Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Menshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Uncharted 4: Kres Złodzieja - Wielki finał

Historia popkultury doskonale zna takie przypadki. Bohatera, który całe życie spędził w ruchu, naprawdę trudno przekonać, aby w końcu osiadł gdzieś na stałe. Właśnie o tym jest najnowsza – a zarazem ostatnia – część przygód Nathana Drake’a.

Piotr Makowski 2016-05-13
Uncharted 4: Kres Złodzieja

Uncharted 4 po początkowym przysłowiowym trzęsieniu ziemi rozkręca się bardzo powoli. Twórcom zależało chyba na ukazaniu pewnego kontrastu. Z jednej strony mamy w pamięci pełne akcji poprzednie trzy odsłony serii, z drugiej spokojną, wyważoną, momentami wręcz nudną rozgrywkę z czwórki. Oczywiście do czasu, bo przychodzi moment, w którym narracja diametralnie się zmienia. I znów mamy festiwal strzelanin, wybuchów i skoków w przepaść, z których ratuje nas tylko wyciągnięta w ostatniej chwili ręka kompana. Tym łatwiej zrozumieć rozterki głównego bohatera z początkowych rozdziałów. Niby rodzinna kolacja przed telewizorem też jest ok, ale umówmy się, ciągnie wilka do lasu, a poszukiwacza skarbów do poszukiwania skarbów.

Okazja trafia się szybko. W Twoich drzwiach staje uznany za zmarłego starszy brat, od którego w pewnym sensie nauczyłeś się fachu. Ostatni raz widziałeś go, gdy razem próbowaliście odnaleźć skarb Henry’ego Every’ego. Temu ostatniemu należy się zresztą osobny  akapit, bo to pierwsza osoba w historii, za którą wysłano międzynarodowy list gończy. Czego innego można się jednak spodziewać, gdy przywłaszczy się naprawdę solidną ilość błyskotek, a następnie wraz z nimi zapadnie się pod ziemię.

Traf chce, że razem z bratem musicie wznowić poszukiwania. Samuel nie zginął, tylko trafił do więzienia, w którym celę dzielił z narkotykowym bossem. W ciągu piętnastu lat za kratami historię o skarbie opowiedzieć musiał przynajmniej raz za dużo, bo szef kartelu postanowił uwolnić ich obu. Oczywiście nie ma nic za darmo…

Pojawia się więc w Twoich drzwiach brat i prosi o pomoc. Nie chcesz się zgodzić – bo  dom, bo rodzina, bo stateczne życie – tylko przez chwilę. Parę minut później jesteś już na tropie i robisz te wszystkie rzeczy, z których jesteś znany. Potrafisz nawet więcej niż ostatnio, bo nieźle sprawdzasz się również jako kierowca terenowego samochodu, we wspinaczce pomagasz sobie czekanem, a za pomocą linki z hakiem nie tylko pokonujesz przepaście, ale i w hollywoodzki sposób rozprawiasz się z przeciwnikami. Potrafisz też chować się w wysokiej trawie – niby banał, ale w cichej eliminacji wrogów taka zdolność naprawdę się przydaje. Kilkuletni urlop zdecydowanie wyszedł Ci na dobre.

I tutaj dochodzimy do sedna, bo Uncharted 4 to zdecydowanie najlepsza odsłona cyklu, a nawet chyba najlepsza gra na Playstation 4. Dopracowana w każdym szczególe, przepiękna, z ciekawą historią opowiedzianą w rewelacyjny sposób. Tu zgadza się wszystko, trudno do czegokolwiek się przyczepić. Graficznie dzieło Naughty Dog miażdży. Wielokrotnie spowolnisz pochód ku finałowi, żeby jeszcze choćby sekundkę móc podziwiać widoki. Zamiast jak najszybciej przejść do kolejnego pomieszczenia, raz jeszcze zatrzymasz się we wnętrzu odwzorowanym z taką dbałością o detale, że zabraknie Ci słów. Renderowane w czasie rzeczywistym przerywniki filmowe powalą Cię na glebę nie tylko jakością tekstur, ale też aktorską grą i kadrami. Sposób, w jaki płynnie przechodzić będą w rozgrywkę, sprawi, że poczujesz się, jakbyś miał do czynienia nie ze zwykłą grą, a z filmem. I to nie jako widz, ale jako uczestnik.

 Będziesz dosłownie wewnątrz tej gry, chłonąc każdy jej element. Doskonale wczujesz się w głównego bohatera i szybko odkryjesz, że relacje pomiędzy nim a resztą postaci są naprawdę złożone. To nie jest już opowieść o żądnym przygód lekkoduchu, który za kolejny kawałek historii i skarbu jest w stanie zrobić wszystko i wszystkich poświęcić. To historia o dojrzałym facecie, który boi się stracić to, co ma, ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że żyje teraz cudzym życiem. Którego niewidzialna siła pcha ku przygodzie. To historia o każdym, kto poszedł na kompromis z rzeczywistością, kredyt na mieszkanie i odpowiedzialność za innych przedkładając ponad marzenia. To również antidotum na tę nierówną walkę z rzeczywistością, bo Uncharted 4 pozwala poczuć tę wielką przygodę, czającą się za rogiem. Poszukiwania skarbu Henry’ego Every’ego rzuca bohatera po przeróżnych miejscach. Mroźna i górzysta Szkocja? Proszę bardzo. Gorący i wilgotny Madagaskar? Załatwione.

Długo przed premierą wiadomo było, że ostatnie Uncharted robić będzie ekipa odpowiedzialna wcześniej za The Last of Us. To była jednocześnie dobra i zła informacja, bo ta druga gra wciąż uznawana jest za arcydzieło, do którego wszyscy powinni równać. Z drugiej jednak strony można było wyczuć pewną obawę, że z fajowej strzelanki, w której chodzi o to, aby do skarbu dotrzeć przed konkurencją, zamieni się nagle Uncharted w mroczną historię o naturze człowieka. Na szczęście Naughty Dog nie spróbowało nawet pójść tą drogą. Co prawda akcenty położono inaczej niż w poprzednich częściach, gra jest odrobinę bardziej mroczna, jest też sporo dojrzalsza i „powolniejsza”. Jest tu więcej momentów ciszy, nacisk na postaci i relacje między nimi jest zdecydowanie mocniejszy. To jednak wciąż kipiąca akcją zabawa, historia, którą w pewnym sensie chciałby przeżyć każdy z nas. Umówmy się, każdy chce być Bondem, a każdy po zagraniu w Uncharted 4 będzie chciał być Drake’em.

Fakt, że ten ostatni rozdział jego przygód, nie został wywrócony do góry nogami, bardzo cieszy. To żadna rewolucja, tylko doprowadzenie do perfekcji tego, co już doskonale znamy. Nowa mechanizmy tylko uwydatniają zalety starych. Lepiej poprowadzona narracja jeszcze bardziej daje do zrozumienia, że o historię, fabułę głównie tu chodzi. A sposób, w jaki łączy się ona z gejmplejem, jest aż fascynujący. Tu wszystko jest po coś. Jeśli Drake skacze czy strzela, to dlatego, że wymaga tego od niego sytuacja. Wrogów na szczęście jest wyraźnie mniej niż w poprzednich odsłonach. Co nie znaczy, że starcia są łatwiejsze. Ba, są dużo trudniejsze, bo nie polegają teraz na spokojnym powalaniu kolejnych fal przeciwników.

Zamiast tego, dostajemy półotwarte areny z określoną liczbą przeciwników. To od nas zależy, jak podejdziemy do zagadnienia. Możliwe jest przejście poziomu bez oddania ani jednego strzału, czasami nawet bez kontaktu z rywalem. Gracz może oznaczyć z ukrycia wszystkie cele, a następnie jeden po drugim po cichu je eliminować. Gdy któryś nas dostrzeże, rozpoczyna się prawdziwie filmowa jatka. Która z kolei również może po chwili ulec wygaszeniu. I tak raz po raz, bardzo płynnie i naturalnie. To kolejna wielka zaleta tej gry. Ona jest po prostu mądrzejsza niż poprzedniczki. Pomagają temu zresztą komentarze, których autorem jest sam Drake. Gdy któryś już raz zjeżdża po błotnistym pagórku, potrafi w cięty sposób zauważyć, że tego jest zdecydowanie za dużo. A gdy w podziemiach niepozornie wyglądającego domku dostrzega olbrzymie i tajemnicze mechanizmy, na głos zastanawia się, kto, po co i po jaką cholerę w ogóle coś takiego wybudował.

Zostając przy komentarzach – gra aktorska w Uncharted 4 jest na najwyższym poziomie. To, co robią Nolan North (w polskiej wersji językowej świetny Jarosław Boberek) i Troy Baker, powoduje, że ręce same składają się do oklasków. Jeśli kiedyś na ulicy usłyszysz ich głos, odwrócisz się i nie zobaczysz postaci z gry, będziesz naprawdę bardzo zdziwiony. Te głosy są tak mocno z postaciami powiązane, że trudno jest połączyć z tymi pierwszymi prawdziwe twarze. Gdy rozmawiałem z Nolanem w Rzymie na premierze Uncharted, cały czas łapałem się na tym, że coś tu nie gra. Zajęło mi dobrą chwilę, żeby uzmysłowić sobie, że Nolan North to jednak Nolan North, a nie Nathan Drake. Dobra, trochę kłamię – dalej mam tę trudność.

Uncharted 4 to gra wielka, doskonała, niesamowita. Kres złodzieja to kompletny złodziej kilku wieczorów. Tak jak główny bohater nie odpuścisz, zanim nie dowiesz się, jak ta historia się kończy. No to zaczynaj.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Historia popkultury doskonale zna takie przypadki. Bohatera, który całe życie spędził w ruchu, naprawdę trudno przekonać, aby w końcu osiadł gdzieś na stałe. Właśnie o tym jest najnowsza ? a zarazem ostatnia ? część przygód Nathana Drake?a.<br /><br /><a href="/hitech/Uncharted-4-Kres-Zlodzieja-Wielki-final,7925,1"></a>
    Mens Health, 2016-05-13 16:09:46
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij