Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Rower elektryczny: jazda z prądem [Testujemy na sobie]

Rowery elektryczne zajmują coraz więcej miejsca w ofercie producentów. Sprawdzamy, czy z podobnym impetem zdobywają serca rowerzystów.

rower elektryczny fot. Wojciech Małkowicz
W mojej obecności na rowerze elektrycznym usiadło chyba z dziesięciu facetów. Wystarczyło zaledwie kilka obrotów korbą, żeby na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech, a z ust padło coś w stylu: "Ale fajnieeeee!". To znaczy słowa były inne, ale nie nadają się tutaj do dosłownego przytoczenia. Staram się oddać jedynie charakter wypowiedzi.

Sam zresztą zareagowałem podobnie. Jeżdżę na rowerach górskich już prawie dwie dekady i dobrze wiem, ile siły trzeba włożyć w to, żeby je rozpędzić. A na elektryku w ciągu paru sekund czuje się wiatr we włosach. Wrażenie jest piorunujące.

Zachęcony takim wrażeniem od razu pojechałem na zbocze, na które jeszcze nigdy nie udało mi się wjechać. Niewiele myśląc, ustawiłem moc na maksa i wydarłem do góry. Nie mogłem uwierzyć, jak łatwo mi się jedzie. Wszystko szło bez przeszkód, dopóki miarowo obracałem korbami. Kiedy korzenie na stromym fragmencie zakłóciły rytm pedałowania i naciskałem pedały ze zmienną siłą, rower nagle zaczął zachowywać się jak narowisty rumak.

Szarpnięcia powodowane nagłymi dostawami mocy sprawiły, że straciłem przyczepność i atak szczytowy szybko się skończył. Kolejne podobne sytuacje złożyły się na obserwację, że im bardziej techniczna trasa pod górę, tym mniej podobało mi się elektryczne wsparcie (przydała się redukcja trybu Turbo na Eco).

Trzeba jednak przyznać, że monotonne podjazdy, które potrafią nieźle dać w kość, stawały się przyjemną przejażdżką. Coś za coś. Oszczędność sił w trakcie całej wycieczki była kolosalna. Objechałem dobrze znaną mi trasę długości mniej więcej 25 km i dobrze wiem, jak przeważnie czuję się po jej zakończeniu.

 

rower elektryczny fot. Wojciech Małkowicz
Tym razem dotarłem na parking w znacznie lepszej formie niż zwykle. Jeśli jeździsz długie trasy, wiesz pewnie dobrze, że przychodzi taki moment, iż zmęczenie odbiera w końcu frajdę ze zjazdów. A to dla mnie zdecydowanie najbardziej atrakcyjna część jazdy na rowerze górskim, więc zapisuję kolejny plus na koncie roweru elektrycznego.

Przyda się, gdy nastawiasz się na jazdę na trasach typu singletrack, znajdujących się na przykład w Świeradowie-Zdroju, Srebrnej Górze czy Bielsku-Białej. Mając elektryka, dasz radę w ciągu dnia zrobić kilka pętli więcej niż zwykle.

Producenci jak ognia unikają podawania zasięgu roweru, bo zależy on od charakteru trasy i stopnia, w jakim używasz wspomagania. Dlatego w czasie jazdy nie dawała mi spokoju myśl, co zrobiłbym, gdyby gdzieś w górach rozładowała mi się bateria.

rower elektryczny fot. Wojciech Małkowicz
Ostatecznie skończyłem jazdę, mając jeszcze jedną czwartą stanu, więc na szczęście obyło się bez niespodzianek. Zwizualizowałem sobie jednak powrót bez wspomagania, odłączając je na płaskim. Cóż, to ciężki kawałek chleba – i to zarówno w trasie, jak i w transporcie.

Właściwie nadaje się do niego tylko bagażnik na hak. Z powodu wagi dach odpada, a i włożenie roweru do bagażnika do najłatwiejszych zadań nie należy. Podobnie jak tachanie go po schodach do mieszkania, bo przecież takiego bajka nie zostawisz w piwnicy, prawda?

Plusy i minusy

+ Możliwość błyskawicznego przyspieszania nadaje jeździe zupełnie nowy wymiar.

+ Świetny dla każdego, kto chciałby spróbować MTB, ale ma braki kondycyjne. - Rower bywa narowisty na technicznych podjazdach.

+ Oszczędność sił na nużących podjazdach = więcej frajdy w drodze w dół.

- Niepewność, na jak długo wystarczy bateria. Odradzam przy długich trasach.

- Ciężar jest uciążliwy przy pakowaniu, przenoszeniu i myciu.

Dla kogo ta zabawa

Ze wsparciem czy bez niego? Przed zakupem roweru elektrycznego musisz odpowiedzieć sobie na jedno bardzo ważne pytanie: po co jeździsz na rowerze? Ja przeważnie po to, żeby się zmęczyć i wdrapać na szczyt o własnych siłach.

Dlatego elektryczne wspomaganie nie mieści się w mojej koncepcji rowerowania. Jeśli jednak traktujesz to bardziej rekreacyjnie, wtedy jazda na elektryku wydaje się naprawdę fajną zabawą.

Bateria Można ją łatwo wyjąć i zabrać do domu do ładowania. Na szczęście nie trzeba taszczyć ze sobą całego roweru. Jak każda bateria z czasem traci pojemność, ale możesz wymienić ją na nową.

Waga To największa wada elektryków. Sprzęt, na którym jeździłem, waży ponad 22 kg. Dzięki temu zdałem sobie sprawę, jak często w ciągu dnia jazdy przestawiam rower.

4 tryby Wsparcie silnika elektrycznego można ustawić w jednym z czterech trybów, od eco do turbo. Im mocniejszy, tym szybciej wyczerpuje się bateria. Powinna wystarczyć na 30-40 km.

Prędkość maksymalna Kiedy osiągniesz prędkość 25 km/h, rower automatycznie odcina zasilanie. Wynika to z przepisów UE, jednakowych dla wszystkich producentów.

Silnik elektryczny Trzeba się do niego przyzwyczaić. Mocniejsze depnięcie w korbę daje zastrzyk mocy, który czasem trudno okiełznać.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij