nie tak, więc trzeba je natychmiast rozruszać i rozbawić. Mam na myśli oczywiście te dobre rodziny, które przejmują się dziećmi. W późniejszym okresie życia też łatwo nie jest. Co chwila składamy sobie życzenia "szczęścia" i tego właśnie oczekujemy od życia.

Wbrew temu, co niektórzy mówią o Polakach, że są krajem narzekających marudów, to marudzenie ostatnio wcale nie jest tak dobrze widziane. Narzekasz? Rzeczywistość Ci się nie podoba? Spotykają Cię same porażki? To oznacza, że jesteś malkontentem i nieudacznikiem. I nie licz, gościu, na współczucie, bo najprawdopodobniej sam jesteś sobie winien. Bo jak głosi nowa filozofia rodem z poradników pozytywnego myślenia: przyciągamy to, o czym myślimy.

Nowe prawo

Pomysł, że życie ludzkie powinno być szczęśliwe, jest stosunkowo świeżej daty. W starożytności zajmowała się tym pojęciem elita filozofów, ale zwykli ludzie raczej nie mieli wielkich oczekiwań od losu i byli zadowoleni, jeżeli udało im się cało przejść przez niedługie życie i nie paść ofiarą dzikich zwierząt, wojny czy dżumy. Dopiero oświeceniowi myśliciele uznali szczęście obywatela za coś istotnego, a skutkiem tego było uwzględnienie ludzkiego prawa do godnego życia w różnych konstytucjach.

Np. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych, uchwalona w XVIII w., zawierała zapis o prawie do "życia, wolności i dążenia do szczęścia". Co prawda Ojcowie Założyciele mieli na myśli raczej arystotelesowski model szczęścia, które jest efektem życia cnotliwego, rozumnego i zdyscyplinowanego, na hedonistyczną wizję szczęścia jednak powoli nadchodził czas. 

Najpierw powoli i nieśmiało, z przerwami na różne wojny i kataklizmy dziejowe, aby rozwinąć się w pełni w dzisiejszych czasach. Nie dość, że sami uważamy, że musimy być szczęśliwi, bo inaczej życie nie ma sensu, to jeszcze kibicują nam w tym firmy, podsycając to oczekiwanie ("Zasługujesz za to!" – głoszą reklamy).

Naszym szczęściem interesują się nawet ekonomiści. A nawet, co może zabrzmieć groźnie – politycy. Indeks subiektywnej szczęśliwości powoli staje się istotnym wskaźnikiem ekonomicznym – prawie tak ważnym, jak mityczny PKB. Co prawda jest on dosyć trudno mierzalny i w zależności od przyjętych kryteriów wyniki mogą się diametralnie różnić. Na przykład istnieje coś takiego, jak Światowy Indeks Szczęścia (ang. Happy Planet Index, HPI) – wskaźnik ekonomiczny opracowany przez New Economics Foundation, do mierzenia poziomu dobrostanu w różnych krajach.

Zgodnie z przyjętymi tam kryteriami cztery najszczęśliwsze kraje świata to Kostaryka, Wietnam, Kolumbia i Belize, co nawet dla osoby niezbyt zorientowanej brzmi trochę podejrzanie.

Znacznie bardziej wiarygodnie brzmi raport ONZ, w którym przyjęto takie kryteria, jak PKB na głowę mieszkańca, oczekiwana długość życia w zdrowiu, wsparcie ze strony bliskich, wolność życiowych wyborów, poziom korupcji i zaufanie. Według tej miary najszczęśliwszymi ludźmi na świecie są mieszkańcy Danii, Norwegii, Szwajcarii, Holandii i Szwecji. W ostatnich latach powstała nawet nauka zwana "ekonomią szczęścia ("happynomic"), zajmująca się czynnikami, które wpływają na zadowolenie społeczne.

  

szczęście fot. Shutterstock

Piguła szczęścia

Czy jesteśmy coraz szczęśliwsi? Wbrew niedowiarkom wiele danych wskazuje, że owszem. Politolog Ronald Inglehart z University of Michigan, analizując światowe dane od 1987 roku, wykazuje, że wskaźniki poziomu szczęścia poprawiły się w większości krajów na świecie. A u nas, w Polsce, która jest według raportu ONZ na 51. miejscu szczęśliwości? Profesor psychologii Janusz Czapiński, który regularnie publikuje raport „Diagnoza społeczna. Warunki i jakość życia Polaków”, twierdzi, że jesteśmy coraz szczęśliwszą nacją. Obecnie odsetek bardzo i dosyć szczęśliwych Polaków wynosi aż 81%. Ktoś pyta, jaki wobec tego mamy problem? Otóż na całym świecie rośnie liczba ludzi, którzy deklarują, że mają problem z psychiką. W Polsce też. Według danych Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego 1 mln Polaków zażywa leki przeciwdepresyjne. Pomocy psychologicznej i psychiatrycznej szuka co roku 1,5 mln rodaków. Często są to nerwice, zaburzenia lękowe, depresje i psychozy. Mimo że służba zdrowia w naszym kraju jest taka, jaka jest, a państwowe nakłady na leczenie zaburzeń psychicznych spadają, to rośnie świadomość psychologiczna.

To oznacza może raczej „poppsychologiczna” – wiemy, że coś jest z nami nie tak, i domagamy się szybkich sposobów na zlikwidowanie problemu. I często wygląda to tak, że sami u siebie diagnozujemy depresję i idziemy do lekarza po konkretny lek, o którym dowiedzieliśmy się z internetu. Ale takie podejście nie podoba się psychologom, bo zaleczenie objawu nie rozwiązuje problemu, jakim jest brak harmonii w życiu.

Dzięki pracom takich speców od ludzkiej duszy, jak Martin Seligman i Mihaly Csikszentmihalyi, zaczęliśmy interesować się nie minimalizowaniem cierpienia, tylko maksymalizowaniem szczęścia. Czyli czynnikami, które sprawiają, że czujemy się dobrze i oceniamy nasze życie jako wartościowe. To stworzyło tzw. psychologię pozytywną, dzięki której dowiedzieliśmy się kilku rzeczy na temat tego, jak żyć. Na przykład wiemy już, że pieniądze, owszem, dają szczęście, ale tylko do pewnego poziomu, po przekroczeniu którego przestają mieć istotny wpływ na nasze samopoczucie.

Wiemy, że szczęśliwe wydarzenia – np. awans, wygrana na loterii, zakup nowego samochodu – poprawiają nam humor tylko na pewien czas, po czym wracamy do naszego zwykłego nastroju. Psychologia pozytywna mówi nam też, że doświadczenia, nowe doznania i dobre relacje z innymi ludźmi uszczęśliwiają nas bardziej niż gromadzenie dóbr ziemskich. A oczekiwanie na przyjemne wydarzenie samo w sobie w znacznym stopniu poprawia nastrój.

 

szczęście fot. Shutterstock

Szczęście w bezmyślności

W dzisiejszych czasach biznes nakierowany na poprawianie nastroju ludziom albo przynajmniej uwolnienie od stresu kręci się fantastycznie. Mam tu oczywiście na myśli przemysł farmaceutyczny z jego wszystkimi antydepresantami i uspokajaczami. Dodatkowo w każdej aptece można bez recepty kupić dziesiątki suplementów uspokajających, nasennych, ale też i pobudzających.

Księgarnie wypełnione są poradnikami dla zestresowanych i nieszczęśliwych. Na każdym słupie ogłoszeniowym wiszą zaproszenia na uspokajające nerwy treningi jogi czy medytacji. Ten trend wykorzystują nawet twórcy aplikacji na smartfony. Na przykład aplikacja Headspace/meditation – klasyczny produkt popkulturowej high-tech psychologii. Plus oczywiście elementy filozofii Wschodu. Bazuje to na założeniu, że naszą podstawową przeszkodą na drodze do szczęścia jest bałagan w umyśle.

Czyli trudne do okiełznania myśli o przeszłości, przyszłości, innych ludziach czy miejscach, które przeszkadzają nam skoncentrować się na "tu i teraz". A taki stan uwolnienia od myślenia ma być, zgodnie z zamysłem wyznawców tej teorii, wprowadzeniem w bramy psychicznego raju. Problem polega na tym, że to, co dla twórców aplikacji jest szczęściem, dla mnie jest piekłem. Siedzenie w bezruchu jawi mi się jako potworne marnowanie czasu. Mnie uszczęśliwia spędzanie go w pożyteczny, interesujący sposób. Mój umysł cierpi, gdy nie może się niczym zająć, bo największą satysfakcję sprawia mu myślenie czy rozwiązywanie problemów.

Dla każdego coś innego

Nie ma jednej recepty na uszczęśliwienie wszystkich. Tak więc medytacja jest dobra dla jednych, a wkurzająca dla innych; podobnie jest na przykład z "myśleniem pozytywnym". Wręcz są dowody na to, że dążenie do szczęścia i unikanie stresów może nas unieszczęśliwić. Każdego, kto wyobraża sobie szczęście jako nieustanne przebywanie w stanie, który obrazuje klip do piosenki Pharrella Williamsa, czeka rozczarowanie. Bo bez stresu i różnych życiowych huśtawek nie da się odczuwać szczęścia.

Dobrze obrazuje to poniższe doświadczenie. Psychologowie Kahneman, Krueger i Schwarz przeanalizowali przebieg przeciętnego dnia różnych ludzi, a potem pytali ich o satysfakcję życiową. Badanie satysfakcji życiowej mówi nam, jaki rodzaj człowieka ma szansę być bardziej szczęśliwy, a "rekonstrukcja dnia" wskazuje, jakie rzeczy powodują, że czujemy się dobrze lub źle.

Zaskakującym odkryciem jest fakt, że ludzie, którzy deklarują zadowolenie z życia, to nie ci sami, którzy przez większą część dnia mają dobry nastrój. Wręcz przeciwnie: ci zadowoleni doświadczają w ciągu dnia wielu zmian nastroju. Ludzie generalnie niezadowoleni w ciągu dnia mają dość wyrównany nastrój, z kilkoma zaledwie zmianami.

Kahneman twierdzi, że jeśli nasze przeżycia są intensywne, zarówno te "górki", jak i "dołki", to te zwyżki zostaną zapamiętane jako szczęśliwsze, bo kontrast jest większy. W skrócie – jeśli masz poczucie, że generalnie nie dostajesz od życia tego, co chciałbyś, życie wydaje Ci się trochę nudne, puste i smutne – dodaj nieco gazu. Podejmuj więcej ryzykownych decyzji, nawet gdyby miało to oznaczać większe zmęczenie, stres i rozterki. To się opłaca.

 

szczęście fot. Shutterstock

Dobrego dnia

Psycholog Paul Dolan mówi, jak dobrze spędzić dzień.

8.00 Poranna muza

Kup sobie radiobudzik. Dźwięki muzyki aktywizują część mózgu związaną z pozytywnymi emocjami.

8.30 Nudne zajęcia

Czyli poranne czynności robione na autopilocie, jak np. mycie zębów. Wykorzystaj je na zrobienie planu dnia. 

9.00 Osobiste drobiazgi

Bardziej spersonalizowany wystrój biura sprawia, że czujemy się szczęśliwsi, mniej zestresowani, rzadziej chorujemy.

12.30 Zaplanuj coś fajnego

Uruchom endorfiny, zaglądając w przerwie na lunch na strony z ofertami wakacyjnymi. Planowanie samo w sobie cieszy.

15.00 Podgoń pracę

Ludzie, którzy odkładają wszystko na później, są wiecznie zmęczeni. Zrób tak, żeby wyjść z pracy z czystym sumieniem.  

18.00 Z dala od smartfona

Wyluzuj. Zagraj z kumplami w grę na smartfona – kto się odważy go wyciągnąć, stawia wszystkim kolejkę.

20.00 Pożegnaj się

Idź do domu, jeżeli nie bawisz się dobrze na randce czy na imprezie. Nie ma nic bardziej depresyjnego niż niezabawna zabawa.

Bilet na koncert + Nowa koszula = Udana randka!

"Zamiast umawiać się na randkę w drogiej restauracji, zrób coś, co rzeczywiście podniesie wam ciśnienie" – mówi psycholog dr Elizabeth Dunn. Koncert ulubionej kapeli zapewni pozytywne emocje, które zapamiętacie oboje. A wcześniej ubierz się jak lepsza wersja samego siebie – to natychmiast podniesie wyjściowy poziom szczęścia.  

MH 02/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Nie ma skutecznej recepty na szczęście i brak stresu.... bo szczęście to pojęcie abstrakcyjne dla kazdego bedzie czymś innym..Kobiety np. zadawalaja zakupy .mnie by uczyniło szczęśliwym coś z motoryzacji - chyba skuter! Nawet oglądałem taki w Katowicach na ul Pospiecha 2 !:D Już niedługo mam nadzieje kupię go :)
    ~myszek, 2016-09-06 20:32:15
  • avatar
    zgłoś
    Fetyszem naszej cywilizacji stało się szczęście. Mamy być szczęśliwi, nie marudzić, a stres, czyli podstawowy zawalidroga na drodze do szczęśliwego życia, ogłosiliśmy wrogiem publicznym numer 1, umieszczając go w tej samej kategorii, co rak, kryzys czy chemia w jedzeniu.<br /><br /><a href="/praca/Co-czyni-Cie-szczesliwym,7642,1"></a>
    Mens Health, 2016-02-15 11:41:01
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij